poniedziałek, 8 maja 2017

Rozdział 18


-Evelyn, jak miło cię widzieć – jego oczy i uśmiech z samego rano. Odwzajemniłam jego gest w moją stronę i wstałam, żeby się przywitać. Pocałował mnie w policzek i wspólnie zajęliśmy miejsca przy stoliku. Podszedł do nas kelner, aby wziąć nasze zamówienia. Postawiłam na latte i kawałek ciasta. Zayn wziął to co ja, tylko zamiast mojej kawy, wolał mocną czarną. Po worach pod jego oczami, mogę stwierdzić, że nie spał zbyt długo, albo za dobrze.
-Dobrze się czujesz? - Spytałam łapiąc go za rękę. Nie cofnął jej, ani nie poczułam żadnego drygnięcia. Chyba dobrze. Pokiwał głową tak jakby go nie było. Jednak wzrokiem wrócił do mnie, a po chwili też pojawił się tutaj duchem.
-Kiedy odwiozłem cię do domu, musiałem jechać do firmy po kilka papierów. Nie mogłem ich znaleźć, a potem jeszcze spotkałem niechcianą osobę – westchnął ściskając moją dłoń – więc jestem w złym humorze, ale ty mi go poprawiasz. Poczułam rumieńce na polikach, więc odwróciłam się. Nikt nie doprowadza mnie do takiego stanu, żebym musiała się zaczerwieniać. To jest taka nowość, zupełnie jak ta wczorajsza sytuacja. Nie sądziłam, że będę blisko z wrogiem moich rodziców. Chciałabym wiedzieć o co chodzi, ale w głębi boje się kogoś skrzywdzić, albo co gorsza stracić. Zayn Malik jest kimś nowym w moim świecie, ale już wiem, że nie chcę go wypuszczać z tego miejsca.
-Ciasto na pewno poprawi ci humorek – zaśmiałam się, żeby zrobiło mu się jeszcze milej – a potem, jeśli masz czas, możemy wybrać się do mojej ulubionej lodziarni.
Zauważyłam jak w jego oczach coś błysło, a po chwili się uśmiechnął. Poczułam jak mocniej ściska moją dłoń.
-Ostatni raz na lodach, byłem hmm – zamyślił się unosząc w górę brew – jakiś rok temu albo nawet dwa lata temu.

-Co?! - mimowolnie uniosłam głos. Myślałam, że powie jakiś miesiąc temu, bo praca i brak czasu. Ale rok to jednak trochę długo, nawet jak na takiego zapracowanego mężczyznę.
-Kochana, mam firmę na głowie, rodzinę, biznesowe i niebiznesowe spotkania, a do tego uprawiam każdy możliwy sport i codziennie wieczorem staram się biegać – wymieniał i wymieniał, a ja nie mogłam uwierzyć. Jak na młodego chłopaka, to ma więcej rzeczy niż nie jedna starsza osoba. Nawet mój tato ma więcej czasu, na spędzanie wieczorów z nami.
-Teraz masz mnie, więc poznasz więcej rzeczy niż sobie wyobrażasz.-Odpowiedziałam i akurat dostarczono nam nasz lunch. Ciasto i kawa tak pięknie pachą i wyglądają. Po prostu nic, tylko już zacząć jeść.
-Czy to jakaś obietnica? - Zaczął pić kawę, a ja wreszcie spróbowałam ciasta. Nic rano nie jadłam, żeby móc wsunąć cały kawałek słodkiego nieba.
-A chcesz, żeby to była obietnica?
-Zaczynam czuć, że nasze spotkanie to przeznaczenie – tutaj mnie trochę zatkał, ale poczułam się strasznie miło. Uśmiechnęłam się do niego i zagłębiliśmy się w rozmowę dotyczącą reszty dnia...

**
-Evelyn mam prawie 30 lat, a ty każesz mi jeść takie desery? - Po skończonym drugim śniadaniu od razu poszliśmy na lody. Oczywiście to ja musiałam wybrać, więc poszłam na całość. I zamówiłam nam desery, które zamawiam swoim kuzynom jak przyjeżdżają do nas. Jest dużo czekolady, owoców, bitej śmietany i dużo rzeczy w kształcie misiów. Więc Zayn wygląda trochę głupio, ale grunt to dobra zabawa.
-Skoro masz tyle lat, to co ja tu robię? -Spytałam odkładając telefon, na którym przyszła wiadomość od mojego przyjaciela – czy to nie jest jakieś przestępstwo?       
-Czy muszę ci przypominać, że jesteś pełnoletnia i przyszłaś tu z własnej woli? W sumie to ty, Panno Richardson mnie uprowadziłaś do lodziarni.

Moje usta rozszerzały się z każdym jego słowem, aż wreszcie wybuchnęłam śmiechem. Nie mogę uwierzyć, że wielki Zayn poczuł się tak swobodnie, żeby zacząć żartować, jeszcze bardziej niż normalnie. Zasłoniłam dłonią usta, aby powstrzymać głośne piski, a raczej mój śmiech.
-Brak mi słów – wyszeptałam odchrząkając – lepiej zabierzmy się za jedzenie.
-Niestety, ale w takim towarzystwie trudno jest mi się skupić – odpowiedział nie odrywając wzorku ode mnie. Poczułam się skrępowana, ale w taki dosyć przyjemny sposób. Położyłam rękę na stoliku, żeby sprawdzić coś ważnego. Od razu się sprawdziło, bo złączył nasze dłonie razem. Serduszko mi przyśpieszyło i wróciłam do jedzenia. Szatyn przez chwilę jeszcze się nie ruszał, ale w końcu zaczął swój deser. Po jego minie było widać, że dobrze wybrałam.
Czas na rozmowie i jedzeniu szybko nam zleciał. Chłopak oczywiście zapłacił za mnie i wspólnie opuściliśmy lokal.
-Pozwól, że cię odwiozę. - Zgodziłam się, aby tylko nie kończyć tego spotkania. Moich rodziców i tak nie ma, więc spokojnie będę mogła wejść do domu bez zbędnych pytań.

Wsiadłam do samochodu i musiałam chwilę poczekać, żeby chłopak mógł spokojnie z kimś porozmawiać przez telefon. Skoro mamy dopiero południe, to może uda mi się wieczorem wyciągnąć Clar do jakiegoś klubu. Chyba głośna muzyka i alkohol pomogą mi się odnaleźć w nowej sytuacji. Najchętniej to bym poszła z Zaynem, lecz on nie wygląda na takiego co chodzi do klubów w każdą sobotę.
-To gdzie jedziemy?
-Do Paryża – odparłam zapinając pasy i patrząc w boczną szybę. Zayn zachichotał wycofując z parkingu – znaczy, do mojego pięknego domu – poprawiłam szybko swoją umyślną pomyłkę. Słoneczko było za chmurami, ale jest nawet ciepło. Gdyby nie ten wiatr, to byłoby jeszcze lepiej.
-Nie będzie ci przeszkadzało? - Spojrzałam w jego stronę i dostrzegłam pudełko papierosów, które trzyma w dłoni. Wzruszyłam ramionami i dałam mu mentalne pozwolenie. Uchylił swoje okno, ale i tak poczułam dym. Skoncentrowałam się na muzyce, która leci w radiu i mimowolnie zaczęłam sobie nucić coś pod nosem. Dostałam SMS, więc odczytałam go z uśmiechem na ustach.

Tęsknie ;c a tak naprawdę, to już nie mogę patrzeć na biologie. Spotkajmy się!

W sumie ma racje, bo ja też się stęskniłam. Niby tylko dwa dni,a jednak brakuje mi jego obecności. Wystukałam krótką odpowiedź do Lucasa i wróciłam wzrokiem na Zayna. Ten obserwował mnie intensywnie. Speszona nie wiedziałam co mu powiedzieć, a raczej co zrobić. Zawsze w takich sytuacjach musiałam się spowiadać, czyli odpowiadać bez pytań : kto napisał? Skąd go znam? Gdzie idę? Po co? Mój mózg już odruchowo zaczął myśleć nad tymi odpowiedziami tak, żeby tylko nie zdenerwować mojego towarzysza. Christian zawsze się na mnie wkurzał. Nie ważne czy to moja przyjaciółka napisała, czy kuzyn, którego nie znał i od razu sobie coś wymyślał.

-To tylko mój przyjaciel. Chce się ze mną spotkać i pewnie wyjdziemy gdzieś razem, ale spokojnie powinnam wrócić bardzo szybko i...
-Wow! Eve – przerwał kierując w moją stronę rękę. Odruchowo wbiłam się w fotel, żeby tylko nie poczuć uderzenia. Zamknęłam oczy i czułam jak łzy mi spływają po policzkach. Od razu przypomniał mi się Chris, który chce mnie ukarać za wyjście z kimkolwiek. Niby nie znęcał się nade mną fizycznie zawsze, ale raz wystarczy, żeby mieć potem jakieś traumy.
-Przepraszam – wyszeptałam, jak zawsze w takich sytuacjach – przepraszam.. przepraszam..

Samochód nagle się zatrzymał, a ja otworzyłam oczy. Czułam jak Szatyn odpina mój pas i przysuwa mnie do swojego ciała. Mocno mnie przytulił i wtedy wybudziłam się z transu. Rozejrzałam się przestraszona dookoła i zdałam sobie sprawę, że oszalałam. To miał być przyjacielski gest dłonią, a ja uznałam go za przemoc. Chyba będę musiała powiedzieć Zaynowi całą prawdę o swoim byłym chłopaku. Ale dopóki nie zadaje pytań to ja się nie będę wychylać.
-Możemy teraz o tym nie rozmawiać? - Spytałam wracając na swoje miejsce. Nie łapałam z nim kontaktu wzrokowego. tylko od razu odwróciłam się w bok.
-Kiedy będziesz na to gotowa – odpowiedział i ruszyliśmy. Dziękowałam Bogu, że zaraz będę w domu. Całe szczęście jest wczesna pora, więc rodzice są jeszcze w pracy. Spokojnie wezmę prysznic i będę gotowa na spotkanie z Lucasem. Muszę z nim porozmawiać, bo inaczej zwariuje. Jest facetem, więc powinien mi jakoś pomóc. Może da jakieś rady, albo wskazówki jak zacząć taką historię, żeby nie zrazić do siebie Mulata.
-Jesteśmy – wyszeptał wychodząc z pojazdu. Okrążył go i otworzył mi drzwi. Wzięłam głęboki oddech rozglądając się dookoła.
-Dziękuje za miły poranek, musimy częściej się spotykać – posłałam mu uśmiech próbując jak najszybciej zakończyć spotkanie. Jest mi strasznie wstyd. Najchętniej to bym się zapadła pod ziemię.
-Nie będę naciskał –złapał mnie za rękę – ale jak będziesz gotowa na rozmowę, to jestem o każdej porze do twojej dyspozycji. - Pochylił się i zostawił na moim czole buziaka.

Pokiwałam głową i odwróciłam się na pięcie, aby wejść na podwórko. Bardzo szybko znalazłam klucze w torebce i mogłam otworzyć bramkę. Znalazłam się w takiej bezpiecznej strefie, ale coś mi mówiło, żebym się cofnęła. Coś zrobiła, albo przynajmniej powiedziała. Jednak fizycznie tylko czułam dreszcze i przyśpieszony oddech. Na nogach z waty kierowałam się do domu. Dopiero tam spojrzałam na chłopaka, który dalej stał przed swoim samochodem, czekając na moje zniknięcie. Ulżyło mi widząc jego uśmiech, nawet z takiej odległości jest idealny. Odwzajemniłam gest i wreszcie mogłam zniknąć na drzwiami. Ściągnęłam obcasy, żeby nie pobrudzić dywanów. Jednak zanim ruszyłam na górę, cofnęłam się i przekręciłam klucz. Bezpieczeństwa nigdy za dużo.
-Let me love you – nuciłam idąc schodek po schodku. Brakuje mi chyba jakiejś porządnej imprezy. Może po testach uda mi się wyrwać. Muszę dziś po spotkaniu z blondynem usiąść i poczytać biologię. Ostatni dzień na powtórki. Co ma być to i tak będzie, więc zostawiam wszystko w rękach szczęścia.

