środa, 10 lutego 2016

Rozdział 4.

Otarłam ręką jedną błądzącą po moim poliku łzę. Z tego transu wyrwał mnie mój telefon. Spojrzałam na ekran i odebrałam.

-Halo  - załkałam do telefonu. -Eve, gdzie jesteś? - spytał zmartwionym głosem Chris.
-W parku, tym niedaleko kliniki mojego ojca – odpowiedziałam, a po drugiej stronie usłyszałam tylko dźwięk samochodu i zakończenie połączenia.
  Odłożyłam komórkę obok na ławkę i dalej sobie myślałam nad wszystkim. Akurat teraz potrzebuje kogoś kto mnie przytuli. Mam nadzieję, że Chris zaraz przyjedzie i pocieszy mnie, a później będzie dobrze tak jak to zazwyczaj, w moim życiu bywa. Niby mam wszystko i jestem za to wdzięczna, ale moi rodzice przytłaczają mnie swoimi wymaganiami oraz żądaniami, co do mojej osoby. Mam nadzieję, że jak zdam maturę to dostanę się na studia do Los Angeles jak najdalej od nich, a w najgorszym wypadku zostanę w Londynie i będę uczęszczać na tutejsze wykłady w uniwersytecie medycznym.
  Jeśli chodzi o matury to pamiętam studniówkę, która była kilka tygodni temu. Było niesamowicie szczególnie, że mogłam wziąć ze sobą Chrisa, który był przy mnie. Przetańczyłam całą noc z chłopakiem oraz znajomymi. Raz nawet udało mi się zatańczyć z Justinem, ale potem Chris zmienił co do niego nastawienie i mój kolega nie jest dla mnie kolegom. Ehhh. 
     
       - Nie daj się prosić Eve i choć na parkiet! - błagał mnie już od godziny o ten jeden głupi taniec, ale nie chciałam. Miałam swoje słuszne powody. Jednak teraz mój chłopak poszedł zapalić więc czemu nie?
Dobra – zgodziłam się idąc z nim na środek.
Justin to jeden z najbardziej pozytywnych osób, które mogłam poznać w liceum. Myślałam, ze nikogo nie polubię tak samo jak oni mnie. Bałam się odrzucenia. Jednak poznałam Holly – którą kocham prawie jak Clari. A potem zjawiła się Kate – kręcono włosa, mojego wzrostu. Jak się okazało ma chłopaki, który nie chodzi tu do szkoły, ale ma ze sobą właśnie Justina. Czyli przyjaciela od przedszkola. Już wiedziałam, że pokocham tę trójkę szajbusów, a do tego dołączyła Monic ze swoim chłopakiem- Sean'em. Oczywiście nie zapomnę o Nick'u, który zawsze mi pomagał z matmą. Kiedy już minęło trochę czasu, zauważyłam jak bardzo polubiłam nową szkołę. Przyszłam tu z nadzieją, że nikt mi nie będzie przeszkadzał i będę dążyć do celu – zdania jak najlepiej matury. A znajomi to miły dodatek do tego życia.
-Nie wiedziałam, że dobrze tańczysz – zaśmiał się Justin kiedy to muzyka z szybkiej zmieniła się w wolną.
-Jak to nie? A kto ze mną tańczy od drugiej klasy na ocenę? - uderzyłam go w ramię. Śmialiśmy się tańcząc jak to na lekcjach w-f. U nas w szkole tak już jest, że musimy tańczyć z jednym partnerem przez rok, aż do studniówki.
-Evelyn? - usłyszałam głos Chris'a za sobą. - Chyba musimy iść.
-Stary wyluzuj, my tylko spędzamy fajnie czas – usprawiedliwił Justin. Jednak mojemu chłopakowi nie było do śmiechu. Stałam w miejscu widząc jak się wkurza i wyciąga do mnie rękę. Nie po to bym ją chwyciła tylko zaczął mnie szarpać. Czuje się okropnie, widząc jak każdy uczeń może to obserwować. Zaczął mnie ciągnąć ze sobą. Jednak mój przyjaciel mi pomógł co skończyło się bójką. A potem byłam jego Perełką, Księżniczką i koniec złego Chris'a...

