czwartek, 24 grudnia 2015

Rozdział 2..



-Co takiego jest jutro? - zdziwiłam się na jego słowa. Mama obserwowała nas jednym okiem, a drugim próbowała się skupić na telewizji.
-Obiecałem Jasperowi pożyczenie książki. Mam pracę, więc musisz mu ją zanieść – naprawdę? Aż tak lubią mnie wkopywać w różne spotkania z obcymi ludźmi? Po prostu genialnie, jak jeszcze będę musiała rozmawiać o biznesie to się załamię. Przecież nie wejdę i od razu nie wyjdę, to nie na miejscu. Dlatego będę zmuszona wypić kawę i posiedzieć ze starszym mężczyzną. Westchnęłam objeżdżając ciałem w dół na kanapie. Zamknęłam oczy, żeby się skupić.
-Zostaw ją na widoku, żebym rano się nie spóźniła, bo wiesz jak nie lubię tego robić – oznajmiłam patrząc na niego. Wstał idąc do naszej małej biblioteki. Wszyscy kochamy czytać, dlatego jeden z pokojów musieliśmy urządzić jako czytelnie. W środku jest tak magicznie. Po prostu wchodzisz i jesteś w innym świecie, przynajmniej ja tak mam. Książki są poukładane według kategorii i alfabetycznie. Można znaleźć wszystko czego się szuka. Najwięcej mamy ksiąg medycznych, bo w końcu lekarze. Potem już rożnie idzie, ale moje ulubione to oczywiście dramaty romantyczne i o podróżach. A tak to czytam to, na co w danym momencie mam ochotę. Potrafię zacząć rano, a skończyć około północy, jak tylko się zaprę.
-To one – wrócił i położył je na stole. Pokiwałam głową i zobaczyłam o czym jest jedna z nich. Przeczytałam na tyle krótki opis, i okazało się, że jest to medyczna książka o problemach z uzależnianiami. A druga natomiast opowiada o historii młodego biznesmena, jakiś kryminał.
-Ja idę się już położyć, do jutra – wstałam dając im po buziaku.
-Evelyn, jeszcze jedno – zaczął poważnie mój tato – Proszę cię, abyś jutro nie znajdowała się w pobliżu syna Jaspera.

Byłam już odwrócona do nich plecami, więc nie widzieli mojej miny. Pokiwała nieznacznie głową i ruszyłam na górę. Szłam co drugi stopień by znaleźć się jak najszybciej w sypialni. Po wejściu zatrzasnęłam za sobą drzwi zapalając światła. Stanęłam na środku i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Przydałoby się przemeblowanie. Może kolor ścian zmienić? Chociaż jakieś 3 miesiące temu zostały zmienione na właśnie te – fioletowe. Kocham ten kolor, ale jakoś tak ciągnie mnie do niebieskiego. Tylko jak przemalować sypialnię to od razu łazienkę i garderobę, innego sposobu nie widzę. Jestem zbyt pedantyczną osobą, żeby mieć w jednym pokoju fiolet, a w drugim np. czerwień. To nie jest dobre rozwiązanie dla mnie.
Skierowałam się do biurka, żeby poukładać zeszyty na poniedziałek, a przy okazji zobaczyć zadania domowe. Okazuje się, że bardzo nas lubią i nic nam nie zadają. Pewnie jest to tylko pretekst, byśmy się zaczęli bardziej przykładać do nauki. To i tak u niektórych nie działa, ale zawsze warto próbować.
Dochodzi już 10, powinnam iść się umyć i spać. Leniwie ruszyłam z jednego miejsca w stronę łóżka po piżamę. Włączyłam sobie muzykę i puściłam gorącą wodę do wanny. Nalałam zapachowego olejku, a w międzyczasie pozbyłam się ubrań i telefonu, który położyłam w pokoju na łóżku. Kiedy już wszystko miałam gotowe rozbełtałam wodę by powstała piana i weszłam do niebieskiej, emaliowanej wanny. Chwilę poczekałam by się przyzwyczaić do gorąca i się wygodnie wyłożyłam w przyjemnym zapachu unoszącym się w górę. Usłyszałam po krótkiej przerwie dźwięk przychodzącej wiadomości oraz jak ktoś do mnie dzwoni. Chciałam wyjść, bo może to coś ważnego, lecz zasługuję na chwilę przerwy od świata. A tu właśnie ją zyskuję. Taki mały azyl.