**

-Tak jak już mówiłem. Będąc na jego miejscu, to po tej historii nigdzie bym cię nie puścił. Tylko przytulał przez całą noc czuwając i obmyślając plan, jak zabić tego chuja – upiłam łyk trzeciego piwa i zgodziłam się z nim.
Myślałam, że dam rade się pouczyć. Ale Luke zaprowadził mnie na „jedno” piwko. I tak się właśnie kończy jedno.. Po jego reakcji stwierdzam, że dobrze trafiłam. Zaufałam mu i nic nikomu nie powiedział, więc jest dla mnie jak brat. Może w innych okolicznościach byłby kimś więcej, ale wolę tak nie myśleć. Szczególnie kiedy pijemy sobie alkohol, który źle działa na ludzi. A już na pewno źle wpływa na nasze uczucia, które mogą się okazać potem przekłamane.
-Zawsze mogę na ciebie liczyć – ucałowałam go w policzek i wróciłam do napoju. Posłał mi uśmiech pozwalając oprzeć głowę na swoim ramieniu. Tak też zrobiłam, żeby posłuchać co jeszcze ma do powiedzenia. Oczywiście zaczął być bardzo wylewny i kilka razy już słyszałam, jak wyzywa wszystkich, którzy coś mi zrobili.
-Jak chcesz to ja do niego zadzwonię – poruszył się i moja głowa poleciała w dół – powiem temu szczęściarzowi, że ma szczęście – zaśmiałam się kręcąc głową.
-Nie wypiłam tak dużo, żeby pozwalać ci na takie rzeczy – odpowiedziałam sprawdzając godzinę.
-Twoja strata, mógłbym sprawić, że będzie zazdrosny. Nie to nie – prychnął zerując pół butelki.
-Cieszę się, że cię mam – spróbowałam zrobić to samo, ale niekoniecznie mi to wyszło. Teraz on się zaśmiał. Chyba ma słabszą głowę, albo po prostu ja pije ledwo trzecie, bo mój pęcherz już po pierwszym zaczął wariować. A on kończy ósme. W końcu siedzimy już tutaj jakieś 3 godziny. Dochodzi 16 i mój brzuch się odzywa. Powinnam coś zjeść, żeby nie zacząć zagłuszać muzyki.
-Zamówię ci coś do jedzenia, a ty idź do toalety – jakby właśnie czytał w moich myślach. Zatkało mnie. Zdziwiona obserwowałam jak wstaje i idzie do lady. Wzruszyłam ramionami i zaczęłam iść już dobrze znaną drogą to toalety. Sprawdziłam kilka razy czy mam telefon, bo nie chcę ryzykować. Potem będzie, że Luke zadzwonił do Zayna. Jeszcze trochę i sama będę do niego dzwonić. Mogę się założyć z każdym, że właśnie tak to się skończy. Zawsze po alkoholu ciągnie mnie do robienia czegoś, co na trzeźwo nawet nie przejdzie mi przez myśl. Po prostu jestem zbyt mało odważnym człowiekiem.

-Tu tu tu tututuut! - Krzyczałam zbiegając po schodach. Ruszając głową na boki weszłam do odpowiedniego pomieszczenia? Sprawdziłam czy jestem tu gdzie powinnam. Nikogo nie ma, ale usłyszałam spuszczaną wodę. Byłam pewna, że to będzie jakaś kobieta. Jednak wyszedł wysoki chłopak. Uśmiechnęłam się głupio i małymi kroczkami się cofałam.
Tym razem otworzyłam te drzwi co trzeba. Już nie mogłam wytrzymać. Cały czas miałam w myślach kapiącą wodę.
-Od razu lepiej – wyszeptałam myjąc ręce.
Poprawiłam włosy i wyszłam.
-Tym razem dobrze trafiłaś – na korytarzu stał ten sam chłopak, którego spotkałam w toalecie chwilę temu. Spojrzałam na boki, czy to było do mnie?
-Do dwóch razy sztuka – odpowiedziałam wzruszając ramionami.
-Jesteś tutaj sama? - Spytał, a ja nie wiem czy to bezpieczne pytanie, czy raczej mam uciekać. Nie wygląda na jakiegoś zboka, więc może się zainteresowała zagubioną blondynką.
-Z przyjacielem, który pewnie już się martwi – odparłam próbując go wyminąć. Na moje szczęście odsunął się i szedł za mną. Jego wzrok wędrował po moim ciele, po prostu można takie coś wyczuć. Kręcąc głową szybko odnalazłam Luke, który siedział jedząc swoją porcję.
-Na reszcie! Zamówiłem ci frytki z mięsem i piwo – pokazał na stolik, gdzie czekało na mnie jedzenie i picie. Wskazałam delikatnie na osobę, która szła za mną. Blondyn zmarszczył czoło i wstał do mnie. To chyba „odstraszyło” próbę zalotów.
-Dziękuje – odpowiedziałam zajmując swoje miejsce. Zrobiłam kilka łyków i zabrałam się za jedzenie.
-Powinniśmy częściej wychodzić – powiedział Luke sprawdzając coś na telefonie. Skrzywił się i spojrzał na mnie.

-Co się stało? - Spytałam nie przerywając jedzenia. Blondyn westchnął i podsunął mi swój telefon pod nos. Przeczytałam kilka wiadomości, które były od dziewczyny z naszej szkoły. Strasznie nachalna, bo chłopak jej raz odpisał, a ta wysłała z 10 innych sms.
-Możesz zadzwonić i podać się za moją dziewczynę? Albo mamę, kogokolwiek! Tylko, żeby się odczepiła – zrobił maślane oczko próbując mnie przekonać. Nie umiem robić takich rzeczy, ale on tak bardzo zaczął prosić.
-Już cię nie lubię – zmarszczyłam brwi wybierając numer tej laski.
-Halo – szybko odebrała, więc odchrząknęłam i starałam się spontanicznie ją zrazić do niego.

-Halo? Jakie halo. Tutaj dziewczyna tego pana, któremu nie dajesz żyć. Mogłabyś przestać do niego pisać? Jestem zazdrosna. Jedna wiadomość była dla mnie normalna, bo w końcu znajomi to znajomi. Ale tyle!? To już lekka przesada..
-Ja-a nie wiedziałam, że o-on ma dziewcz...
-To się dowiedziałaś. Nie pisz, nie dzwoń. Cześć – rozłączyłam się i oddałam zszokowanemu blondynowi telefon. Uniosłam piwo w górę i stuknęłam się z jego butelką. Luke dalej na mnie patrzył, ale spokojnie upił kilka łyków.
-Jesteś niesamowita – wyszeptał w końcu zabierając ode mnie jedną frytkę – i zyskałaś mój szacunek. Jeszcze większy niż wcześniej – skomentował cały czas kiwając głową. Uśmiechnęłam się szeroko...
*
-Prz-rzez ciebie nie-e beedę w stanie dojść do dom-e-u – próbowałam się trzymać jego ramiona, ale nawet to mi nie wychodziło.
-To posiedzimy na dworze.
-Czemu taak dobrze mówisz? - Poczułam wibrację w tylnej kieszeni, więc zatrzymałam nas. Wyciągnęłam z trudnością komórkę.
-Daj – wziął urządzenie ode mnie i odebrał – witam, tutaj przyjaciel Eve. Jesteśmy razem ze znajomymi na kręglach, a Evelyn poszła do toalety.. Tak.. Oczywiście. Dziękuje. -Schował mi telefon do kieszeni – jesteśmy kwita.
Nic nie powiedziałam tylko usiadłam na najbliższej ławce. Odetchnęłam głęboko czując się spokojnie. Zaczyna się robić szaro, więc nie jest tak późno. Patrzyłam sobie w niebo i machałam nogami.
-Chyba zadzwonię do Zayna – wypaliłam znowu chwytając telefon – jednak to zły pomysł... a może?
-Rób co chcesz – odpowiedział oschle, więc wykręciłam numer do szatyna.
-Evelyn? - od razu udało mi się dodzwonić. Tylko co teraz mówić? Rozłączyłam się i wstałam. Zaczęłam chodzić od drzewa do ławki. I tak w kółko. W mojej głowie roiło się od pomysłów, tych głupich i trochę mądrzejszych. Chociaż na taki stan, to nic nie jest mądre.
-Pojadę i mu opowiem wszystko. Przynajmniej mam trochę odwagi, żeby to zrobić – stwierdziłam po dłuższej przechadzce.
-Wezwę ci taksówkę – mając mnie dość wyciągnął telefon.
-Super pomysł! Ale czemu jeesteś ta-aki zły?- Złapała mnie czkawka, więc próbowałam się jej pozbyć. Niestety, ale zabranie sobie dopływu powietrza, to okropny pomysł.
-Zaraz się zabijesz – złapał za moje ręce, które trzymały nos – i co ja pocznę.
-Nie będzie się tak denerwował – odparłam łapczywie wciągając powietrze.
-To nie przez ciebie, raczej przez samego siebie.
-Mam się cieszyć? - prychnęłam, ale już nie skomentował...
Co teraz zrobisz Eve? Stoisz sobie pod znanym już domem i co dalej? Powinnam zadzwonić domofonem, albo po prostu spytać czy jest w domu. Już za późno na takie przemyślenia. Teraz, albo nigdy. Wyjęłam rękę z kieszeni powędrowałam nią na przycisk przy bramce.
-Evelyn? - usłyszałam za sobą zasapany głos. Odwróciłam się i dostrzegłam spoconego chłopaka. Ale sobie wybrałam moment.
-Nie chciałam ci przeszkadzać, a-ale

-Ale czuję, że nabrałaś odwagi – zaśmiał się i wymijając mnie – zapraszam...
______________
Hej! Tak minęło sporo czasu od ostatniego rozdziału, ale uwierzcie mi, ze nie miałam weny. Tzn.. niby coś zawsze mam w tej głowie, lecz nie wiedziałam jak to przelać na "kartkę". Aż w końcu teraz pracuje sobie w hotelu na nocki, więc mam dużo czasu. Dlatego wczoraj usiadłam i skończyłam to co zaczęłam.. A miałam prawie 2 strony xDD
Do następnego!!! <3




piątek, 17 lutego 2017

Rozdział 17



Tak jak myślałam, willa ogromna. To nazbyt dziwne, że mieszka tu sam z psem. W sumie mężczyźni pewnie się nie boją, a ja myśląc o samotnej nocy w takim domu, mam ciarki. Do mojego już się przyzwyczaiłam, ale nie jestem zazwyczaj sama. Jakaś pomoc kuchenna, szofer, albo po prostu dwójka rodziców.
A co jak on jest seryjnym mordercom, i to wszystko to był pretekst, żeby mnie tutaj zwabić?

To strasznie głupie, Evelyn..
-Zapraszam – nawet nie zauważyłam kiedy Zayn otworzył mi drzwi – czy coś się stało?
-Eee – pokręciłam głową – po prostu za dużo myślę. - Uśmiechnęłam się i pewnie ruszyłam z nim w stronę domu. Zdecydowanie to wina mojej przyjaciółki. Ona kocha oglądać horrory, a ja jestem wtedy do tego zmuszana. Więc potem właśnie dzieje się w mojej głowie, to co przed chwilą.
Szatyn otworzył drzwi najpierw używając kodu, a następnie klucza. Przepuścił mnie pierwszą. Po chwili zapalił światło i mogłam teraz dojrzeć jego przyjaciela. Zwierzęta nie są mi straszne, a psy kocham. Szkoda, że moi rodzice nigdy nie chcieli kupić mi pieska. Na pewno jak wyjadę na studia, to sobie takiego małego kupię.

-Roki poznaj Evelyn – odezwał się chłopak, a jego pies momentalnie znalazł się przy jego boku. Zayn kucnął i głaskał psiaka. Oficjalnie stwierdzam, że nie ma lepszego widoku, niż seksowny chłopak bawiący się z psem. Cudo..

Rozmarzyłam się próbując nie zwrócić na siebie uwagi. Jednak Roki po chwili znudził się swoim Panem, i zaczął sprawdzać mnie. Nie obeszło się bez obwąchania mojego ciała. Potem odszedł i położył się kilka metrów dalej. W tym czasie mogłam ściągnąć płaszcz oraz buty.

Jezuuu jak dobrze być na bosaka..

-Wydaje mi się, że prawie cię lubi – wyszeptał do mojego ucha, odbierając ode mnie okrycie wierzchnie – coś do picia?
-A co proponujesz? - weszłam w głąb domu, aby się zaaklimatyzować.
-Wino? - pokiwałam głową i mogłam rozkoszować się pięknymi obrazami, które są wszędzie.
Nie posądzałam go o miłość do sztuki. Widząc te dzieła i ich ilość, moja mama była by zachwycana. Ona kocha oglądać wszystko co jest na płótnie lub po prostu ma to coś.
Czuje się jak w domu, więc bez pytania otworzyłam jakiś pokój. Weszłam do środka i zakochałam się. Na samym środku stoi piękne, czarne pianino. Musiałam podejść bliżej i go dotknąć. Może się nie obrazi, kiedy zagram jakiś kawałek.
Usiadłam i tak jak na swoim, położyłam ręce na klawiszach. Poczułam się tak swojsko, więc nacisnęłam pierwszy, później drugi i tak już poszło.
Powinnam znowu grać przynajmniej raz dziennie. Kiedyś to było moje wielkie hobby, ale podczas ostatniej klasy liceum zaniedbałam to. Owszem od czasu do czasu jadę na lekcję, a potem sobie gram. To nie to samo, jak mam wolny czas i mogę tak codziennie po kilka godzin.
Usłyszałam szczekanie psa, więc gwałtownie przestałam i zostawiłam pianino w spokoju. Odwróciłam się, żeby wyjść z pokoju, ale w progu stał Zayn. Przyglądał mi się z wielkim uśmiechem. Wzruszyłam ramionami i przygryzłam dolną wargę.
-Nie mogłam się powstrzymać – wyszeptałam nie wiedząc czy coś powie, albo czy zrobiłam coś złego.
-Ja tak samo, kiedy usłyszałem twoją grę – odpowiedział wypuszczając mnie w drzwiach - wino jest na stole.
Udałam się tam i przechwyciłam pierwszy kieliszek. Usiadłam wygodnie na czarnej sofie. Taka mięciutka, że mogę zasnąć na siedząco..
-Może to nie pianino, ale nie mogę tak bez muzyki – powiedział i włączył wieżę- jesteś może głodna? Mam obiad w lodówce..
-Coś dobrego? - spytałam, a on podrapał się po karku.

