środa, 25 maja 2016

Rozdział 6



-Możesz przestać być tak podjarana? - spytałam Holly, która ciągnęła mnie przez cały korytarz, by pokazać nowego chłopaka. Ona po prostu nie rozumie, kiedy ktoś nie chce czegoś zrobić. Uwielbiam ją, ale teraz chciałabym pójść po kawę, bo źle spałam.
-Nie! Bo wiem, że Ci się spodoba – oznajmiła zatrzymując się w „bezpiecznej” odległości.- To on – wskazała dyskretnie głową na wysokiego blondyna z kolczykiem w wardze. Rozmawiał z Justinem i dobrze się dogadywali z tego co widać. Kiedy nasz przyjaciel zauważył jak stoimy na boku, przywołał mnie gestem dłoni. Holly ruszyła pierwsza, a ja za nią.


-Lucas to jest najlepsza, najsympatyczniejsza, najmądrzejsza i najpiękniejsza dziewczyna jaką widzisz! - wykrzyczał Justin. Holly już wychodziła przed szereg, ale Justin wskazał na mnie. Zaczerwieniłam się spuszczając wzrok na swoje stopy.- I najbardziej nieśmiała – dopowiedział.
-Nie żartuj – odezwałam się cicho przygryzając wargę. Było mi głupio przez tego kretyna, który zawsze mnie zawstydza przy kimś nowym.
-Eve, nie obrażaj się – poczochrał mnie po głowie więc zaczęłam się śmiać.
-Masz ładny śmiech – odezwał się Luke patrząc na nasze zachowanie.
-Dziękuje, jestem Evelyn – podałam mu rękę, którą lekko uścisnął patrząc w moje oczy.
-Luke – uśmiechnął się szeroko.
-Holly pewnie już znasz jak ona Ciebie – puścił jej oczko Jus, a ta uderzyła go po głowie.

-Miło mi poznać – odezwał się do niej blondyn. Zaczęli rozmawiać, a ja słuchałam jakiś tam głupot o maturach. Dyskutowali o stresie, zadaniach, studiach, nauczycielach i o dzisiejszych zajęciach, które nie wiadomo czy się odbędą. Jak Ci nauczyciele chcą nas nauczyć czegoś jeśli odwołują lekcje? Bez sensu potem będą mieć pretensje, że obniżamy poziom szkoły itd.
-Li?
-Słucham was, chyba – odpowiedziałam mieszając się.
-Nie słyszałaś dzwonka? - spytała dziewczyna śmiejąc się.
-Em jakoś tak wyszło – uśmiechnęłam się przepraszająco w ich stronę i ruszyliśmy do klasy. Holly poszła usiąść z jakąś dziewczyną, a Jus z Nickiem.
-Możemy usiąść razem? - spytał Luke błądząc po klasie wzrokiem.
-Jasne – odpowiedziałam zasiadając i czekając na naszego belfra. Siedzieliśmy w ciszy nie rozmawiając. Ja zajęłam się czytaniem książki, a on poznawał nowych znajomych. W końcu też wyciągnął książkę, którą zaczął czytać. Spojrzałam z uniesioną brwią w jego stronę. Nasze spojrzenia się spotkały.
-Nie tylko ty lubisz czytać – powiedział śmiejąc się.

Do klasy wszedł profesor każąc wyjąć ćwiczenia i podręczniki by robić jakieś zadania. Jak o coś pytał to zazwyczaj sama się odzywałam i odpowiadałam zgodnie z prawdą. Jednak mówiłam cicho, bo trochę się peszyłam. Mam tak, że nieśmiałość czasem bierze nade mną górę. Jednak wszystkie odpowiedzi były zgodne z prawdą, co mnie cieszyło. Całą lekcję tak dyskutowaliśmy robiąc na przemiennie zadania i pisząc coś w zeszycie. Sądziłam, że mój lokator z ławki nie jest mocny z tego o czym mówimy, ale jak zabrał głos to wszystko się zmieniło. Okazało się, że za wcześnie go oceniłam co do tej wiedzy. Słuchałam jego wypowiedzi jak jakiegoś wykładu. Zaczarował mnie swoim wdziękiem i wiedzą. Kurde to takie nieprawdopodobne, że zaaklimatyzował się w klasie już pierwszego dnia. Jak usłyszeliśmy dzwonek to połowa klasy wybiegła, a ja pomału spakowałam książki i też wyszłam.
-Czekaj! - zawołał za mną blondyn z kolczykiem. Zatrzymałam się widząc jak biegnie w moja stronę trzymając moją książkę w ręce. -Zostawiłaś – wystawił do mnie rękę z moim przedmiotem.
-Jak? - zdjęłam z pleców plecak chowając do niej rzecz od Lucasa.

-Zapomniałaś zapakować – odpowiedział idąc ze mną na następną lekcję. Zaczęliśmy rozmawiać o tym, że to absurd przenosić się chwilę przed testami do innej szkoły. Dla niego też to była nowa sytuacja, ale rodzice tutaj dostali pracę. Poznawałam go z przerwy na przerwę. Doszliśmy do tematu studiów i oboje chcemy iść na ten sam uniwersytet w Los Angeles. Przynajmniej nie będę sama. Nie mogę uwierzyć, że łączy nas tyle wspólnych cech. A jednak byliśmy inni. On jest bardziej wyluzowanym młodym nastolatkiem, a ja tą cichszą znajomą z klasy. Co chwilę podchodziła do nas jakaś laska prosząc go o numer telefonu. Blondyn chętnie brał numery, a żadnej swojego nie podyktował. Zdziwił mnie tym zachowanie, ale mogłam stwierdzić, że będzie miał dziewczyn na pęczki. Zostawiłam go z kolejną dziewczyną, a sama wyszłam ze szkoły. W końcu pojechałam do domu. W drodze słuchałam radia i śpiewałam sobie. Nie mogę nic powiedzieć Chrisowi o nowym znajomym, bo będzie zaraz mnie woził do szkoły i przywoził. Albo co gorsza pójdzie zakazać Lukowi się ze mną kontaktować. Pierwszą i jedyną osobą, która się dowiedziała to Clari. Napisałam jej wiadomość dotyczącą nowego chłopaka w klasie. Była zadowolona, że przynajmniej mam z kim rozmawiać o medycynie. Popisałyśmy na ten temat podczas obiadu, gdyż moi rodzice byli w pracy do późna i byłam przy stole sama. Po skończeniu jedzenia udałam się na górę przebrać w jakieś wygodne dresy by pójść do pokoju ćwiczeń. Kiedy już byłam ubrana na sportowo, zadzwonił mój telefon.

-Halo? - odebrałam idąc przez korytarz do drzwi na końcu.
-Hej kochanie co robisz? - usłyszałam głos Chrisa.
-Hej, właśnie zabieram się za ćwiczenia, a ty? - weszłam otwierając na oścież drzwi. Dziś coś na brzuch i rowerek. Włączyłam telewizor słuchając chłopaka.
-Wróciłem do domu i się stęskniłem.
-Ja też tęsknie, ale do soboty damy radę – powiedziałam szukając filmiku, który dziś ma zmęczyć moje mięśnie.
-Nie wiem czy dam radę. Odliczam godziny – zaśmiał się, a ja z nim. Poruszył temat dzisiejszego dnia w szkole, więc nie powiedziałam zbyt dużo jeśli chodzi o nowego kolegę. Wolałam mieć to w sekrecie przynajmniej teraz. Rozmawialiśmy chwilę dopóki, a raczej na szczęście nie musiał kończyć i iść coś zjeść. Ja odłożyłam komórkę na półkę i zajęłam się wyginaniem na macie, którą sobie kupiłam jakiś czas temu.

**
-Jesteś tak spocona, a okna otwarte – zganiła mnie mama widząc moje przepocone
ciuchy. Ona z Ojcem weszli do domu i zasiedli do późnego obiadu. Ja im nie towarzyszyłam, bo udałam się pod prysznic. Włączyłam odtwarzacz DVD po czym włożyłam płytę Demi Lovato, którą dostałam od Clari na urodziny i zamknęłam się w łazience. Puściłam letnią wodę stając pod ciśnieniem chwilę spłukując z siebie ten pot. W końcu mogłam się namydlić i dokładnie umyć. Śpiewałam każdą piosenkę lecącą za ścianą, aż po kilku z nich wyszłam owijając się w ręcznik. Usiadłam na łóżku zakładając piżamę, a ręcznikiem susząc włosy. Włączyłam laptopa i weszłam na Facebooka gdzie miałam zaproszenie do znajomych od Luka. Z uśmiechem na twarzy przyjęłam i przeglądnęłam jego profil z czystej ciekawości. I tak jak mówił planuje studia tam gdzie ja. Podoba mi się taki pomysł z zaprzyjaźnieniem się z kimś, kto interesuje się tym samym oraz może wyjechać ze mną do Ameryki w podążaniu za marzeniami.

Wyłączyłam laptopa biorąc do ręki książkę od biologii. Zaczęłam czytać wszystkie podkreślone przeze mnie definicje oraz ważne teksty. Moim koszmarem będzie matematyka, której nienawidzę, ale jednak nie idzie mi tak źle. No lecz stres zrobi swoje i pewnie zawalę. Proszę tylko nie to! Jestem z Richardsonów! A oni zawsze odbijają się od dna z podwójną siłą i wracają na prowadzenie! Więc nie mogę myśleć inaczej niż moi rodzice, którzy mnie tego nauczyli. To i tak dziwne, że przez ten okres przed maturami dali mi spokój z dodatkowymi zadaniami. Bo tak to zazwyczaj mam tenisa, grę na fortepianie, jakieś kółka dodatkowe z języków i kurs samoobrony raz na tydzień. Jestem przemęczona tym wszystkim, ale z drugiej strony zakochałam się w fortepianie odkąd mama kazała mi grać. A samoobrona zawsze się przyda, natomiast obce języki opanowałam do perfekcji. Jeśli uczysz się francuskiego od 3 roku życia to naprawdę wszedł Ci w krew. Właśnie, fortepian. Muszę przypomnieć rodzicom o jego kupnie. Obiecali mi go na urodziny, a do nich jeszcze parę miesięcy. Jednak marzę by go już mieć w tym momencie, mogłabym pójść i teraz pograć na odstresowanie. Zgasiłam światła i weszłam do łóżka.

Próbowałam zamknąć oczy, ale mi nie wyszło. Przekręcałam się z boku na bok by tylko zasnąć. Kiedy patrząc na zegarek wybiła północ już wiedziałam, że muszę iść po ciepłe mleko z miodem. Wtedy uda mi się zasnąć jak należy. Wyszłam na palcach z pokoju nasłuchując czy wszyscy śpią. Z sypialni rodziców wydobyło się głośne chrapanie mojego taty. Zapaliłam światło idąc po schodach w dół. Isabella wyszła do swojego domu, ale na szczęście nauczyła mnie dużo jeśli chodzi o kuchnię. Znalazłam półprocentowe mleko, które wlałam do kubeczka. Wsadziłam go do mikrofali i czekałam. Podeszłam do okna ziewając. Okryłam się szczelnie szlafrokiem obserwując noc. Nic się takiego nie dzieje. Pada sobie deszcz, księżyc świeci, a po ludziach nie ma śladu. W sumie to kto o tej porze chodzi po dworze? Ja umieram ze strachu w swoim pokoju, jak jest ciemno. A co dopiero miałabym siedzieć teraz w jakimś parku. Zawał murowany.

Pik!

