poniedziałek, 8 maja 2017

Rozdział 18


-Evelyn, jak miło cię widzieć – jego oczy i uśmiech z samego rano. Odwzajemniłam jego gest w moją stronę i wstałam, żeby się przywitać. Pocałował mnie w policzek i wspólnie zajęliśmy miejsca przy stoliku. Podszedł do nas kelner, aby wziąć nasze zamówienia. Postawiłam na latte i kawałek ciasta. Zayn wziął to co ja, tylko zamiast mojej kawy, wolał mocną czarną. Po worach pod jego oczami, mogę stwierdzić, że nie spał zbyt długo, albo za dobrze.
-Dobrze się czujesz? - Spytałam łapiąc go za rękę. Nie cofnął jej, ani nie poczułam żadnego drygnięcia. Chyba dobrze. Pokiwał głową tak jakby go nie było. Jednak wzrokiem wrócił do mnie, a po chwili też pojawił się tutaj duchem.
-Kiedy odwiozłem cię do domu, musiałem jechać do firmy po kilka papierów. Nie mogłem ich znaleźć, a potem jeszcze spotkałem niechcianą osobę – westchnął ściskając moją dłoń – więc jestem w złym humorze, ale ty mi go poprawiasz. Poczułam rumieńce na polikach, więc odwróciłam się. Nikt nie doprowadza mnie do takiego stanu, żebym musiała się zaczerwieniać. To jest taka nowość, zupełnie jak ta wczorajsza sytuacja. Nie sądziłam, że będę blisko z wrogiem moich rodziców. Chciałabym wiedzieć o co chodzi, ale w głębi boje się kogoś skrzywdzić, albo co gorsza stracić. Zayn Malik jest kimś nowym w moim świecie, ale już wiem, że nie chcę go wypuszczać z tego miejsca.
-Ciasto na pewno poprawi ci humorek – zaśmiałam się, żeby zrobiło mu się jeszcze milej – a potem, jeśli masz czas, możemy wybrać się do mojej ulubionej lodziarni.
Zauważyłam jak w jego oczach coś błysło, a po chwili się uśmiechnął. Poczułam jak mocniej ściska moją dłoń.
-Ostatni raz na lodach, byłem hmm – zamyślił się unosząc w górę brew – jakiś rok temu albo nawet dwa lata temu.

-Co?! - mimowolnie uniosłam głos. Myślałam, że powie jakiś miesiąc temu, bo praca i brak czasu. Ale rok to jednak trochę długo, nawet jak na takiego zapracowanego mężczyznę.
-Kochana, mam firmę na głowie, rodzinę, biznesowe i niebiznesowe spotkania, a do tego uprawiam każdy możliwy sport i codziennie wieczorem staram się biegać – wymieniał i wymieniał, a ja nie mogłam uwierzyć. Jak na młodego chłopaka, to ma więcej rzeczy niż nie jedna starsza osoba. Nawet mój tato ma więcej czasu, na spędzanie wieczorów z nami.
-Teraz masz mnie, więc poznasz więcej rzeczy niż sobie wyobrażasz.-Odpowiedziałam i akurat dostarczono nam nasz lunch. Ciasto i kawa tak pięknie pachą i wyglądają. Po prostu nic, tylko już zacząć jeść.
-Czy to jakaś obietnica? - Zaczął pić kawę, a ja wreszcie spróbowałam ciasta. Nic rano nie jadłam, żeby móc wsunąć cały kawałek słodkiego nieba.
-A chcesz, żeby to była obietnica?
-Zaczynam czuć, że nasze spotkanie to przeznaczenie – tutaj mnie trochę zatkał, ale poczułam się strasznie miło. Uśmiechnęłam się do niego i zagłębiliśmy się w rozmowę dotyczącą reszty dnia...

**
-Evelyn mam prawie 30 lat, a ty każesz mi jeść takie desery? - Po skończonym drugim śniadaniu od razu poszliśmy na lody. Oczywiście to ja musiałam wybrać, więc poszłam na całość. I zamówiłam nam desery, które zamawiam swoim kuzynom jak przyjeżdżają do nas. Jest dużo czekolady, owoców, bitej śmietany i dużo rzeczy w kształcie misiów. Więc Zayn wygląda trochę głupio, ale grunt to dobra zabawa.
-Skoro masz tyle lat, to co ja tu robię? -Spytałam odkładając telefon, na którym przyszła wiadomość od mojego przyjaciela – czy to nie jest jakieś przestępstwo?       
-Czy muszę ci przypominać, że jesteś pełnoletnia i przyszłaś tu z własnej woli? W sumie to ty, Panno Richardson mnie uprowadziłaś do lodziarni.

Moje usta rozszerzały się z każdym jego słowem, aż wreszcie wybuchnęłam śmiechem. Nie mogę uwierzyć, że wielki Zayn poczuł się tak swobodnie, żeby zacząć żartować, jeszcze bardziej niż normalnie. Zasłoniłam dłonią usta, aby powstrzymać głośne piski, a raczej mój śmiech.
-Brak mi słów – wyszeptałam odchrząkając – lepiej zabierzmy się za jedzenie.
-Niestety, ale w takim towarzystwie trudno jest mi się skupić – odpowiedział nie odrywając wzorku ode mnie. Poczułam się skrępowana, ale w taki dosyć przyjemny sposób. Położyłam rękę na stoliku, żeby sprawdzić coś ważnego. Od razu się sprawdziło, bo złączył nasze dłonie razem. Serduszko mi przyśpieszyło i wróciłam do jedzenia. Szatyn przez chwilę jeszcze się nie ruszał, ale w końcu zaczął swój deser. Po jego minie było widać, że dobrze wybrałam.
Czas na rozmowie i jedzeniu szybko nam zleciał. Chłopak oczywiście zapłacił za mnie i wspólnie opuściliśmy lokal.
-Pozwól, że cię odwiozę. - Zgodziłam się, aby tylko nie kończyć tego spotkania. Moich rodziców i tak nie ma, więc spokojnie będę mogła wejść do domu bez zbędnych pytań.

Wsiadłam do samochodu i musiałam chwilę poczekać, żeby chłopak mógł spokojnie z kimś porozmawiać przez telefon. Skoro mamy dopiero południe, to może uda mi się wieczorem wyciągnąć Clar do jakiegoś klubu. Chyba głośna muzyka i alkohol pomogą mi się odnaleźć w nowej sytuacji. Najchętniej to bym poszła z Zaynem, lecz on nie wygląda na takiego co chodzi do klubów w każdą sobotę.
-To gdzie jedziemy?
-Do Paryża – odparłam zapinając pasy i patrząc w boczną szybę. Zayn zachichotał wycofując z parkingu – znaczy, do mojego pięknego domu – poprawiłam szybko swoją umyślną pomyłkę. Słoneczko było za chmurami, ale jest nawet ciepło. Gdyby nie ten wiatr, to byłoby jeszcze lepiej.
-Nie będzie ci przeszkadzało? - Spojrzałam w jego stronę i dostrzegłam pudełko papierosów, które trzyma w dłoni. Wzruszyłam ramionami i dałam mu mentalne pozwolenie. Uchylił swoje okno, ale i tak poczułam dym. Skoncentrowałam się na muzyce, która leci w radiu i mimowolnie zaczęłam sobie nucić coś pod nosem. Dostałam SMS, więc odczytałam go z uśmiechem na ustach.

Tęsknie ;c a tak naprawdę, to już nie mogę patrzeć na biologie. Spotkajmy się!

W sumie ma racje, bo ja też się stęskniłam. Niby tylko dwa dni,a jednak brakuje mi jego obecności. Wystukałam krótką odpowiedź do Lucasa i wróciłam wzrokiem na Zayna. Ten obserwował mnie intensywnie. Speszona nie wiedziałam co mu powiedzieć, a raczej co zrobić. Zawsze w takich sytuacjach musiałam się spowiadać, czyli odpowiadać bez pytań : kto napisał? Skąd go znam? Gdzie idę? Po co? Mój mózg już odruchowo zaczął myśleć nad tymi odpowiedziami tak, żeby tylko nie zdenerwować mojego towarzysza. Christian zawsze się na mnie wkurzał. Nie ważne czy to moja przyjaciółka napisała, czy kuzyn, którego nie znał i od razu sobie coś wymyślał.