-Nie mam pojęcia, bo nie zaglądałem tam – odpowiedział, a ja wybuchnęłam śmiechem – ale możemy iść sprawdzić razm. - Poruszył brwiami, więc nie mogłam odmówić.
-Prowadź – wstałam i poczułam jego rękę na swojej talii. Na chwilę ją tam zatrzymał i tak jakby cały czas stanął, ale tylko na sekundę. Zrobiło mi się ciepło, a nawet gorąco. Mógłby tak częściej robić, wtedy czuję, że żyję. On ma coś takiego w sobie, że najdelikatniejszy dotyk, wprawia mnie w inny stan umysłu. Szłam pomału za nim rozglądając się dookoła. Usiadłam sobie na jednym ze stołków i obserwowałam jak otwiera lodówkę. Zajrzałam z daleka i dostrzegłam dużo jedzenia, chyba gosposia nieźle go ubezpiecza.
-Mam jakiś makaron – przerwał wyciągając półmisek – z mięsem i brokułami.
-Zjem chyba wszystko – odparłam obserwując jego ruchy.
-Jakby wiedział, że jesteś głodna to bym coś zamówił. A teraz musimy się zadowolić wczorajszym obiadem. - Wstawił obiad do mikrofali, wyciągnął dwa talerze, sztućce i w międzyczasie rzucił piłkę psu. 

-Widzę, że Pan sobie radzi w kuchni – upiłam dwa łyki wina – aż nazbyt dobrze.
-Jak się żyje bez kobiety, to trzeba sobie jakoś radzić – puścił mi oczko i wyciągnął gorącą potrawę. Rozdzielił na dwie osoby i usiadł koło mnie.
-Dziękuje – powiedziałam i zabrałam się za jedzenie. Pierwszy kęs i poczułam się jak w domu – niebo w gębie – ledwo wypowiedziałam, przez pełne usta. Usłyszałam tylko jego śmiech i po chwili poczułam kawałek serwetki na swoich ustach. Zdezorientowana przerwałam jedzenie i zatrzymałam się na jego oczach. Był skoncentrowany na wycieraniu sosu, z kącika moich ust. Speszyłam się i odwróciłam wzrok. Jednak jego ręka znalazła się na moim policzku, co spowodowało zwrócenie na niego mojej uwagi. Poczułam dziwny ucisk w żołądku, tak jakby odebrano mi dostęp do powietrza.

-Przepraszam – wyszeptał i zbliżył się do mnie jeszcze bardziej – nie mogę o tym przestać myśleć, odkąd cię spotkałem pierwszy raz – był dosłownie kilka milimetrów ode mnie. Czułam jego oddech, a kiedy już byłam przygotowana... Wystraszona odskoczyłam, słysząc swój własny telefon. Kurwa...
Poczułam jak moje policzki strasznie mnie palą. Odwróciłam się na pięcie i uciekłam do salonu, gdzie zostawiłam komórkę. Serce prawie wyskoczyło mi z piersi, kiedy biegłam zobaczyć kto dzwoni.

-Boże – wyszeptałam i serce jednak się zatrzymało. Idealne wyczucie czasu.. Odrzuciłam połączenie, bo nie mam zamiaru z kimś takim rozmawiać. Nie dość, że popsuł mi przed chwilą taki moment, to pewnie chce powiedzieć jak to mnie kocha. A potem jego ręka znowu wyląduje na moim policzku, zostawiając wielki siniak.
Napisałam wiadomość do Clar, która momentalnie mi odpisała. Niby kazała się nie martwić, żebym olała Chrisa i dobrze się teraz bawiła. Ale nie wiem czy mogę. Niby się z nim nie widziałam kilka dni, uspokoiłam się, zapomniałam i żyje dalej. Ale to zawsze jakiś sentyment. Raczej głupota, ale coś w tym stylu. Zawsze coś musi mi popsuć humor. Nie mogę tego dać po sobie poznać.
Teraz to nie wiem czy mam tam wrócić, czy może jednak wyjdę po cichu. Może nie będę musiała się upokorzyć ZNOWU.
-Jedzenie stygnie – poczułam jak łapie mnie delikatnie za łokieć, żebym mogła na niego spojrzeć – nie musisz uciekać.
-To mój były – wyszeptałam i ruszyłam pierwsza. Zajęłam swoje miejsce i chwyciłam za widelec. Nie czując się już tak dobrze, zaczęłam ponownie jeść. Tym razem nie mam zamiaru się ubrudzić. Lepiej, żeby nie doszło do czegoś takiego ponownie. Ale jego słowa siedzą mi w głowie. Tak naprawdę ja też tego bardzo chciałam. Poczuć jego usta, ich smak...

Przestań! Już po wszystkim. Było i minęło..

-Dziękuje, było pyszne – odłożyłam naczynia do zmywarki i biorąc swój kieliszek wyszłam do salonu. Tam leży sobie Roki, więc wypiłam duszkiem wino udając taniec i usiadłam koło niego na podłodze.
-Ty to masz fajne życie – pogłaskałam go po głowie – jesz, śpisz, bawisz się i masz świetnego Pana. Tylko pozazdrościć...
-Ehem.. - odchrząknięcie Zayna zmusiło mnie do wstania – może naprawimy klimat, i zatańczymy?
Uniosłam w górę brew, ale zgodziłam się. Podgłośnił muzykę, gdzie leciała piękna piosenka „Say you won't let go”. Chwycił delikatnie moją dłoń, którą najpierw ucałował, a następnie położył sobie na ramieniu. Drugą złączył ze swoją. Patrząc w jego oczy kołysałam się w rytmie. Poczułam się jak przed telefonem Chrisa. Przypływ szczęścia spowodował, że położył głowę na ramieniu Zayna. On nawet nie drgnął, tylko dalej mnie prowadził.
-Przepraszam cię za to wcze...
-Nic nie mów. Wszystko da się naprawić – wyszeptał powodując dreszcze na moim ciele – tylko trzeba odpowiednio to rozegrać.
-Jesteś mistrzem w „naprawianiu klimatu” - zaśmiałam się widząc jego szeroki uśmiech. 
-Myślisz, że mogę spróbować drugi raz? - poprosił o pozwolenie, więc bez wahania pokiwałam głową. Okręcił mną. Wybił mnie z tropu, więc z uśmiechem powróciłam do niego i wtedy poczułam coś niespodziewanego. Nagły wybuch wulkanu z dodatkiem czegoś zajebiście słodkiego. Odwzajemniłam pocałunek jak tylko zdałam sobie sprawę, że to się właśnie dzieje. Wplotłam rękę w krótkie włosy szatyna, nie przerywając ani na chwilę. Czując, że zaraz zabraknie mi powietrza, chciałam być twarda, ale po prostu nie mogłam. Odsunęłam się oddychając głęboko. Przez cały czas nawet na chwilę się nie zatrzymał, a piosenka dobiegała końca jak i nasz taniec. Cisza w radiu, jak i między nami. Jedyne co udało mi się zrobić, to blado uśmiechnąć. Malik złączył nasze dłonie i tak bez słowa mnie przytulił. Kolejne zaskoczenie tego wieczoru.

-Chyba powinnam już iść – wyszeptałam robiąc krok w tył – moi rodzice pewnie czekają.
-Możesz zostać, jutro rano cię odwiozę – zaproponował, a ja byłam gotowa powiedzieć tak. Jednak coś mi podpowiedziało, że co za dużo to niezdrowo.
-Chętnie, ale muszę zdążyć pożegnać się z babcią – pogłaskałam ostatni raz Rokiego i wyszłam na korytarz. Tam szybko ubrałam buty oraz płaszcz.
-Odwiozę cię – ubrał się szybciej ode mnie i wspólnie wyszliśmy z domu. Weszłam do tego samego samochodu co wcześniej. Strasznie zimno i ciemno. Zayn włączył ogrzewanie i radio. Wyjechał spod swojego domu powoli kierując się do głównej ulicy. Spojrzałam w lewo czy nic nie jedzie. Kiedy wróciłam wzrokiem na chłopaka, on położył swoją rękę na mojej. Zrobiło mi się strasznie miło i ciepło, dlatego nie ruszałam się. Tylko go obserwowałam. Chciałam zatrzymać w tej chwili zegar, żeby czuć to dłużej, a raczej przebywać z nim dłużej? To takie bardzo dziwne, że poznałam go niedawno, a chyba się zauroczyłam? Mam nadzieję, że nie jestem jego zabawką i nie robi takich rzeczy z każdą napotkaną dziewczyną.
Clari pewnie już tylko czeka na telefon ode mnie. Jak jej wszystko powiem, to mi nie uwierzy. Zresztą ja sama nie wierzę, że Zayn Malik niecałą godzinkę temu mnie pocałował. To nie był zwykły buziak, tylko coś niesamowitego i magicznego...

-Masz jutro czas? -Zapytał, a ja skinęłam delikatnie głową – możemy się umówić na lunch? Powinienem być wolny jakoś o 10..
-Ja skończyłam szkołę, więc jestem wolna do matury – odpowiedziałam sprawdzając czy dalej trzyma mnie za rękę. Nic się całe szczęście nie zmieniło, a mi jest strasznie gorąco na serduszku. Czuje się jak kilka lat temu, kiedy zakochałam się w pewnym chłopaku, starszym ode mnie o trzy lata. To była taka licealna miłość. Wtedy właśnie się tak czułam, kiedy on na mnie patrzył. A teraz czuję się tak znowu, tylko z kimś wyjątkowym i nie tylko przez wzrok.
-Czyli jesteśmy umówieni?
-Tak jest, proszę Pana – odparłam puszczając mu oczko.

Rozejrzałam się i zauważyłam swój dom. Zayn wyszedł i pomógł mi ponownie wysiąść. Wyszłam, ale jak to ja potknęłam się. Poleciałam na barki chłopaka, przez co nie wylądowałam na ziemi. On tylko pokręcił głową i pocałował mnie. Tak po prostu, bez ceregieli, ale z taką samą empatią jak wcześniej.
-Do jutra – wyszeptał odchodząc z powrotem do pojazdu. Nic nie powiedziałam tylko dotknęłam ręką swoich ust. Weszłam na podwórku i pomału szłam w kierunku domu. Mam nadzieję, że nikt nie będzie o nic pytał. Powiedziałbym tylko babci, ale coś myślę, że ona już wyjechała. Wspomniała coś o lekarzu i jakimś kiermaszu wypieków. Ale nie mam zamiaru długo czekać, aż ją znowu zobaczę. Pisze tą cholerną maturę i uciekam od rzeczywistości.
-Witamy naszą maturzystkę – przywitała mnie mama z kieliszkiem białego wina w drzwiach – napijesz się z nami?
-Jak nalegasz – ściągnęłam buty i weszłam do salonu, gdzie znalazłam wolną lampkę na wino. Nalałam sobie do pełna i zrobiłam jeden duży łyk.
-Za naszą kochaną córeczkę! -Krzyknął tato, więc we trójkę wznieśliśmy toast.
-Myślałam, że ktoś zostanie na noc – rozejrzałam się po pokoju, ale nie zauważyłam nikogo obcego.
-Nie mieli tego w planach – odparł siadając na sofie – ale możemy cieszyć się wspólnym wieczorkiem – zaprosił mnie koło siebie, więc nie mogłam odmówić. Usiadłam i wtuliłam się w jego tors. Mam nadzieję, że Clari nie ma mi tego za złe, że jeszcze się nie odezwałam. Teraz to nie wyglądałoby zbyt dobrze, skoro wróciłam ze spotkania właśnie z nią.

-Co powiesz jutro na wspólne drugie śniadanie? -Zaproponowała mama sprawdzając swój terminarz.
-Ja mam zawsze czas dla rodziny – odpowiedział tato spoglądając na telewizor.
-Co powiecie na 9?
-Mam pacjentów – odpowiedział wyciągając swoją komórkę – może 10? Wtedy mam chwilową przerwę.
Czy oni to robią specjalnie? Dlaczego akurat jutro i na tą godzinę? Nie mogę odwołać spotkania z Zaynem, nie po dzisiejszych wydarzeniach.
-Nie mogę – powiedziałam – umówiłam się już z kimś na lunch..
-Dopiero co skończyła szkołę, a teraz zaczyna zostawiać rodziców w tyle.. Jak te dzieci rosną – pokręcił głową, ale ucałował mnie w czubek głowy i tym chyba pozwolił iść na górę – ale nie powiedziałaś z kim?
-Ze znajomym z klasy – pierwsze lepsze co mi przyszło na myśl. Nic nie powiedział, więc uciekłam do pokoju. Szybko zamknęłam za sobą drzwi i puściłam muzykę, żeby nie usłyszeli mojej pogawędki z przyjaciółką. Wzięłam piżamę i weszłam jeszcze do łazienki, gdzie puściłam gorącą wodę do wanny. W międzyczasie rozebrałam się i wykręciłam numer do przyjaciółki. Zanim ona odebrała to zdążyłam zmyć makijaż i nałożyć sobie na twarz maseczkę. Kocham to u niej..