Trochę boli mnie to, że ktoś kogo kocham nie akceptuje moich znajomych. Każdy kogo darzę uczuciem dyryguje mną. Zaczyna mnie to strasznie boleć.
  Nie spodziewałam się, że dotrze tu w tak ekspresowym tempie. Jak go zobaczyłam to wstałam i wskoczyłam w jego ramiona.
-Ciii, co się stało? - spytał unosząc mnie w górę i gładząc po plecach. To mnie uspokajało kiedy byłam w takim stanie - czyli po kłótni z Ojcem, ale do tego dochodzi raz na ruski rok. Na prawdę jesteśmy rodziną nie kłócącą się, ponieważ zawsze przystaje na ich propozycje i zgadzam się z ich zdaniem. Boże czemu już tak jest?!
-Wiesz czasem mam go dość – powiedziałam siadając na tej samej ławce co przedtem. Chris usiadł naprzeciwko mnie po turecku i patrzył wyczekująco na mnie.
-Wiem – odpowiedział. -Mówiłem Ci co o nich myślę, a o co tym razem poszło?

Powiedzieć, czy nie?

-Mój ojciec kazał mi zanieść książkę do swojego znajomego co nie?- pokiwał głową przypominając sobie to co mu mówiłam. - I ten znajmy ma syna. I mój ojciec nie chce, żebym miała coś wspólnego z tym Synem -przygryzłam dolną wargę z chwilą zastanowienia- I dziś z nim rozmawiałam, a Ojciec się wkurzył - Twarz mojego chłopaka zaczęła się diametralnie zmieniać. Widziałam gniew, który jeszcze nie był taki tragiczny.
-Kim jest ten syn? - spytał zaciskając pięści.
-Zayn Malik – odpowiedziałam, a on zastanowił się minutkę, jakby kojarzył skądś to nazwisko i imię.


-Akurat teraz zgadzam się z twoim ojcem. Nie chcę, żebyś się widywała i kontaktowała z takim skurwysynem jak ten biznesmen! - krzyknął wstając z miejsca. Spojrzałam dookoła czy nikogo nie ma. Na szczęście nikt nie będzie słyszał naszej ponownej kłótni.
-Ludzie co wy do niego macie?! - nie wytrzymałam napięcia i wykrzyczałam. Pożałowałam trochę tego, gdyż Chris złapała mnie mocno za ramię i pociągnął bym wstała. Od razu do mojego mózgu dotarła informacja o bólu i zaczęłam płakać.-To boli Chris!- Poluzował uścisk widząc łzy na moich policzkach i się odsunął ode mnie. Jego oczy z czarnych przeobraziły się z powrotem w te które tak kocham. Spojrzał na mnie i na swoje ręce. 