**

-Li! Kurwa gdzie ty masz ten telefon!- wykrzyczał, a ja przełączyłam go na głośnik.
-Spokojnie, brałam kąpiel-odpowiedziałam i położyłam telefon na półkę obok zlewu, a sama nasmarowałam się balsamem oraz kremem do rąk i twarzy.
-Dobra, ale racz następnym razem odebrać. A teraz do rzeczy, spotykamy się jutro ?-Kurde, wiedziałam. Jak zwykle zapomniałam o czymś, i tym razem to coś istotnego.
-Wiesz, zapomniałaaam -przeciągnęłam- ale pozwolą mi tylko muszę zanieść książki w jedno miejsce - rzekłam rozczesując włosy. Po czym ubrałam się w piżamę składającą się z błękitnych dresów oraz czarnej koszulki z rysunkiem lwa.
-Jak mogłaś zapomnieć się zapytać...- zapadła cisza. Słyszałam jak w jego głowie powtarzają się słowa „idiotka”, ale nic nie mówiłam – ehh Evelyn, w takim razie będę jutro o 19 pod domem - powiedział niby spokojnie, ale czułam zdenerwowanie w jego głosie. To znaczy, że jak zwykle wystawiam jego nerwy na pokaz. Te nasze rozmowy, a raczej kłótnie są normą. Szczególnie jak nie zrobię czegoś co chce bym zrobiła. Jest dominujący w naszym związku, a czasem zbyt dominujący. To nie moja wina, tylko mojej pamięci, która czasem zawodzi. Nienawidzę czegoś zapomnieć. Jest to najgorsze co mogę komuś, albo sobie zrobić – zapomnieć.
-Będę czekać – odpowiedziałam przeglądając się w lusterku. Przyzwyczaiłam się do takich akcji więc jestem spokojna kiedy krzyczy, że nie odbiorę telefonu, choć często mnie to jeszcze zaskakuje i denerwuje.
-A gdzie musisz jutro iść?
Jeśli chodzi o zazdrość, to Chris jest o mnie bardzo zazdrosny. Nie ważne czy to moja przyjaciółka, przyjaciel, koleżanka, babcia, wujek czy ktoś obcy. Po prostu on musi wiedzieć gdzie idę i z kim będę. Taaa, przecież on tak pokazuje jak bardzo mnie kocha. Przynajmniej ja tak to sobie tłumaczę.

-Tato kazał mi zanieść książki swojemu znajomemu-wytłumaczyłam kładąc się z pilotem na łóżko.
-Ah, czy to starszy kolega?
-Yhymm.
-Dobrze kochanie, więc nie martwię się już. Kończę już myszko, bo muszę się wyspać-usłyszałam po drugiej stronie jak ziewa. Tak słodko zabrzmiał, tak niewinnie.
-Dobranoc misiu - wysłałam buziaka i się rozłączyłam. Odłożyłam komórkę na półkę nocną, a sama ułożyłam się pod kołdrą. Przykryłam się dokładnie i chwilę pooglądałam telewizor, bo natrafiłam na końcówkę komedii romantycznej „50 pierwszych randek”. Nie puszczają tego zbyt często, ale jak już leci to miło się ogląda...

  Czy to deszcz? Spojrzałam na okno w wielkim holu czekając na swój lot. Niee, jednak to tylko ja i mój płacz. Nie mogę przestać się trząść. Co się ze mną dzieje? Przecież wreszcie uwalniam się od całodobowej ochrony. Marzyłam o tym od kilku lat. A teraz tchórzę? O nie moja droga, tak nie będzie. Wyjeżdżasz do Ameryki, na studia, będziesz lekarzem i wszystko się uda. Jednak coś mnie tu trzyma. Czuje wewnątrz, że to coś poważnego, ale nie wiem co. A może raczej kto? Chyba chodzi o Chris'a, bo kogo innego? Spoglądam cały czas na drzwi wejściowe by go zobaczyć, czekam na kogoś, na kim mi zależy.
-Nie chodzi o Chris'a – podpowiada moja podświadomość załamując mnie tym faktem.

Jak nie on to kto?
Poczułam jak ktoś łapie mnie za ramię. Przymykam oczy czując się bezpiecznie. Chce na niego spojrzeć...

-Ahhh – otwieram szeroko oczy wycierając mokre czoło od potu. Rozglądam się po pokoju. Jestem w swoim łóżku. Jest wszystko dobrze. 

Miałam wspaniały sen o studiach i wyjeździe. Ale on nie był cudowny skoro płakałam i kogoś wyczekiwałam. Chciałam przyjrzeć się dokładnie osobie stojącej obok mnie, ale przerwał mi to budzik. Przetarłam zaspane oczy. Wysunęłam obie nogi poza granice kołdry, po czym zrobiło mi się strasznie zimno. Cofnęłam je na chwilę pod kołdrę. Przygotowałam się mentalnie. Musiałam szybko wstać i udać się do łazienki. Tak też zrobiłam, po czym od razu zrobiło mi się cieplej. Przejrzałam się w lusterku co było złym pomysłem.
-Boże, wyglądasz okropnie-ziewnęłam i odkręciłam zimną wodę. Przepłukałam oczy i wyjęłam z szafki za lusterkiem szczoteczkę. Po umyciu udałam się na dół w szybkim tempie, gdyż zaburczało mi w brzuchu. Jest już późno, a mój tato do pracy z mamą wychodzą o 8. Weszłam do kuchni gdzie napotkałam naszą kochaną gosposie przy kuchence. Robiła moje ukochane naleśniczki!
-Dzień dobry-powiedziałam podchodząc do niej by zobaczyć swoje śniadanie.

-Dzień dobry, siadaj do stołu kochana -posłałam jej uśmiech i poszłam do jadalni. Już po chwili miałam przed sobą grzanki, sałatkę, sok pomarańczowy oraz naleśniki.-Smacznego-usłyszałam więc podziękowałam. Zabrałam się za jedzenie, które było pyszne.
Najedzona wróciłam do sypialni by przebrać się i umalować. Zrobiłam lekki makijaż, a włosy ułożyłam jak zwykle spinając grzywkę w górę. Kiedy wyglądałam elegancko mogłam wyjść. Po drodze z łóżka chwyciłam wcześniej naszykowaną torebeczkę, w której miałam portfel oraz telefon..