-To tylko mój przyjaciel. Chce się ze mną spotkać i pewnie wyjdziemy gdzieś razem, ale spokojnie powinnam wrócić bardzo szybko i...
-Wow! Eve – przerwał kierując w moją stronę rękę. Odruchowo wbiłam się w fotel, żeby tylko nie poczuć uderzenia. Zamknęłam oczy i czułam jak łzy mi spływają po policzkach. Od razu przypomniał mi się Chris, który chce mnie ukarać za wyjście z kimkolwiek. Niby nie znęcał się nade mną fizycznie zawsze, ale raz wystarczy, żeby mieć potem jakieś traumy.
-Przepraszam – wyszeptałam, jak zawsze w takich sytuacjach – przepraszam.. przepraszam..

Samochód nagle się zatrzymał, a ja otworzyłam oczy. Czułam jak Szatyn odpina mój pas i przysuwa mnie do swojego ciała. Mocno mnie przytulił i wtedy wybudziłam się z transu. Rozejrzałam się przestraszona dookoła i zdałam sobie sprawę, że oszalałam. To miał być przyjacielski gest dłonią, a ja uznałam go za przemoc. Chyba będę musiała powiedzieć Zaynowi całą prawdę o swoim byłym chłopaku. Ale dopóki nie zadaje pytań to ja się nie będę wychylać.
-Możemy teraz o tym nie rozmawiać? - Spytałam wracając na swoje miejsce. Nie łapałam z nim kontaktu wzrokowego. tylko od razu odwróciłam się w bok.
-Kiedy będziesz na to gotowa – odpowiedział i ruszyliśmy. Dziękowałam Bogu, że zaraz będę w domu. Całe szczęście jest wczesna pora, więc rodzice są jeszcze w pracy. Spokojnie wezmę prysznic i będę gotowa na spotkanie z Lucasem. Muszę z nim porozmawiać, bo inaczej zwariuje. Jest facetem, więc powinien mi jakoś pomóc. Może da jakieś rady, albo wskazówki jak zacząć taką historię, żeby nie zrazić do siebie Mulata.
-Jesteśmy – wyszeptał wychodząc z pojazdu. Okrążył go i otworzył mi drzwi. Wzięłam głęboki oddech rozglądając się dookoła.
-Dziękuje za miły poranek, musimy częściej się spotykać – posłałam mu uśmiech próbując jak najszybciej zakończyć spotkanie. Jest mi strasznie wstyd. Najchętniej to bym się zapadła pod ziemię.
-Nie będę naciskał –złapał mnie za rękę – ale jak będziesz gotowa na rozmowę, to jestem o każdej porze do twojej dyspozycji. - Pochylił się i zostawił na moim czole buziaka.

Pokiwałam głową i odwróciłam się na pięcie, aby wejść na podwórko. Bardzo szybko znalazłam klucze w torebce i mogłam otworzyć bramkę. Znalazłam się w takiej bezpiecznej strefie, ale coś mi mówiło, żebym się cofnęła. Coś zrobiła, albo przynajmniej powiedziała. Jednak fizycznie tylko czułam dreszcze i przyśpieszony oddech. Na nogach z waty kierowałam się do domu. Dopiero tam spojrzałam na chłopaka, który dalej stał przed swoim samochodem, czekając na moje zniknięcie. Ulżyło mi widząc jego uśmiech, nawet z takiej odległości jest idealny. Odwzajemniłam gest i wreszcie mogłam zniknąć na drzwiami. Ściągnęłam obcasy, żeby nie pobrudzić dywanów. Jednak zanim ruszyłam na górę, cofnęłam się i przekręciłam klucz. Bezpieczeństwa nigdy za dużo.
-Let me love you – nuciłam idąc schodek po schodku. Brakuje mi chyba jakiejś porządnej imprezy. Może po testach uda mi się wyrwać. Muszę dziś po spotkaniu z blondynem usiąść i poczytać biologię. Ostatni dzień na powtórki. Co ma być to i tak będzie, więc zostawiam wszystko w rękach szczęścia.

**

-Tak jak już mówiłem. Będąc na jego miejscu, to po tej historii nigdzie bym cię nie puścił. Tylko przytulał przez całą noc czuwając i obmyślając plan, jak zabić tego chuja – upiłam łyk trzeciego piwa i zgodziłam się z nim.
Myślałam, że dam rade się pouczyć. Ale Luke zaprowadził mnie na „jedno” piwko. I tak się właśnie kończy jedno.. Po jego reakcji stwierdzam, że dobrze trafiłam. Zaufałam mu i nic nikomu nie powiedział, więc jest dla mnie jak brat. Może w innych okolicznościach byłby kimś więcej, ale wolę tak nie myśleć. Szczególnie kiedy pijemy sobie alkohol, który źle działa na ludzi. A już na pewno źle wpływa na nasze uczucia, które mogą się okazać potem przekłamane.
-Zawsze mogę na ciebie liczyć – ucałowałam go w policzek i wróciłam do napoju. Posłał mi uśmiech pozwalając oprzeć głowę na swoim ramieniu. Tak też zrobiłam, żeby posłuchać co jeszcze ma do powiedzenia. Oczywiście zaczął być bardzo wylewny i kilka razy już słyszałam, jak wyzywa wszystkich, którzy coś mi zrobili.
-Jak chcesz to ja do niego zadzwonię – poruszył się i moja głowa poleciała w dół – powiem temu szczęściarzowi, że ma szczęście – zaśmiałam się kręcąc głową.
-Nie wypiłam tak dużo, żeby pozwalać ci na takie rzeczy – odpowiedziałam sprawdzając godzinę.
-Twoja strata, mógłbym sprawić, że będzie zazdrosny. Nie to nie – prychnął zerując pół butelki.
-Cieszę się, że cię mam – spróbowałam zrobić to samo, ale niekoniecznie mi to wyszło. Teraz on się zaśmiał. Chyba ma słabszą głowę, albo po prostu ja pije ledwo trzecie, bo mój pęcherz już po pierwszym zaczął wariować. A on kończy ósme. W końcu siedzimy już tutaj jakieś 3 godziny. Dochodzi 16 i mój brzuch się odzywa. Powinnam coś zjeść, żeby nie zacząć zagłuszać muzyki.
-Zamówię ci coś do jedzenia, a ty idź do toalety – jakby właśnie czytał w moich myślach. Zatkało mnie. Zdziwiona obserwowałam jak wstaje i idzie do lady. Wzruszyłam ramionami i zaczęłam iść już dobrze znaną drogą to toalety. Sprawdziłam kilka razy czy mam telefon, bo nie chcę ryzykować. Potem będzie, że Luke zadzwonił do Zayna. Jeszcze trochę i sama będę do niego dzwonić. Mogę się założyć z każdym, że właśnie tak to się skończy. Zawsze po alkoholu ciągnie mnie do robienia czegoś, co na trzeźwo nawet nie przejdzie mi przez myśl. Po prostu jestem zbyt mało odważnym człowiekiem.

-Tu tu tu tututuut! - Krzyczałam zbiegając po schodach. Ruszając głową na boki weszłam do odpowiedniego pomieszczenia? Sprawdziłam czy jestem tu gdzie powinnam. Nikogo nie ma, ale usłyszałam spuszczaną wodę. Byłam pewna, że to będzie jakaś kobieta. Jednak wyszedł wysoki chłopak. Uśmiechnęłam się głupio i małymi kroczkami się cofałam.
Tym razem otworzyłam te drzwi co trzeba. Już nie mogłam wytrzymać. Cały czas miałam w myślach kapiącą wodę.
-Od razu lepiej – wyszeptałam myjąc ręce.
Poprawiłam włosy i wyszłam.
-Tym razem dobrze trafiłaś – na korytarzu stał ten sam chłopak, którego spotkałam w toalecie chwilę temu. Spojrzałam na boki, czy to było do mnie?
-Do dwóch razy sztuka – odpowiedziałam wzruszając ramionami.
-Jesteś tutaj sama? - Spytał, a ja nie wiem czy to bezpieczne pytanie, czy raczej mam uciekać. Nie wygląda na jakiegoś zboka, więc może się zainteresowała zagubioną blondynką.
-Z przyjacielem, który pewnie już się martwi – odparłam próbując go wyminąć. Na moje szczęście odsunął się i szedł za mną. Jego wzrok wędrował po moim ciele, po prostu można takie coś wyczuć. Kręcąc głową szybko odnalazłam Luke, który siedział jedząc swoją porcję.
-Na reszcie! Zamówiłem ci frytki z mięsem i piwo – pokazał na stolik, gdzie czekało na mnie jedzenie i picie. Wskazałam delikatnie na osobę, która szła za mną. Blondyn zmarszczył czoło i wstał do mnie. To chyba „odstraszyło” próbę zalotów.
-Dziękuje – odpowiedziałam zajmując swoje miejsce. Zrobiłam kilka łyków i zabrałam się za jedzenie.
-Powinniśmy częściej wychodzić – powiedział Luke sprawdzając coś na telefonie. Skrzywił się i spojrzał na mnie.