-Jaa... przepraszam... kochanie, czemu mnie prowokujesz? – wymamrotał biorąc mnie w mocny uścisk. Zaskoczona odwzajemniłam.-Nie rób tak, bo nie chcę cię krzywdzić. I proszę, tylko nie odchodź..
-Chris, nigdzie się nie wybieram. Nie musisz być zazdrosny o kogoś, kogo nawet  nie znam – nie chciałam, żeby znowu wpadł w szał. Jestem pewna, że uderzyłby mnie jakbym coś powiedziała o Maliku. Już wolałam zachować pozory i nic nie wspominać na ten temat. Czemu wszyscy coś wiedzą czego ja nie wiem?! Gdzie jest ten haczyk, którego nie mogę znaleźć? Przytulił mnie mocno do siebie, a ja próbowałam się rozluźnić, bo się wystraszyłam jego zachowania. Usiedliśmy razem na ławce i dyskutowaliśmy sobie o wszystkich głupotach omijając temat naszej kłótni i oczywiście imprezy wczorajszej gdzie to znowu mój chłopak miał napad szału, ale było minęło. Po kilkugodzinnej pogawędce i w międzyczasie byliśmy na gofrach to Chris postanowił mnie odwieść do domu. Najpierw nie chciałam, bo miałam w planach spacer, ale jednak wolałam nie odmawiać, bo nie wiadomo co by mu odbiło. Jechaliśmy pomału do domu w ciszy. Słuchałam radia i w zastanawiałam się czy ojciec zdążył poskarżyć się mamie. Przychodzą takie dni kiedy mam go dość. Jest taki opiekuńczy i nadgorliwy.
-Li, kocham cię – powiedział znienacka na podjeździe.
-Ja ciebie też – pocałował mnie w usta, a ja właśnie w tym momencie przegrałam zakład z moją przyjaciółką. Niech to szlag.
-Zobaczymy się za niedługo? - spytał z nadzieją w głosie, a ja nie mogłam zaprzeczyć.
-Za niedługo, chyba w następną sobotę jest bankiet ,na który muszę iść z osobą towarzyszącą.
-Więc idziemy razem. Okej to daj jak coś znać – pożegnaliśmy się i wyszłam z samochodu, a on odjechał.
 Stałam przez chwilę na dworze, aż w końcu weszłam do środka. Nie było jeszcze taty w domu więc poszłam na górę. Wolałam siedzieć u siebie w ciszy niż się kłócić z rodzicami.
**
-Jeszcze raz przepraszam – otarłam łzę spływającą po moim policzku. Przeprosiłam ich za swoje jednorazowe zachowanie. Jeszcze nigdy, odkąd wybuchają czasem kłótnie między nami, moi rodzice nie byli tak wściekli na mnie jak dziś. Nie widziałam nigdy, żeby mój tato uderzył w coś przy mnie z taką siłą. A do tego lekko mną potrząsł. Wystraszyłam się własnego ojca, jednak wiem, że to tylko moja wina. Wybaczyli mi na szczęście i kazali iść do siebie.  Tak naprawdę nie wiem co niby takiego zrobiłam? Odezwałam się do zakazanego „obiektu”? Na prawdę, ta sytuacja jest dziwna.


Odetchnęłam ulgą dopiero w pokoju opierając się plecami o drzwi, które jak najszybciej zamknęłam za sobą. Ruszyłam w stronę łózka i weszłam na laptopa by zobaczyć co się dzieje. Napisałam do Clari o tym wszystkim co dziś się stało. Oczywiście nie obyło się bez jej „a nie mówiłam, że on taki jest?”. Była wesoła, że wygrała zakład. Niestety, nie mogłam nie pozwolić się pocałować. Wtedy na pewno byłby zły, a to nic dobrego nie wróży. Całe szczęście pogodziłam się z rodzicami i jest jak na razie wszystko unormowane. Leżałam sobie z laptopem słuchając jakiejś muzyki na Spotify, akurat preferuje każdy rodzaj, lecz moi rodzice lubią jak słucham czegoś z klasycznych muzyków. Jak np. Chopin, Armstrong, Elton i innych takich spokojnych i starych. W sumie to lubię niektóre z ich piosenek, ale ile mogę? Przez całe dzieciństwo zostałam wychowana na takich piosenkach. Dzieci w przedszkolu się ze mnie śmiały pamiętam jak do teraz …

-Eve słucha tego pianisty, a nie Jonas Brother! - krzyknęła piegowata dziewczynka patrząc w mój telefon, który dostałam nie dawno na komunię. Miałam już płakać, ale przyszła Clari i zawsze mi pomagała z takimi rudzielcami. To się zaczęło w Londynie, bo w Bradford wszyscy byli jakoś inni.
Pewnego dnia zauważyłam niskiego szatyna naprzeciwko mojego domu. Bawiłam się lakami na parapecie kiedy dostrzegłam, że chłopczyk wyjmuje rower z garażu i rusza w drogę. Był wysoki i umiał jeździć na dwóch kółkach. Też bym tak chciała. Może go poproszą o pomoc?
-Evelyn, skarbie idziemy na plac zabaw – doszedł do mnie głos mamy więc zbiegłam szczęśliwa z parapetu po lalkę i pobiegłam do nich..