Mikrofala się wyłączyła. Wyjęłam ciepły kubek i dodałam sobie łyżeczkę miodu. Pomieszałam, a następnie zgasiłam światła idąc w górę. Weszłam do sypialni zamykając za sobą drzwi. Udałam się na parapet gdzie usiadłam upijając mleko.
Powinno mi pomóc, bo jest taki stereotyp o tym gorącym mleku, ale muszę przyznać, że jak sobie takie wypije, to jednak po chwili zaczyna mi się chcieć spać.

**
-Gra w pytania nie jest fajna – stwierdziłam siedząc przed salą od matematyki z Lucasem. Wymyślił żebyśmy zagrali w grę. W ten sposób dowiemy się czegoś więcej o sobie. Zgodziłam się niechętnie, ponieważ mimo wszystko staram się uważać komu powierzam jakieś swoje sekrety. Dowiedziałam się podstawowych informacji, natomiast on wypytywał mnie o Chris'a i ogólnie o rodzinę. Kiedy chciał się zagłębić w mój związek, ode chciało mi się gry w pytania. Na szczęście zadzwonił dzwonek na ostatnią już lekcję tego dnia, a to oznacza, że reszta środy jest wolna. Czyli kompletnie nie mam nic zadane i mogę leżeć cały dzień w łóżku oglądając serial. Muszę nadrobić parę odcinków słodkich kłamstewek. Ten 6 sezon jest coraz lepszy. Tylko nie spodziewałam się, że „A” może być kimś takim. Kompletnie nie wchodziła ta osoba w skład podejrzanych. Ale trudno, ten serial to moje drugie życie – prawie jak Pamiętniki Wampirów.
Może zamiast leżeć w łóżku wybiorę się na siłownię? Albo pobiegam trochę? I tak muszę zaliczyć trening, a bieganie jest piękną dyscypliną. W sumie jeszcze nie mam pomysłu. Tylko niech ta matematyka się już kończy. Na prawdę, nienawidzę tego przedmiotu. Od podstawówki miałam okropnych nauczycieli, którzy mnie tak naprawdę nie nauczyli tak jak trzeba, i teraz muszę chodzić na korepetycje.

-Li, idziemy dziś na jakąś pizze? - spytała Holly przerywając moje bazgroły, to rysunki figur geometrycznych, jakby ktoś pytał.
-Pizza? - pokiwała szybko głową, a ja zrobiłam się głodna. - To daj mi wrócić do domu, a potem się spotkamy na mieście.
-Dobra, to tak po 4, bo później już umówiłam się z kuzynką na korepetycje..

Pokiwałam głową wracając do poprzedniej czynności.
Cały czas spoglądam na zegarek wiszący nad tablicą. Zostało tylko 5 minut. Już mam dość, po prostu dwie chemie i dwie biologie, plus matematyka i fizyka medyczna, to zdecydowanie za dużo. Czuję jak mocno pulsuje moja głowa, prosząc o chwilę oddechu. Ale nieeee, jeszcze 3 minuty. Jak ten czas się ciągnie..
-Dobra, nie zadaje wam nic na jutro. Tylko przypomnijcie sobie funkcje – uprzedził nauczyciel wychodząc z klasy. Spakowałam się i szybko opuściłam szkołę. Stojąc na dworze zamknęłam oczy głęboko oddychając. Muszę wrócić do domu, a potem spotkać się z Hol. W sumie takie wyjście na miasto może mi dobrze zrobić, moje samopoczucie się poprawi, a senność odejdzie. Jakbym poszła teraz spać, to najprawdopodobniej spałabym do nocy, a potem znowu kłopot z zaśnięciem.
Pogoda dziś dopisuje, bo nie jest zimno, ani ciepło – tak w sam raz.

Idąc do samochodu poczułam wibrowanie w tylnej kieszeni, więc wyjęłam z niej swój telefon, który dzwonił. Z uniesioną brwią odebrałam.

-Halo – zaczęłam nie wiedząc z kim rozmawiam.
-Nie jest łatwo dostać twój numer – usłyszałam głos nowego kolegi z klasy. Rozejrzałam się dookoła i dostrzegłam go na końcu parkingu. Stał i na mnie patrzył.
-Jakbyś poprosił to byś go dostał ode mnie, a nie od kogoś z klasy – oznajmiłam podchodząc do swojej formuły. Otworzyłam kluczykami i wsadziłam do środka plecak, a sama jeszcze zostałam na zewnątrz spoglądając w stronę Luke.
-Próbowałem, ale nie zdążyłem. Co robisz wieczorem?
-Idę z Holly na pizze, a potem chyba jestem wolna – odpowiedziałam. Chłopak chwilę się zawiesił, a ja w tym czasie wsiadłam do samochodu. Zapięłam pas i odpaliłam silnik by jechać do domu.
-Może wybierzesz się ze mną na siłownie? - wybuchłam śmiechem.

Czy on coś sugeruje? Jak idę na pizze, to nie oznacza od razu, że mam problemy z wagą. Ma szczęście, że uwielbiam sport, i zawsze mam ochotę na ćwiczenia.
-Skoro uważasz, że potrzebuje siłowni to możemy iść. Spotkajmy się może o 6 u mnie?
-Będę – rozłączył się, a ja ruszyłam w kierunku domu. Jak zawsze towarzyszyła mi głośna muzyka, tylko by nie zasnąć i odstresować się po szkole.

Myślałam, że cały dzień mam dla siebie, a co do czego to mam co robić. Nigdy nie sądziłam, że będę miała dobrych znajomych, z którymi wyjdę na miasto. W podstawówce byłam uważana za tą a-społeczną dziewczynę, która ma tylko przyjaciółkę, i lekarzy w rodzinie. Natomiast w gimnazjum stałam się lubiana, a nawet miałam dwie dobre koleżanki, które na szczęście okazały się być fałszywe, i nie utrzymuje z nimi kontaktu, bo nie potrzeba mi takich ludzi. Ludzie zawsze przychodzą i odchodzą, lecz Clar jest zawsze i na zawsze.

**
-Nie dmuchaj na mnie – zganiłam koleżankę, która jak zwykle musi palić papierosy przy mnie. Przed jedzeniem poszła zapalić, a także teraz kiedy już skończyłyśmy. Nie miałam innego wyjścia, więc musiałam z nią wyjść.
-Planuje zmienić kolor, może na czarne? - wzięła w swoje ręce kilka kosmyków.
Dobrze jej w tym kolorze, ale może byłoby lepiej?

-Mamy jedno życie, próbuj czegoś nowego – oznajmiłam biorąc do ust gumę miętową. Ona jest uzależniona od nikotyny, a ja od gum do żucia. Nie wyobrażam sobie dnia bez żucia, chociaż jednej małej gumy.
-Właśnie życie jest jedno, a ty i Luke coś razem? - uniosła brew, a mnie zamurowało. Po chwili dopiero doszło do mnie jej pytanie. Ona jest niemożliwa, albo nienormalna. Znam ją już prawie 3 lata, mówię jej o Chris'ie, ale po co słuchać ze zrozumieniem.
-Kochana, ja mam chłopaka. Luke to tylko kolega – oznajmiłam jej idąc już w stronę swojego samochodu. Ona tylko dziwnie pokiwała głową i ruszyła za mną.
-Ja idę na busa, baw się dobrze z „kolegą” - zrobiła duży cudzysłów, na co dostała ode mnie w ramię. Śmiała się idąc w druga stronę, a ja zrezygnowana weszłam do auta. Jeśli ta wariatka tak myśli, to jutro wszyscy będą uważać, że ja i nowy chłopak w klasie to coś więcej. Tak, to już miłość. Znam go dwa dni, ale to już związek. W sumie niech sobie gadają, ważne by Chris się nie dowiedział.

Jadąc do domu myślałam tylko, czy Luke wie gdzie mieszkam. Wspominałam mu coś, ale nie dałam dokładnego adresu. Pewnie weźmie od kogoś z klasy.

Jestem lekko zaskoczona, że moi rodzice jeszcze do mnie nie dzwonią. Skończyli pracę jakoś godzinę temu, a ja zazwyczaj siedzę u siebie w pokoju nad książkami. Cóż tak myśląc nad tym, może nawet nie weszli do mojego pokoju. W sumie nie zdziwiłabym się, bo po pracy są bardzo nieprzytomni. I jedyne co robią to jedzą, oglądają telewizję i idą spać.
Przez tą pizze jest mi niedobrze. Nie pozwolę następnym razem, żeby Holly testowała nowe smaki na mnie. Mam zbyt wrażliwy żołądek, a jeszcze mam iść się wypocić. Nie odwołam tego wyjścia, chwilę przed planowaną godziną.
A teraz mamy coś dla miłośników dobrej zabawy! Flo Rida!” wykrzyczał koleś w radiu, a ja pogłośniłam, bo ta nowa piosenka jest super.

-Welcome to my house! - zdzierałam swoje gardło, bo jak najbardziej to lubię. Nie mam talentu do śpiewania, ale bardzo to lubię. Już widzę tych ludzi za oknem, kiedy słyszą moje piski. Całe szczęście mam wszystkie okna zamknięte, a oni tylko widzą moje dziwne ruchy.

Dojeżdżając na swoje osiedle, zauważyłam obcy samochód stojący niedaleko mojej bramy wjazdowej. Pewnie zaczęłabym się bać, ale wysiadł z niego znany mi chłopak. Z uśmiechem zaparkowałam obok i wysiadłam. Wzięłam z bagażnika swoją torbę, zamknęłam auto i ruszyłam w stronę kolegi.

-Hej – przywitałam się z Luke.
-Już myślałem, że podali mi zły adres – zaśmiał się patrząc w stronę mojego domu.
-Jak widać, twoi informatorzy się nie mylą. To gdzie jedziemy?
-Możemy pójść pobiegać? Czy wolisz się wybrać na siłownię? - zastanowiłam się chwilę, bo z jednej strony uwielbiam biegać wieczorami. A na siłowni nie byłam już dwa miesiące. Ale jednak pierwsza opcja jest lepsza.
-Daj mi w takim razie 5 minut na ubranie dresu i możemy iść biegać – posłałam mu uśmiech i pobiegłam na swoje podwórko. Musiałam wpisać hasło, żeby wejść na nasze „terytorium”. Oczywiście był to zwykły pin, ale nie zbyt łatwy, bo w końcu rodzice go wymyślili, a nie bez powodu zostali lekarzami.

Kiedy już znalazłam się w domu, tam nikogo nie było. Krzyknęłam kilka razy, ale dosłownie echo odbiło się od ścian. Zdziwienie na mojej twarzy było ogromne. Zatrzymałam się na chwilę, aby pomyśleć. Otrząsnęłam się widząc pustkę. Pewnie są jeszcze w pracy. Ruszyłam w stronę swojego pokoju, gdzie ściągnęłam jeansy, a założyłam dresy. Zmieniłam stanik z fiszbinami, na sportowy. Narzuciłam krótki top, związałam włosy w kucyka i wybiegłam w skarpetkach na dół. Tam znalazłam sportowe buty, które najwidoczniej schowano na sam koniec szafy. Kiedy znalazły się na moich nogach, poczułam się tak jakoś dobrze. Zamknęłam na klucz dom i mogłam wrócić do chłopaka.

-Szybka jesteś – zaśmiał się patrząc na mnie. Wzruszyłam ramionami i skierowałam dłonie do kieszeni.
-Kurde, nie wzięłam telefonu – miałam się wracać, ale już mi się nie chciało.
-Nie chcesz iść?
-Szkoda marnować czasu – uśmiechnęłam się i zaczęłam rozgrzewkę. Kiedyś naciągnęłam sobie mięsień, bo właśnie zapomniałam o rozgrzewce. Więc teraz poświęcam przynajmniej 5 minut na to.
-Gotowa? - pokiwałam głową i ruszyłam za blondynem. Dobiegłam do niego i wpasowałam się w jego rytm. Nie biegliśmy nie wiadomo jak szybko, bo byśmy padli po paru minutach, a przecież nie na tym to polega.