Po 30 minutach byłam na miejscu. Spojrzałam na wielki budynek stojący przede mną. Wielkie na przemian przyciemnione i przezroczyste szyby, które ciągnęły się wyżej i wyżej. Nie widziałam końca budynku, to jest jeden z tych słynnych drapaczy chmur. Z lekkim strachem ruszyłam przed siebie. Weszłam przez automatyczne drzwi i stanęłam rozglądając się w celu znalezienia jakiegoś pracownika. Zobaczyłam ochroniarza więc do niego podeszłam.
-Dzień dobry, wie Pan, na którym piętrze jest biuru Pana Jaspera Malika ?-Spytałam zatrzymując się przed nim.
-Musi pojechać Pani windą na 12 piętro, tam będzie sekretarka i dalej Panią pokieruje-odpowiedział i odszedł.

Ruszyłam w stronę windy. Nie czekałam długo na transport w górę. Ahh ta góra. Mam lęk wysokości, który próbuje przełamać. Na dodatek jadę sama. Ta podróż w górę ciągnęła się. Przed otworzeniem się drzwi poprawiłam jeszcze włosy i wyszłam. Spojrzałam w lewo znajdując wzrokiem jakąś kobietę za biurkiem. Ubrana była elegancko, włosy zaczesane w koka, a sama była bardzo młoda.
-Dzień dobry, ja do Pana Jaspera- powiedziałam niepewnie podchodząc do niej.
-Dzień dobry, Pańskie imię? - spytała wyciągając duży czarny notes spod biurka.
-Emm, nie byłam umówiona, ale proszę powiedzieć, że Evelyn Richardson przyszła - Odpowiedziałam i zaczekałam, aż kobieta wykręci numer do swojego szefa. Po krótkiej pogawędce wstała i kazała iść za sobą. Musieliśmy wsiąść do windy i pojechać na 18 piętro.

Po prostu super! Jeszcze wyżej..
echałyśmy w ciszy. Jak zatrzymałyśmy się na miejscu odetchnęłam ulgą. Kobieta podprowadziła mnie do drzwi, które były dwa razy większe ode mnie. Myślałam, że ich nie otworzę, ale co do czego okazały się być w miarę „lekkie”. Na środku było duże ciemne biurko, a tam siedział siwy mężczyzna robiąc coś na laptopie.
-Dzień dobry - rozejrzałam się by wiedzieć gdzie jestem.

-Witaj Evelyn. Masz dla mnie te książki? - dalej siedział i coś robił.
-Tak oczywiście, po to tu jestem-odparłam podchodząc i wyciągając z torebki przedmioty. Podałam je Panu i miałam już wychodzić. Jednak ten zamknął laptopa.
-Proszę usiądź, może się czegoś napijesz?-zaproponował. Przymknęłam oczy i odwróciłam się w jego stronę z uśmiechem.
-Bardzo chętnie napiłabym się małej kawy-uśmiechnęłam się, a on zadzwonił do swojej sekretarki z prośbą o dwie małe kawy. W między czasie rozejrzałam się po całym pomieszczeniu, które było ładnie wyposażone. 

-Co zamierzasz robić po liceum? - zapytał słodząc swoją kawę, aż trzema łyżeczkami cukru!
-Poszłam w ślady rodziców i za rok wybieram się na studia medyczne - podał mi cukierniczkę, lecz ja nie słodzę.

-Wszystko zostaje w rodzinie-powiedział sam do siebie. Między nami zapadła chwilowa cisza, która dla mnie była bardzo nieprzyjemna. Nagle zadzwonił telefon firmowy. Pan Jasper podszedł do biurka i odebrał. Rozmawiał z kimś chwilę, po czym się zdenerwował.-Przepraszam cię, ale mam ważną sprawę do rozwiązania.
-Dobrze, rozumiem. Miłego czytania - powiedziałam wstając i kierując się do wyjścia.
-Do widzenia Evelyn - odwróciłam się i miałam już otworzyć drzwi, ale ktoś mnie wyprzedził i uderzył nimi na szczęście nie mocno w moją głowę. Potknęłam się i poleciałam na ścianę. Wystraszona oparłam się o nią widząc jak do pomieszczenia wchodzi wysoki szatyn w garniturze.
-Musiałeś mi kazać iść rozmawiać z tymi ludźmi? Przecież wiesz, że oni są nie do wytrzymania-nie zauważył mnie i szedł w stronę swego szefa pewnym i szybkim krokiem. Otrząsnęłam się i dotknęłam obolałego miejsca.
-Spokojnie, Zayn. Musisz uważać jak chodzisz, mam gościa, którego właśnie stratowałeś - Teraz odwrócił się w moją stronę i zlustrował mnie wzrokiem. Czułam się jeszcze bardziej nie komfortowo. Nie wiem co gorsze ból głowy czy wzrok Mulata? Trzymałam się kurczowo za bolące miejsce na czole, masując siniaka by powstrzymać ból. Tak bardzo nie lubię mieć siniaków i czuć takiego bólu.
-Panna Richardson przyniosła dla mnie książki, które mam zamiar czytać na emeryturze - Powiedział Pan Jasper patrząc na mnie. To dlatego chciał mieć coś do czytania. W sumie to wygląda już na takiego, kto wybiera się na emeryturę, tylko czemu w telewizji nic o tym nie mówią? Oglądam wiadomości codziennie i nic nie słyszałam na ten temat.
Obaj przyglądali mi się z daleka. Poczułam wypieki na policzkach, więc spuściłam wzrok na stopy. Mam ochotę uciec stąd.
-Przepraszam za swoje maniery Panno Richardson - Odezwał się w końcu Zayn. Spojrzałam w jego oczy. Duże, czekoladowe, piękne oczy. Każda kobieta zapewne chce by na nią patrzył choć przez chwilę. Podszedł by mi pomóc.
-Nic nie szkodzi Panie Malik, ja i tak już muszę iść - odeszłam, ale lekko się zachwiałam łapiąc ściany, a przy okazji głowy. Wstrząs? Nieee, drzwi nie są takie olbrzymie.
-Może jednak zawieść Panią do szpitala? - zapytał podchodząc i z daleka przyglądając się mojej ranie, która zapewne zrobiła się już filetowa.
-Raczej do ojca – skomentował Pan Jasper obserwując moją osobę.
-Dziękuje bardzo za pomoc, ale wszystko zostaje w rodzinie, tak więc poradzę sobie doskonale – zaśmiałam się widząc uśmiech Pana Jaspera. Złapałam głęboki oddech i ruszyłam do drzwi, które otworzył mi Zayn Malik.
-Do widzenia – powiedział.
-Do widzenia – odwróciłam się do obydwu kiwając głową.
Kiedy zamknął drzwi szybko podbiegłam do widny, na szczęście była już otwarta i czekała. Wsiadłam wybierając odpowiedni numerek. Przyjrzałam się obolałemu miejscu. Musze przyznać, że nieźle mi przywalił. Ale nie będzie tak tragicznie jak kiedyś z moim kolanem.