-Co się stało? - Spytałam nie przerywając jedzenia. Blondyn westchnął i podsunął mi swój telefon pod nos. Przeczytałam kilka wiadomości, które były od dziewczyny z naszej szkoły. Strasznie nachalna, bo chłopak jej raz odpisał, a ta wysłała z 10 innych sms.
-Możesz zadzwonić i podać się za moją dziewczynę? Albo mamę, kogokolwiek! Tylko, żeby się odczepiła – zrobił maślane oczko próbując mnie przekonać. Nie umiem robić takich rzeczy, ale on tak bardzo zaczął prosić.
-Już cię nie lubię – zmarszczyłam brwi wybierając numer tej laski.
-Halo – szybko odebrała, więc odchrząknęłam i starałam się spontanicznie ją zrazić do niego.

-Halo? Jakie halo. Tutaj dziewczyna tego pana, któremu nie dajesz żyć. Mogłabyś przestać do niego pisać? Jestem zazdrosna. Jedna wiadomość była dla mnie normalna, bo w końcu znajomi to znajomi. Ale tyle!? To już lekka przesada..
-Ja-a nie wiedziałam, że o-on ma dziewcz...
-To się dowiedziałaś. Nie pisz, nie dzwoń. Cześć – rozłączyłam się i oddałam zszokowanemu blondynowi telefon. Uniosłam piwo w górę i stuknęłam się z jego butelką. Luke dalej na mnie patrzył, ale spokojnie upił kilka łyków.
-Jesteś niesamowita – wyszeptał w końcu zabierając ode mnie jedną frytkę – i zyskałaś mój szacunek. Jeszcze większy niż wcześniej – skomentował cały czas kiwając głową. Uśmiechnęłam się szeroko...
*
-Prz-rzez ciebie nie-e beedę w stanie dojść do dom-e-u – próbowałam się trzymać jego ramiona, ale nawet to mi nie wychodziło.
-To posiedzimy na dworze.
-Czemu taak dobrze mówisz? - Poczułam wibrację w tylnej kieszeni, więc zatrzymałam nas. Wyciągnęłam z trudnością komórkę.
-Daj – wziął urządzenie ode mnie i odebrał – witam, tutaj przyjaciel Eve. Jesteśmy razem ze znajomymi na kręglach, a Evelyn poszła do toalety.. Tak.. Oczywiście. Dziękuje. -Schował mi telefon do kieszeni – jesteśmy kwita.
Nic nie powiedziałam tylko usiadłam na najbliższej ławce. Odetchnęłam głęboko czując się spokojnie. Zaczyna się robić szaro, więc nie jest tak późno. Patrzyłam sobie w niebo i machałam nogami.
-Chyba zadzwonię do Zayna – wypaliłam znowu chwytając telefon – jednak to zły pomysł... a może?
-Rób co chcesz – odpowiedział oschle, więc wykręciłam numer do szatyna.
-Evelyn? - od razu udało mi się dodzwonić. Tylko co teraz mówić? Rozłączyłam się i wstałam. Zaczęłam chodzić od drzewa do ławki. I tak w kółko. W mojej głowie roiło się od pomysłów, tych głupich i trochę mądrzejszych. Chociaż na taki stan, to nic nie jest mądre.
-Pojadę i mu opowiem wszystko. Przynajmniej mam trochę odwagi, żeby to zrobić – stwierdziłam po dłuższej przechadzce.
-Wezwę ci taksówkę – mając mnie dość wyciągnął telefon.
-Super pomysł! Ale czemu jeesteś ta-aki zły?- Złapała mnie czkawka, więc próbowałam się jej pozbyć. Niestety, ale zabranie sobie dopływu powietrza, to okropny pomysł.
-Zaraz się zabijesz – złapał za moje ręce, które trzymały nos – i co ja pocznę.
-Nie będzie się tak denerwował – odparłam łapczywie wciągając powietrze.
-To nie przez ciebie, raczej przez samego siebie.
-Mam się cieszyć? - prychnęłam, ale już nie skomentował...
Co teraz zrobisz Eve? Stoisz sobie pod znanym już domem i co dalej? Powinnam zadzwonić domofonem, albo po prostu spytać czy jest w domu. Już za późno na takie przemyślenia. Teraz, albo nigdy. Wyjęłam rękę z kieszeni powędrowałam nią na przycisk przy bramce.
-Evelyn? - usłyszałam za sobą zasapany głos. Odwróciłam się i dostrzegłam spoconego chłopaka. Ale sobie wybrałam moment.
-Nie chciałam ci przeszkadzać, a-ale

-Ale czuję, że nabrałaś odwagi – zaśmiał się i wymijając mnie – zapraszam...
______________
Hej! Tak minęło sporo czasu od ostatniego rozdziału, ale uwierzcie mi, ze nie miałam weny. Tzn.. niby coś zawsze mam w tej głowie, lecz nie wiedziałam jak to przelać na "kartkę". Aż w końcu teraz pracuje sobie w hotelu na nocki, więc mam dużo czasu. Dlatego wczoraj usiadłam i skończyłam to co zaczęłam.. A miałam prawie 2 strony xDD
Do następnego!!! <3




piątek, 17 lutego 2017

Rozdział 17



Tak jak myślałam, willa ogromna. To nazbyt dziwne, że mieszka tu sam z psem. W sumie mężczyźni pewnie się nie boją, a ja myśląc o samotnej nocy w takim domu, mam ciarki. Do mojego już się przyzwyczaiłam, ale nie jestem zazwyczaj sama. Jakaś pomoc kuchenna, szofer, albo po prostu dwójka rodziców.
A co jak on jest seryjnym mordercom, i to wszystko to był pretekst, żeby mnie tutaj zwabić?

To strasznie głupie, Evelyn..
-Zapraszam – nawet nie zauważyłam kiedy Zayn otworzył mi drzwi – czy coś się stało?
-Eee – pokręciłam głową – po prostu za dużo myślę. - Uśmiechnęłam się i pewnie ruszyłam z nim w stronę domu. Zdecydowanie to wina mojej przyjaciółki. Ona kocha oglądać horrory, a ja jestem wtedy do tego zmuszana. Więc potem właśnie dzieje się w mojej głowie, to co przed chwilą.
Szatyn otworzył drzwi najpierw używając kodu, a następnie klucza. Przepuścił mnie pierwszą. Po chwili zapalił światło i mogłam teraz dojrzeć jego przyjaciela. Zwierzęta nie są mi straszne, a psy kocham. Szkoda, że moi rodzice nigdy nie chcieli kupić mi pieska. Na pewno jak wyjadę na studia, to sobie takiego małego kupię.

-Roki poznaj Evelyn – odezwał się chłopak, a jego pies momentalnie znalazł się przy jego boku. Zayn kucnął i głaskał psiaka. Oficjalnie stwierdzam, że nie ma lepszego widoku, niż seksowny chłopak bawiący się z psem. Cudo..

Rozmarzyłam się próbując nie zwrócić na siebie uwagi. Jednak Roki po chwili znudził się swoim Panem, i zaczął sprawdzać mnie. Nie obeszło się bez obwąchania mojego ciała. Potem odszedł i położył się kilka metrów dalej. W tym czasie mogłam ściągnąć płaszcz oraz buty.