I teraz chętnie bym poszła na ten plac gdzie kiedyś się huśtałam ze swoją lalką. Odwiedziłabym babcię, która nie widziała mnie rok. Jutro już nie pojadę i za tydzień też nie, ale jakoś po maturach już mam wolne, więc pojadę na parę dni pobyć normalną dziewczyną, bez opiekuńczych rodziców nad uchem.  Moja babcia jest kochana i uwielbia moich znajomych. Ona jako pierwsza dowiedziała się o moim chłopaku. Bałam się jak cholera powiedzieć o tym mamie, a co dopiero tacie, który nigdy nie chciał bym się z kimś spotykała. Wtedy kiedy Christian zapytał mnie o chodzenie zgodziłam się, ale wystraszona weszłam do domu i zamknęłam się w pokoju, gdzie wykręciłam numer do babci. Pytała jak u mnie, czy coś się stało i czy kogoś mam. Zawsze tak pytała, aż w końcu powiedziałam, że znalazłam swoją miłość. Opowiedziałam jej wszystko, a ta tylko powiedziała, że mam jej wsparcie i bym się nie bała powiedzieć mamie. Tak też zrobiłam. Ścisnęłam swoją bransoletkę od babci i poszłam do kuchni, gdzie siedziała mama robiąc coś na laptopie. Powiedziałam jej, a ta była szczęśliwa i kazała go zaprosić na obiado-kolację. Wtedy też dowiedział się mój tato, który nie był zadowolony. I jakoś się potoczyło. Dlatego zawdzięczam mojej babci wszystko co dobre.
-Muszę się spakować – mruknęłam pod nosem i wstałam podchodząc do plecaka. Miałam tam dwa zeszyty więc dopakowałam jakieś dwa i piórnik plus podręcznik. Już sporadycznie coś robimy w książkach. Teraz tylko liczą się matury i ich zdanie, bo nie będzie ciekawie jak zawalimy. Więc dają nam luzy jeśli chodzi o naukę i zadania domowe, ale do testów przygotowują nas pełną parą codziennie nie marnują nawet chwili, przechodzą od razu do tematów z jakimi możemy się spotkać. Z jednej strony to dobrze, bo cały materiał mam w paluszku dzięki temu i przez rodziców, którzy w dzieciństwie kazali mi się uczyć. Więc nie miałam chwili wytchnienia nawet jako dziecko. Oni są strasznie wymagający jeśli chodzi o mnie i moją przyszłość. Zależy im na tym bym poszła w ich ślady. Już są pewni, że mi się uda,  a ja wiem co chcę robić.
**
Pik! Pik! Pik! Wyłączyłam to cholerstwo przekręcając się na drugi bok...
-Kochanienka, nie idziesz dziś do szkoły? - usłyszałam pukanie do swoich drzwi. Zerwałam się na równe nogi patrząc na zegarek gdzie dochodziła 7:43. Pobiegłam umyć zęby i w tym samym czasie ubierałam jeansy i bieliznę. Kiedy wyplułam piane i popłukałam usta szybko uczesałam włosy w wysokiego kuca wypuszczając parę pasemek. Rzuciłam szczotkę na półkę i ruszyłam do szafy po jakąś bluzę z logo Supermana. Zdążyłam jeszcze użyć maskary na oczy i wybiegłam biorąc plecak ze sobą oraz telefon.