Jakoś rok temu na wf, nasz wspaniały nauczyciel kazał nam zaliczyć bieg wahadłowy. Wszystko szło wspaniale, biegnę te 4 razy jak trzeba, bardzo chciałam dostać celującą ocenę. Dziewczyny głośno dopingowały mnie jak i każdą inną. Ostatni woreczek już mam kłaść i upadłam rozpędzona na prawe kolano kładąc ten klocek w kółko. Przejechałam pół sali gimnastycznej na kolanach. Odwracam się, a ten głupi przedmiot wyleciał, bo odbił się od paneli. Myślałam, że mnie coś trafi, bo zamiast dostać szóstkę, dał mi czwórkę. To i tak najmniejsze co mnie spotkało, bo po chwili zaczęłam strasznie płakać z bólu kolana. Myślałam, że sobie zdarłam do krwi skórę z tego miejsca. Wieczorem dopiero zobaczyłam wielgachnego sińca na pół nogi i wszystko było jasne. Ale poprawiłam ocenę na piątkę i było wszystko super, no oprócz właśnie lekkiej rany.

Dlatego też to co mam na głowie, jest tylko 1/4 tego co miała rok temu na nodze..

czwartek, 3 września 2015

Rozdział 1..

PIĄTEK, 12 MARZEC 2015 rok.
 