Jezuuu jak dobrze być na bosaka..

-Wydaje mi się, że prawie cię lubi – wyszeptał do mojego ucha, odbierając ode mnie okrycie wierzchnie – coś do picia?
-A co proponujesz? - weszłam w głąb domu, aby się zaaklimatyzować.
-Wino? - pokiwałam głową i mogłam rozkoszować się pięknymi obrazami, które są wszędzie.
Nie posądzałam go o miłość do sztuki. Widząc te dzieła i ich ilość, moja mama była by zachwycana. Ona kocha oglądać wszystko co jest na płótnie lub po prostu ma to coś.
Czuje się jak w domu, więc bez pytania otworzyłam jakiś pokój. Weszłam do środka i zakochałam się. Na samym środku stoi piękne, czarne pianino. Musiałam podejść bliżej i go dotknąć. Może się nie obrazi, kiedy zagram jakiś kawałek.
Usiadłam i tak jak na swoim, położyłam ręce na klawiszach. Poczułam się tak swojsko, więc nacisnęłam pierwszy, później drugi i tak już poszło.
Powinnam znowu grać przynajmniej raz dziennie. Kiedyś to było moje wielkie hobby, ale podczas ostatniej klasy liceum zaniedbałam to. Owszem od czasu do czasu jadę na lekcję, a potem sobie gram. To nie to samo, jak mam wolny czas i mogę tak codziennie po kilka godzin.
Usłyszałam szczekanie psa, więc gwałtownie przestałam i zostawiłam pianino w spokoju. Odwróciłam się, żeby wyjść z pokoju, ale w progu stał Zayn. Przyglądał mi się z wielkim uśmiechem. Wzruszyłam ramionami i przygryzłam dolną wargę.
-Nie mogłam się powstrzymać – wyszeptałam nie wiedząc czy coś powie, albo czy zrobiłam coś złego.
-Ja tak samo, kiedy usłyszałem twoją grę – odpowiedział wypuszczając mnie w drzwiach - wino jest na stole.
Udałam się tam i przechwyciłam pierwszy kieliszek. Usiadłam wygodnie na czarnej sofie. Taka mięciutka, że mogę zasnąć na siedząco..
-Może to nie pianino, ale nie mogę tak bez muzyki – powiedział i włączył wieżę- jesteś może głodna? Mam obiad w lodówce..
-Coś dobrego? - spytałam, a on podrapał się po karku.

-Nie mam pojęcia, bo nie zaglądałem tam – odpowiedział, a ja wybuchnęłam śmiechem – ale możemy iść sprawdzić razm. - Poruszył brwiami, więc nie mogłam odmówić.
-Prowadź – wstałam i poczułam jego rękę na swojej talii. Na chwilę ją tam zatrzymał i tak jakby cały czas stanął, ale tylko na sekundę. Zrobiło mi się ciepło, a nawet gorąco. Mógłby tak częściej robić, wtedy czuję, że żyję. On ma coś takiego w sobie, że najdelikatniejszy dotyk, wprawia mnie w inny stan umysłu. Szłam pomału za nim rozglądając się dookoła. Usiadłam sobie na jednym ze stołków i obserwowałam jak otwiera lodówkę. Zajrzałam z daleka i dostrzegłam dużo jedzenia, chyba gosposia nieźle go ubezpiecza.
-Mam jakiś makaron – przerwał wyciągając półmisek – z mięsem i brokułami.
-Zjem chyba wszystko – odparłam obserwując jego ruchy.
-Jakby wiedział, że jesteś głodna to bym coś zamówił. A teraz musimy się zadowolić wczorajszym obiadem. - Wstawił obiad do mikrofali, wyciągnął dwa talerze, sztućce i w międzyczasie rzucił piłkę psu. 

-Widzę, że Pan sobie radzi w kuchni – upiłam dwa łyki wina – aż nazbyt dobrze.
-Jak się żyje bez kobiety, to trzeba sobie jakoś radzić – puścił mi oczko i wyciągnął gorącą potrawę. Rozdzielił na dwie osoby i usiadł koło mnie.
-Dziękuje – powiedziałam i zabrałam się za jedzenie. Pierwszy kęs i poczułam się jak w domu – niebo w gębie – ledwo wypowiedziałam, przez pełne usta. Usłyszałam tylko jego śmiech i po chwili poczułam kawałek serwetki na swoich ustach. Zdezorientowana przerwałam jedzenie i zatrzymałam się na jego oczach. Był skoncentrowany na wycieraniu sosu, z kącika moich ust. Speszyłam się i odwróciłam wzrok. Jednak jego ręka znalazła się na moim policzku, co spowodowało zwrócenie na niego mojej uwagi. Poczułam dziwny ucisk w żołądku, tak jakby odebrano mi dostęp do powietrza.

-Przepraszam – wyszeptał i zbliżył się do mnie jeszcze bardziej – nie mogę o tym przestać myśleć, odkąd cię spotkałem pierwszy raz – był dosłownie kilka milimetrów ode mnie. Czułam jego oddech, a kiedy już byłam przygotowana... Wystraszona odskoczyłam, słysząc swój własny telefon. Kurwa...
Poczułam jak moje policzki strasznie mnie palą. Odwróciłam się na pięcie i uciekłam do salonu, gdzie zostawiłam komórkę. Serce prawie wyskoczyło mi z piersi, kiedy biegłam zobaczyć kto dzwoni.

-Boże – wyszeptałam i serce jednak się zatrzymało. Idealne wyczucie czasu.. Odrzuciłam połączenie, bo nie mam zamiaru z kimś takim rozmawiać. Nie dość, że popsuł mi przed chwilą taki moment, to pewnie chce powiedzieć jak to mnie kocha. A potem jego ręka znowu wyląduje na moim policzku, zostawiając wielki siniak.
Napisałam wiadomość do Clar, która momentalnie mi odpisała. Niby kazała się nie martwić, żebym olała Chrisa i dobrze się teraz bawiła. Ale nie wiem czy mogę. Niby się z nim nie widziałam kilka dni, uspokoiłam się, zapomniałam i żyje dalej. Ale to zawsze jakiś sentyment. Raczej głupota, ale coś w tym stylu. Zawsze coś musi mi popsuć humor. Nie mogę tego dać po sobie poznać.
Teraz to nie wiem czy mam tam wrócić, czy może jednak wyjdę po cichu. Może nie będę musiała się upokorzyć ZNOWU.
-Jedzenie stygnie – poczułam jak łapie mnie delikatnie za łokieć, żebym mogła na niego spojrzeć – nie musisz uciekać.
-To mój były – wyszeptałam i ruszyłam pierwsza. Zajęłam swoje miejsce i chwyciłam za widelec. Nie czując się już tak dobrze, zaczęłam ponownie jeść. Tym razem nie mam zamiaru się ubrudzić. Lepiej, żeby nie doszło do czegoś takiego ponownie. Ale jego słowa siedzą mi w głowie. Tak naprawdę ja też tego bardzo chciałam. Poczuć jego usta, ich smak...

Przestań! Już po wszystkim. Było i minęło..