Czując ból w nogach, uśmiechałam się szeroko. Jednak jedyne co mogło mnie zasmucić, to brak telefonu i możliwość spotkania Chris'a. Wtedy nie byłoby tak wesoło. Dlatego kiedy mijaliśmy jakiegoś mężczyznę, dokładnie się na niego patrzyłam. Luke śmiał się z mojej reakcji, ale on jeszcze nie zna całej historii. Więc chwilowo tak jest lepiej, bo po co mam na niego zrzucać taki ciężar wiadomości?

Kiedy lepiej się poznamy, to na pewno się dowie o wszystkim.

-Chwila przerwy? - spytał blondyn zatrzymując się przy ławce w parku.
-Jasne – stanęłam obok niego i normowałam oddech.
-Nie mam pojęcia dlaczego, oglądasz się za każdym kolesiem, ale może chcesz mi o tym opowiedzieć? - ja to zawsze coś wykrakać muszę.
-Po prostu nie chciałam, aby ktoś nas zobaczył...
-Evelyn?

Oczy jak pięć złoty, nogi jak z waty. Ledwo obróciłam się w stronę mężczyzny, który wypowiedział moje imię. Nie spodziewała się takiego spotkania...
..........................
Hej, hej hello! <3
Nowy rozdział, nowy miesiąc już zaraz czerwiec!! xdd I wakacje ^^
Ahhh kocham wakacje! <3
A teraz do rzeczy..
Zaprasza was TUTAJ i TUTAJ.
Są to dwa linki na waatpada, a tam jest ten blog pisany, torchę inaczej, bo zmienione pierwsze rozdziały. Oraz.. tum tum tum. Zaczynam pisać 2 część od przyjaźni do miłości <3 Tylko na wattpadzie, zaczynam wiec 60 rozdziałów pierwszej części przed nami xx
ZAPRASZAM!! <33










piątek, 4 marca 2016

Rozdział 5

-Dziękuje – powiedziałam kierując się do samochodu. Po kłótni z ojcem naprawdę nie chcę mieć nic wspólnego z tym mężczyzną.

-Widzę, że spotykamy się w dość dziwnych okolicznościach – zaśmiał się nakładając czarne okulary na swój nos. Uśmiechnęłam się obracając do niego tyłem. Otworzyłam samochód i wrzuciłam rzeczy na siedzenie obok.

-Niestety Panie Malik, nie jest nam dane spotkać się normalnie – odpowiedziałam zasiadając za kółkiem. Kiwnął na pożegnanie głową, a ja postąpiłam tak samo. Odjechałam zapinając pasy. I widzicie? Ja Evelyn Margaret Richardson powstrzymałam się i nie rozmawiałam z przystojnym mężczyzną. Po za tym nie ja zaczęłam rozmowę. Więc nikt o tym nie musi wiedzieć. Jechałam słuchając głośno muzyki i podśpiewując, a jednocześnie tańcząc. Wygłupiałam się w najlepsze jadąc do domu. W sumie nie wiem co będę tam robiła, ale burczy mi w brzuchu. Otworzyłam bramę wjazdową swoim pilotem i wjechałam pod dom. Kluczyki wzięłam do kieszeni i poszłam do środka.

-Na reszcie, panienka pewnie jest głodna – powiedziała nasza gosposia podając mi miskę z płatkami i ciepłym mlekiem.

-Nawet nie wiesz jak – pokręciłam głową i z uśmiechem minęłam ją, wchodząc do łazienki. Umyłam dokładnie ręce i zabrałam się za jedzenie pierwszego posiłku tego dnia. W międzyczasie zamieniłam kilka zdań z panią Isabell. Mogłam jej powiedzieć wszystko, a ona nie powtórzy nawet słowa moim rodzicom. Dlatego jestem jej tak oddana i po prostu uwielbiam z nią spędzać czas. Wyraziła się dość ostro na temat wczorajszej kłótni, którą słyszała. Musze przyznać, że każdy mógł usłyszeć wrzaski mojej matki i ojca. Po zjedzeniu udałam się na górę. Jest wcześnie więc spakowałam książki na jutro i odrobiłam lekcję. Jest jakoś po 12, a ja już wszystko na jutro zrobiłam, to znaczy zadanie to miałam tylko jedno, a resztę czasu poświęciłam na naukę. Akurat zadzwonił mój telefon.

-Też się tak stresujesz maturą? - od razu wiedziałam kto dzwoni. Clari najwidoczniej też się uczyła.

-A jak myślisz? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.

-Czyli tak. Może pójdziemy na kawę? Mam już wolne i jestem w domu.

-W sumie dobry pomysł. Za 30 minut w naszej ulubionej kawiarni? - przytaknęła więc się rozłączyłam. Musiałam znowu ubrać jeansy i koszulkę, a na nią skórzaną kurtkę. Na nogi nałożyłam czarne vansy. Do torebki wrzuciłam portfel oraz telefon. Kluczyki od auta miałam na biurku, więc je chwyciłam i wyszłam z pokoju.

-Wychodzę! - krzyknęłam zamykając drzwi. Weszłam do samochodu i wyjechałam z podwórka. Akurat chwilę po mnie nadjechała mama, której pomachałam i napisałam SMS, że jadę na kawę. Jechałam tyle ile trzeba w miejscu zabudowanym. Minęłam po drodze jakiś wypadek, to spowolniło moje ruchy. Minęłam budynek Malik Company Group i pojechałam kilka metrów dalej. Zaparkowałam pod napisem „Blues Cafe” to tutaj Clarissa zabrała mnie na pizze jak byłyśmy składać papiery do szkół. Tak się wtedy najadłam, że uznałyśmy to za naszą małą knajpkę, gdzie możemy się spotykać o każdej porze, gdyż jest otwarta do 12 w nocy. Zamknęłam auto i poszłam do środka. Byłam chyba pierwsza. Dlatego przywitałam się z kelnerką, która nas zna od trzech lat i zajęłam nasz stolik. Zaraz po mnie usłyszałam jej głos. Wstałam i przywitałam się.. Rozebrała się z kurtki oraz szalika. Wzięłam białą kawę, a moja przyjaciółka cappuccino czekoladowe.

-Jak minął Ci dzień? - spytała wyjmując telefon i coś sprawdzając.

-A nie miałam lekcji i znowu spotkałam się z młodym Malikiem – odpowiedziałam, a ona od razu na mnie spojrzała.

-Co?! Przecież rodzice nie wiem co Ci zrobią, a Chris?

-Spokojnie, to nie było celowe spotkanie – zaczęłam opowiadać brunetce co takiego się stało i dlaczego on musiał przyjechać. W sumie to zaczęłyśmy sobie o nim plotkować, bo jak nie patrzeć jest bardzo przystojny i ciekawy. Clari coś mi przeczytała o nim z internetu. Po prostu jest kobieciarzem, ale ja to już wiem od mojego taty. Tylko skąd on to wie? Muszę się kiedyś go o to zapytać, ale tak chwilę się zastanowić to jednak zły pomysł na poruszanie tematu. To i tak jest dziwne, że moi rodzice kolegują się z Jego ojcem, a jego nienawidzą. Przecież to jasne, że jak się umówią ja jakiegoś grilla to eee nie chwila.

-Clari ile on ma lat? - spytałam tak się zastanawiając, bo dorosły chłopak nie mieszka już z rodzicami. Kurde, ale ze mnie gapa.

-27– odpowiedziała z niedowierzaniem patrząc w swój telefon. Też nie mogłam w to uwierzyć, gdyż wygląda młodo nawet bardzo.-Czemu to cię tak interesuje?

-Tak jakoś.

-Li, a może ty coś do niego? No wiesz, Chris to dupek i zasługujesz na kogoś lepszego i nagle w twoim życiu pojawia się taki przystojniak. Nie znam go osobiście, ale już wiem iż byłby dla Ciebie. A do tego kara za zakład – poruszała zabawnie brwiami. - Nie jest powiedziane, że musisz iść do łóżka z Chris'em– mówiła na jednym tchu. Zasapała się, na szczęście kelnerka doniosła już nasze zamówienia, więc dziewczyna upiła łyk gorącego napoju. Odetchnęła i spojrzała na mnie dziko się szczerząc. Przysięgam, że zaraz jej coś zrobię. Nie dziwię jej się, że jest tak nastawiona co do Christiana, bo to było na samym początku jak zaczęłam z nim chodzić. 13 maja miną równe 3 lata naszego związku...

*Trzy lata wcześniej*

-Evelyn, to jest pierwsza nasza podwójna randka!- krzyknęła podekscytowana brunetka. Szykowałyśmy się na wyjście ze swoimi chłopakami. Ze względu na to, że znam jej chłopaka, a ona mojego i oni znają się ze szkoły, to postanowiłyśmy sprawdzić jak nam wyjdzie wspólne wyjście. Na dworze ciepło, bo w końcu czerwiec. Ubrałam spódnicę w kolorze chabrowym, białą koszulę oraz baleriny. Clari miała czarną obcisłą spódnicę i granatową koszulę. Z uśmiechem wyszłyśmy z pokoju brunetki, gdyż wolałam rodzicom jeszcze nie mówić o Christianie. Czekałyśmy przed jej domem na taksówkę, którą zamówiłam, Przyjechała po chwili i zabrała nas w wyznaczone miejsce. Byłyśmy spóźnione. Weszłyśmy do baru i odnalazłyśmy bez problemu naszych chłopców siedzących przy stoliku i o czymś dyskutujących. Przerwałyśmy im ich rozmowy i się przywitaliśmy. Chris pocałował mnie w policzek, a następnie odsunął krzesło bym mogła usiąść. Podziękowałam uśmiechem i się do niego przytuliłam. Przywitałam się też z Joshem i zaczęliśmy rozmawiać o szkole i innych duperelach. Podszedł do nas młody przystojny kelner, który chciał nasze zamówienia. i miło się do mnie uśmiechnął. Odwzajemniłam ten gest, bo wydawał mi się normalnym uśmiechem typu pracownik do klienta. Po chwili czekania musiałam udać się do toalety, gdzie jak wychodziłam zaczepił mnie ten sam chłopak.

-Czekaj – odłożył tacę na bar.- Już kiedyś cię widziałem – zapewnił.

-Eee, na pewno mnie z kimś pomyliłeś – odpowiedziałam, ale nie odeszłam czekałam na jego wytłumaczenie.

-Takich pięknych dziewczyn się nie zapomina – no to puścił sobie bajere. Położyłam dłoń na jego ramieniu uśmiechając się szeroko.

-Takie teksty to nie do mnie – zaśmiałam się kierując do stolika przyjaciół. Niestety ktoś mnie wyprzedził i zaciągnął tam za bluzkę. Spojrzałam w górę i zauważyłam, że to mój chłopak. Wystraszona wyszarpałam się z jego uścisku patrząc wściekle na niego.- Co ty robisz?!

-Co ty kurwo robiłaś z nim?!- wskazał na chłopaka, który wystraszony nas obserwował.

-Rozmawiałam i..

-I co kurwa? Myślisz, że nie widzę jak prawie na niego się rzucasz?! Nie wkurwiaj mnie! - uderzył w stół i złapał mnie z włosy.

-Ej, zostaw ją! - Krzyknęła Clari, a po chwili Josh złapał go i odstawił na bok. Przytuliłam ją mocno ze strachu, a oni się chwile szarpali, aż mu przeszło i zaczął przepraszać. Użył wtedy pierwszy raz słowa Perła na mnie. Właśnie od tego czasu ona jest na niego cięta, Josh jak nie musi to nawet z nim nie rozmawia, a ja? Dalej głupia wybaczam wszystko.. Dlatego Clarissa boi się, że on mi coś zrobi...