-Spóźnię się! Nie wierzę, jak mogłam zaspać?! - krzyczałam zbiegając po schodach. Na dole tylko przywitałam się z gosposią i pobiegłam założyć trampki. Do ręki wzięłam skórę i swoje kluczyki. Otworzyłam auto, które zostało dla mnie wyciągnięte przed dom. Swoje manele położyłam na miejscu pasażera i zapinając pas ruszyłam do wyjazdu. Otworzyłam pilotem bramę.
Pokonałam całą drogę w rekordowym czasie. Pod szkołą zaparkowałam dokładnie za dwie ósma. Wyszłam z auta zabierając swoje rzeczy i zamykając pojazd.
-Na reszcie! - krzyknęła Holly czekając na mnie przed budynkiem rzucając papierosa
-Przepraszam, ale zaspałam i tak wyszło – przywitałyśmy się, ale nie weszłyśmy do środka.
-Nie mamy dziś lekcji tylko jakieś filmy oglądamy – powiedziała widząc moje zmieszanie. -I nie uwierzysz jak Ci coś powiem!
-No słucham – ruszyłam jednak do szkoły by przekonać się czy jest tak jak mówi.
-Wiesz kto dziś jest u dyrektora? Sam Zayn Malik! - wykrzyczała mi do ucha na co zadrżałam. - Pan Malik był sponsorem naszej szkoły, a teraz pałeczka idzie do Zayna – mówiła i mówiła tak szybko, że ledwo co analizowałam jej słowa.
-Czyli on będzie naszym sponsorem? - zapytałam jeszcze raz.
-Evelyn! Dziś przyjechał podpisać papiery dotyczące jakiś tam pieniędzy na nasze szkolne wydatki. A do tego któryś z uczniów uszkodził wczoraj jedno z jego aut. Więc pewnie uzgadnia z dyrektorem co dalej.– odpowiedziała rozglądając się dookoła jakby on zaraz miał się tam zjawić. Przypomniałam sobie kłótnie z moim tatą oraz jak Chris zareagował więc wolałam ruszyć do klasy na jakiś film. Dziewczyna niechętnie poszła ze mną. Na szczęście żadnego nauczyciela nie było tylko siedzieliśmy sami przeglądając jakąś komedię. Jednak byłam ciekawa kto rozwalił auto ważnego biznesmena? Musiał być albo pijany albo naćpany. Jedno z dwóch lub co najgorsza to i to. Nie skupiłam się na filmie tylko na Justinie, który rozśmieszał mnie do łez. Udawało mu się, bo od razu miałam lepszy humor od tego zaspania do szkoły. Minęła jakąś godzina, aż w końcu przyszedł do nas nauczyciel.
-Możecie iść do domu – powiedział zadowolony więc nic nie mówiąc wyszliśmy ciesząc się wolnym dniem. Szłam rozmawiając z Holly i Justinem, który pożegnał się ze mną i pobiegł na autobus. Natomiast moja koleżanka powiedziała, że będzie czekać na Malika. Życzyłam jej powodzenia i ruszyłam w stronę mojego samochodu. Zaczęłam szukać po kieszeniach kluczyków. Nie było ich więc otworzyłam plecak. W każdej kieszonce przeszukałam. Zaczęłam się denerwować, aż rozejrzałam się po ziemi i zobaczyłam różowego misia przyczepionego do moich skarbów. Poszłam i kucnęłam, ale ktoś mnie wyprzedził.
-Czy to Pani klucze? - spytał, a ja spojrzałam w jego oczy.
Brawo Evelyn, chcesz uniknąć problemów, a one same cię znajdują..