-Dziękuje, było pyszne – odłożyłam naczynia do zmywarki i biorąc swój kieliszek wyszłam do salonu. Tam leży sobie Roki, więc wypiłam duszkiem wino udając taniec i usiadłam koło niego na podłodze.
-Ty to masz fajne życie – pogłaskałam go po głowie – jesz, śpisz, bawisz się i masz świetnego Pana. Tylko pozazdrościć...
-Ehem.. - odchrząknięcie Zayna zmusiło mnie do wstania – może naprawimy klimat, i zatańczymy?
Uniosłam w górę brew, ale zgodziłam się. Podgłośnił muzykę, gdzie leciała piękna piosenka „Say you won't let go”. Chwycił delikatnie moją dłoń, którą najpierw ucałował, a następnie położył sobie na ramieniu. Drugą złączył ze swoją. Patrząc w jego oczy kołysałam się w rytmie. Poczułam się jak przed telefonem Chrisa. Przypływ szczęścia spowodował, że położył głowę na ramieniu Zayna. On nawet nie drgnął, tylko dalej mnie prowadził.
-Przepraszam cię za to wcze...
-Nic nie mów. Wszystko da się naprawić – wyszeptał powodując dreszcze na moim ciele – tylko trzeba odpowiednio to rozegrać.
-Jesteś mistrzem w „naprawianiu klimatu” - zaśmiałam się widząc jego szeroki uśmiech. 
-Myślisz, że mogę spróbować drugi raz? - poprosił o pozwolenie, więc bez wahania pokiwałam głową. Okręcił mną. Wybił mnie z tropu, więc z uśmiechem powróciłam do niego i wtedy poczułam coś niespodziewanego. Nagły wybuch wulkanu z dodatkiem czegoś zajebiście słodkiego. Odwzajemniłam pocałunek jak tylko zdałam sobie sprawę, że to się właśnie dzieje. Wplotłam rękę w krótkie włosy szatyna, nie przerywając ani na chwilę. Czując, że zaraz zabraknie mi powietrza, chciałam być twarda, ale po prostu nie mogłam. Odsunęłam się oddychając głęboko. Przez cały czas nawet na chwilę się nie zatrzymał, a piosenka dobiegała końca jak i nasz taniec. Cisza w radiu, jak i między nami. Jedyne co udało mi się zrobić, to blado uśmiechnąć. Malik złączył nasze dłonie i tak bez słowa mnie przytulił. Kolejne zaskoczenie tego wieczoru.

-Chyba powinnam już iść – wyszeptałam robiąc krok w tył – moi rodzice pewnie czekają.
-Możesz zostać, jutro rano cię odwiozę – zaproponował, a ja byłam gotowa powiedzieć tak. Jednak coś mi podpowiedziało, że co za dużo to niezdrowo.
-Chętnie, ale muszę zdążyć pożegnać się z babcią – pogłaskałam ostatni raz Rokiego i wyszłam na korytarz. Tam szybko ubrałam buty oraz płaszcz.
-Odwiozę cię – ubrał się szybciej ode mnie i wspólnie wyszliśmy z domu. Weszłam do tego samego samochodu co wcześniej. Strasznie zimno i ciemno. Zayn włączył ogrzewanie i radio. Wyjechał spod swojego domu powoli kierując się do głównej ulicy. Spojrzałam w lewo czy nic nie jedzie. Kiedy wróciłam wzrokiem na chłopaka, on położył swoją rękę na mojej. Zrobiło mi się strasznie miło i ciepło, dlatego nie ruszałam się. Tylko go obserwowałam. Chciałam zatrzymać w tej chwili zegar, żeby czuć to dłużej, a raczej przebywać z nim dłużej? To takie bardzo dziwne, że poznałam go niedawno, a chyba się zauroczyłam? Mam nadzieję, że nie jestem jego zabawką i nie robi takich rzeczy z każdą napotkaną dziewczyną.
Clari pewnie już tylko czeka na telefon ode mnie. Jak jej wszystko powiem, to mi nie uwierzy. Zresztą ja sama nie wierzę, że Zayn Malik niecałą godzinkę temu mnie pocałował. To nie był zwykły buziak, tylko coś niesamowitego i magicznego...

-Masz jutro czas? -Zapytał, a ja skinęłam delikatnie głową – możemy się umówić na lunch? Powinienem być wolny jakoś o 10..
-Ja skończyłam szkołę, więc jestem wolna do matury – odpowiedziałam sprawdzając czy dalej trzyma mnie za rękę. Nic się całe szczęście nie zmieniło, a mi jest strasznie gorąco na serduszku. Czuje się jak kilka lat temu, kiedy zakochałam się w pewnym chłopaku, starszym ode mnie o trzy lata. To była taka licealna miłość. Wtedy właśnie się tak czułam, kiedy on na mnie patrzył. A teraz czuję się tak znowu, tylko z kimś wyjątkowym i nie tylko przez wzrok.
-Czyli jesteśmy umówieni?
-Tak jest, proszę Pana – odparłam puszczając mu oczko.

Rozejrzałam się i zauważyłam swój dom. Zayn wyszedł i pomógł mi ponownie wysiąść. Wyszłam, ale jak to ja potknęłam się. Poleciałam na barki chłopaka, przez co nie wylądowałam na ziemi. On tylko pokręcił głową i pocałował mnie. Tak po prostu, bez ceregieli, ale z taką samą empatią jak wcześniej.
-Do jutra – wyszeptał odchodząc z powrotem do pojazdu. Nic nie powiedziałam tylko dotknęłam ręką swoich ust. Weszłam na podwórku i pomału szłam w kierunku domu. Mam nadzieję, że nikt nie będzie o nic pytał. Powiedziałbym tylko babci, ale coś myślę, że ona już wyjechała. Wspomniała coś o lekarzu i jakimś kiermaszu wypieków. Ale nie mam zamiaru długo czekać, aż ją znowu zobaczę. Pisze tą cholerną maturę i uciekam od rzeczywistości.
-Witamy naszą maturzystkę – przywitała mnie mama z kieliszkiem białego wina w drzwiach – napijesz się z nami?
-Jak nalegasz – ściągnęłam buty i weszłam do salonu, gdzie znalazłam wolną lampkę na wino. Nalałam sobie do pełna i zrobiłam jeden duży łyk.
-Za naszą kochaną córeczkę! -Krzyknął tato, więc we trójkę wznieśliśmy toast.
-Myślałam, że ktoś zostanie na noc – rozejrzałam się po pokoju, ale nie zauważyłam nikogo obcego.
-Nie mieli tego w planach – odparł siadając na sofie – ale możemy cieszyć się wspólnym wieczorkiem – zaprosił mnie koło siebie, więc nie mogłam odmówić. Usiadłam i wtuliłam się w jego tors. Mam nadzieję, że Clari nie ma mi tego za złe, że jeszcze się nie odezwałam. Teraz to nie wyglądałoby zbyt dobrze, skoro wróciłam ze spotkania właśnie z nią.

-Co powiesz jutro na wspólne drugie śniadanie? -Zaproponowała mama sprawdzając swój terminarz.
-Ja mam zawsze czas dla rodziny – odpowiedział tato spoglądając na telewizor.
-Co powiecie na 9?
-Mam pacjentów – odpowiedział wyciągając swoją komórkę – może 10? Wtedy mam chwilową przerwę.
Czy oni to robią specjalnie? Dlaczego akurat jutro i na tą godzinę? Nie mogę odwołać spotkania z Zaynem, nie po dzisiejszych wydarzeniach.
-Nie mogę – powiedziałam – umówiłam się już z kimś na lunch..
-Dopiero co skończyła szkołę, a teraz zaczyna zostawiać rodziców w tyle.. Jak te dzieci rosną – pokręcił głową, ale ucałował mnie w czubek głowy i tym chyba pozwolił iść na górę – ale nie powiedziałaś z kim?
-Ze znajomym z klasy – pierwsze lepsze co mi przyszło na myśl. Nic nie powiedział, więc uciekłam do pokoju. Szybko zamknęłam za sobą drzwi i puściłam muzykę, żeby nie usłyszeli mojej pogawędki z przyjaciółką. Wzięłam piżamę i weszłam jeszcze do łazienki, gdzie puściłam gorącą wodę do wanny. W międzyczasie rozebrałam się i wykręciłam numer do przyjaciółki. Zanim ona odebrała to zdążyłam zmyć makijaż i nałożyć sobie na twarz maseczkę. Kocham to u niej..