Pamiętam tamten dzień i zawsze przypomina mi go brunetka, bo nie chce bym była z kimś kto jest zazdrosny nawet o nią.
-Wiem Clari, ale ja wierzę w niego. A Zayn może i jest ideałem, ale nie widzę by się interesował taką małolatą jak ja – posłałam jej uśmiech, a sama zaczęłam pić kawę. Przeglądnęłam na telefonie instagram'a i zrobiłam zdjęcie jak sobie siedzimy. Podrapałam się po karku widząc wiadomość od Holly. Clar spojrzała na mnie wyczekująco więc pokazałam jej wiadomość. Zatkała dłonią usta , a następnie wybuchła śmiechem. Treść SMS brzmi tak:

Jak poszłaś to nie mogłam się powstrzymać i zagadać do Malika! Stara on jest taki seksowny i tak super pachnie! Ale nie chciał flirtować ;c Spokojnie ja to rozwiąże. I mamy nowego kolegę w klasie. Boże znowu jakieś ciasteczko! ^^ „

Taaa to typowa Holly - flirciara jaką znam odkąd zaczęłam chodzić do liceum. Lecz wiadomość o nowym chłopaku mnie zaskoczyła, bo za 2 miesiące koniec szkoły, więc nie wiem czy ktoś chciałby się przenieść chwilę przed tym do innej szkoły. Wolałam jej nie odpisywać. Wypiłam kawę rozmawiając z przyjaciółką i słuchając muzyki lecącej z głośników. Za to właśnie lubię tą knajpkę, bo nie ma tu muzyki na czasie tylko lecą stare hity. Na przykład w piątki są nowości i w soboty, poniedziałek to dzień bluesa'a , wtorek jazz i rock itd. Zaskakuje mnie to z dnia na dzień kiedy tu wchodzę i zasłuchuje się w muzykę.

-Dzwoni Ci telefon – upomniała dziewczyna widząc moje zamyślenie.
-Ahh – spojrzałam patrząc na zdjęcie mojego chłopaka. -Halo?
-Gdzie jesteś? - hmm Ciebie również miło słyszeć..
-Na kawie z Clari – odpowiedziałam patrząc na nią.
-A ty znowu z tą Clari – powiedział znudzonym tonem. No tak ona go nie lubi i on jej też. Ehh życie jest piękne przecież.
-Chris, wiesz przecież jak cenie sobie czas z przyjaciółką. A ona jest właśnie moją przyjaciółką – odpowiedziałam popijając kawę. Jak ten chłopak mnie czasem naprawdę denerwuje, jeśli chodzi o stosunek co do niej. Może mi zabraniać wszystkiego, postaram się podporządkować. Ale jeśli coś mówi o mojej „siostrze” nie ma prawa powiedzieć czegoś złego.
-Powiedz gdzie jesteś to cie zabiorę – usłyszałam i mnie zmroziło.
-Nieee, wybacz kochanie, ale nie mogę. Zaraz wracam do domu i się uczę – odpowiedziałam przewracając oczami. Na prawdę nie mogłam się z nim dziś spotkać. Musze jeszcze posiedzieć nad książkami i potem mogę gdzieś pójść.

-Powiedz kurwa, że już nic do mnie nie czujesz! Powiedz, żebym spierdalał i tyle – jego słowa bolały. Niby wszystko dobrze, a jednak nie. Poczułam jak moja oczy czekają na wypłynięcie łez. Złapałam się wolną ręką za włosy.
-Kocham cię Chris, zrozum to – wyszeptałam do słuchawki. Clari widząc mnie przesiadła się i przytulała mnie.
-Ja Ciebie też księżniczko, ale czemu każesz mi być takim? Zadzwonię potem.

Mój mózg nie mógł tego przyjąć. Nakrzyczał na mnie, a następnie wyznał miłość i się rozłączył. To chyba najgorsze co może być w związku. Odłożyłam spokojnie telefon i mocno wtuliłam się w dziewczynę. Powstrzymałam łzy, które i tak za często wypływają przez niego.

**

-Mamo, nie jestem głodna – już umyta zeszłam w piżamie na chwilę na dół po herbatę.
-Kochanie, ale nic nie jadłaś. Przecież możesz zachorować – już chciała mi jakieś wykłady dawać na temat zdrowia (jest dietetykiem i ginekologiem) tak jakbym ja nie miała o tym pojęcia.
-Starczy mi napój i do jutra – ucałowałam ją i poszłam na górę. Niosłam pomału kubek z wrzątkiem, bo nie mam zamiaru doznać poparzenia jak za czasów gimnazjum. Kiedyś szłam na górę niosąc gorącą herbatę. Śpieszyłam się na jakiś film i właśnie wtedy cała zawartość wylądowała na moim nadgarstku. Tak strasznie bolało. Na szczęście rodzice lekarze zadbali o mnie i szybko minął najgorszy ból. Dochodzi już 10 dlatego powinnam się już kłaść spać, ale jakoś nie mogę. Chris miał zadzwonić dlatego czekam. Usiadłam wygodnie na łóżku i się okryłam kołdrą. Odpaliłam laptopa gdzie widziałam na Facebooku, że mój chłopak jest dostępny co znaczy, że ma pewnie wolny czas, ale nie raczy się do mnie odezwać. Trudno ja wypije i idę spać, jak się nagle obudzi to już jego sprawa. Weszłam sprawdzić pocztę oraz inne takie. Włączyłam sobie muzykę po czym zaczęłam się nad wszystkim zastanawiać. Wstałam i udałam się na parapet gdzie lubię myśleć o takich różnych sprawach. Akurat puściłam sobie Jessie J- flashlight. Rozmyślając moje myśli powędrowały do miłości i do Bradford do mojej rodzinnej miejscowości. A po tym wszystkim na sam koniec zebrało się na przystojnego nieosiągalnego Mulata. Złapałam się na rozmyślaniu o nim. Jestem tak bardzo ciekawa poznania go bardziej. Chciałabym mieć taką możliwość, ale niestety zanim nawet go poznałam to moi rodzice mnie od niego odciągają. Ostatni raz zerknęłam przez okna na piękną panoramę Londynu i zasłoniłam okno..

środa, 10 lutego 2016

Rozdział 4.

Otarłam ręką jedną błądzącą po moim poliku łzę. Z tego transu wyrwał mnie mój telefon. Spojrzałam na ekran i odebrałam.

-Halo  - załkałam do telefonu. -Eve, gdzie jesteś? - spytał zmartwionym głosem Chris.
-W parku, tym niedaleko kliniki mojego ojca – odpowiedziałam, a po drugiej stronie usłyszałam tylko dźwięk samochodu i zakończenie połączenia.
  Odłożyłam komórkę obok na ławkę i dalej sobie myślałam nad wszystkim. Akurat teraz potrzebuje kogoś kto mnie przytuli. Mam nadzieję, że Chris zaraz przyjedzie i pocieszy mnie, a później będzie dobrze tak jak to zazwyczaj, w moim życiu bywa. Niby mam wszystko i jestem za to wdzięczna, ale moi rodzice przytłaczają mnie swoimi wymaganiami oraz żądaniami, co do mojej osoby. Mam nadzieję, że jak zdam maturę to dostanę się na studia do Los Angeles jak najdalej od nich, a w najgorszym wypadku zostanę w Londynie i będę uczęszczać na tutejsze wykłady w uniwersytecie medycznym.
  Jeśli chodzi o matury to pamiętam studniówkę, która była kilka tygodni temu. Było niesamowicie szczególnie, że mogłam wziąć ze sobą Chrisa, który był przy mnie. Przetańczyłam całą noc z chłopakiem oraz znajomymi. Raz nawet udało mi się zatańczyć z Justinem, ale potem Chris zmienił co do niego nastawienie i mój kolega nie jest dla mnie kolegom. Ehhh. 
     
       - Nie daj się prosić Eve i choć na parkiet! - błagał mnie już od godziny o ten jeden głupi taniec, ale nie chciałam. Miałam swoje słuszne powody. Jednak teraz mój chłopak poszedł zapalić więc czemu nie?
Dobra – zgodziłam się idąc z nim na środek.
Justin to jeden z najbardziej pozytywnych osób, które mogłam poznać w liceum. Myślałam, ze nikogo nie polubię tak samo jak oni mnie. Bałam się odrzucenia. Jednak poznałam Holly – którą kocham prawie jak Clari. A potem zjawiła się Kate – kręcono włosa, mojego wzrostu. Jak się okazało ma chłopaki, który nie chodzi tu do szkoły, ale ma ze sobą właśnie Justina. Czyli przyjaciela od przedszkola. Już wiedziałam, że pokocham tę trójkę szajbusów, a do tego dołączyła Monic ze swoim chłopakiem- Sean'em. Oczywiście nie zapomnę o Nick'u, który zawsze mi pomagał z matmą. Kiedy już minęło trochę czasu, zauważyłam jak bardzo polubiłam nową szkołę. Przyszłam tu z nadzieją, że nikt mi nie będzie przeszkadzał i będę dążyć do celu – zdania jak najlepiej matury. A znajomi to miły dodatek do tego życia.
-Nie wiedziałam, że dobrze tańczysz – zaśmiał się Justin kiedy to muzyka z szybkiej zmieniła się w wolną.
-Jak to nie? A kto ze mną tańczy od drugiej klasy na ocenę? - uderzyłam go w ramię. Śmialiśmy się tańcząc jak to na lekcjach w-f. U nas w szkole tak już jest, że musimy tańczyć z jednym partnerem przez rok, aż do studniówki.
-Evelyn? - usłyszałam głos Chris'a za sobą. - Chyba musimy iść.
-Stary wyluzuj, my tylko spędzamy fajnie czas – usprawiedliwił Justin. Jednak mojemu chłopakowi nie było do śmiechu. Stałam w miejscu widząc jak się wkurza i wyciąga do mnie rękę. Nie po to bym ją chwyciła tylko zaczął mnie szarpać. Czuje się okropnie, widząc jak każdy uczeń może to obserwować. Zaczął mnie ciągnąć ze sobą. Jednak mój przyjaciel mi pomógł co skończyło się bójką. A potem byłam jego Perełką, Księżniczką i koniec złego Chris'a...

Trochę boli mnie to, że ktoś kogo kocham nie akceptuje moich znajomych. Każdy kogo darzę uczuciem dyryguje mną. Zaczyna mnie to strasznie boleć.
  Nie spodziewałam się, że dotrze tu w tak ekspresowym tempie. Jak go zobaczyłam to wstałam i wskoczyłam w jego ramiona.
-Ciii, co się stało? - spytał unosząc mnie w górę i gładząc po plecach. To mnie uspokajało kiedy byłam w takim stanie - czyli po kłótni z Ojcem, ale do tego dochodzi raz na ruski rok. Na prawdę jesteśmy rodziną nie kłócącą się, ponieważ zawsze przystaje na ich propozycje i zgadzam się z ich zdaniem. Boże czemu już tak jest?!
-Wiesz czasem mam go dość – powiedziałam siadając na tej samej ławce co przedtem. Chris usiadł naprzeciwko mnie po turecku i patrzył wyczekująco na mnie.
-Wiem – odpowiedział. -Mówiłem Ci co o nich myślę, a o co tym razem poszło?

Powiedzieć, czy nie?