-Umieram z ciekawości – pierwsze co mnie przywitało – opowiadaj!
-Co tu dużo mówić – zaczęłam, ale sama nie mogłam wytrzymać – w szkole było tak nudno, że zaproponował pojechanie do niego. Więc tam było miło, zjedliśmy, potem już wiesz o Chrisie.
-Ten to zawsze umie popsuć super wieczór – przerwała – ale potem było dobrze? Czy wszystko się przez to popsuło?
-Było beznadziejnie, ale Zayn potrafi poprawić nastrój – przygryzłam dolną wargę słysząc w radiu za drzwiami, tą samą piosenkę, do której tańczyliśmy – poprosił mnie do tańca, a potem mnie pocałował...
Cisza... głucha cisza, jakbym coś powiedziała, a ta wiadomość powróciła do mnie echem..
-Co?! Wiedziałam! Jejuuu – słyszałam jak skacze i piszczy, gorzej ode mnie, ale w sumie gdyby nie wanna, to też bym skakała ze szczęście po raz dziesiąty. Odsunęłam na chwilę telefon od ucha, żebym nie ogłuchła przez nią.
-Bo wcześniej prawie było blisko, ale telefon nam przerwał – zaczęłam zmywać maseczkę i spokojnie dalej jej opowiadać- odwiózł mnie i zaprosił jutro na lunch. Ale mało tego, bo na pożegnanie mnie znowu pocałował.
-Evelyn! To jest chyba to o czym myślę od samego początku! - ponownie zapiszczała, a mnie zabolał brzuch.
-Weź, bo mnie brzuszek boli jak o tym myślę.
-I bardzo dobrze! Jutro musisz mi wszystko opowiedzieć, a najlepiej to przyjdę do ciebie na noc. Jak ja się cieszę.
-Tylko pamiętaj, że moi rodzice nie wiedzą nic o Zaynie – powiedziałam całkiem poważnie – ale też się cieszę bardzo!

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Rozdział 16


-Nie mogę w to uwierzyć - zobaczyłam łzy w oczach mamy - moja córka właśnie kończy szkołę.
-Jeszcze wczoraj nie wiedziałaś, którą sukienkę ubrać na początek roku szkolnego - wspomniał tato wchodząc do mojej sypialni. Oderwał mamę od płaczu, prośbą o zawiązanie krawatu. Spoglądałam na siebie w lustrze. Widzę nową osobę, którą wykreowałam przez te trzy lata. Nie sądziłam, że stanę się lepsza wersją siebie, dzięki ludziom i szkole. Z jednej strony jestem bardzo szczęśliwa, że już kończę tą mękę, ale z drugiej będzie mi brakować wszystkiego. Nawet lekcji matematyki, których wprost nienawidzę. A już na pewno będę tęsknić za znajomymi, bo jak to w życiu bywa, pewnie się rozjedziemy i tyle z naszej przyjaźni.
-Zaraz wychodzimy - powiedział tato i wyszedł zostawiając mnie i mamę. Spojrzałam na nią, a ona na mnie. Uśmiechnęłam się szeroko poprawiając loki.
-Ta sukienka jest idealna na taką uroczystość - podeszła do mnie, żeby przejechać ręką po moich włosach. Pewnie jak za kilka lat będę mamą, to zrozumiem to co teraz moja rodzicielka czuje.
Wzięłam z łóżka torebkę, "togę" i specjalną czapeczkę.
Na trzęsących się nogach weszła do samochodu, gdzie już wszyscy czekali. Zapięłam pasy i wyjęłam komórkę, żeby życzyć powodzenia Clar, która też ma dziś zakończenie. Uzyskałam natychmiast odpowiedź i komentarz, dotyczący mojego spotkania z Zaynem. Pokręciłam tylko głową zagryzając dolną wargę. Mam nadzieję, że moi rodzice nie będą chcieli na to jechać. Pewnie posiedzimy wspólnie w jakiejś restauracji, a potem będę mogła udać wyjazd do przyjaciółki.
Tak na prawdę, to chciałabym im powiedzieć co się dzieje w moim życiu. Ale wiem, że zawiodę ich tym. Nie wiem dlaczego, ale po prostu tak czuje. Może nie mamę, ale tato na pewno nie będzie zadowolony ze mnie. A jakoś nie wyobrażam sobie kłótni, tuż przed wyjazdem na studia. Oni mimo wszystko są moimi rodzicami, więc kocham ich nad życie. Nie wiem co musieliby zrobić, żeby zmieniła zdanie.
-Proszę - Feliks otworzył mi drzwi i pomógł wysiąść.
-Dziękuje - posłałam mu uśmiech i poczekałam na rodziców. Kiedy byli koło mnie, ruszyliśmy w kierunku auli. Wszyscy byli na swoich miejscach, co chwilę ktoś dochodził.
-Leć do swoich - powiedział tato wskazując na Holly - a my zajmiemy miejsca i porozmawiamy z naszymi znajomymi.
Pokiwałam głową i zostawiłam ich w tyle. Przywitałam się z Holl i po chwili też dołączył do mnie Luke. Serce strasznie mi zaczęło walić, kiedy usiadłam wśród swojej klasy. Oczywiście ze względu na stanowisko, jakie pełnię w szkolę, jestem zmuszona do wypowiedzenia paru zdań. To jeszcze bardziej mnie zestresowało, ale miałam parę dni na wymyślenie czegoś sensownego. Tak też nauczyłam się wypowiedzi na pamięć, ale też mam spisane wszystko na karteczce. Nie chcę popełnić żadnej gafy. Zdenerwowana rozglądałam się po gościach, których z chwilą przybywało. Może nie interesowali mnie wszyscy, ale tylko jedna osoba? Nie widziałam go jeszcze, może się nie zjawi?
-Musi być, inaczej nie zaczną - wyszeptała Holly łapiąc moje spojrzenie - od razu widać.
Wzruszyłam ramionami i wróciłam do nerwowego poruszania nogą. Lucas po minucie złapał mnie za kolano i zatrzymał ruch. Spiorunowałam go wzrokiem, a ten tylko pokręcił głową. Nie puścił mnie, więc byłam zmuszona do siedzenie w bezruchu. W końcu na scenę weszła pani dyrektor w towarzystwie kilku nauczycieli.

Kilka godzin siedzenia się zaczyna...

-Witam wszystkich tu zgromadzonych w ten szczególny dzień dla naszych maturzystów. - Zwróciła się w nasza stronę.- Jest nam niezmiernie miło, że mogliśmy was uczyć przez te piękne trzy lata waszego życia. Mogliśmy oglądać jak każdy z was, otwierał się z dnia na dzień. Wszyscy staliście się dojrzalsi i odpowiedzialniejsi. Co roku musimy się żegnać z niektórymi, a teraz i przyszedł czas na was....
Chciałam bardzo słuchać, ale moją uwagę przykuł Zayn. Wszedł w połowie przemówienia, nie zwracając uwagi na nikogo. Po prostu szedł wpatrując się w swój telefon. Zajął miejsce trzy rzędy przede mną. Schował komórkę do spodni i zajął się słuchaniem, a ja poczułam wibrację w torebce. Wyjęłam urządzenie, które wydawało charakterystyczny dźwięk. Uśmiechnęłam się szeroko czytając wiadomość od niego.

Czy ominęło mnie coś szczególnego? ; )
Rozglądnęłam się dookoła, ale całe szczęście nikt nie zwracał uwagi na jedną uczennicę, która siedzi na telefonie, zamiast słuchać ostatniej przemowy pani dyrektor. Jedynie Luke szturchnął mnie w ramię, dając sygnał, że moi rodzice na mnie patrzą. Dyskretnie do nich pomachałam i wróciłam do pisania odpowiedzi.

Całe szczęście jeszcze nie.. xx
Słysząc słowa kończące początek całej ceremonii, wróciłam do patrzenia na scenę. Zaczęli rozdawanie dyplomów klasie A. Ja jestem w B, więc chwila moment i my tam będziemy mogli wejść, a następnie dojdzie do mojej przemowy. Mam nadzieję, że jest znośna i nadaje się do wygłoszenia. Czytałam ją kilka razy Clari, a ta nie narzekała. Może tylko raz coś powiedziała, ale raczej chodziło jej o to, że zbyt wiele razy słyszy to samo. Lecz mimo wszystko podobało jej się, więc każdy powinien się wsłuchać i nie zasnąć...
-A teraz zapraszamy klasę 3B - jednocześnie wszyscy wstali i według numerków w dzienniku, udaliśmy się w kierunku sali. Przechodząc obok rzędu dla specjalnych gości, nie spojrzałam na niego. Bardzo chciałam, ale coś mi mówiło, aby tego nie robić. Jestem na samym przodzie, więc po usłyszeniu swojego imienia zrobiłam kilka kroków do przodu. Pani dyrektor wręczyła mi dyplom. Z uśmiechem spojrzałam na rodziców i kątem oka na Zayna. Wróciłam do klasy i po rozdaniu wszystkich świadectw, został mi oddany głos.
Trzęsącymi rękoma złapałam za mikrofon i po wdechu zaczęłam mówić.

-Witam wszystkich zgromadzonych, jest to dla nas bardzo szczególny dzień. Nie tylko dlatego, że opuszczamy mury, do których chodziliśmy 3 lata. Ale zaczyna się całkiem nowy rozdział w naszym życiu - dorosłość. Każdy się tego boi, ale postaramy sobie dać radę. - Zdenerwowana uśmiechnęłam się do taty- na pewno każdy chociaż trochę zatęskni za liceum i kiedyś wróci, przynajmniej powspominać. Jedno jest pewne, będziemy gonić za naszymi marzeniami i zrobimy wszystko, czego nas nauczono. Będziemy świetnymi ludźmi, którzy będą szczęśliwi nawet na drugim końcu świata, gdzie może będą studiować. - Spojrzałam w stronę swojej klasy, gdzie wszyscy mnie słuchali - Przychodzi właśnie taki okres w życiu człowieka, kiedy zatrzymujemy się i pytamy " Co dalej?" Nie znam odpowiedzi, ale właśnie dzisiaj wielu z nas sobie zada lub już zdało to pytanie. Mam nadzieję, że wszyscy moi znajomi poradzą sobie z przeszkodami i dotrą do celów. Trzymam kciuki i do zobaczenia. Dziękuje.

Skinęłam głową w stronę Zayna, który jako pierwszy zaczął klaskać. Zeszłam ze ceny i znalazłam się obok Lucasa, który przytulił mnie na otuchę. Ochłonęłam, bo cały czas czułam ogromny stres. Kilka wdechów i wydechów doprowadziło mnie do równowagi. Złapałam przyjaciela za rękę i wspólnie zaczęliśmy iść na miejsca.
-Już po wszystkim - wyszeptał gładząc dłonią po moich plecach - zaraz się zwijamy do domu.
Pokiwałam głową i usiadłam słuchając ostatnich nazwisk które wychodziły po dyplomy. Parę minut jeszcze nam to zajęło, aż wreszcie Pani dyrektor zdzwoniła ostatni raz dla nas dzwonkiem.
Rzuciliśmy czapki w górę i z oklaskami zaczęliśmy opuszczać aulę. Chciałam uciec jak najszybciej, żeby nie rozmawiać z Zaynem przy rodzicach. Może się trochę obrazić za takie zachowanie, ale według mnie tak będzie lepiej. Nie tylko dla mnie, ale pewnie też dla niego.
-Evelyn - co za pech - wspaniałe przemówienie. Aż zacząłem wspominać swoje czasy
liceum.
-Emm.. dziękuje. Chciałam trafić do każdego serduszka..
-Do mojego na pewno trafiłaś - i ten jego uśmiech. Nogi jak z waty, ale zobaczyłam mamę, która zmierzała w moja stronę. Za nią szedł mój tato, który jeszcze nie zauważył mojego towarzysza. Nic oprócz uśmiechu nie przyszło mi na myśl. Stałam i czekałam na najgorsze...
-Kochanie jesteśmy tacy dumni! - Zostałam podniesiona w górę i okręcona kilka razy.
-Gratuluję córki - usłyszałam i chyba dostałam zwału. Mina moich rodziców = bezcenne.
Spojrzeli najpierw na niego, potem na siebie, aż wreszcie ich tęczówki spoczęły na mnie. Wzruszyłam dyskretnie ramionami i przygryzłam dolną wargę.
-Dziękujemy - odpowiedział tato - musimy już iść.

Odwrócili się na pięcie i tak jakby nie byli wychowani, po prostu odeszli. Moja szczęka wylądowała na podłodze. Musiałam pozbierać wszystkie zęby, żeby iść za nimi. Jednak zanim odeszłam zostałam złapana za ramię. Odwróciłam się do chłopaka.
-Do zobaczenia - nachylił się składając buziaka na moim policzku. Zarumieniona pokiwałam głową i prawie wybiegłam ze szkoły. Pragnęłam złapać oddech, ale bez przesady, bo moi kochani rodzice czekali na mnie. Najwidoczniej nie spodobał im się ten widok, ani komplement ze strony kogoś, kogo nie lubią.
Wolałam nie ciągnąć tematu, ani go nie zaczynać, więc zaczęłam machać dyplomem i wsiadłam do samochodu. Zapięłam pasy i z szerokim uśmiechem udawałam, że jestem bardzo zainteresowana oglądaniem swoich ocen. Spojrzałam tylko kątem oka na mamę, ale ta była zajęta przeglądaniem telefonu.
-Jesteśmy z Ciebie bardzo dumni - usłyszałam z ust taty, kiedy już byliśmy pod domem.

-Przecież wiem, nie musicie mi tego zawsze powtarzać - posłałam mu uśmiech i wysiadłam kierując się pierwsza do domu. Otworzył swoim kluczem i z ulgą weszłam do środka. Miałam ochotę zniknąć gdzieś w pokoju, i czekać do kolejnego wyjścia. Ale moje plany pokrzyżowało przyjęcie niespodzianka.