-Umieram z ciekawości – pierwsze co mnie przywitało – opowiadaj!
-Co tu dużo mówić – zaczęłam, ale sama nie mogłam wytrzymać – w szkole było tak nudno, że zaproponował pojechanie do niego. Więc tam było miło, zjedliśmy, potem już wiesz o Chrisie.
-Ten to zawsze umie popsuć super wieczór – przerwała – ale potem było dobrze? Czy wszystko się przez to popsuło?
-Było beznadziejnie, ale Zayn potrafi poprawić nastrój – przygryzłam dolną wargę słysząc w radiu za drzwiami, tą samą piosenkę, do której tańczyliśmy – poprosił mnie do tańca, a potem mnie pocałował...
Cisza... głucha cisza, jakbym coś powiedziała, a ta wiadomość powróciła do mnie echem..
-Co?! Wiedziałam! Jejuuu – słyszałam jak skacze i piszczy, gorzej ode mnie, ale w sumie gdyby nie wanna, to też bym skakała ze szczęście po raz dziesiąty. Odsunęłam na chwilę telefon od ucha, żebym nie ogłuchła przez nią.
-Bo wcześniej prawie było blisko, ale telefon nam przerwał – zaczęłam zmywać maseczkę i spokojnie dalej jej opowiadać- odwiózł mnie i zaprosił jutro na lunch. Ale mało tego, bo na pożegnanie mnie znowu pocałował.
-Evelyn! To jest chyba to o czym myślę od samego początku! - ponownie zapiszczała, a mnie zabolał brzuch.
-Weź, bo mnie brzuszek boli jak o tym myślę.
-I bardzo dobrze! Jutro musisz mi wszystko opowiedzieć, a najlepiej to przyjdę do ciebie na noc. Jak ja się cieszę.
-Tylko pamiętaj, że moi rodzice nie wiedzą nic o Zaynie – powiedziałam całkiem poważnie – ale też się cieszę bardzo!

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Rozdział 16


-Nie mogę w to uwierzyć - zobaczyłam łzy w oczach mamy - moja córka właśnie kończy szkołę.
-Jeszcze wczoraj nie wiedziałaś, którą sukienkę ubrać na początek roku szkolnego - wspomniał tato wchodząc do mojej sypialni. Oderwał mamę od płaczu, prośbą o zawiązanie krawatu. Spoglądałam na siebie w lustrze. Widzę nową osobę, którą wykreowałam przez te trzy lata. Nie sądziłam, że stanę się lepsza wersją siebie, dzięki ludziom i szkole. Z jednej strony jestem bardzo szczęśliwa, że już kończę tą mękę, ale z drugiej będzie mi brakować wszystkiego. Nawet lekcji matematyki, których wprost nienawidzę. A już na pewno będę tęsknić za znajomymi, bo jak to w życiu bywa, pewnie się rozjedziemy i tyle z naszej przyjaźni.
-Zaraz wychodzimy - powiedział tato i wyszedł zostawiając mnie i mamę. Spojrzałam na nią, a ona na mnie. Uśmiechnęłam się szeroko poprawiając loki.
-Ta sukienka jest idealna na taką uroczystość - podeszła do mnie, żeby przejechać ręką po moich włosach. Pewnie jak za kilka lat będę mamą, to zrozumiem to co teraz moja rodzicielka czuje.
Wzięłam z łóżka torebkę, "togę" i specjalną czapeczkę.
Na trzęsących się nogach weszła do samochodu, gdzie już wszyscy czekali. Zapięłam pasy i wyjęłam komórkę, żeby życzyć powodzenia Clar, która też ma dziś zakończenie. Uzyskałam natychmiast odpowiedź i komentarz, dotyczący mojego spotkania z Zaynem. Pokręciłam tylko głową zagryzając dolną wargę. Mam nadzieję, że moi rodzice nie będą chcieli na to jechać. Pewnie posiedzimy wspólnie w jakiejś restauracji, a potem będę mogła udać wyjazd do przyjaciółki.
Tak na prawdę, to chciałabym im powiedzieć co się dzieje w moim życiu. Ale wiem, że zawiodę ich tym. Nie wiem dlaczego, ale po prostu tak czuje. Może nie mamę, ale tato na pewno nie będzie zadowolony ze mnie. A jakoś nie wyobrażam sobie kłótni, tuż przed wyjazdem na studia. Oni mimo wszystko są moimi rodzicami, więc kocham ich nad życie. Nie wiem co musieliby zrobić, żeby zmieniła zdanie.
-Proszę - Feliks otworzył mi drzwi i pomógł wysiąść.
-Dziękuje - posłałam mu uśmiech i poczekałam na rodziców. Kiedy byli koło mnie, ruszyliśmy w kierunku auli. Wszyscy byli na swoich miejscach, co chwilę ktoś dochodził.
-Leć do swoich - powiedział tato wskazując na Holly - a my zajmiemy miejsca i porozmawiamy z naszymi znajomymi.
Pokiwałam głową i zostawiłam ich w tyle. Przywitałam się z Holl i po chwili też dołączył do mnie Luke. Serce strasznie mi zaczęło walić, kiedy usiadłam wśród swojej klasy. Oczywiście ze względu na stanowisko, jakie pełnię w szkolę, jestem zmuszona do wypowiedzenia paru zdań. To jeszcze bardziej mnie zestresowało, ale miałam parę dni na wymyślenie czegoś sensownego. Tak też nauczyłam się wypowiedzi na pamięć, ale też mam spisane wszystko na karteczce. Nie chcę popełnić żadnej gafy. Zdenerwowana rozglądałam się po gościach, których z chwilą przybywało. Może nie interesowali mnie wszyscy, ale tylko jedna osoba? Nie widziałam go jeszcze, może się nie zjawi?
-Musi być, inaczej nie zaczną - wyszeptała Holly łapiąc moje spojrzenie - od razu widać.
Wzruszyłam ramionami i wróciłam do nerwowego poruszania nogą. Lucas po minucie złapał mnie za kolano i zatrzymał ruch. Spiorunowałam go wzrokiem, a ten tylko pokręcił głową. Nie puścił mnie, więc byłam zmuszona do siedzenie w bezruchu. W końcu na scenę weszła pani dyrektor w towarzystwie kilku nauczycieli.

Kilka godzin siedzenia się zaczyna...

-Witam wszystkich tu zgromadzonych w ten szczególny dzień dla naszych maturzystów. - Zwróciła się w nasza stronę.- Jest nam niezmiernie miło, że mogliśmy was uczyć przez te piękne trzy lata waszego życia. Mogliśmy oglądać jak każdy z was, otwierał się z dnia na dzień. Wszyscy staliście się dojrzalsi i odpowiedzialniejsi. Co roku musimy się żegnać z niektórymi, a teraz i przyszedł czas na was....
Chciałam bardzo słuchać, ale moją uwagę przykuł Zayn. Wszedł w połowie przemówienia, nie zwracając uwagi na nikogo. Po prostu szedł wpatrując się w swój telefon. Zajął miejsce trzy rzędy przede mną. Schował komórkę do spodni i zajął się słuchaniem, a ja poczułam wibrację w torebce. Wyjęłam urządzenie, które wydawało charakterystyczny dźwięk. Uśmiechnęłam się szeroko czytając wiadomość od niego.

Czy ominęło mnie coś szczególnego? ; )
Rozglądnęłam się dookoła, ale całe szczęście nikt nie zwracał uwagi na jedną uczennicę, która siedzi na telefonie, zamiast słuchać ostatniej przemowy pani dyrektor. Jedynie Luke szturchnął mnie w ramię, dając sygnał, że moi rodzice na mnie patrzą. Dyskretnie do nich pomachałam i wróciłam do pisania odpowiedzi.

Całe szczęście jeszcze nie.. xx
Słysząc słowa kończące początek całej ceremonii, wróciłam do patrzenia na scenę. Zaczęli rozdawanie dyplomów klasie A. Ja jestem w B, więc chwila moment i my tam będziemy mogli wejść, a następnie dojdzie do mojej przemowy. Mam nadzieję, że jest znośna i nadaje się do wygłoszenia. Czytałam ją kilka razy Clari, a ta nie narzekała. Może tylko raz coś powiedziała, ale raczej chodziło jej o to, że zbyt wiele razy słyszy to samo. Lecz mimo wszystko podobało jej się, więc każdy powinien się wsłuchać i nie zasnąć...
-A teraz zapraszamy klasę 3B - jednocześnie wszyscy wstali i według numerków w dzienniku, udaliśmy się w kierunku sali. Przechodząc obok rzędu dla specjalnych gości, nie spojrzałam na niego. Bardzo chciałam, ale coś mi mówiło, aby tego nie robić. Jestem na samym przodzie, więc po usłyszeniu swojego imienia zrobiłam kilka kroków do przodu. Pani dyrektor wręczyła mi dyplom. Z uśmiechem spojrzałam na rodziców i kątem oka na Zayna. Wróciłam do klasy i po rozdaniu wszystkich świadectw, został mi oddany głos.
Trzęsącymi rękoma złapałam za mikrofon i po wdechu zaczęłam mówić.