-Mój ojciec kazał mi zanieść książkę do swojego znajomego co nie?- pokiwał głową przypominając sobie to co mu mówiłam. - I ten znajmy ma syna. I mój ojciec nie chce, żebym miała coś wspólnego z tym Synem -przygryzłam dolną wargę z chwilą zastanowienia- I dziś z nim rozmawiałam, a Ojciec się wkurzył - Twarz mojego chłopaka zaczęła się diametralnie zmieniać. Widziałam gniew, który jeszcze nie był taki tragiczny.
-Kim jest ten syn? - spytał zaciskając pięści.
-Zayn Malik – odpowiedziałam, a on zastanowił się minutkę, jakby kojarzył skądś to nazwisko i imię.


-Akurat teraz zgadzam się z twoim ojcem. Nie chcę, żebyś się widywała i kontaktowała z takim skurwysynem jak ten biznesmen! - krzyknął wstając z miejsca. Spojrzałam dookoła czy nikogo nie ma. Na szczęście nikt nie będzie słyszał naszej ponownej kłótni.
-Ludzie co wy do niego macie?! - nie wytrzymałam napięcia i wykrzyczałam. Pożałowałam trochę tego, gdyż Chris złapała mnie mocno za ramię i pociągnął bym wstała. Od razu do mojego mózgu dotarła informacja o bólu i zaczęłam płakać.-To boli Chris!- Poluzował uścisk widząc łzy na moich policzkach i się odsunął ode mnie. Jego oczy z czarnych przeobraziły się z powrotem w te które tak kocham. Spojrzał na mnie i na swoje ręce. 

-Jaa... przepraszam... kochanie, czemu mnie prowokujesz? – wymamrotał biorąc mnie w mocny uścisk. Zaskoczona odwzajemniłam.-Nie rób tak, bo nie chcę cię krzywdzić. I proszę, tylko nie odchodź..
-Chris, nigdzie się nie wybieram. Nie musisz być zazdrosny o kogoś, kogo nawet  nie znam – nie chciałam, żeby znowu wpadł w szał. Jestem pewna, że uderzyłby mnie jakbym coś powiedziała o Maliku. Już wolałam zachować pozory i nic nie wspominać na ten temat. Czemu wszyscy coś wiedzą czego ja nie wiem?! Gdzie jest ten haczyk, którego nie mogę znaleźć? Przytulił mnie mocno do siebie, a ja próbowałam się rozluźnić, bo się wystraszyłam jego zachowania. Usiedliśmy razem na ławce i dyskutowaliśmy sobie o wszystkich głupotach omijając temat naszej kłótni i oczywiście imprezy wczorajszej gdzie to znowu mój chłopak miał napad szału, ale było minęło. Po kilkugodzinnej pogawędce i w międzyczasie byliśmy na gofrach to Chris postanowił mnie odwieść do domu. Najpierw nie chciałam, bo miałam w planach spacer, ale jednak wolałam nie odmawiać, bo nie wiadomo co by mu odbiło. Jechaliśmy pomału do domu w ciszy. Słuchałam radia i w zastanawiałam się czy ojciec zdążył poskarżyć się mamie. Przychodzą takie dni kiedy mam go dość. Jest taki opiekuńczy i nadgorliwy.
-Li, kocham cię – powiedział znienacka na podjeździe.
-Ja ciebie też – pocałował mnie w usta, a ja właśnie w tym momencie przegrałam zakład z moją przyjaciółką. Niech to szlag.
-Zobaczymy się za niedługo? - spytał z nadzieją w głosie, a ja nie mogłam zaprzeczyć.
-Za niedługo, chyba w następną sobotę jest bankiet ,na który muszę iść z osobą towarzyszącą.
-Więc idziemy razem. Okej to daj jak coś znać – pożegnaliśmy się i wyszłam z samochodu, a on odjechał.
 Stałam przez chwilę na dworze, aż w końcu weszłam do środka. Nie było jeszcze taty w domu więc poszłam na górę. Wolałam siedzieć u siebie w ciszy niż się kłócić z rodzicami.
**
-Jeszcze raz przepraszam – otarłam łzę spływającą po moim policzku. Przeprosiłam ich za swoje jednorazowe zachowanie. Jeszcze nigdy, odkąd wybuchają czasem kłótnie między nami, moi rodzice nie byli tak wściekli na mnie jak dziś. Nie widziałam nigdy, żeby mój tato uderzył w coś przy mnie z taką siłą. A do tego lekko mną potrząsł. Wystraszyłam się własnego ojca, jednak wiem, że to tylko moja wina. Wybaczyli mi na szczęście i kazali iść do siebie.  Tak naprawdę nie wiem co niby takiego zrobiłam? Odezwałam się do zakazanego „obiektu”? Na prawdę, ta sytuacja jest dziwna.


Odetchnęłam ulgą dopiero w pokoju opierając się plecami o drzwi, które jak najszybciej zamknęłam za sobą. Ruszyłam w stronę łózka i weszłam na laptopa by zobaczyć co się dzieje. Napisałam do Clari o tym wszystkim co dziś się stało. Oczywiście nie obyło się bez jej „a nie mówiłam, że on taki jest?”. Była wesoła, że wygrała zakład. Niestety, nie mogłam nie pozwolić się pocałować. Wtedy na pewno byłby zły, a to nic dobrego nie wróży. Całe szczęście pogodziłam się z rodzicami i jest jak na razie wszystko unormowane. Leżałam sobie z laptopem słuchając jakiejś muzyki na Spotify, akurat preferuje każdy rodzaj, lecz moi rodzice lubią jak słucham czegoś z klasycznych muzyków. Jak np. Chopin, Armstrong, Elton i innych takich spokojnych i starych. W sumie to lubię niektóre z ich piosenek, ale ile mogę? Przez całe dzieciństwo zostałam wychowana na takich piosenkach. Dzieci w przedszkolu się ze mnie śmiały pamiętam jak do teraz …

-Eve słucha tego pianisty, a nie Jonas Brother! - krzyknęła piegowata dziewczynka patrząc w mój telefon, który dostałam nie dawno na komunię. Miałam już płakać, ale przyszła Clari i zawsze mi pomagała z takimi rudzielcami. To się zaczęło w Londynie, bo w Bradford wszyscy byli jakoś inni.
Pewnego dnia zauważyłam niskiego szatyna naprzeciwko mojego domu. Bawiłam się lakami na parapecie kiedy dostrzegłam, że chłopczyk wyjmuje rower z garażu i rusza w drogę. Był wysoki i umiał jeździć na dwóch kółkach. Też bym tak chciała. Może go poproszą o pomoc?
-Evelyn, skarbie idziemy na plac zabaw – doszedł do mnie głos mamy więc zbiegłam szczęśliwa z parapetu po lalkę i pobiegłam do nich..

I teraz chętnie bym poszła na ten plac gdzie kiedyś się huśtałam ze swoją lalką. Odwiedziłabym babcię, która nie widziała mnie rok. Jutro już nie pojadę i za tydzień też nie, ale jakoś po maturach już mam wolne, więc pojadę na parę dni pobyć normalną dziewczyną, bez opiekuńczych rodziców nad uchem.  Moja babcia jest kochana i uwielbia moich znajomych. Ona jako pierwsza dowiedziała się o moim chłopaku. Bałam się jak cholera powiedzieć o tym mamie, a co dopiero tacie, który nigdy nie chciał bym się z kimś spotykała. Wtedy kiedy Christian zapytał mnie o chodzenie zgodziłam się, ale wystraszona weszłam do domu i zamknęłam się w pokoju, gdzie wykręciłam numer do babci. Pytała jak u mnie, czy coś się stało i czy kogoś mam. Zawsze tak pytała, aż w końcu powiedziałam, że znalazłam swoją miłość. Opowiedziałam jej wszystko, a ta tylko powiedziała, że mam jej wsparcie i bym się nie bała powiedzieć mamie. Tak też zrobiłam. Ścisnęłam swoją bransoletkę od babci i poszłam do kuchni, gdzie siedziała mama robiąc coś na laptopie. Powiedziałam jej, a ta była szczęśliwa i kazała go zaprosić na obiado-kolację. Wtedy też dowiedział się mój tato, który nie był zadowolony. I jakoś się potoczyło. Dlatego zawdzięczam mojej babci wszystko co dobre.
-Muszę się spakować – mruknęłam pod nosem i wstałam podchodząc do plecaka. Miałam tam dwa zeszyty więc dopakowałam jakieś dwa i piórnik plus podręcznik. Już sporadycznie coś robimy w książkach. Teraz tylko liczą się matury i ich zdanie, bo nie będzie ciekawie jak zawalimy. Więc dają nam luzy jeśli chodzi o naukę i zadania domowe, ale do testów przygotowują nas pełną parą codziennie nie marnują nawet chwili, przechodzą od razu do tematów z jakimi możemy się spotkać. Z jednej strony to dobrze, bo cały materiał mam w paluszku dzięki temu i przez rodziców, którzy w dzieciństwie kazali mi się uczyć. Więc nie miałam chwili wytchnienia nawet jako dziecko. Oni są strasznie wymagający jeśli chodzi o mnie i moją przyszłość. Zależy im na tym bym poszła w ich ślady. Już są pewni, że mi się uda,  a ja wiem co chcę robić.
**
Pik! Pik! Pik! Wyłączyłam to cholerstwo przekręcając się na drugi bok...
-Kochanienka, nie idziesz dziś do szkoły? - usłyszałam pukanie do swoich drzwi. Zerwałam się na równe nogi patrząc na zegarek gdzie dochodziła 7:43. Pobiegłam umyć zęby i w tym samym czasie ubierałam jeansy i bieliznę. Kiedy wyplułam piane i popłukałam usta szybko uczesałam włosy w wysokiego kuca wypuszczając parę pasemek. Rzuciłam szczotkę na półkę i ruszyłam do szafy po jakąś bluzę z logo Supermana. Zdążyłam jeszcze użyć maskary na oczy i wybiegłam biorąc plecak ze sobą oraz telefon.
-Spóźnię się! Nie wierzę, jak mogłam zaspać?! - krzyczałam zbiegając po schodach. Na dole tylko przywitałam się z gosposią i pobiegłam założyć trampki. Do ręki wzięłam skórę i swoje kluczyki. Otworzyłam auto, które zostało dla mnie wyciągnięte przed dom. Swoje manele położyłam na miejscu pasażera i zapinając pas ruszyłam do wyjazdu. Otworzyłam pilotem bramę.
Pokonałam całą drogę w rekordowym czasie. Pod szkołą zaparkowałam dokładnie za dwie ósma. Wyszłam z auta zabierając swoje rzeczy i zamykając pojazd.
-Na reszcie! - krzyknęła Holly czekając na mnie przed budynkiem rzucając papierosa
-Przepraszam, ale zaspałam i tak wyszło – przywitałyśmy się, ale nie weszłyśmy do środka.
-Nie mamy dziś lekcji tylko jakieś filmy oglądamy – powiedziała widząc moje zmieszanie. -I nie uwierzysz jak Ci coś powiem!
-No słucham – ruszyłam jednak do szkoły by przekonać się czy jest tak jak mówi.
-Wiesz kto dziś jest u dyrektora? Sam Zayn Malik! - wykrzyczała mi do ucha na co zadrżałam. - Pan Malik był sponsorem naszej szkoły, a teraz pałeczka idzie do Zayna – mówiła i mówiła tak szybko, że ledwo co analizowałam jej słowa.
-Czyli on będzie naszym sponsorem? - zapytałam jeszcze raz.
-Evelyn! Dziś przyjechał podpisać papiery dotyczące jakiś tam pieniędzy na nasze szkolne wydatki. A do tego któryś z uczniów uszkodził wczoraj jedno z jego aut. Więc pewnie uzgadnia z dyrektorem co dalej.– odpowiedziała rozglądając się dookoła jakby on zaraz miał się tam zjawić. Przypomniałam sobie kłótnie z moim tatą oraz jak Chris zareagował więc wolałam ruszyć do klasy na jakiś film. Dziewczyna niechętnie poszła ze mną. Na szczęście żadnego nauczyciela nie było tylko siedzieliśmy sami przeglądając jakąś komedię. Jednak byłam ciekawa kto rozwalił auto ważnego biznesmena? Musiał być albo pijany albo naćpany. Jedno z dwóch lub co najgorsza to i to. Nie skupiłam się na filmie tylko na Justinie, który rozśmieszał mnie do łez. Udawało mu się, bo od razu miałam lepszy humor od tego zaspania do szkoły. Minęła jakąś godzina, aż w końcu przyszedł do nas nauczyciel.
-Możecie iść do domu – powiedział zadowolony więc nic nie mówiąc wyszliśmy ciesząc się wolnym dniem. Szłam rozmawiając z Holly i Justinem, który pożegnał się ze mną i pobiegł na autobus. Natomiast moja koleżanka powiedziała, że będzie czekać na Malika. Życzyłam jej powodzenia i ruszyłam w stronę mojego samochodu. Zaczęłam szukać po kieszeniach kluczyków. Nie było ich więc otworzyłam plecak. W każdej kieszonce przeszukałam. Zaczęłam się denerwować, aż rozejrzałam się po ziemi i zobaczyłam różowego misia przyczepionego do moich skarbów. Poszłam i kucnęłam, ale ktoś mnie wyprzedził.
-Czy to Pani klucze? - spytał, a ja spojrzałam w jego oczy.
Brawo Evelyn, chcesz uniknąć problemów, a one same cię znajdują..