-Jesteś posrana.
-Ja? Raczej ty- odpowiedziała robiąc tą swoją niby poważną minę. Przecież od razu widać, że nie może się powstrzymać od śmiechu.
-Przypomnieć ci kto wymyślił jakiś głupi zakład? -Przewróciłam się na plecy patrząc co teraz zrobi.
-To był wspólny pomysł, okej? - dobrze, że to tylko wideo rozmowa, inaczej już dawno bym dostała. Moja kochana Clar tak jak i ja uczy się u siebie w domu. Cóż tylko zrobiłyśmy sobie przerwę i z nudów zostało rzucone hasło „zakład”. A co pod tym się kryje? Jak zwykle coś niemoralnego. Zaproponowałam brak całowania, a ta od razu się zgodziła co było dziwne. Zazwyczaj toczymy chwilowe rozmyślenia na ten temat, aż w końcu i tak wychodzi na moje. Jednak był pewien haczyk. Moja przyjaciółka wymyśliła karę dla mnie. Jeśli dam się pocałować swojemu chłopakowi w usta to w ciągu pół roku mam stracić dziewictwo z kimkolwiek. Jest jej to obojętne, bo nie lubi Chris'a, więc byłaby szczęśliwa, gdyby był to ktoś inny. Jednak ja dla niej takiej kary nie mogłam wymyślić, bo przecież ona już ma to za sobą ze swoim chłopakiem.
-Niech Ci będzie kotku, a teraz narka, bo ty mnie rozpraszasz i ten telewizor. Buziaki – zakończyłam połączenie szukając pilota by pozbyć się kolorowych obrazków, które zwracały moją uwagę. Kiedy już go miałam w ręcę to zaciekawił mnie napis na pasku.
Wywiad z gościem specjalnym! Właściciel wielkiego przedsiębiorstwa u nas za minutę na żywo! „
Lubię oglądać wiadomości, dlatego pogłośniłam.
Jeszcze chwilka.
Pomyślałam zamykając podręcznik od chemii. Teraz kończymy ponownie mydła. Już mam dość powtarzania sobie tych wszystkich reakcji i ogólnie. Mam tego dość od pierwszej klasy, a już kończę liceum. No cóż, rozszerzenie z chemii i biologii to nic łatwego, jednak kocham te dwa przedmioty. Nie wyobrażam sobie uczyć się czegoś zupełnie innego i potem iść na inne studia, niż te wymarzone.
Medycyna to jest moja przyszłość. Od dziecka mam to wpajane przez moich domowych lekarzy (mama i tata). Za niecały rok będę w Los Angeles, daleko od rodziców i będę żyła samodzielnie bez całodobowego nadzoru.
-Dobry wieczór, przepraszam za opóźnienia, ale Pan Malik nie mógł wcześniej się zjawić – przestałam myśleć i popatrzyłam na telewizor wiszący na wprost mojego łoża.
-Witam Państwa – odezwał się siwy mężczyzna stojący obok dziennikarza.
-Spotykamy się z właścicielem jednej z najlepiej prosperujących firm w rankingu Wielkiej Brytanii, jak i za niedługo całego świata.
-Bez przesady, jeszcze parę miesięcy, zanim to się stanie prawdą.
-Jaki Pan skromny, jednak nie dałby Pan sobie rady sam, czyż nie mam racji? - właściciel tej firmy zastanowił się nad pytaniem i odpowiedział z nadąsaną mina.
-Oczywiście to zasługa mojej rodziny.
-A co do tej rodziny. Czy to prawda o powrocie Pańskiego syna z Irlandii po miesięcznej nieobecności? - tutaj zapadła niezręczna cisza, którą można było obserwować przez parę sekund, które zapewne są dużo warte w telewizji.
Pan Malik nie odzywał się myśląc nad czymś.
-Nie wiem co w tym dziwnego kiedy czyjeś dziecko wraca do domu po nieobecności. Zasłużył na wypoczynek w gronie znajomych po udanej transakcji.
-Rozumiemy, ale czy ten wyjazd nie był spowodowany problemami u pana syna? - nie chciałabym mieć nigdy takiego dociekliwego wywiadu. Przecież jak ktoś nie chce mówić czegoś o rodzinie to raczej nie ma na to ochoty. A ten facet dalej ciśnie, myśląc o odkrycie Bóg wie czego.
-Nie ma żadnych problemów – odpowiedział spokojnie łącząc swoje ręce za sobą.
-Zdjęcia znalezione w internecie mówią same za siebie..
-Nie proszę Pana, mój syn po prostu żyje ostatkami młodzieńczości. Ma już tyle lat, że ja nie mogę za niego odpowiadać. Da sobie radę i na pewno nie ma żadnych problemów- wyjaśnił uśmiechając się sztucznie do dziennikarza, który zmieszał się po jego wypowiedzi.