-Witamy absolwentkę! - Nasza gosposia wystrzeliła konfetti, a ja mogłam zaskoczona szybko zobaczyć, kto tam jest. Najważniejsza osoba w moim życiu, siedziała sobie spokojnie na fotelu popijając lampkę wina. Od razu pojawiły mi się łzy w oczach. Nie chciałam wyjść na dziecinną, ale nie mogłam się powstrzymać, żeby nie pobiec do niej. Wtuliłam się w starszą kobietę i po prostu siedziałam na jej kolanach.
-Nie przyszła góra do Mahometa, Mahomet przyszedł do góry – powiedziała z dużym uśmiechem.
-To nie tak, obiecywałam, że przyjadę zaraz po zakończeniu roku – usprawiedliwiłam się – więc za niedługo będę u ciebie, babciu.
-Upiekę twoje ulubione ciasto – wyszeptała całując mój policzek. Pokiwałam głową i wstałam wycierając mokrą twarz. Postanowiłam przywitać się zresztą zaproszonych. Kilka ciotek, wujków, kuzyni, znajomi rodziców, aż w reszcie mogłam zająć się jedzeniem. Właśnie tego mi brakowało, słuchałam w ciszy gratulacji, i tylko dziękowałam. W końcu przyszedł moment, że mogłam zniknąć w swoim pokoju. Chwila przerwy mi się przyda. W końcu już zaraz matura i najdłuższe wakacje. Mam nadzieję, że uda się mój wyjazd z Clar do Chorwacji. Oczywiście mam mnóstwo planów związanych z wyjazdami. Muszę korzystać dopóki nie poszłam na studia. Potem to już będzie po jabłkach.

Położyłam się na łóżku i zaczęłam podziwiać sufit. Mogę już tak zostać do jutra?
Zawsze coś.. Teraz mój telefon zadzwonił, więc musiałam się podnieść i spojrzeć na sms. Zayn przypomniał mi, że będzie za dwie godziny pod moim domem.

Niech to szlag..
Biegiem ruszyłam do łazienki, gdzie wskoczyłam pod gorący prysznic. Umyłam się szybko, a następnie zaczęłam od nowa makijaż. Rzęsy, cień, róż, szminka. Tyle mi wystarczy. Blond włosy zostawię chyba takie jakie są z natury – proste. Kilka kosmyków, które odstawały postanowiłam załatwić prostownicą. Ona działa cuda. Wyglądając perfekcyjnie, weszłam w samej koronkowej bieliźnie do garderoby. Tam już mała zagwozdka. Sukienka, to na pewno. Tylko jaki kolor.. Na początku moje spojrzenie ukradła delikatna, pudrowa kreacja. Ale dekolt nie odpowiedni na taką okazję. Chociaż jakbym się uparła, to mogłabym ją nałożyć. Zaraz na następnym wieszaku pojawiło się kolejne cudo. Intensywny granatowy odcień, koronka, długość przed kolana, dekolt idealny, a plecy po prostu przepiękne. Dlaczego nie widziałam jej wcześniej? No tak, mam za dużo ubrań.
Wzięłam ją do pokoju, gdzie położyłam na łóżku. Myślę, że będzie dopasowana, więc muszę unikać swoich byłych nauczycieli. Niech zapamiętają mnie, jako tą pilną i cichą uczennicę.

Chwyciłam czarne szpilki i byłam gotowa. Spakowałam kilka podręcznych rzeczy do torebki i ubrałam sukienkę. Musiałam uważać, bo koronka jest strasznie delikatna. Spojrzałam w lustro i zobaczyłam, że moje diety i ćwiczenia coś dają. Przejechałam ręką po włosach, dając im lekki nieład. Popsikałam się ulubionymi perfumami i z płaszczem i butach w ręce wyszłam z pokoju. Zeszłam powoli oddychając. Wszyscy są w salonie, więc może nie zauważą mojego wyjścia. Stanęłam na ostatnim stopniu i patrząc po bokach zeszłam dalej do przedpokoju. Ubrałam się i z bijącym sercem nacisnęłam na klamkę.
-Gdzie idziesz? - Usłyszałam i podskoczyłam. Zaklęłam w duchu i odwróciłam się do taty z uśmiechem.
-Obiecałam Clari, że będziemy dziś świętować koniec szkoły – powiedziałam tak, jak wcześniej zaplanowałam. Dziękowałam Bogu, że zapięłam jeden guzik w płaszczu, dzięki czemu tacie nie rzuciła się w oczy krótka sukienka.
-Rozumiem – podrapał się po karku – tylko nie wracaj za późno. - Pocałowałam go w policzek i wesoła wyszłam na zewnątrz. Akurat dostrzegłam światła pod bramą.
Udałam się w tamtą stronę, a naprzeciw wyszedł mi szatyn.
-Hej – przywitałam się z mężczyzną, który otworzył przede mną drzwi. Weszłam do środka i zapięłam pasy. Czułam jak moje serce trochę przyśpiesza, ale to bardzo miłe uczucie. Zayn włączyłam radio i podkręcił ogrzewanie, widząc moje gołe nogi. Podziękowałam mu w duchu, bo jestem strasznym zmarzluchem. Jednak wolę lato i gorące dni.
-Powinniśmy zdążyć na sam początek – powiedział wycofując spod mojej posesji.
-Byłeś już na takim przyjęciu? - Pokiwał delikatnie głową.
-Niestety – odpowiedział spoglądając na mnie. Wzruszyłam ramionami i mogłam się tylko domyślać, że zawsze jest nudno, albo nie tak jak on by tego chciał. Ale czego się spodziewać po bankiecie w szkole. Musi być sztywno, a co za tym idzie, nie jest to dla młodych osób. Więc będę musiała się szybko ewakuować...

*
-Zawsze tak na ciebie patrzą? - Wyszeptałam odpinając płaszcz. Pomógł mi i podał kieliszek szampana. Od razu wzięłam łyk rozglądając się po ludziach. Zayn uśmiechał się do każdego i kiwał głową na przywitanie. Nie podchodził do nikogo, to każdy przychodził do niego.
-Przeważnie, ale dziś nie jestem sam – odparł łapiąc mnie za rękę. Nie dałam po sobie poznać, że prawie się zaczęłam krztusić napojem. Uśmiechnął się do mnie.
-Wyglądasz zjawiskowo – zjechał wzrokiem na sam dół i wrócił na moje usta, gdzie się zatrzymał. Przygryzłam dolną wargę, a jego oczy uległy rozszerzeniu. Czułam już rumieńce, ale w porę odwrócił się do kobiety, która do nas podeszła.
-Zayn – powiedziała.
-Kim – odparł bez żadnych emocji w głosie. Kobieta starsza ode mnie, wyższa, brunetka. Kompletna odwrotność mnie, ale nie odrywała od niego wzroku. Pewnie nawet nie zauważyła, że ktoś stoi obok niego. Dopiero kiedy jej wzrok zszedł niżej, zauważyła, że Zayn trzyma czyjąś rękę. Jak się okazało, to była moja część ciała. Spiorunowała mnie wzrokiem, na co się przestraszyłam. Mogłaby mnie zabić, gdyby miała jakieś czarne moce. Mulat zasłonił mnie swoim ciałem, tak jakby też o tym pomyślał.
-Nie przedstawisz nas sobie? - Spytała unosząc bardzo cienką brew w górę. Usłyszałam jak mój towarzysz wzdycha.
-Evelyn to jest Kim, moja dawna..
-Dziewczyna – dokończyła za chłopaka, a mnie zaskoczyła. Najwidoczniej nie rozstali się w dobrych relacjach.
-Witam Pana Malika – uratowała nas Pani dyrektor, która zmierzała w naszą stronę. Ukryłam się całkowicie za jego ciałem i odwróciłam plecami. Chciałam puścić jego rękę, ale zacisnął nasz uścisk. Spróbowałam jeszcze raz, i chyba podziałało. Nie spojrzałam na niego, ponieważ był zajęty rozmową z moją byłą nauczycielką. Nie chce się narażać na plotki, ani potem jakieś nieporozumienia.
-Witam Panią – szatyn ucałował jej dłoń, a Kim odeszła od nas kilka kroków dalej. Czułam jak wypala mi dziurę w plecach. Już chyba mam dość tego przyjęcia. Wypiłam duszkiem napój i poprosiłam o jeszcze jeden kieliszek. Kelner po chwili mi go przyniósł, więc podziękowałam i odeszłam od rozmawiającej dwójki. Ostatni raz postanowiłam pójść i pooglądać dyplomy za różne olimpiady i klasowe zdjęcia. Skrzyżowałam ręce i chodziłam od ściany do ściany czytając nazwiska. Czułam się taka wyróżniona, widząc na kilku swoje własne nazwisko. Niby szkoła nie jest niczym super dla uczniów, ale kiedy się ją kończy, to chce się wrócić do początku. Aby poznać znowu tych samych wspaniałych ludzi i spędzić interesująco z nimi czas.
-Też ci się nudzi? - podskoczyłam czując czyjś oddech na swoim karku.
-Aż tak to widać? - Zaśmiałam się odwracając do chłopaka. Prychnął dając mi zbyt jasną odpowiedź – Strasznie szybko się pozbyłeś Pani dyrektor – skomentowałam dopijając szampana.
-Nie chciałem zostawiać swojej partnerki samej – odparła biorąc ode mnie pusty kieliszek -Pokazałem się, więc możemy uciec tyłem – zaproponował ciągnąc mnie za sobą – nie będą tęsknić, a my przynajmniej nie zaśniemy z nudów.
Po drodze napotkał jednego z kelnerów, któremu wręczył naczynie.
Szłam trzymając się jego ręki. Najpierw poszedł po nasze płaszcze, a następnie wróciliśmy do głównego holu, gdzie udało nam się wyjść bez zwrócenia czyjejkolwiek uwagi. Będąc już w aucie mogłam wybuchnąć śmiechem. Nie spodziewałam się tego po nim. Wywarł na mnie dobre wrażenie.
-Wyglądasz zbyt ślicznie, żeby wrócić teraz do domu – powiedział wyjeżdżając z parkingu – co powiesz na pojechanie do mnie?

Dobrze się zastanów..
-Jestem za – odpowiedziałam sprawdzając godzinę. Minęły niecałe dwie godziny odkąd wyszłam z domu. Rodzice pewnie są zajęci rozmowami z rodziną i znajomymi, więc nie zwrócą uwagi na mój powrót. Pewnie połowa naszych bliskich zostanie na noc. Mam nadzieję, że zdążę się pożegnać z babcią. Strasznie jestem z nią zżyta, zaraz po maturze znikam i zaszywam się w Bradford.
-Nie boisz się psów? - Spytał zjeżdżając w już znaną mi ulicę. Pokręciłam głową patrząc w bok, gdzie minęliśmy dom Lucasa.
-Dlaczego pytasz?
-Ponieważ moim jedynym przyjacielem w domu jest Roki. - Zastanowiłam się jaka to rasa, jedyne co mi przyszło od razu do głowy to jakiś duży pies. Może Owczarek, albo Labrador...


poniedziałek, 7 listopada 2016

Rozdział 15


Pierwszy raz obudziłam się koło jakiegoś mężczyzny. Nie wliczam w to nikogo z mojej rodziny. Nie ruszałam się odkąd otworzyłam oczy. Obserwowałam jego twarz i słuchałam oddechu. Zawsze myślałam, ze to Chris będzie koło mnie leżał, pewnego pięknego dnia. Jednak marzenia nie zawsze się spełniają. Jedyne czym teraz mogę się przejmować, to powrót rodziców i szkoła, którą mam tylko do jutra, bo w piątek jest zakończenie. Kto by się tego tak szybko spodziewał? Owszem, chciałam już mieć to wszystko za sobą, ale moi znajomi znikną z mojego punktu widzenia. Już w ogóle nie będę miała z kim gdzieś wychodzić oprócz Clari. Mam nadzieję, że Luke zostanie ze mną i razem wyjdziemy na studia. Przynajmniej jedna osoba będzie ze mną, dzielić wspólne zainteresowania.

Nie wiem czemu, ale wczoraj nie mogłam zasnąć przez burzę. Próbowałam ze wszystkich sił, ale nie wychodziło. Dlatego zagadałam na śmierć Zayna. W pewnym momencie sama siebie usypiałam. Najważniejsze i chyba najgłupsze to mu powiedziałam. A mianowicie wytłumaczyłam mu tak minimalnie sprawę, między mną a Chrisem. Nie było to zbyt mądre posunięcie, ale nie zagłębiałam się w szczegóły. Po prostu wytłumaczyłam, że był zbyt agresywny jak dla mnie i to nie miało sensu trwać dalej. Jakaś część prawdy w tym jest, ale może kiedyś dokończę to opowiastkę...

Poruszył się, a ja wstrzymała oddech. Zayn podrapał się po nosie i po chwili ujrzałam brązowe tęczówki. Po dosłownie sekundzie, na jego ustach pojawił się cudowny uśmiech.

Boże, dziewczyno czy ty podkochujesz się w Panu Maliku?

-Długo tak leżysz? - Wychrypiał nie zmieniając pozycji. Pokręciłam głową, zakrywając się kołdrą. Tylko niech nie zobaczy moich rumieńców. Mogłam się trochę lepiej pilnować, i udawać drzemanie, a nie od razu się wydać. Głuptas ze mnie..