....................
Miłego czytania ^^ I oczywiście miłego komentowania ; *
Ja zaraz kończę ferie ;< I nic mi się nie chce ;/ A czekają mnie 3 testy jej! ehhhh
Byle do wakacji ! ^^
Pozdrawiam ; 3

środa, 3 lutego 2016

Rozdział 3.

-Wiesz właśnie wracam do domu. Możesz przyjechać po mnie o tej o, której się umawialiśmy, postaram się być już gotowa. Aaa i Chris czy mam ubrać się jakoś specjalnie?
-Nie, to zwykła impreza u znajomych. Dobrze, kochanie, więc będę odliczał czas-zaśmiałam się i rozłączyłam.
Zostawię rodzicom kartkę, że wychodzę do Clari, żeby się nie martwili. Droga powrotna do domu zajęła mi dłuższą chwilę ze względu na porę i korki na drodze.
Jak tylko byłam w domu to udałam się do siebie na górę. Ściągnęłam obcasy czując lekką ulgę. Często je zakładam, dlatego moje nogi nie cierpią już tak jak na początku. Założyłam swoje cieplutkie kapcie, wzięłam kartkę oraz długopis, po czym nabazgrałam coś i położyłam na swoje biurko, które było sterylnie posprzątane. Widać, że Isabella nudziła się dziś w domu. Ona jest taka kochana, zawsze kiedy nie było rodziców to zajmowała się mną i uczyła gotować oraz robiłyśmy mnóstwo innych rzeczy, których z mamą nie robiłam. Otrząsnęłam się ze wspomnień idąc do garderoby. Tam zatrzymałam się przed półką ze spodniami.
Teraz które wybrać? Te moje dylematy...
Zdecydowałam się na czarne rurki oraz niebieską koszulę z dekoltem w serek, a na to narzucę granatową kurtkę skórzaną. Wzięłam zestaw idąc do pokoju. Przebrałam się i usiadłam na swoim łóżku myśląc o dzisiejszej imprezie. Będę czuła się nieswojo, jak zawsze kiedy idę z Chrisem do jego znajomych.

Ehhh jesteś Eve bardzo aspołeczna..

Podpowiada moja podświadomość. Ale co poradzę, że jego koledzy są inni od moich? Są naprawdę bardzo odmienni. Jakoś nasze rozmowy się nie kleją, i ich tematy są takie nie dla mnie. Położyłam się wygodnie i przymknęłam oczy. Przemknął mi obraz z biura Malika. Mogłam zostać i skorzystać z pomocy, może bym się czegoś dowiedziała?

Musisz mniej myśleć, a więcej działać..
Gdyby to był takie proste to bym tak robiła...

**
-Wypiłam już dwa i dziękuje- Powiedziałam do kolegi mojego chłopaka, który już miał zamiar mi nalać kolejny kieliszek. Siedzimy tu od 19, a dochodzi już 22. Chris nieźle się wstawił, a mieliśmy być tu tylko chwilę. Widzę, że nici z wyjścia do restauracji, które mi obiecał. No nic, zajęłam się rozmową z jakąś rudą dziewczyną, która okazała się być kuzynką Roberta (tego co ma urodziny). Opowiedziała mi, że skończyła zawodówkę i poszła na fryzjerkę, więc jakbym kiedyś chciała to mogę wpaść zrobić sobie jakąś fryzurę. Skusiłam się na dwa drinki, które zaproponowała mi Lucy. Już nie wiedziałam gdzie jest mój chłopak, gdyż siedziałam na sofie, a on gdzieś poszedł. Powiedział, że idzie zapalić, ale tak bełkotał iż nie zrozumiałam reszty jego słów. Teraz właśnie chciałabym siedzieć u siebie w pokoju oglądając jakiś film i zajadając dobrą sałatkę przygotowaną przez Isabelle. A tak muszę tu być, martwić się o tego mojego idiotę oraz patrzeć czy czasem nikt mi czegoś nie doleje do alkoholu.
-Wiesz ja chyba pójdę już do domu - Powiedziałam wstając i wyciągając telefon z torebki. Chciałam zadzwonić, ale ktoś wyszarpał mi telefon z ręki.
-Gdzie się wybierasz?!

Czyli zaczyna się pierwsza faza...
-Chciałam iść do domu Christianie-odpowiedziałam zgodnie z prawdą patrząc na niego. W oczach już mi się kroiły łzy, bo wiem jak takie kłótnie się kończą po alkoholu.
-Na pewno?! Czy może chcesz pójść do jakiegoś fagasa! Może ten zakład to tylko głupi pomysł, na trzymanie mnie na dystans!?-Nie lubię się z nim kłócić w takich sytuacjach. Wszyscy patrzyli na nas, a ja byłam kompletnie zmieszana.
-Nie mam zamiaru iść do jakiegoś "fagasa" - zrobiłam cudzysłów w powietrzu.- Jestem zmęczona i chcę wrócić do domu - W jego oczach pojawiły się jasne iskierki, które po chwili zgasły.
-Przepraszam, Perełko – oddał mi telefon przytulając mnie.

Faza druga – czas na miłość.
-Kocham cię moja Perełko – czuje jak moje ciało drży więc nic nie mówię tylko odwzajemniam i odchodzę jak najdalej.

On tak czasem ma. W jednym momencie mógłby mnie uderzyć, a w drugim całuje i mówi, że kocha. Tak, to się nazywa zaburzenie osobowości. I właśnie Chris chyba na to choruje. Jest to absurdalne i zawsze ryzykowne, ale w końcu miłość chyba może przetrwać wszystko, co nie? Tak mi się bynajmniej teraz wydaje. Na filmach jest to takie proste, a w moim życiu jest trochę pod górkę. Postanowiłam zadzwonić do przyjaciółki.
-Co jest mała? - Spytała po odebraniu.
-Chris znowu miał jazdę..
**
-Według mnie jest dupkiem i tyle. Kiedyś już Ci mówiłam, że zasługujesz na lepszego, ale ty nie i dalej brniesz w ten związek coraz intensywniej - Powiedziała upijając łyk swojego napoju.
-Clari, mówiłam już Ci, że ja go..
-Tak, kochasz bla bla bla. Zmieńmy temat, bo kurwicy dostanę. Poznałaś Zayn'a Malika? - Spytała znienacka zmieniając temat.
-Em nie do końca. Byłam tam, ale on wszedł i uderzył mnie drzwiami i ja wyszłam. Takie zrządzenie losu - szybko wyjaśniłam, żeby się nie zaczerwienić jak wtedy.
-Co zrobił? Ty to masz szczęście – zaśmiałyśmy się.
-Szczęście?
-Widziałam jego zdjęcia na necie. Stara on ma taką klatę, że zapominam, kto to jest Josh! A jego twarz! Więc tak, miałaś szczęście go widząc- Zapiszczała podniecona. Zaśmiałam się i zrobiło się o wiele lepiej. Zawsze tak sobie poprawiałyśmy humor. W końcu nie bez powodu jesteśmy przyjaciółkami.

***
-Halo – odebrałam odkładając kubek z gorącą herbatą.
-Evelyn, kompletnie zapomniałem powiedzieć byś wczoraj wyciągnęła z tej książki jeden ważny papierek. Miałem tam numer do swojej pacjentki!- Powiedział na jednym tchu mój ojciec.- Musisz pójść znowu do Jaspera i odzyskać to.
-Tato, dopiero wstałam i...- nie dał mi dokończyć.
-Dobrze wiesz, że mam pracę i nie mam czasu! - nie mam ochoty nigdzie dziś wychodzić. Nie lubię jak on stawia mnie w sytuacji bez wyjścia. A jego gabinet znajduje się jakieś 6 budynków za firmą Pana Jaspera. Ehhh tak trudno mu wyjść na minut parę by załatwić swoje sprawy, a ja muszę w tych korkach stać.
-Rozumiem, już jadę – wstałam posyłając mamie spojrzenie typu „nie chce mi się” i poszłam nałożyć trampki. Mam na sobie dziurawe spodnie i luźną koszulkę, a na nią narzuciłam koszulę w kratkę. Musze na wierzch ubrać kurtkę, i tylko kluczyki zostały do odnalezienia. Wiszą jak zawsze na haczyku. Wyszłam otwierając pilotem samochód i jednocześnie bramę wyjazdową. Zapięłam pas, włączyłam radio i wyjechałam. Jednak na drodze nie ma takiej tragedii. Po kilkunastu minutach byłam na parkingu. Zamknęłam swoje autko i udałam się do środka. Tym razem już nie pytałam, na które piętro. Od razu pojechałam windą na 18 i tam poszłam do biura. Jedna z sekretarek tylko na mnie zerknęła, ale była czymś tak zajęta, że nie zatrzymywała mnie. Wszyscy tam dosłownie biegali od drzwi do drzwi. Nie słyszałam żadnych rozmów, więc otworzyłam ciężkie drzwi mocnym pchnięciem. Weszłam do środka rozglądając się za siwym mężczyzną. Nie znalazłam go nigdzie. Złapałam się za głowę w celu zastanowienia, gdzie on może być. Przygryzłam dolną wargę i postanowiłam się wycofać. Chciałam złapać za klamkę, ale ktoś mnie wyprzedził, o mały włos i bym dostała znowu w głowę .. Zdezorientowana spojrzałam na wysokiego Mulata.

Znowu?! Serio?!..