-Dobrze, więc my dziękujemy bardzo za ten wywiad. Życzymy sukcesów i mamy nadzieję, że ponownie Pan u nas zawita po osiągnięciu rankingu świata.
-Dziękuje, dobranoc – pożegnali się uściskiem dłoni i Pan Malik zniknął sprzed kamer.
Nie sądziłam, że zainteresuje się takim mężczyzną. Uwielbiam słuchać wywiadów z mądrymi ludźmi, którzy dużo osiągnęli, a ten Pan dołączył do grona moich ulubionych.
Wyłączyłam telewizor i wreszcie skupiłam się na nauce...
*
-Kochanie dziś po szkole zobaczymy się w tej nowej restauracji. Kupiłam Ci buty, które proszę, żebyś ubrała na obiad – odezwała się mama kończąc swoje śniadanie.
-Oczywiście – odpowiedziałam także kończąc. Jeszcze zostało mi kilka łyków gorącej herbatki, która pomaga mi na stres przed szkołą. Jak tylko skończyłam jeść odniosłam po sobie naczynia i wróciłam do stołu jeszcze na chwilę. Dostałam wiadomość od swojego chłopaka, że już czekam na mnie. Pożegnałam się z rodzicami i wyszłam biorąc torebkę z kluczami i długopisem.
Chris tak jak napisał już stał naprzeciw bramki wyjściowej z mojego podwórka. Wsiadłam do jego czarnego BMW zapinając od razu pasy, bo już dobrze wiem jak mój kochany wariat potrafi jeździć. A chciałabym dożyć do przynajmniej 60.
-Hej, pysiu – znowu to zdrobnienie. Na sam dźwięk tego słowa telepie mną. Zaczynam się czuć jak dziewczyna w pewnej książce co czytałam, kiedy słyszała jedno słowo na nią wypowiedziane. Wtedy się czułą okropnie, tak jak ja teraz. Tylko moje dreszcze są odnoście jego zachowania. Ponieważ mówi tak do mnie tylko wtedy kiedy się kłócimy, a on się unosi i zaczyna całą agresję. Tylko dlatego nienawidzę jak się tak do mnie ktokolwiek zwraca, powiedziałabym mu to, ale kurde to może zaboleć, a ja nie chcę nikogo ranić. Szczególnie nie chcę by osoba dla mnie bardzo ważna poczuła się urażona w jakiś sposób.
-Hej – ucałował mnie w policzek, bo nie pozwoliłam na usta. Zdziwił się, ale odpalił papierosa i ruszyliśmy w stronę szkoły. Piękny kwiecień, jeszcze tylko 2 miesiące i matury. A potem bal pomaturalny i koniec z liceum! Nie mogę się doczekać. Moja szkoła znajduje się jakieś 15 minut pieszo, dlatego czasem nie ma sensu jechać samochodem.
Jednak jak Christian się uprze, to musi tak być. Byliśmy już po 5 minutach (przez światła) na miejscu.
-Widzimy się jutro? - spytał, a ja zapomniałam co jest jutro.- Impreza?
-Aaa, wiesz zapomniałam się spytać rodziców. Dam ci znać wieczorem co i jak.
-Evelyn, błagam nie doprowadzaj do kłótni. Zawsze jak gdzieś chcę iść z tobą to musisz pytać rodziców. Masz 19 lat! - uderzył zdenerwowany ręką w kierownice.
No to naszą poranną kłótnie czas zacząć...
-Nie złość się na mnie. Oni są tacy jacy są i nie mogę tego zmienić. Nie widzą, że nie jestem już małą dziewczynką – bronie się jak tylko mogę, żeby to wyszło jakoś dyplomatycznie bez użycia krzyków i niepotrzebnych słów.
-Powinni już dawno to dostrzec – wyburczał niezadowolony.
-Dam znać – ucałowałam go w policzek i wyszłam z samochodu idąc do budynku. Tam od razu napadła mnie koleżanka z klasy krzycząc, że za 3 minuty zaczynają i spóźnimy się jak nie zaczniemy biec w tych obcasach! Miała rację już była 7:57, a my byłyśmy na parterze. Pierwsza lekcja jest w 106 czyli trzeba wejść po schodach. Biegłyśmy ja opętane mijając młodszych uczniów dziwnie na nas spoglądających. Na schodach trochę się zrobił korek. Równo z dzwonkiem zjawiłyśmy się pod klasą, gdzie Justin zaczął się z nas śmiać na cały korytarz. Poprawiłam roztrzepane włosy oraz koszulę i jako pierwsza weszłam do klasy udając się do swojej ławki. Nauczyciel rozdał nam sprawdziany i życzył powodzenia.
Przypomniałam sobie wczorajsze uczenie i już znałam pierwszą odpowiedź.
Bułka z masłem!