-Nie miałam serca, żeby ci przerywać – odezwałam się podnosząc telefon – O matko, zaraz spóźnię się na fakultety.

Wybiegłam spod kołdry, nie zwracając uwagi na śmiech z mojego łóżka. Znalazłam się momentalnie w łazience i spróbowałam w błyskawicznym tempie umyć zęby i uczesać włosy. Mam dosłownie 30 minut. Nie zdążę, a może jednak?

-Evelyn, zawiozę cię. I tak mam po drodze – powiedział przez drzwi.

-Okej! - krzyknęłam plując pianą do zlewu.

Nie ma po drodze, przecież jego firma jest w drugą stronę. Kompletnie nie ta sama trasa... Czyżby chciał spędzić ze mną więcej czasu?

Włosy musiałam podpiąć, bo nie chciały się ułożyć tak ja ja tego chciałam. Odpuściłam sobie makijaż i w naturalnych warunkach, wyszłam biegnąc do szafy. Wyciągnęłam granatowe rurki, szarą koszulkę na ramiączkach i koszulę w kratę. Wróciłam do pomieszczenia, gdzie spokojnie mogłam się ubrać. Zajęło mi to jakieś 3 minuty. Śniadanie sobie dziś odpuszczę.

-Przepraszam, że cię tak pośpieszam i nie zrobiłam jedzenia. Strasznie mi zależy, żeby zdążyć – usprawiedliwiałam się zakładając botki. Przystanęłam przed lustrem, jak to zawsze robię. Sprawdziłam swój strój i w obcasach chwyciłam torebkę i zbiegłam na dół. Zayn śmiał się idąc za mną. Mimo tego samego garnituru, wygląda dalej bardzo męsko.

-Dzień dobry - przywitałam w progu nasza gosposię. Mam nadzieję, że nie będzie wypytywać o mojego znajomego, ani nic nie wspomni rodzicom. Nie zamykałam domu na klucz. Jedynie musiałam otworzyć bramę i poczekać na otwarcie samochodu.

-Spokojnie Evelyn mamy 15 minut. Dojedziesz chwilę przed dzwonkiem – przejechał ręką po moim ramieniu i ruszył. Zapięłam pas i błagałam w myślach, żeby zdąrzyć tam dojść. Nienawidzę się spóźniać, a na te zajęcia po prostu nie mogę. Pani od razu na mnie naskoczy, jak to ma w zwyczaju i nie będzie milusio. A w najgorszym wypadku mnie wyprosi z zajęć. Całe szczęście jutro mam ostatnie takie fakultety i w piątek koniec roku.

-Obiecuje, że wynagrodzę ci to śniadanie kiedyś – przerwałam nasza ciszę – dziś po prostu jak widzisz, jestem zbyt zakręcona.

-Na pewno będę czekać – odpowiedział i posłał mi najpiękniejszy uśmiech, jaki z rana mogę oglądać – wiesz jak możesz mi to wynagrodzić?

-Zamieniam się w słuch.

-Po rozdaniu w piątek dyplomów, mamy mini bankiet. Sami sponsorzy, jacyś biznes Manowie i tacy inni ludzie. Wybierz się ze mną.

Nie wiem co odpowiedzieć. Nigdy nawet nie myślałam, że takie coś istnieje i to jeszcze w naszej szkole. Przecież ja właśnie kończę z tymi murami, a nie dalej w nich zostaje. Zresztą pewnie rodzice będą chcieli uczcić moje świadectwo z dobrymi ocenami.

Myśl Eve!

-Emm – odchrząknęłam – bardzo chętnie. - Wypaliłam gryząc się w wargę. Bardzo chce mu towarzyszyć na takim przyjęciu, ale nie do końca mogę?

-Wspaniale, przyjadę po ciebie w piątek około 6. - Pokiwałam głową uśmiechając się szeroko.

-Już jesteśmy? - spojrzałam na zegarek i zostało mi 5 minut. Przed szkołą widziałam Holly palącą papierosa. Zayn wyszedł z samochodu i otworzył mi drzwi. - Dziękuje za wczoraj, i za podwózkę.

-Cała przyjemność po mojej stronie. -Nachylił się składając na moim policzku buziaka. Oddaliłam się szybko w stronę koleżanki. Jej mina była bezcenna. Papieros to jej wypadł z ręki, a oczy ze zdziwienia się rozszerzyły.

-Co to było?! -Krzyknęła doganiając mnie. Wzruszyłam ramionami pchając drewniane drzwi.

-To był Zayn Malik – odpowiedziałam – podwiózł mnie do szkoły.

-Widziałam! Ale jak? Kiedy? Co jest między wami? - za dużo pytań jak na tak wczesną porę.

-Nie rób z tego afery, pogadamy po zajęciach – powiedziałam wchodząc do klasy Zajęłam miejsce obok Luke, który odsunął mi krzesło. Podziękowałam wyjmując zeszyt i długopis.

-Jak było? - wyszeptał, a ja uniosłam w górę kciuka i szeroko się uśmiechnęłam. Poczochrał mnie po głowie i zaczął coś notować...

**

-Jeszcze niedawno nie byłaś zainteresowana nawet rozmowa na jego temat, a teraz nagle widzę was razem? - Holly wkurzyła się na mnie po krótkiej opowieści, na temat Zayna u mnie w domu. Nie zrobiłam przecież jej tego specjalnie, jakby chłopak był nią zainteresowany, to na pewno nie nocował by u mnie i nie zaprosiłby mnie na bankiet piątkowy.

-Przepraszam, jeśli cię to zabolało – wyszeptałam mieszając łyżeczka w swojej kawie.

-Głuptasie! - chwyciła mnie za rękę – nie przepraszaj, całe szczęście Chris zniknął z twojego życia – uśmiechnęła się dając mi otuchę.

-Już myślałam, że będziesz się gniewać- pokręciła głowa biorąc łyk swojego napoju.

-A teraz mi powiedz jedno – zaczęła patrząc mi w oczy – zerwałaś z chłopakiem. Jesteś wolna, nagle pojawia się Lucas, które jest nieziemski. I z drugiej strony najseksowniejszy biznesmen. - wstrzymała oddech udając rozmarzenie się na jego temat.

-Co mam ci powiedzieć? - udałam głupią, bo sama nie chcę znać odpowiedzi na takie pytanie.

-Będzie coś między wami? Bo wiesz jak nie, to ja chętnie przyjmę ich obu...

-Holly! - skarciłam ją – Luke jest moim dobrym kolegom, może mieć mnóstwo dziewczyn, a nie akurat taką mnie. A Zayn... - przerwałam zapominając literek. - Nic nie wiem..

-Spaliłaś buraka! - wypiszczała doprowadzając mnie do jeszcze większego zawstydzenia.

-Przestań – wyszeptałam pijąc kilka łyków kawy i wyjmując portfel – muszę lecieć.

Wyszłam zabierając kurtkę na zewnątrz. Słyszałam jak dziewczyna stara się mnie zatrzymać, ale wolałam już iść. Nie lubię niezręcznych rozmów, szczególnie kiedy nie myślę o takich tematach. Na prawdę, jeszcze ani razu nie pomyślałam o nowym związku. Przecież nie minął nawet tydzień od mojego zerwania. Trochę czasu każdy potrzebuje.

Ze względu na ładną pogodę i brak auta, muszę iść do domu spacerkiem. Przynajmniej się trochę dotlenię i pomyślę co by tu robić przez resztę dnia. Oczywiście mogę spędzić parę godzin leżąc i nadrabiając supernatural. Kocham ten serial i mogę go oglądać cały czas. Ale z drugiej strony od poniedziałku mam matury i może powinnam sobie przypomnieć cały materiał z chemii? Niby jutro mam jeszcze zajęcia z chemii, ale i tak powinnam się poduczyć. Posiedzę trochę nad książkami, albo będę z rodzicami. W końcu dziś już są w domu. Może nawet już są i czekają na mnie. Parę dni bez nich i czuję taką pustkę. Zawsze są w domu i rozmawiają ze mną. A tu nagle taki długi wyjazd i musiałam być sama. Dobrze, że na jedną noc miałam kogoś, żeby się nie bać. Na pewno Clari nie może się doczekać mojego telefonu, żeby wszystkiego się dowiedzieć. Chciałam ją trochę potrzymać i zobaczyć kiedy się złamie, ale sama dokładnie nie wiem co się wczoraj wydarzyło. Jak dla mnie to strasznie szybko zmienia mi się humor, a może to ze mną jest coś nie tak? Oglądałam kiedyś taki film, że dziewczynami uważała wszystkich wkoło za złych, a nie zauważyła tych wad i choroby u siebie. Kto wie co siedzi mi w głowie, może jakaś osoba, która przejmuje kontrolę w nieoczekiwanych momentach mojego życia. Mam nadzieję, że jedna zwariowałam i wymyślam na poczekaniu głupie historie.

-Jezuu musiałaś tyle czekać na przyjście do mnie? Przecież od kilkunastu godzin umieram z ciekawości i nie myślałam o niczym innym, tylko o twojej randce.

-Chwila, chwila o nie była randka. Tylko wyjście na kolację – chyba sama próbuje się okłamać. Po minie przyjaciółki widać, że nie wychodzą mi kłamstwa.

-Chcesz coś pić? Ja właśnie robię sobie kawkę – weszła za blat, a ja zajęłam miejsce przy blacie.

-Mi też zrób małą rozpuszczalną – poprosiłam odkładając telefon przede mną, żeby widzieć jakby ktoś dzwonił.

-Rodzicie już wrócili? - Spytała podając mi „mój” kubek.

-Mama pisała SMS, że będą pod wieczór – odpowiedziałam.

-To możemy posiedzieć i pogadać o tobie i panu Maliku – szturchnęłam mnie w ramię i odeszła na bok. Nie zdążyłam jej oddać. Wystawiła jej język i zajęłam się sprawdzaniem telefonu. Dostrzegłam jakąś wiadomość, ale nie chciałam jej czytać. Była od Chrisa. Myślałam, ze nie będzie się do mnie odzywał po wszystkim. Szczególnie jak widział mnie z Lucasem. Ja bym sobie dała spokój, po takiej sytuacji.

-Przemyślałem wszystko.. kocham cię – przeczytałam na głos, a brunetka nie wiedziała od kogo – twój Chris – dokończyłam, a ona wypluła napój na swoje spodnie.

-O chuj – wyszeptała i wybuchła śmiechem – ten to ma tupet.

-Oj tak, jeszcze mu nie mało – czyściłam skrzynkę odbiorczą i schowałam komórkę do kieszeni.

-Czyli z nim tak definitywnie skończyłaś? - Uniosłam w górę brew.

-Kochałam go, ale po tym jak uniósł na mnie rękę, to już wszystko przeminęło...

-Nie ma co się przejmować, zajmijmy się plotkowaniem o Zaynie, a przy okazji o Lucasie..

**

-Masz się ubrać seksownie! Musisz go kusić, a potem pójdzie z górki. Skoro spaliście razem, to już coś znaczy – przytuliła mnie na pożegnanie – a do Luke wrócimy jutro.

-Kocham, pa – wyszłam zamykając za sobą drzwi. Przesiedziałyśmy razem jakieś 3 godziny, ale muszę wracać do domu. Nie chcę iść po nocy, szczególnie przez park. A tak mogę jeszcze sobie pooglądać roślinki...

-Tęskniłam za wami – uściskałam mamę i tatę – jak podróż?

-Kotek jesteśmy zmęczeni, ale za to szczęśliwi, bo znów mamy córkę pod nosem – zaśmiał się ojciec – opowiadaj jak u ciebie?

Prawda czy fałsz?

-Matura nadchodzi, jestem zdenerwowana, ale wszystko w porządku – uśmiechnęłam się zapewniając ich o mojej szczerości. Mama pokiwała głową i wróciła do pisania czegoś. Tato zajął się przełączaniem kanałów, a ja postanowiłam iść do siebie. Wczesne pójście spać na pewno dobrze mi zrobi. Powinnam zmienić numer telefonu, ponieważ przez ostatnią godzinę dostałam z 10 SMS od Chrisa. Przeraża mnie to. Za niedługo będę wychodzić na zewnątrz z ochroniarzem, a tego raczej bym nie chciała.

Włączyłam wieżę i puściłam sobie muzyczkę do kąpieli.

Tanecznym krokiem ruszyłam do łazienki, gdzie puściłam wodę do wanny.

Oh Lord heaven knows we belong way down below...” śpiewałam pod nosem ściągając ubrania. Czując pod jedną stopą gorąc, zanurzyłam resztę ciała. Moja kochana wanna jest w sam raz, że mogę się wygodnie w niej położyć. Nie było trudne znaleźć taką, kiedy ma się niecało 163 cm wzrostu.

Nie spodziewam się dzisiaj już nikogo, więc ubranie zwykłych leginsów i dużej koszulki, brzmi całkiem dobrze. Spokojne popołudnie w swoim pokoju, oczywiście z książką od chemii, bo z nią mam do pogadania.

Wyszłam już z chłodnej wody chwytając za różowy ręcznik. Owinęłam się nim szczelnie i weszłam do sypialni.

-Boże! - zasłoniłam się podskakując ze strachu – co ty tu robisz?

Odpowiedzią był śmiech blondyna, a po chwili też mój. Emocje opadły i uspokoiłam się.

-Przyszedłem dać ci notatki, które chciałaś – wyciągnął z plecaka jakiś zeszyt, a ja sobie przypomniałam ten moment, kiedy go o to prosiłam.