-Witam wszystkich zgromadzonych, jest to dla nas bardzo szczególny dzień. Nie tylko dlatego, że opuszczamy mury, do których chodziliśmy 3 lata. Ale zaczyna się całkiem nowy rozdział w naszym życiu - dorosłość. Każdy się tego boi, ale postaramy sobie dać radę. - Zdenerwowana uśmiechnęłam się do taty- na pewno każdy chociaż trochę zatęskni za liceum i kiedyś wróci, przynajmniej powspominać. Jedno jest pewne, będziemy gonić za naszymi marzeniami i zrobimy wszystko, czego nas nauczono. Będziemy świetnymi ludźmi, którzy będą szczęśliwi nawet na drugim końcu świata, gdzie może będą studiować. - Spojrzałam w stronę swojej klasy, gdzie wszyscy mnie słuchali - Przychodzi właśnie taki okres w życiu człowieka, kiedy zatrzymujemy się i pytamy " Co dalej?" Nie znam odpowiedzi, ale właśnie dzisiaj wielu z nas sobie zada lub już zdało to pytanie. Mam nadzieję, że wszyscy moi znajomi poradzą sobie z przeszkodami i dotrą do celów. Trzymam kciuki i do zobaczenia. Dziękuje.

Skinęłam głową w stronę Zayna, który jako pierwszy zaczął klaskać. Zeszłam ze ceny i znalazłam się obok Lucasa, który przytulił mnie na otuchę. Ochłonęłam, bo cały czas czułam ogromny stres. Kilka wdechów i wydechów doprowadziło mnie do równowagi. Złapałam przyjaciela za rękę i wspólnie zaczęliśmy iść na miejsca.
-Już po wszystkim - wyszeptał gładząc dłonią po moich plecach - zaraz się zwijamy do domu.
Pokiwałam głową i usiadłam słuchając ostatnich nazwisk które wychodziły po dyplomy. Parę minut jeszcze nam to zajęło, aż wreszcie Pani dyrektor zdzwoniła ostatni raz dla nas dzwonkiem.
Rzuciliśmy czapki w górę i z oklaskami zaczęliśmy opuszczać aulę. Chciałam uciec jak najszybciej, żeby nie rozmawiać z Zaynem przy rodzicach. Może się trochę obrazić za takie zachowanie, ale według mnie tak będzie lepiej. Nie tylko dla mnie, ale pewnie też dla niego.
-Evelyn - co za pech - wspaniałe przemówienie. Aż zacząłem wspominać swoje czasy
liceum.
-Emm.. dziękuje. Chciałam trafić do każdego serduszka..
-Do mojego na pewno trafiłaś - i ten jego uśmiech. Nogi jak z waty, ale zobaczyłam mamę, która zmierzała w moja stronę. Za nią szedł mój tato, który jeszcze nie zauważył mojego towarzysza. Nic oprócz uśmiechu nie przyszło mi na myśl. Stałam i czekałam na najgorsze...
-Kochanie jesteśmy tacy dumni! - Zostałam podniesiona w górę i okręcona kilka razy.
-Gratuluję córki - usłyszałam i chyba dostałam zwału. Mina moich rodziców = bezcenne.
Spojrzeli najpierw na niego, potem na siebie, aż wreszcie ich tęczówki spoczęły na mnie. Wzruszyłam dyskretnie ramionami i przygryzłam dolną wargę.
-Dziękujemy - odpowiedział tato - musimy już iść.

Odwrócili się na pięcie i tak jakby nie byli wychowani, po prostu odeszli. Moja szczęka wylądowała na podłodze. Musiałam pozbierać wszystkie zęby, żeby iść za nimi. Jednak zanim odeszłam zostałam złapana za ramię. Odwróciłam się do chłopaka.
-Do zobaczenia - nachylił się składając buziaka na moim policzku. Zarumieniona pokiwałam głową i prawie wybiegłam ze szkoły. Pragnęłam złapać oddech, ale bez przesady, bo moi kochani rodzice czekali na mnie. Najwidoczniej nie spodobał im się ten widok, ani komplement ze strony kogoś, kogo nie lubią.
Wolałam nie ciągnąć tematu, ani go nie zaczynać, więc zaczęłam machać dyplomem i wsiadłam do samochodu. Zapięłam pasy i z szerokim uśmiechem udawałam, że jestem bardzo zainteresowana oglądaniem swoich ocen. Spojrzałam tylko kątem oka na mamę, ale ta była zajęta przeglądaniem telefonu.
-Jesteśmy z Ciebie bardzo dumni - usłyszałam z ust taty, kiedy już byliśmy pod domem.

-Przecież wiem, nie musicie mi tego zawsze powtarzać - posłałam mu uśmiech i wysiadłam kierując się pierwsza do domu. Otworzył swoim kluczem i z ulgą weszłam do środka. Miałam ochotę zniknąć gdzieś w pokoju, i czekać do kolejnego wyjścia. Ale moje plany pokrzyżowało przyjęcie niespodzianka.

-Witamy absolwentkę! - Nasza gosposia wystrzeliła konfetti, a ja mogłam zaskoczona szybko zobaczyć, kto tam jest. Najważniejsza osoba w moim życiu, siedziała sobie spokojnie na fotelu popijając lampkę wina. Od razu pojawiły mi się łzy w oczach. Nie chciałam wyjść na dziecinną, ale nie mogłam się powstrzymać, żeby nie pobiec do niej. Wtuliłam się w starszą kobietę i po prostu siedziałam na jej kolanach.
-Nie przyszła góra do Mahometa, Mahomet przyszedł do góry – powiedziała z dużym uśmiechem.
-To nie tak, obiecywałam, że przyjadę zaraz po zakończeniu roku – usprawiedliwiłam się – więc za niedługo będę u ciebie, babciu.
-Upiekę twoje ulubione ciasto – wyszeptała całując mój policzek. Pokiwałam głową i wstałam wycierając mokrą twarz. Postanowiłam przywitać się zresztą zaproszonych. Kilka ciotek, wujków, kuzyni, znajomi rodziców, aż w reszcie mogłam zająć się jedzeniem. Właśnie tego mi brakowało, słuchałam w ciszy gratulacji, i tylko dziękowałam. W końcu przyszedł moment, że mogłam zniknąć w swoim pokoju. Chwila przerwy mi się przyda. W końcu już zaraz matura i najdłuższe wakacje. Mam nadzieję, że uda się mój wyjazd z Clar do Chorwacji. Oczywiście mam mnóstwo planów związanych z wyjazdami. Muszę korzystać dopóki nie poszłam na studia. Potem to już będzie po jabłkach.

Położyłam się na łóżku i zaczęłam podziwiać sufit. Mogę już tak zostać do jutra?
Zawsze coś.. Teraz mój telefon zadzwonił, więc musiałam się podnieść i spojrzeć na sms. Zayn przypomniał mi, że będzie za dwie godziny pod moim domem.

Niech to szlag..
Biegiem ruszyłam do łazienki, gdzie wskoczyłam pod gorący prysznic. Umyłam się szybko, a następnie zaczęłam od nowa makijaż. Rzęsy, cień, róż, szminka. Tyle mi wystarczy. Blond włosy zostawię chyba takie jakie są z natury – proste. Kilka kosmyków, które odstawały postanowiłam załatwić prostownicą. Ona działa cuda. Wyglądając perfekcyjnie, weszłam w samej koronkowej bieliźnie do garderoby. Tam już mała zagwozdka. Sukienka, to na pewno. Tylko jaki kolor.. Na początku moje spojrzenie ukradła delikatna, pudrowa kreacja. Ale dekolt nie odpowiedni na taką okazję. Chociaż jakbym się uparła, to mogłabym ją nałożyć. Zaraz na następnym wieszaku pojawiło się kolejne cudo. Intensywny granatowy odcień, koronka, długość przed kolana, dekolt idealny, a plecy po prostu przepiękne. Dlaczego nie widziałam jej wcześniej? No tak, mam za dużo ubrań.
Wzięłam ją do pokoju, gdzie położyłam na łóżku. Myślę, że będzie dopasowana, więc muszę unikać swoich byłych nauczycieli. Niech zapamiętają mnie, jako tą pilną i cichą uczennicę.