Rozwiązałam wszystkie zamknięte w okamgnieniu przechodząc od razu do otwartych. Tam trochę się musiałam po zastanawiać, ale w końcu skończyłam chwilę przed czasem i wyszłam z klasy. Wszyscy dyskutowali o odpowiedziach co mnie drażniło. Po prostu tak nie lubię po teście mówić o tym teście i o odpowiedziach jakie kto miał, bo zaczynam się denerwować, że w końcu nic nie mam dobrze. Natomiast jak oddają sprawdziany to uspokajam się, bo miałam dobrze, a oni wprowadzali mnie w błąd.
Dlatego wolałam iść kupić sobie kawę do maszyny i usiąść w holu niż słuchać ich wywodów na ten temat. Przysiadłam się do jakiś pierwszoklasistek, które rozmawiały o jakimś chłopaku z mojej klasy. Pewnie chodzi o Justin'a, bo jest jedynym najprzystojniejszym mężczyzną na biol-chemie w 3 klasie. Jednak ktoś zwrócił moją uwagę. Z gabinetu Pani dyrektor wyszedł wysoki blondyn z kolczykiem w wardze. Nie widziałam go tutaj nigdy wcześniej. Zapatrzony w jakieś kartki kierował się do wyjścia. Wypiłam swój gorący napój i dołączyłam do klasy, która czekała na zajęcia z biologii. Weszliśmy i od razu nasza wychowawczyni przeszła do tematu i długiej notatki. Dziś mamy dwie biologie czyli szalejemy.
-Eve, idziemy na piwko po lekcjach idziesz z nami? - spytała Hol jak kończyliśmy naszą drugą lekcje biolki. Dziś tylko 3 lekcje i do domku. To jest piękne w piątki.
-Wiecie, że nie jestem zwolenniczką alkoholu – odparłam krzywiąc się na wspomnienie smaku piwa.
-Nie daj się prosić – wyrwał się Jus słysząc naszą rozmowę.- Nie musisz pić dużo, jedno małe za przyszłe matury – zaśmiał się widząc jak nauczycielka przysłuchuje się naszej rozmowie. Nic nie powiedziała tylko udała, że to nie miało wcale miejsca w jej obecności.
-Okej, jedno małe – zgodziłam się gestykulując palcem, a oni zaczęli triumfować. Pokręciłam głową pakując swoje rzeczy.
-Jeszcze jedno moja klaso. Od poniedziałku macie nowego kolegę, przyjmijcie go dobrze na te 2 miesiące do matur – oznajmiła Pani pakując swojego laptopa do torby – Miłego weekendu wam życzę – wyszliśmy dziękując i rozmawiając kto może przenieść się do innej szkoły tuż przed maturami i końcem roku szkolnego? Nie mieści mi się to chwilowo w głowie, bo ja nie chciałabym zmieniać środowiska na chwilę, a potem i tak bym wyjechała na studia. Pewnie to musi być spowodowane pracą rodziców, albo przeprowadzką. Może tym i tym. To jedyne wytłumaczenia takie, które teraz mi przychodzą do głowy. Na szczęście mamy bardzo miłą klasę, sądzę iż odnajdzie tu jakoś się i zaaklimatyzuje się jakoś. Nim się obejrzała już siedzieliśmy w pobliskim barze pijąc alkohol. Zeszliśmy na głupie tematy, takie jakie powinny mieć nastolatki w naszym wieku. Bo nie rozumiem jak ktoś może iść do baru ze znajomymi i rozmawiać na jakiś bardzo poważne tematy typu operacje serca. No kurde, bez przesady. Znam takiego jednego chłopaka, który jest mniej lubiany, ale właśnie potrafi takie rzeczy mówić przy piwie.
Justin jak zacznie gadać to może tak paplać do znudzenia. Oni tak szybko pili to piwo, że ja jeszcze nie skończyłam swojego, a oni już byli przy 3. Widać tą małą różnicę między nami. Jestem tą osobą bardziej hmm rygorystycznie wychowaną. Po prostu rodzicie nie preferują takich miejsc jak to i alkoholu by mi nigdy nie dali. Jak już to kieliszek wytrawnego wina do obiadu lub kolacji. Jestem w tych sprawach pilnowana, więc się im nie narażam. To tak jakby mnie zobaczyli z papierosem. Dobrze, że nie palę, bo miałabym przechlapane potem do końca życia.
Nie wiem jak moi znajomi mogą tak o pić, palić, przeklinać. Mnie najwidoczniej na to nie stać. Nie potrafię.
**
-Szybciej! - krzyknęłam do samochodu jadącego przede mną. Jadę swoim pojazdem na obiad z rodzicami i za 5 minuty będę spóźniona, a mój tato nie jest zwolennikiem spóźnialskich. Jeszcze tylko ten głupi zakręt i dojadę. No dalej!
Matko, jakie te miasta są okropne w tych godzinach popołudniowych, bo to ludzie wracają z pracy i zaczynają się nasze piękne orki uliczne. Jak nie dojadę na czas to mogę się założyć, że tato przez cały pobyt tam będzie mi wypominać spóźnienie, i to, że tak nie powinno się robić. Skręciłam na parking i biegiem ruszyłam w stronę nowo wybudowanej restauracji. Przywitał mnie młody kelner zabierający mój płaszcz. Rozejrzałam się dookoła w celu znalezienia moich bliskich. Dostrzegłam ich w koncie. Szybkim krokiem przemieściłam się w tamtą stronę. W końcu dotarłam i mogłam odetchnąć, bo jestem parę sekund przed czasem.
-Jak zwykle, na ostatnią chwilę – upomniał mnie ojciec odsuwając moja krzesło.
-Przepraszam, ale napotkały mnie zakorkowane ulice – uśmiechnęłam się przepraszająco. Podano mi menu bym sobie coś wybrała do jedzenia. Zdecydowałam się po chwili na krem z brokuł na pierwsze danie, a drugie to rybka z ziemniakami i surówkami. A do picia to co zwykle czyli moja najpyszniejsza zielona herbata.
-Jak w pracy? - spytałam i już po chwili usłyszałam super historie ze szpitala u taty. Miał ważna operację i liczyła się każda sekunda by ocalić czyjeś życie. Kocham słuchać jak moi rodzice opowiadają o różnych operacjach, to logiczne, że nie mówią imion i nazwisk, bo nie mogą. Lecz mogą mi zawsze powiedzieć jaka to byłą operacja i mówią mi zazwyczaj szczegóły tego dotyczące, które są najlepsze. Nasze dania zostały nam podane po kilkunastu minutach. Zajęliśmy się jedzeniem i teraz ja opowiadałam o dniu w szkole, pomijając mały wątek wyskoku na malutkie piwko i na dodatek potem prowadziłam samochód. Spokojnie nie jestem pijana, i nie mam tyle procentów we krwi, żeby mnie zatrzymać.
Rodzice uważnie słuchali mojej wypowiedzi, a ja szczegółowo opowiedziałam test i potem inne dwie lekcje. Po skończonym temacie zaczęliśmy rozmawiać tak ogólnie jak na co dzień. Mama pytała o jakiś koncert, tata zasugerował opere ale ja bym wolała jak już to filharmonię. Toczyliśmy krótką walkę na co iść. Oni wybrali operę, więc się wycofałam i postanowiłam zostać w domu.
Skończyliśmy już jeść, aż nagle dobiegł nas krzyk mężczyzny rozmawiającego przez telefon.
-Miałeś tutaj do cholery być 15 minut temu! Kontrahenci już czekają i się niecierpliwią! Nie interesuje mnie to, mas tu zaraz być – spojrzałam w tamtą stronę i ujrzałam tego Pana co wczoraj występował w telewizji.
-Jasper? - spytał mój tato wstając do mężczyzny.
-Jack? - wyciągnęli do siebie ręce.
-Dawno się nie widzieliśmy od tego bankietu u Goldenberg'ów – zaśmiali się na to wspomnienie. Wtedy nie jechałam z nimi, bo musiałam się uczyć do testu z angielskiego. Chyba straciłam ciekawy bankiet.- Choć usiądź z nami.
-Chętnie, bo czekam na syna, który jak zwykle się spóźnia – powiedział zdenerwowany idąc w stronę naszego stolika. Przywitał się z mamą, a na końcu ze mną. Miło się uśmiechnęłam i przedstawiłam. Z rozmowy mężczyzn można wywnioskować, że znają się dość długo, a co najdziwniejsze wspominali coś o Bradford, czyli musieliśmy mieszkać koło tego Pana. Nie słuchałam dalej ich pogawędki tylko zajęłam się kończeniem herbaty. Podziękowałam za obiad i pożegnałam się ze wszystkimi. Pan Malik przyglądał mi się bardo dokładnie, a jak odeszłam musiał coś mówić na mój temat mamie i tacie.
Dostałam swój płaszcz przy wyjściu i już ubrana wyszłam na zewnątrz. Zapatrzona w telefon szłam przed siebie i uderzyłam ramieniem w kogoś obok. Przestraszona mało co nie upuściłam telefonu. W ostatniej chwili go złapałam i spojrzałam na postać, którą staranowałam.
-Przepraszam – wydusił pierwszy ściągając z nosa czarne okulary. To wysoki Mulat z dużymi, ciemnymi oczami.
-Ja też, nie powinnam patrzeć w telefon – uśmiechnęłam się odwracając i kierując się do samochodu.
Marzę by położyć się do łóżka i pooglądać jakiś serial..
 