-Przepraszam, zaraz wrócę – chwyciłam szybko ciuchy i wróciłam do łazienki. Zrzuciłam ręcznik, a następnie się ubrałam. Co za wyczucie czasu. Dobrze, że wyszłam w ręczniku, a nie bez niego. Wtedy już bym do niego nie wróciła.

-Nie byłam przygotowana na to, ze moi rodzice cię wpuszczą do mojego pokoju.

-Ja z twoich opowieści, tym bardziej byłem zaskoczony – zajęłam miejsce obok Luke na moim łóżku. Wzięłam od niego zeszyt i odłożyłam na szafce nocnej.

-Udała ci się randka, z tą dziewczyną od nas ze szkoły? - Zapytałam przeczesując ręką lekko wilgotne włosy. Lucas przez chwilę milczał, najwidoczniej nie poszło tak jak sobie wyobrażał. Widziałam ją raz, może dwa razy i wydawała się być naprawdę miłą osobą. Chyba, że nie znam się na dziewczynach i gustach swoich znajomych.

-Wiesz, było całkiem fajnie – skierował twarz w moją stronę – lecz nie jest taka, jak sobie wyobrażałem dziewczynę.

-Czyli to nie twoja księżniczka? - Prychnęłam, ale słysząc dźwięk przychodzącego sms, wstałam by sprawdzić kto tam do mnie pisze.

-Coś w tym stylu, bo jednak taką Evelyn to ciężko znaleźć – wpuściłam to jednym uchem, a drugim wypuściłam, sprawdzając zawartość wiadomości od nieznanego mi nadawcy.

Mam nadzieję, że nasze piątkowe wyjście jest dalej aktualne. Nie mogę przestać myśleć o wspólnie spędzonym czasie. Zayn.

Tego się nie spodziewałam. Czy ja mu dawałam mój numer telefonu? Chyba nie, chociaż nie dam sobie reki uciąć.

-Eve? - poczułam szturchnięcie w bok ciała.

-Hm? - potrząsnęłam głową zwracając uwagę na chłopaka – przepraszam, ale to Zayn. - Wystukałam krótką odpowiedź i wróciłam myślami do Luke.

-A twoje spotkanie z nim, jak było? Bo w szkole nie byłaś zbyt rozmowna – jego twarz zmieniła się na taką, nie „Lukową”? Ekspertem nie jestem od chłopaków, a co dopiero od przyjaźni damsko-męskich, ale mam nadzieję, że takowa istnieje i my właśnie będziemy tego dowodem. Jeśli jednak Holly ma rację, to będę między młotem, a kowadłem. Z takich sytuacji zazwyczaj wychodzi się cało, ale zostawiając za sobą mnóstwo ofiar..

-Cóż, było bajkowo i to dosłownie – wspomnienie restauracji wywołało szeroki uśmiech na moich ustach – dużo rozmawialiśmy, a potem pojechaliśmy do mnie, gdzie rozpętała się burza. Ze względu na strach przed brakiem światła, poprosiłam go o zostanie..

-Co za dżentelmen – jak bardzo da się wyczuć sarkazm? Najwidoczniej bardzo, szczególnie od niego.

-Na prawdę się boje zostać sama, kiedy zabierają prąd- wytłumaczyłam patrząc w jego oczy. Położył delikatnie rękę na moim kolanie, a ciało mi zadrżało. Wzruszyłam w jego stronę ramionami, na co odesłał mi blady uśmiech.

Wstałam gubiąc się w sytuacji, ale jednocześnie jakoś zatuszowałam swoje skrępowanie.

-Coś chcesz pić? - wskazałam na sok znajdujący się tuż przede mną.

-Dzięki wielkie, ale omówiłem się z mamą, że wrócę na wspólny późny obiad.

Wstał poklepując się po udach, a następnie zaczesał ręką włosy. Przygryzłam dolną wargę kiwając głową.

-To odprowadzę cię – wyszłam pierwsza, a Hemmings ruszył za mną. Po drodze nie spotkaliśmy moich rodziców, co było wspaniałe.

-Do zobaczenia jutro – pożegnaliśmy się buziakiem w policzek. Otworzyłam jeszcze mu na dworze bramę i wróciłam do swojej sypialni, gdzie będę teraz leżeć i myśleć...
.......
Coraz lepiej mi chyba idzie, z wyobraźnią i z ruszeniem do przodu :"D
Mam nadzieję, że nie tylko ja tak myślę xdd
Buziaki <33

niedziela, 23 października 2016

Rozdział 14


Moje ręce od jakiś 10 minut drżą, bo chłopak się spóźnia, a ja wolałabym już tam jechać. Jeszcze parę minut temu walczyłam ze sobą, żeby nie odwołać wszystkiego. Mój humor cały czas skacze i raz mam ochotę wyjść z domu, a potem wolałabym płakać pod kocem, zajadając się słodyczami. Nie mogę się zdecydować co dokładnie chcę.
Tak samo było z moim ubiorem. Na początku myślałam o spodniach i czymś normalnym, lecz po zastanowieniu się jednak weszłam w sukienkę. Skusiłam się też na beżowe szpilki i do tego ciemny płaszczyk. Mam nadzieję, że tym razem kolacja, to będzie naprawdę zwykłe spotkanie, bez atrakcji w postaci kręgli. Ponieważ teraz to bym mogła się zabić, w takim stroju biegając z kulą.
Moją uwagę zwróciły światła pod bramą. Po chwili usłyszałam domofon, więc byłam pewna, że muszę już iść. Zostawiłam jedno światło i zamknęłam dom na klucz. Jest już szaro i bezdeszczowo. Taką pogodę lubię.

Robiłam małe kroki, ze względu na kostkę brukową i obcasy. Wolę się nie wywrócić tuż przed mężczyzną.

Podchodząc do wyjścia, z samochodu wyszedł On. Ubrany w garnitur obszedł pojazd i witając się ze mną buziakiem w policzek, otworzył drzwi.

-Dziękuje – wyszeptałam znajdując się w środku. Musiałam podskoczyć, bo najwidoczniej szatyn nie pomyślał o moich butach, i przyjechałam terenowym, wysokim samochodem. Jak dobrze widziałam, jest to Dodge Ram. Pokręciłam się na siedzenia, aż znalazłam odpowiednie miejsce. Zapięłam pas i odwróciłam wzrok w bok.

-Przepraszam za spóźnienie, ale musiałem zostać dłużej w firmie. - Spojrzałam na niego kątem oka. Był skupiony na wyjechaniu z naszej uliczki.

-Nic się stało – odpowiedziałam wracając do widoku za bocznym oknem. Nagle zachciało mi się płakać, tak po prostu. Albo moja psychika mi płata figle, albo to miesiączka nadchodzi, a wraz z nią wahania nastroju. Gorzej niż kobieta w ciąży. Zacisnęłam mocno powieki, aby tylko się nie rozkleić.

Myśl o ulubionym serialu, Dean i Sam....

Od razu mi się poprawiło widząc w myślach, jednego z głównych bohaterów bez koszulki. Czułam jak Zayn wywierca dziurę w mojej głowie, za każdym razem kiedy stajemy na czerwonych światłach. Chciałam już dojechać na miejsce, ale najwidoczniej mój fart się wyczerpał na jakiś czas.
-Coś się stało? Jesteś taka nieobecna – usłyszałam kiedy podjechaliśmy pod restaurację. Przygryzłam dolną wargę, nie wiedząc co mam powiedzieć. Przecież tak od razu nie mogę wypalić, że zerwałam z chłopakiem. To jak akt desperacji z mojej strony.
-Nie mam sił, aby o tym teraz rozmawiać.
-Rozumiem, nie naciskam – Wysiadł z auta i pomógł mi wyjść. Jakiś młody chłopak wziął od Zayna kluczyki i odjechał autem na parking. Złapałam się jego ramienia, żeby się nie potknąć.
-Tym razem nie ma żadnych niespodzianek? - Spytałam ściągając płaszcz. Szatyn zaśmiał się pomagając mi.

-Jeśli chcesz, to mogę coś załatwić. - Puścił mi oczko, a następnie podał kelnerowi swoje nazwisko.
-Proszę tędy – starszy pan skierował nas na wielką salę. Przeszliśmy kawałek, aby znaleźć się przy najlepszym stoliku w tym lokalu. Świece, kwiaty, piękny widok na miasto, oraz jest to taki cichy zakątek, bez ludzi obok nas.
-Podoba się? - Skinęłam głową oglądając pomieszczenie. Byłam tutaj raz z rodzicami na imieninach taty, ale nie przy tym stoliku. Dlatego jestem mile zaskoczona. Skoro tak wygląda kolacja z Zaynem Malikiem, to ja się pisze na więcej takich wyjść.
-Jeśli będą państwo czegoś potrzebować, proszę nacisnąć guzik – kelner zostawił nam na stole pilota, z jednym guzikiem. Zaśmiałam się oglądając przycisk.
-Tak bardzo śmieszy cię czerwony guzik? - Spojrzałam na niego z uniesionymi brwiami. Pokręciłam głową odstawiając przedmiot na stolik.

-Po prostu, czuje się jak księżniczka na kolacji w zamku, a to – wskazałam na małą rzecz – sprawia, że jestem w jakimś science-fiction.
-Cóż, muszę przyznać, że jest to bardzo ciekawe porównanie – uśmiechnął się – jak to psuje twoją wizję bajki, to możemy zmienić lokal, na bardziej bajkowy? 

Uniosłam w górę brew i wybuchłam śmiechem. Chłopak po chwili dołączył do mnie.
-Aż tak źle nie jest – skomentowałam biorąc kartę menu. Otworzyłam ją i zaczęłam szukać czegoś, na co mam ochotę. Przystawki, dania główne, desery, alkohole i wiele innych. Po przejrzeniu wszystkiego, nabrałam ochoty na makaron z sosem serowym, a do picia chyba zostanę przy tym, co wybierze mój towarzysz. Może będzie to coś wytrawnego, bo jak nie, to zostaję przy zielonej herbacie.

-Wybrałaś?
-Tak – podsunął mi małe urządzenie, które z szerokim uśmiechem wcisnęłam. Szatyn pokręcił głową, widząc moje zadowolenie z wykonywanej czynności. Przyszedł do nas ten sam mężczyzna, który nas tutaj zaczął obsługiwać. Złożyłam swoje zamówienie, a potem zrobił to mój partner.

-Evelyn, czy masz ochotę na jakieś wino?
-Jeśli wybierzesz coś dobrego, to czemu nie – usłyszałam tylko jeden z lepszych roczników i kelner odszedł zostawiając nas samych. Sprawdziłam z przyzwyczajenia telefon, gdzie oczywiście miałam kilka wiadomości od Clari. Pytała czy wyszłam na tą kolację oraz czy żyję, bo nie odpisuje od jakiegoś czasu. Zaśmiałam się i odpisałam. Dwie godziny niepełne ciszy, a ta już wpada w panikę. Zresztą nie dziwię się..

-Przepraszam, ale przyjaciółka się o mnie martwi – usprawiedliwiłam się widząc, jak Mulat mi się przygląda.
-A ma powody? - Zapytał biorąc łyk białego wina, które nie wiem skąd się tutaj wzięło.
-Nie, po prostu po ostatnim wydarzeniu zaczęła się o mnie bać – westchnęłam odkładając na stół telefon. - Może po kilku kieliszkach wina, będę w stanie ci o tym opowiedzieć.
-Mam taką nadzieję – posłał mi zniewalający uśmiech, który zapakowała bym w ozdobną ramkę. Jeśli są jakiś ankiety o najpiękniejszy męski uśmiech, to jego dla mnie wygrywa wszystkie pierwsze miejsca.

**

-Było pyszne – oparłam się najedzona o oparcie, aby odetchnąć po posiłku. Za nami już trzeci kieliszek białego nieba, a mi buzia zaczyna się otwierać na wszystkie strony. Mam ochotę gadać i nie przestawać, chociaż wiem jak to może zanudzić chłopaka.
-Mów dalej, co to było w tym przedszkolu? Jakaś ruda dziewczyna zabrała ci kanapkę? - wybuchnął śmiechem widząc moje zażenowanie. Spuściłam wzrok na swoje ręce, czując jak gorąco wychodzi na moje poliki.
-To nie moja wina, że jako małe dziecko byłam nieśmiała – odparłam wachlując się. Zayn wstał i otworzył obok nas okno, dzięki któremu poczułam świeże powietrze. Od razu lepiej zaczęło się oddychać i siedzieć.
-Nie zaprzeczam widząc cię teraz – postukał palcem wskazującym po brodzie – masz rodzinę gdzieś poza Londynem?
-Piszesz o mnie książkę? - zapytałam, ale pytanie wróciło do mnie, tak jakby nie chciał go usłyszeć. Wzruszyłam ramionami i zastanowiłam się chwilę nad swoją rodziną.
-W Anglii jesteśmy porozjeżdżani, ogólnie też w innych częściach świata. Więc moja rodzina jest spora i nie tylko tutaj w centrum.
-To podobnie do mojej – uniósł szklane naczynie w górę – wypijmy za poznanie i nasze rodziny.- Stuknęłam się z nim i upiłam duży łyk.
-Może teraz ty mi coś powiesz? Bo jak dalej pozwolisz mi mówić, skończy się to zaśnięciem – zachichotałam poprawiając kosmyk włosów.