-Ja-ja przepraszam za najście, wczoraj zapomniałam zabrać numeru z książki - Usprawiedliwiłam się jąkając, patrząc jak czekoladowe tęczówki wypalają dziurę w mojej głowie.
-My się chyba spotkaliśmy już, prawda? - spytał nie odrywając ode mnie swojego wzroku.
-Wczoraj - odpowiedziałam uciekając wzrokiem w dół na swoje nogi.
-No tak, przepraszam za swoje maniery i za potrącenie Pani drzwiami. - Przyjrzałam się mu, miał na sobie jak wczoraj garnitur w granatowej barwie, czarne buty wypastowane oraz lekki zarost, który dodawał seksapilu oraz wieku. Po chwili zauważyłam na jego marynarce dużą plamę.
-Nic się nie stało, ale czy mógłby mi Pan pomóc w celu znalezienia tej książki? - Spytałam poprawiając opadające na moje czoło blond kosmyki.
-Oczywiście, ale najpierw muszę to ściągnąć - Rzekł podchodząc do biurka, na którym była sterta segregatorów oraz papierów. Odwiązał krawat, a następnie pozbył się ubrania wierzchniego. Pod spodem miał ciemną koszulę, w której wyglądał bardzo przystojnie. Mój wzrok bez zahamowania poleciał na tył szatyna. Dobrze, że nie patrzył na mnie, bo pewnie spaliłam buraka. Zajrzał do jednej z szuflad i wyciągnął dobrze mi znaną rzecz.
-To ona? - Spytał, a ja pokiwałam głową i podeszłam by znaleźć karteczkę.
-Tak! - Lekko krzyknęłam chowając papierek do kieszeni swojej kurtki.
-Widzę, że to coś ważnego - Głos chłopaka wybudził mnie z transu.
-Tak, to jest potrzebne memu Ojcu - odpowiedziałam i zdałam sobie sprawę, że miałam być już u taty.- Muszę iść. Jestem umówiona, przepraszam - Powiedziałam wycofując się do wyjścia zagryzając z nerwów wargę. Przyjrzał mi się dokładnie i oblizał usta.
-Czy przynajmniej mogę dowiedzieć się jak masz na imię, od Ciebie? - zdziwiło mnie to pytanie, ale wróciłam do niego wystawiając rękę na przywitanie.
-Evelyn Richardson.
-Zayn Malik – kiedy uścisnął moją dłoń, poczułam coś dziwnego. Jakby to już miało kiedyś miejsce. - My na pewno się nie znamy? - pokręciłam sprzecznie głową. Puścił mnie więc udałam się do wyjścia.
-Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda nam się spotkać, Panno Richardson - Dobiegł mnie bardzo ciężki i seksowny głos. Ostatni raz na niego zerknęłam i otworzyłam drzwi.
-Do zobaczenia - Odwróciłam się żegnając z nim. Nie oglądałam się za siebie, gdyż wolałam szybko zniknąć już z tego budynku. Zjechałam windą i od razu wyszłam. Skręciłam w prawo idąc do gabinetu mojego Ojca. Doszłam tam po 5 minutach. Tylko 5 minut, a on nie mógł sam się tam wybrać.
Weszłam grzecznie się witając z ludźmi w poczekalni. Zapukałam do drzwi i po usłyszeniu słowa „proszę” weszłam do środka.
-Mówiłaś chwile, a minęło trochę więcej niż chwila. Zagadałaś się z Jasperem?- Spytał odbierając ode mnie karteczkę.
-Z jego synem - Odpowiedziałam, a tato zachłysnął się powietrzem. Ugryzłam się w język, ale było za późno.
-Przecież mówiłem byś się od niego trzymała jak najdalej!
-Wiem, ale sam mnie uczyłeś, że jak ktoś pyta to się odpowiada. Tak było w tym przypadku. Spokojnie nie mam zamiaru utrzymywać z nim kontaktów- Wyjaśniłam nie unosząc głosu jak on.
-Evelyn, nie mogę Ci powtarzać o takich sprawach!- Oburzony aż wstał z miejsca podchodząc do okna. Widziałam, że był już podminowany więc postanowiłam wyjść z gabinetu jak najszybciej. - Zaczekaj - zatrzymałam się.- Zabraniam Ci nawet patrzeć na tego mężczyznę - I to we mnie uderzyło. Chciałam krzyknąć, uderzyć w coś zrobić cokolwiek, ale ... nie mogłam.
-Tato, nie jestem już małą dziewczynką. Umiem o siebie zadbać i decydować czy się z kimś spotkam! -Wy piszczałam nerwowo przeskakując z nogi na nogę.
-Nie wiesz co mówisz. Ten człowiek nie jest partią dla tak spokojnej i poukładanej dziewczyny jak ty. - Nie odezwałam się tylko odwróciłam na pięcie i wyszłam. .

 
...................
Hej : >
Chyba już poprawiłam tak jak chciałam większość rozdziałów i mogę zacząć z wami ponownie się "spotykać" ; P
Tak jakoś ostatnio zabrakło mi moich kochanych czytelników i musiałam coś napisać na bloga Od przyjaźni do miłości. Po prostu musiałam coś mnie tam ciągnęło xx
Ale już tutaj zaczynam od nowa funkcjonować, i trochę zmienia mi się koncepcja na opowiadanie :D
Będzie super jak będę je pisać na bieżąco : ) Bo inaczej nie mam szans na coś fajnego xx
Buziaki ! ^^

czwartek, 24 grudnia 2015

Rozdział 2..



-Co takiego jest jutro? - zdziwiłam się na jego słowa. Mama obserwowała nas jednym okiem, a drugim próbowała się skupić na telewizji.
-Obiecałem Jasperowi pożyczenie książki. Mam pracę, więc musisz mu ją zanieść – naprawdę? Aż tak lubią mnie wkopywać w różne spotkania z obcymi ludźmi? Po prostu genialnie, jak jeszcze będę musiała rozmawiać o biznesie to się załamię. Przecież nie wejdę i od razu nie wyjdę, to nie na miejscu. Dlatego będę zmuszona wypić kawę i posiedzieć ze starszym mężczyzną. Westchnęłam objeżdżając ciałem w dół na kanapie. Zamknęłam oczy, żeby się skupić.
-Zostaw ją na widoku, żebym rano się nie spóźniła, bo wiesz jak nie lubię tego robić – oznajmiłam patrząc na niego. Wstał idąc do naszej małej biblioteki. Wszyscy kochamy czytać, dlatego jeden z pokojów musieliśmy urządzić jako czytelnie. W środku jest tak magicznie. Po prostu wchodzisz i jesteś w innym świecie, przynajmniej ja tak mam. Książki są poukładane według kategorii i alfabetycznie. Można znaleźć wszystko czego się szuka. Najwięcej mamy ksiąg medycznych, bo w końcu lekarze. Potem już rożnie idzie, ale moje ulubione to oczywiście dramaty romantyczne i o podróżach. A tak to czytam to, na co w danym momencie mam ochotę. Potrafię zacząć rano, a skończyć około północy, jak tylko się zaprę.
-To one – wrócił i położył je na stole. Pokiwałam głową i zobaczyłam o czym jest jedna z nich. Przeczytałam na tyle krótki opis, i okazało się, że jest to medyczna książka o problemach z uzależnianiami. A druga natomiast opowiada o historii młodego biznesmena, jakiś kryminał.
-Ja idę się już położyć, do jutra – wstałam dając im po buziaku.
-Evelyn, jeszcze jedno – zaczął poważnie mój tato – Proszę cię, abyś jutro nie znajdowała się w pobliżu syna Jaspera.

Byłam już odwrócona do nich plecami, więc nie widzieli mojej miny. Pokiwała nieznacznie głową i ruszyłam na górę. Szłam co drugi stopień by znaleźć się jak najszybciej w sypialni. Po wejściu zatrzasnęłam za sobą drzwi zapalając światła. Stanęłam na środku i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Przydałoby się przemeblowanie. Może kolor ścian zmienić? Chociaż jakieś 3 miesiące temu zostały zmienione na właśnie te – fioletowe. Kocham ten kolor, ale jakoś tak ciągnie mnie do niebieskiego. Tylko jak przemalować sypialnię to od razu łazienkę i garderobę, innego sposobu nie widzę. Jestem zbyt pedantyczną osobą, żeby mieć w jednym pokoju fiolet, a w drugim np. czerwień. To nie jest dobre rozwiązanie dla mnie.
Skierowałam się do biurka, żeby poukładać zeszyty na poniedziałek, a przy okazji zobaczyć zadania domowe. Okazuje się, że bardzo nas lubią i nic nam nie zadają. Pewnie jest to tylko pretekst, byśmy się zaczęli bardziej przykładać do nauki. To i tak u niektórych nie działa, ale zawsze warto próbować.
Dochodzi już 10, powinnam iść się umyć i spać. Leniwie ruszyłam z jednego miejsca w stronę łóżka po piżamę. Włączyłam sobie muzykę i puściłam gorącą wodę do wanny. Nalałam zapachowego olejku, a w międzyczasie pozbyłam się ubrań i telefonu, który położyłam w pokoju na łóżku. Kiedy już wszystko miałam gotowe rozbełtałam wodę by powstała piana i weszłam do niebieskiej, emaliowanej wanny. Chwilę poczekałam by się przyzwyczaić do gorąca i się wygodnie wyłożyłam w przyjemnym zapachu unoszącym się w górę. Usłyszałam po krótkiej przerwie dźwięk przychodzącej wiadomości oraz jak ktoś do mnie dzwoni. Chciałam wyjść, bo może to coś ważnego, lecz zasługuję na chwilę przerwy od świata. A tu właśnie ją zyskuję. Taki mały azyl.

**

-Li! Kurwa gdzie ty masz ten telefon!- wykrzyczał, a ja przełączyłam go na głośnik.
-Spokojnie, brałam kąpiel-odpowiedziałam i położyłam telefon na półkę obok zlewu, a sama nasmarowałam się balsamem oraz kremem do rąk i twarzy.
-Dobra, ale racz następnym razem odebrać. A teraz do rzeczy, spotykamy się jutro ?-Kurde, wiedziałam. Jak zwykle zapomniałam o czymś, i tym razem to coś istotnego.
-Wiesz, zapomniałaaam -przeciągnęłam- ale pozwolą mi tylko muszę zanieść książki w jedno miejsce - rzekłam rozczesując włosy. Po czym ubrałam się w piżamę składającą się z błękitnych dresów oraz czarnej koszulki z rysunkiem lwa.
-Jak mogłaś zapomnieć się zapytać...- zapadła cisza. Słyszałam jak w jego głowie powtarzają się słowa „idiotka”, ale nic nie mówiłam – ehh Evelyn, w takim razie będę jutro o 19 pod domem - powiedział niby spokojnie, ale czułam zdenerwowanie w jego głosie. To znaczy, że jak zwykle wystawiam jego nerwy na pokaz. Te nasze rozmowy, a raczej kłótnie są normą. Szczególnie jak nie zrobię czegoś co chce bym zrobiła. Jest dominujący w naszym związku, a czasem zbyt dominujący. To nie moja wina, tylko mojej pamięci, która czasem zawodzi. Nienawidzę czegoś zapomnieć. Jest to najgorsze co mogę komuś, albo sobie zrobić – zapomnieć.
-Będę czekać – odpowiedziałam przeglądając się w lusterku. Przyzwyczaiłam się do takich akcji więc jestem spokojna kiedy krzyczy, że nie odbiorę telefonu, choć często mnie to jeszcze zaskakuje i denerwuje.
-A gdzie musisz jutro iść?
Jeśli chodzi o zazdrość, to Chris jest o mnie bardzo zazdrosny. Nie ważne czy to moja przyjaciółka, przyjaciel, koleżanka, babcia, wujek czy ktoś obcy. Po prostu on musi wiedzieć gdzie idę i z kim będę. Taaa, przecież on tak pokazuje jak bardzo mnie kocha. Przynajmniej ja tak to sobie tłumaczę.