.............
HEJ I CZOŁEM!! ^^ 
Rozdział mi nie pasował więc całe opowiadanie zostaje zmienione.
Zaprasza tutaj (klik)!
Może nie całe opowiadanie zmienię, bo jednak wiem jak będzie ono wyglądać, ale napisane rozdziały do przodu jest ich 6 są do dupy i każdy piszę od nowa. Więc miłego czytanie ; >
BUZIAKI! < 3 
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!!! ; ** 
Każdy komentarz to kolejna motywacja dla mnie na dalszą pracę ; 3 
A i jak jakieś pytania to śmiało pytajcie odpowiem ; ** xoxo .. 

wtorek, 4 sierpnia 2015

Zwiastun ^^

Hej kochani moi! ; >
W zakładce zwiastun są dwa filmiki xd Jeden mojego dzieła i drugi zamówiony ^^
Moje opowiadanie chwilowo ma dwa zwiastuny, bo są mega ; >
Oto one :


czwartek, 23 lipca 2015

Prolog ♥

Niewinne dzieciństwo. Jakie to jest piękne być młodym i nic nie przejmującym się dzieckiem. 

1996 rok.

Esmeralda i Jacke Richardson- dwójka kochających się ludzi. On jest z zawodu lekarzem, a dokładniej chirurgiem, który dopiero zaczyna rozkręcać swoją karierę medyczną.  Natomiast Ona także robi w medycynie tylko, że w sądowej. Oboje nie narzekają na brak pieniędzy. Mają jedyną córkę Evelyn, która własnie skończyła 3 lata. Chwilowo nie chcą mieć więcej dzieci, bo jak twierdzą "Eve jest eksperymentem w ich życiu".
  Cała rodzina mieszka w pięknym Bradford, ale do czasu.  Postanowili pięknego letniego popołudnia przejść się do parku. Tam dziewczynka poszła do piaskownicy gdzie nikogo nie było, a jej rodzice zasiedli na drewnianej ławce bacznie ją obserwując. Kiedy więcej dzieci się zeszło Evelyn postanowiła pójść na huśtawkę. Bujała się jak tylko na swój wiek umiała. Lecz w pewnym momencie wypadła z jej małych rączek lalka. Wystraszona prawie się popłakała. Jednak podszedł do niej mały 10-letni chłopiec. Miał w dłoni różową księżniczkę. Podał ją dziewczynce, która wtuliła się w zabawkę jakby była ona jej całym światem.
-Jestem Zayn - Powiedział uśmiechając się i wyciągnął do niej rękę. Mała niepewnie na nią spojrzała, ale nie chwyciła. Za bardzo była nieśmiała.
-Eve - Szepnęła jeszcze sepleniąc i patrząc na swoje niebieskie balerinki. Jednak coś jej podpowiedziało by spojrzała w oczy nowo poznanego znajomego. Zahipnotyzowały ją. Nawet w tak młodym wieku poczuła coś dziwnego. Chciała odezwać się do niego lecz głos jego rodziców to zmienił.
-Zayn! - Oboje spojrzeli na dwójkę ludzi idących w ich kierunku. - Jasper i  Melissa Malik. Mężczyzna jest właścicielem jednej z największych firm z nieruchomościami , a kobieta zajmuje się prawem. - Wracamy do domu pakować się i wyjeżdżamy.
-Pożegnaj się z koleżanką - Rzekła kobieta.
-Do zobaczenia - Evelyn spojrzała ostatni raz na Zayn'a i mu pomachała. Posmutniała gdy odszedł ze swoją rodziną, ale wiedziała, że każdy ma swój dom. Lecz w swej małej podświadomości miała nadzieje, że jeszcze go spotka...

...................
Hej! Nie mogłam się powstrzymać więc dodaje prolog! ♥
Jestem jakoś tak hmm podekscytowana nowy opowiadaniem? Cyba tak ; ^
Jak zwiastun? Zostawiam go chyba już na hmm może pierwszą część? Bo planuje dwie. Ale zobaczymy ; > Pierwszy rozdział pojawi się jakoś w sierpniu, bo najpierw muszę skończył pierwszego bloga ;c Więc chwile to potrwa, ale tutaj za niedługo zacznę ^^
Pozdrawiam! ; **

środa, 15 lipca 2015

Wprowadzenie ♥

Hej misiaki! Witam was na moim drugim własnym blogu, a tak to trzecim ^^
Chwilowo czekam na nowy szablon, który mam nadzieję będzie ideolo : ) A tak w skrócie to powiadanie jest o panu Maliku i pewnej dziewczynie. One Direction nie istnieje jako zespół ;> Tutaj nawet się do końca nie znają tak dobrze ; ) To opowiadanie zabierze was trochę w lata dziecięce, a potem w rzeczywistość, taka przeplatanka ;D Ale spodoba wam się ;P Nie wiem czy uda mi się zrobić zwiastun, bo program mi się zacina więc zamówię go na pewnej stornie i trochę poczekam, ale będzie warto ^^
Nie zanudzam was więcej tylko podaje linki do moich dwóch innych blogów :
od-przyjazni-domilosci.blogspot.com
you-are-fire-starting-in-my-heart.blogspot.com
To do napisania! ; **