-W moim zawodzie, nawet w najnudniejszych chwilach nie mogę zasnąć, więc jestem przyzwyczajony..
-Czy ty właśnie mnie obraziłeś? - Zadziwił mnie w tym momencie. Niby taki elokwentny, ale co do czego to widać w nim jakiś zarys życia towarzyskiego.
-Nie, nie miałem tego na celu – zmrużyłam oczy i pokręciłam głową, powstrzymując śmiech i kąśliwy komentarz.
-Ale mimo wszystko, chciałabym coś się o tobie dowiedzieć. Masz rodzeństwo? - Pierwsze pytanie jakie mi przyszło do głowy.. żenujące Eve. Najwidoczniej alkohol w dużych ilościach mi szkodzi, może dlatego, że nie spożywam go za często.

-Owszem, mam młodszą siostrę. Z tego co widzę, dogadałybyście się – z jednej strony wzięłam to za komplement, ale z drugiej wiedziałam, że Zayn uważa mnie teraz za rozgadaną nastolatkę. Może powinnam to zmienić? Tylko nie mam teraz tego na uwadze, pewnie kiedyś się postaram naprawić złą, jeśli taka jest, opinię na swój temat. Chociaż widząc jego szeroki uśmiech i szeroko otwarte oczy, podczas opowiadania, myślę iż nie jest tak tragicznie. Inaczej pewnie by sobie poszedł, albo zaproponował odwózkę do domu. A to się nie dzieje, więc ja nie muszę się martwić powrotem do pustego domu...
-Byłeś tam w tym samym czasie co ja – zauważyłam podczas jednej z wakacyjnych historii. Spędzanie dwóch tygodni na Dominikanie to najpiękniejsze chwile jednych z wielu wyjazdów.
-Widzisz? Nasze spotkanie to musi być przeznaczenie.
-Też tak myślę – zapatrzyłam się w jego oczy, aż w końcu spuściłam wzrok i się odsunęłam. Na wytłumaczenie nacisnęłam telefon, aby sprawdzić godzinę.
-Jesteśmy tutaj dobre 4 godziny – pokazałam mu swoją komórkę.
-Jak dobrze się z kimś rozmawia, to tak się właśnie kończy – poprawił swoją marynarkę – to co, zbieramy się?
-Jasne, rodziców nie ma więc nie muszę się martwić żadnym spóźnieniem – odparłam wstając i przy pomocy Mulata nałożyłam swój płaszczyk. Nawet nie wyciągałam portfelu, bo już widziałam jak na mnie spogląda, kiedy otwieram torebkę. Pokazałam mu tylko, że chowam telefon.

-Masz coś przeciwko odwózki, przeze mnie? Nie wypiłem za dużo i czuję się dobrze.
-Skoro tak twierdzisz, to ja nie mam nic przeciwko – wyszłam na chłód – Boże, jak zimno.

Opatuliłam się szczelniej i szłam obok Zayna. Całe szczęście nasze auto podjechało po chwili pod wejście do restauracji, a w środku było cieplutko. Zapięłam pas i się odprężyłam. Wracam do pustego domu, gdzie pewnie jest zimno, a ja marzę tylko o spaniu. Najwyżej rozpalę w kominku i pójdę się położyć. Przynajmniej wieczór mile spędziłam, i całe szczęście nie odwołałam tej kolacji. Clari czasem ma rację, jestem w szoku, ale zdarza się jej.
-Pamiętasz jak ci nie chciałam powiedzieć, co się tak na prawdę stało?
-Pamiętam.
-Chyba zyskałeś moje zaufanie w jakimś stopniu – przerwałam odwracając wzrok i spojrzałam na niego. Siedział nie zmieniając swojej pozycji, wpatrując się w przednią szybę. - Może dla ciebie jest to błahostka, ale zerwałam z chłopakiem, a do tego jestem dziś sama w domu. Wszystko tak nagle na mnie spada i matura już w tym tygodniu. Po prostu cudownie się czuje.

Jestem tak bardzo głupia? Nigdy w życiu, nie zdarzyło mi się wygadać tak szczerze, przed osobą, która niedawno poznałam. Poczułam, że zaczynam go lubić i ufać, dokładnie jak w sytuacji z Lucasem. Zatkałam dłonią usta, zdając sobie z tego wszystkie sprawę.
-Przepraszam, bardzo przepraszam – ciemność mi sprzyja, bo chłopak nie widzi rumieńców powstałych wskutek wstydu – nie wiem co mi odbiło.

Poczułam jak jego ręka wędruje na moje udo. Zacisnął ją, próbując mnie uspokoić. Potrząsnęłam zdesperowana głową, powstrzymując łzy, które z tego wszystkiego nagle sobie przypomniały o moim humorku.
-Evelyn, nic nie zrobiłaś źle. Nie musisz przepraszać, za wygadanie się. Jestem człowiekiem, a nie tylko maszyną biznesową, wiem na czym polega normalność. A wiedz, że zapunktowałaś u mnie, za taką szczerość po kilku spotkaniach.
Zdezorientowana otarłam jedną samotną łezkę. Położyłam rękę na jego ręce i uśmiechnęłam się w ciemności. Odgarnęłam włosy do tyłu i spojrzałam w bok. Dostrzegłam, że stoimy pod moja posiadłością. Widząc pusty dom, nie miałam ochoty tam iść.

-Może chcesz wejść?

**Oczami Zayna**

Nie przepadam za dziewczynami, które mi się żalą na dzień dobry. Ale z nią jest jakoś inaczej, tak jakbym ją znał od dawna, i wiem co mnie czeka. A także mam wewnętrzne pragnienie, wysłuchania jej i pomagania. O co by nie poprosiła, powinienem się zgodzić. Ma coś w sobie czarującego, co mnie przyciąga, a już sądziłem, że żadna dziewczyna na świecie nie jest w stanie tak na mnie zadziałać.
Nie chciałem wchodzić, wiedząc że jest sama w domu. Większość takich spotkań kończy się jednoznacznie, jeśli chodzi o mnie.
-Eee – za jąkałem się patrząc w jej oczy – jeśli zrobisz mi mocną kawę.
-Najmocniejszą jaką mam – odpowiedziała i wyszła z samochodu. Zgasiłem pojazd głośno wypuszczając powietrze.

-Żebyś tego nie żałował – wyszeptałem wychodząc na zewnątrz do blondynki. Zamknąłem swoje cacuszko i bramę za nami. Pierwszy raz tu jestem, więc szedłem tuż za dziewczyną. Zatrzymaliśmy się pod drzwiami, żeby Evelyn mogła odnaleźć w torebce klucze. Zajęło to chwilę, ze względu na damskie torebki. Nie wiem co w nich jest, ale moja mama i siostra też nic nie mogą tam znaleźć.
-Na reszcie – usłyszałem i ujrzałem środek domu. Blondynka pozapalała wszędzie światła i kazała mi się rozgościć. Odwiesiłem marynarkę na wieszak i poluzowałem krawat, zawsze to robię, gdy jestem w domu. To już taki zwyczaj, że mogę odetchnąć, kiedy nikt na mnie nie patrzy. Brakuje mi tu tylko mojego psa i dosłownie jak u siebie.
-Nie masz zwierzaka? - Spytałem zatrzymując się przy jednej ze ścian, gdzie wiszą dyplomy i kilka nagród. Coś jak u moich rodziców. Tam też w każdym możliwym miejscu, znajdują się nasze nagrody ze szkół i studiów.
-Niestety, chciałam mieć pieska, ale tato nie przepada – wyłoniła się z innego pokoju- zapraszam na kawę.
-Już pędzę – odpowiedziałem posyłając jej szeroki uśmiech. Czuję jak zaczyna mi się chcieć spać. Mam nadzieję, że kawa jak zawsze, postawi mnie na nogi i spokojnie wrócę do domu. Całe szczęście jutro pośpię godzinę dłużej, bo przełożyli mi spotkanie z klientem. Czasem opłaca się mieć spotkania z kimś, kto mieszka bardzo daleko i opóźni się z przylotem.

Wszedłem do kuchni, a tam czekała już na mnie Eve z dwoma napojami.
-Musisz sobie sam posłodzić – podała cukierniczkę i łyżeczkę. Sama natomiast upiła łyk, jak zdążyłem zauważyć herbaty.
-Dziękuje – pomieszałem dwa razy w prawo i lewo. Dopiero po tym mogłem spróbować – faktycznie mocna – zachichotała obserwując mój każdy ruch.
-A ty masz jakiegoś psa? Albo inne zwierzątko?
-Nie wyobrażam sobie życia, bez takiego przyjaciela – wyciągnąłem telefon i po wpisaniu hasła pokazałem jej swoją tapetę.
-Jaki słodki – skomentowała zabierając mi komórkę – mogłabym go głaskać i nawet z nim spać.
-Niestety, nie da się z nim spać, bo chcę przejąć całe łóżko.
-Ktoś duży, potrzebuje dużo miejsca – wzruszyła zabawnie ramionami. Moją uwagę zwróciła żarówka, która zaczęła nagle dziwnie mrugać, a po chwili za oknem ujrzeliśmy błysk.

-Nie wierzę – wyszeptała podchodząc i wyglądając dokładnie za okno – jakby nie mogło być burzy jutro..

-Boisz się? - Prychnąłem przypominając sobie reakcję mojej siostry, na burze. Piszczała i płakała pod kołdrą, dopóki się z nią nie położyłem. Byłem jej takim stróżem podczas wyładowań atmosferycznych. Teraz mimo wyprowadzki, to muszę się opiekować Rokim, bo jak na psa przystało – boi się strasznie huków i błysków.
-Nie tak bardzo, żeby płakać, ale boje się ciemności. A pewnie za niedługo wyłączą prąd – przeraziła się i rozpoczęła szperanie po półkach. Wyciągnęła parę świeczek i zaczęła je po kolei odpalać.
-Dlaczego wy, dziewczyny tak boicie się prawie wszystkiego? - Pomogłem jej z kilkoma i porozstawiałem po pomieszczeniu.
-Też tego nie rozumiem, ale pająki, ciemność i duchy. To chyba najgorsze możliwe moje fobie – odparła z poważnym wyrazem twarzy.
Za oknem ponownie coś błysnęło i tym razem doszedł huk. Evelyn podskoczyła, a światło momentalnie zostało odłączone.
-Świetnie – wyszeptała – przepraszam cię za to, ale jak chcesz możesz wracać do siebie..

W sumie nie wiedziałem co mam zrobić. Z jednej strony mógłbym jechać i iść spać, ale z drugiej wiem, że jest sama i nie poprosi mnie o zostanie, bo to zbyt oczywiste. Ona nie jest do tego zdolna.
-Nie chcę, żebyś źle mnie odebrała, ale może mógłbym u ciebie zostać?
-Emm..
-Po prostu coś mi podpowiada, żebym cię nie zostawiał – powiedziałem zgodnie z prawdą sprawdzając godzinę. Jest akurat czas na położenie się spać.
-Nawet jakbyś miał spać w moim pokoju? Mam duże łóżko – przerwała najwidoczniej się pesząc. Urocze.
-Jeśli ty nie masz nic przeciwko, to ja tym bardziej.

Zaprowadziła mnie do łazienki, gdzie wziąłem szybki prysznic i ubrałem jakąś bluzkę, którą mi dała. Chyba jej taty, skoro taka wielka i męskiego kroju. Ciężko było przy świeczkach cokolwiek znaleźć, ale jakoś dałem radę. Odświeżony wszedłem do pokoju, który mi wcześniej wskazała, jako swoją sypialnię. Stała w koszulce i nakładała spodnie. Zakryła się widząc mnie w progu.

-Przepraszam! - Odwróciłem się mówiąc, że nic nie widziałem. Prawda jest taka, że jest ciemno, więc na prawdę nic nie widziałem oprócz białej koszulki.
-Tak zawsze się mówi – usłyszałem sarkazm i nie mogłem się nie zaśmiać.- Już.

Zamknąłem za sobą drzwi i po omacku znalazłem się blisko łóżka. Ciuchy ułożyłem na ziemi obok, a telefon na szafce nocnej. Usiałem i poczułem bardzo miękki materac. Nie kłamała mówiąc, że ma duże łóżko. Na prawdę pomieści się tu kilka osób.
-Dobranoc – uszyłem gdzieś obok siebie.
-Dobranoc – odpowiedziałem obracając się na lewy bok. Zamknąłem oczy i próbowałem jak najszybciej zasnąć, żeby nie myśleć o swoim psie, który pewnie umiera ze strachu. Nagle coś uderzyło blisko nas, a moja „współlokatorka” podskoczyła.
-A może jednak pogadasz ze mną? - spytała przysuwając się bliżej. Poczułem zapach jej włosów i dostrzegłem niebieskie oczy.
-O czym tylko chcesz – ziewnąłem i kładąc się na plecach słuchałem monologu Evelyn...
.....................
Hej!
Wreszcie uporałam się z rozdziałem... był dla mnie jakiś taki ciężki, bo nie chciałam przesadzić, ani też ograniczyć się za bardzo ;-; wyszło co wyszło, chyba może być xdd Dajcie znać co sądzicie, wtedy będę wiedziała w jaką stronę się kierować. Bo ja już bym chciała tak rozdziałów kilka do przodu, żeby było super tak jak sobie to wyobrażam ! aaaa.... No cóż małymi kroczkami do celu <3
Co następnego! <33