Chwyciłam czarne szpilki i byłam gotowa. Spakowałam kilka podręcznych rzeczy do torebki i ubrałam sukienkę. Musiałam uważać, bo koronka jest strasznie delikatna. Spojrzałam w lustro i zobaczyłam, że moje diety i ćwiczenia coś dają. Przejechałam ręką po włosach, dając im lekki nieład. Popsikałam się ulubionymi perfumami i z płaszczem i butach w ręce wyszłam z pokoju. Zeszłam powoli oddychając. Wszyscy są w salonie, więc może nie zauważą mojego wyjścia. Stanęłam na ostatnim stopniu i patrząc po bokach zeszłam dalej do przedpokoju. Ubrałam się i z bijącym sercem nacisnęłam na klamkę.
-Gdzie idziesz? - Usłyszałam i podskoczyłam. Zaklęłam w duchu i odwróciłam się do taty z uśmiechem.
-Obiecałam Clari, że będziemy dziś świętować koniec szkoły – powiedziałam tak, jak wcześniej zaplanowałam. Dziękowałam Bogu, że zapięłam jeden guzik w płaszczu, dzięki czemu tacie nie rzuciła się w oczy krótka sukienka.
-Rozumiem – podrapał się po karku – tylko nie wracaj za późno. - Pocałowałam go w policzek i wesoła wyszłam na zewnątrz. Akurat dostrzegłam światła pod bramą.
Udałam się w tamtą stronę, a naprzeciw wyszedł mi szatyn.
-Hej – przywitałam się z mężczyzną, który otworzył przede mną drzwi. Weszłam do środka i zapięłam pasy. Czułam jak moje serce trochę przyśpiesza, ale to bardzo miłe uczucie. Zayn włączyłam radio i podkręcił ogrzewanie, widząc moje gołe nogi. Podziękowałam mu w duchu, bo jestem strasznym zmarzluchem. Jednak wolę lato i gorące dni.
-Powinniśmy zdążyć na sam początek – powiedział wycofując spod mojej posesji.
-Byłeś już na takim przyjęciu? - Pokiwał delikatnie głową.
-Niestety – odpowiedział spoglądając na mnie. Wzruszyłam ramionami i mogłam się tylko domyślać, że zawsze jest nudno, albo nie tak jak on by tego chciał. Ale czego się spodziewać po bankiecie w szkole. Musi być sztywno, a co za tym idzie, nie jest to dla młodych osób. Więc będę musiała się szybko ewakuować...

*
-Zawsze tak na ciebie patrzą? - Wyszeptałam odpinając płaszcz. Pomógł mi i podał kieliszek szampana. Od razu wzięłam łyk rozglądając się po ludziach. Zayn uśmiechał się do każdego i kiwał głową na przywitanie. Nie podchodził do nikogo, to każdy przychodził do niego.
-Przeważnie, ale dziś nie jestem sam – odparł łapiąc mnie za rękę. Nie dałam po sobie poznać, że prawie się zaczęłam krztusić napojem. Uśmiechnął się do mnie.
-Wyglądasz zjawiskowo – zjechał wzrokiem na sam dół i wrócił na moje usta, gdzie się zatrzymał. Przygryzłam dolną wargę, a jego oczy uległy rozszerzeniu. Czułam już rumieńce, ale w porę odwrócił się do kobiety, która do nas podeszła.
-Zayn – powiedziała.
-Kim – odparł bez żadnych emocji w głosie. Kobieta starsza ode mnie, wyższa, brunetka. Kompletna odwrotność mnie, ale nie odrywała od niego wzroku. Pewnie nawet nie zauważyła, że ktoś stoi obok niego. Dopiero kiedy jej wzrok zszedł niżej, zauważyła, że Zayn trzyma czyjąś rękę. Jak się okazało, to była moja część ciała. Spiorunowała mnie wzrokiem, na co się przestraszyłam. Mogłaby mnie zabić, gdyby miała jakieś czarne moce. Mulat zasłonił mnie swoim ciałem, tak jakby też o tym pomyślał.
-Nie przedstawisz nas sobie? - Spytała unosząc bardzo cienką brew w górę. Usłyszałam jak mój towarzysz wzdycha.
-Evelyn to jest Kim, moja dawna..
-Dziewczyna – dokończyła za chłopaka, a mnie zaskoczyła. Najwidoczniej nie rozstali się w dobrych relacjach.
-Witam Pana Malika – uratowała nas Pani dyrektor, która zmierzała w naszą stronę. Ukryłam się całkowicie za jego ciałem i odwróciłam plecami. Chciałam puścić jego rękę, ale zacisnął nasz uścisk. Spróbowałam jeszcze raz, i chyba podziałało. Nie spojrzałam na niego, ponieważ był zajęty rozmową z moją byłą nauczycielką. Nie chce się narażać na plotki, ani potem jakieś nieporozumienia.
-Witam Panią – szatyn ucałował jej dłoń, a Kim odeszła od nas kilka kroków dalej. Czułam jak wypala mi dziurę w plecach. Już chyba mam dość tego przyjęcia. Wypiłam duszkiem napój i poprosiłam o jeszcze jeden kieliszek. Kelner po chwili mi go przyniósł, więc podziękowałam i odeszłam od rozmawiającej dwójki. Ostatni raz postanowiłam pójść i pooglądać dyplomy za różne olimpiady i klasowe zdjęcia. Skrzyżowałam ręce i chodziłam od ściany do ściany czytając nazwiska. Czułam się taka wyróżniona, widząc na kilku swoje własne nazwisko. Niby szkoła nie jest niczym super dla uczniów, ale kiedy się ją kończy, to chce się wrócić do początku. Aby poznać znowu tych samych wspaniałych ludzi i spędzić interesująco z nimi czas.
-Też ci się nudzi? - podskoczyłam czując czyjś oddech na swoim karku.
-Aż tak to widać? - Zaśmiałam się odwracając do chłopaka. Prychnął dając mi zbyt jasną odpowiedź – Strasznie szybko się pozbyłeś Pani dyrektor – skomentowałam dopijając szampana.
-Nie chciałem zostawiać swojej partnerki samej – odparła biorąc ode mnie pusty kieliszek -Pokazałem się, więc możemy uciec tyłem – zaproponował ciągnąc mnie za sobą – nie będą tęsknić, a my przynajmniej nie zaśniemy z nudów.
Po drodze napotkał jednego z kelnerów, któremu wręczył naczynie.
Szłam trzymając się jego ręki. Najpierw poszedł po nasze płaszcze, a następnie wróciliśmy do głównego holu, gdzie udało nam się wyjść bez zwrócenia czyjejkolwiek uwagi. Będąc już w aucie mogłam wybuchnąć śmiechem. Nie spodziewałam się tego po nim. Wywarł na mnie dobre wrażenie.
-Wyglądasz zbyt ślicznie, żeby wrócić teraz do domu – powiedział wyjeżdżając z parkingu – co powiesz na pojechanie do mnie?

Dobrze się zastanów..
-Jestem za – odpowiedziałam sprawdzając godzinę. Minęły niecałe dwie godziny odkąd wyszłam z domu. Rodzice pewnie są zajęci rozmowami z rodziną i znajomymi, więc nie zwrócą uwagi na mój powrót. Pewnie połowa naszych bliskich zostanie na noc. Mam nadzieję, że zdążę się pożegnać z babcią. Strasznie jestem z nią zżyta, zaraz po maturze znikam i zaszywam się w Bradford.
-Nie boisz się psów? - Spytał zjeżdżając w już znaną mi ulicę. Pokręciłam głową patrząc w bok, gdzie minęliśmy dom Lucasa.
-Dlaczego pytasz?
-Ponieważ moim jedynym przyjacielem w domu jest Roki. - Zastanowiłam się jaka to rasa, jedyne co mi przyszło od razu do głowy to jakiś duży pies. Może Owczarek, albo Labrador...