-Tato kazał mi zanieść książki swojemu znajomemu-wytłumaczyłam kładąc się z pilotem na łóżko.
-Ah, czy to starszy kolega?
-Yhymm.
-Dobrze kochanie, więc nie martwię się już. Kończę już myszko, bo muszę się wyspać-usłyszałam po drugiej stronie jak ziewa. Tak słodko zabrzmiał, tak niewinnie.
-Dobranoc misiu - wysłałam buziaka i się rozłączyłam. Odłożyłam komórkę na półkę nocną, a sama ułożyłam się pod kołdrą. Przykryłam się dokładnie i chwilę pooglądałam telewizor, bo natrafiłam na końcówkę komedii romantycznej „50 pierwszych randek”. Nie puszczają tego zbyt często, ale jak już leci to miło się ogląda...

  Czy to deszcz? Spojrzałam na okno w wielkim holu czekając na swój lot. Niee, jednak to tylko ja i mój płacz. Nie mogę przestać się trząść. Co się ze mną dzieje? Przecież wreszcie uwalniam się od całodobowej ochrony. Marzyłam o tym od kilku lat. A teraz tchórzę? O nie moja droga, tak nie będzie. Wyjeżdżasz do Ameryki, na studia, będziesz lekarzem i wszystko się uda. Jednak coś mnie tu trzyma. Czuje wewnątrz, że to coś poważnego, ale nie wiem co. A może raczej kto? Chyba chodzi o Chris'a, bo kogo innego? Spoglądam cały czas na drzwi wejściowe by go zobaczyć, czekam na kogoś, na kim mi zależy.
-Nie chodzi o Chris'a – podpowiada moja podświadomość załamując mnie tym faktem.

Jak nie on to kto?
Poczułam jak ktoś łapie mnie za ramię. Przymykam oczy czując się bezpiecznie. Chce na niego spojrzeć...

-Ahhh – otwieram szeroko oczy wycierając mokre czoło od potu. Rozglądam się po pokoju. Jestem w swoim łóżku. Jest wszystko dobrze. 

Miałam wspaniały sen o studiach i wyjeździe. Ale on nie był cudowny skoro płakałam i kogoś wyczekiwałam. Chciałam przyjrzeć się dokładnie osobie stojącej obok mnie, ale przerwał mi to budzik. Przetarłam zaspane oczy. Wysunęłam obie nogi poza granice kołdry, po czym zrobiło mi się strasznie zimno. Cofnęłam je na chwilę pod kołdrę. Przygotowałam się mentalnie. Musiałam szybko wstać i udać się do łazienki. Tak też zrobiłam, po czym od razu zrobiło mi się cieplej. Przejrzałam się w lusterku co było złym pomysłem.
-Boże, wyglądasz okropnie-ziewnęłam i odkręciłam zimną wodę. Przepłukałam oczy i wyjęłam z szafki za lusterkiem szczoteczkę. Po umyciu udałam się na dół w szybkim tempie, gdyż zaburczało mi w brzuchu. Jest już późno, a mój tato do pracy z mamą wychodzą o 8. Weszłam do kuchni gdzie napotkałam naszą kochaną gosposie przy kuchence. Robiła moje ukochane naleśniczki!
-Dzień dobry-powiedziałam podchodząc do niej by zobaczyć swoje śniadanie.

-Dzień dobry, siadaj do stołu kochana -posłałam jej uśmiech i poszłam do jadalni. Już po chwili miałam przed sobą grzanki, sałatkę, sok pomarańczowy oraz naleśniki.-Smacznego-usłyszałam więc podziękowałam. Zabrałam się za jedzenie, które było pyszne.
Najedzona wróciłam do sypialni by przebrać się i umalować. Zrobiłam lekki makijaż, a włosy ułożyłam jak zwykle spinając grzywkę w górę. Kiedy wyglądałam elegancko mogłam wyjść. Po drodze z łóżka chwyciłam wcześniej naszykowaną torebeczkę, w której miałam portfel oraz telefon..

Po 30 minutach byłam na miejscu. Spojrzałam na wielki budynek stojący przede mną. Wielkie na przemian przyciemnione i przezroczyste szyby, które ciągnęły się wyżej i wyżej. Nie widziałam końca budynku, to jest jeden z tych słynnych drapaczy chmur. Z lekkim strachem ruszyłam przed siebie. Weszłam przez automatyczne drzwi i stanęłam rozglądając się w celu znalezienia jakiegoś pracownika. Zobaczyłam ochroniarza więc do niego podeszłam.
-Dzień dobry, wie Pan, na którym piętrze jest biuru Pana Jaspera Malika ?-Spytałam zatrzymując się przed nim.
-Musi pojechać Pani windą na 12 piętro, tam będzie sekretarka i dalej Panią pokieruje-odpowiedział i odszedł.

Ruszyłam w stronę windy. Nie czekałam długo na transport w górę. Ahh ta góra. Mam lęk wysokości, który próbuje przełamać. Na dodatek jadę sama. Ta podróż w górę ciągnęła się. Przed otworzeniem się drzwi poprawiłam jeszcze włosy i wyszłam. Spojrzałam w lewo znajdując wzrokiem jakąś kobietę za biurkiem. Ubrana była elegancko, włosy zaczesane w koka, a sama była bardzo młoda.
-Dzień dobry, ja do Pana Jaspera- powiedziałam niepewnie podchodząc do niej.
-Dzień dobry, Pańskie imię? - spytała wyciągając duży czarny notes spod biurka.
-Emm, nie byłam umówiona, ale proszę powiedzieć, że Evelyn Richardson przyszła - Odpowiedziałam i zaczekałam, aż kobieta wykręci numer do swojego szefa. Po krótkiej pogawędce wstała i kazała iść za sobą. Musieliśmy wsiąść do windy i pojechać na 18 piętro.

Po prostu super! Jeszcze wyżej..
echałyśmy w ciszy. Jak zatrzymałyśmy się na miejscu odetchnęłam ulgą. Kobieta podprowadziła mnie do drzwi, które były dwa razy większe ode mnie. Myślałam, że ich nie otworzę, ale co do czego okazały się być w miarę „lekkie”. Na środku było duże ciemne biurko, a tam siedział siwy mężczyzna robiąc coś na laptopie.
-Dzień dobry - rozejrzałam się by wiedzieć gdzie jestem.

-Witaj Evelyn. Masz dla mnie te książki? - dalej siedział i coś robił.
-Tak oczywiście, po to tu jestem-odparłam podchodząc i wyciągając z torebki przedmioty. Podałam je Panu i miałam już wychodzić. Jednak ten zamknął laptopa.
-Proszę usiądź, może się czegoś napijesz?-zaproponował. Przymknęłam oczy i odwróciłam się w jego stronę z uśmiechem.
-Bardzo chętnie napiłabym się małej kawy-uśmiechnęłam się, a on zadzwonił do swojej sekretarki z prośbą o dwie małe kawy. W między czasie rozejrzałam się po całym pomieszczeniu, które było ładnie wyposażone. 

-Co zamierzasz robić po liceum? - zapytał słodząc swoją kawę, aż trzema łyżeczkami cukru!
-Poszłam w ślady rodziców i za rok wybieram się na studia medyczne - podał mi cukierniczkę, lecz ja nie słodzę.

-Wszystko zostaje w rodzinie-powiedział sam do siebie. Między nami zapadła chwilowa cisza, która dla mnie była bardzo nieprzyjemna. Nagle zadzwonił telefon firmowy. Pan Jasper podszedł do biurka i odebrał. Rozmawiał z kimś chwilę, po czym się zdenerwował.-Przepraszam cię, ale mam ważną sprawę do rozwiązania.
-Dobrze, rozumiem. Miłego czytania - powiedziałam wstając i kierując się do wyjścia.
-Do widzenia Evelyn - odwróciłam się i miałam już otworzyć drzwi, ale ktoś mnie wyprzedził i uderzył nimi na szczęście nie mocno w moją głowę. Potknęłam się i poleciałam na ścianę. Wystraszona oparłam się o nią widząc jak do pomieszczenia wchodzi wysoki szatyn w garniturze.
-Musiałeś mi kazać iść rozmawiać z tymi ludźmi? Przecież wiesz, że oni są nie do wytrzymania-nie zauważył mnie i szedł w stronę swego szefa pewnym i szybkim krokiem. Otrząsnęłam się i dotknęłam obolałego miejsca.
-Spokojnie, Zayn. Musisz uważać jak chodzisz, mam gościa, którego właśnie stratowałeś - Teraz odwrócił się w moją stronę i zlustrował mnie wzrokiem. Czułam się jeszcze bardziej nie komfortowo. Nie wiem co gorsze ból głowy czy wzrok Mulata? Trzymałam się kurczowo za bolące miejsce na czole, masując siniaka by powstrzymać ból. Tak bardzo nie lubię mieć siniaków i czuć takiego bólu.
-Panna Richardson przyniosła dla mnie książki, które mam zamiar czytać na emeryturze - Powiedział Pan Jasper patrząc na mnie. To dlatego chciał mieć coś do czytania. W sumie to wygląda już na takiego, kto wybiera się na emeryturę, tylko czemu w telewizji nic o tym nie mówią? Oglądam wiadomości codziennie i nic nie słyszałam na ten temat.
Obaj przyglądali mi się z daleka. Poczułam wypieki na policzkach, więc spuściłam wzrok na stopy. Mam ochotę uciec stąd.
-Przepraszam za swoje maniery Panno Richardson - Odezwał się w końcu Zayn. Spojrzałam w jego oczy. Duże, czekoladowe, piękne oczy. Każda kobieta zapewne chce by na nią patrzył choć przez chwilę. Podszedł by mi pomóc.
-Nic nie szkodzi Panie Malik, ja i tak już muszę iść - odeszłam, ale lekko się zachwiałam łapiąc ściany, a przy okazji głowy. Wstrząs? Nieee, drzwi nie są takie olbrzymie.
-Może jednak zawieść Panią do szpitala? - zapytał podchodząc i z daleka przyglądając się mojej ranie, która zapewne zrobiła się już filetowa.
-Raczej do ojca – skomentował Pan Jasper obserwując moją osobę.
-Dziękuje bardzo za pomoc, ale wszystko zostaje w rodzinie, tak więc poradzę sobie doskonale – zaśmiałam się widząc uśmiech Pana Jaspera. Złapałam głęboki oddech i ruszyłam do drzwi, które otworzył mi Zayn Malik.
-Do widzenia – powiedział.
-Do widzenia – odwróciłam się do obydwu kiwając głową.
Kiedy zamknął drzwi szybko podbiegłam do widny, na szczęście była już otwarta i czekała. Wsiadłam wybierając odpowiedni numerek. Przyjrzałam się obolałemu miejscu. Musze przyznać, że nieźle mi przywalił. Ale nie będzie tak tragicznie jak kiedyś z moim kolanem.

Jakoś rok temu na wf, nasz wspaniały nauczyciel kazał nam zaliczyć bieg wahadłowy. Wszystko szło wspaniale, biegnę te 4 razy jak trzeba, bardzo chciałam dostać celującą ocenę. Dziewczyny głośno dopingowały mnie jak i każdą inną. Ostatni woreczek już mam kłaść i upadłam rozpędzona na prawe kolano kładąc ten klocek w kółko. Przejechałam pół sali gimnastycznej na kolanach. Odwracam się, a ten głupi przedmiot wyleciał, bo odbił się od paneli. Myślałam, że mnie coś trafi, bo zamiast dostać szóstkę, dał mi czwórkę. To i tak najmniejsze co mnie spotkało, bo po chwili zaczęłam strasznie płakać z bólu kolana. Myślałam, że sobie zdarłam do krwi skórę z tego miejsca. Wieczorem dopiero zobaczyłam wielgachnego sińca na pół nogi i wszystko było jasne. Ale poprawiłam ocenę na piątkę i było wszystko super, no oprócz właśnie lekkiej rany.

Dlatego też to co mam na głowie, jest tylko 1/4 tego co miała rok temu na nodze..