....................
Miłego czytania ^^ I oczywiście miłego komentowania ; *
Ja zaraz kończę ferie ;< I nic mi się nie chce ;/ A czekają mnie 3 testy jej! ehhhh
Byle do wakacji ! ^^
Pozdrawiam ; 3

środa, 3 lutego 2016

Rozdział 3.

-Wiesz właśnie wracam do domu. Możesz przyjechać po mnie o tej o, której się umawialiśmy, postaram się być już gotowa. Aaa i Chris czy mam ubrać się jakoś specjalnie?
-Nie, to zwykła impreza u znajomych. Dobrze, kochanie, więc będę odliczał czas-zaśmiałam się i rozłączyłam.
Zostawię rodzicom kartkę, że wychodzę do Clari, żeby się nie martwili. Droga powrotna do domu zajęła mi dłuższą chwilę ze względu na porę i korki na drodze.
Jak tylko byłam w domu to udałam się do siebie na górę. Ściągnęłam obcasy czując lekką ulgę. Często je zakładam, dlatego moje nogi nie cierpią już tak jak na początku. Założyłam swoje cieplutkie kapcie, wzięłam kartkę oraz długopis, po czym nabazgrałam coś i położyłam na swoje biurko, które było sterylnie posprzątane. Widać, że Isabella nudziła się dziś w domu. Ona jest taka kochana, zawsze kiedy nie było rodziców to zajmowała się mną i uczyła gotować oraz robiłyśmy mnóstwo innych rzeczy, których z mamą nie robiłam. Otrząsnęłam się ze wspomnień idąc do garderoby. Tam zatrzymałam się przed półką ze spodniami.
Teraz które wybrać? Te moje dylematy...
Zdecydowałam się na czarne rurki oraz niebieską koszulę z dekoltem w serek, a na to narzucę granatową kurtkę skórzaną. Wzięłam zestaw idąc do pokoju. Przebrałam się i usiadłam na swoim łóżku myśląc o dzisiejszej imprezie. Będę czuła się nieswojo, jak zawsze kiedy idę z Chrisem do jego znajomych.

Ehhh jesteś Eve bardzo aspołeczna..

Podpowiada moja podświadomość. Ale co poradzę, że jego koledzy są inni od moich? Są naprawdę bardzo odmienni. Jakoś nasze rozmowy się nie kleją, i ich tematy są takie nie dla mnie. Położyłam się wygodnie i przymknęłam oczy. Przemknął mi obraz z biura Malika. Mogłam zostać i skorzystać z pomocy, może bym się czegoś dowiedziała?

Musisz mniej myśleć, a więcej działać..
Gdyby to był takie proste to bym tak robiła...

**
-Wypiłam już dwa i dziękuje- Powiedziałam do kolegi mojego chłopaka, który już miał zamiar mi nalać kolejny kieliszek. Siedzimy tu od 19, a dochodzi już 22. Chris nieźle się wstawił, a mieliśmy być tu tylko chwilę. Widzę, że nici z wyjścia do restauracji, które mi obiecał. No nic, zajęłam się rozmową z jakąś rudą dziewczyną, która okazała się być kuzynką Roberta (tego co ma urodziny). Opowiedziała mi, że skończyła zawodówkę i poszła na fryzjerkę, więc jakbym kiedyś chciała to mogę wpaść zrobić sobie jakąś fryzurę. Skusiłam się na dwa drinki, które zaproponowała mi Lucy. Już nie wiedziałam gdzie jest mój chłopak, gdyż siedziałam na sofie, a on gdzieś poszedł. Powiedział, że idzie zapalić, ale tak bełkotał iż nie zrozumiałam reszty jego słów. Teraz właśnie chciałabym siedzieć u siebie w pokoju oglądając jakiś film i zajadając dobrą sałatkę przygotowaną przez Isabelle. A tak muszę tu być, martwić się o tego mojego idiotę oraz patrzeć czy czasem nikt mi czegoś nie doleje do alkoholu.
-Wiesz ja chyba pójdę już do domu - Powiedziałam wstając i wyciągając telefon z torebki. Chciałam zadzwonić, ale ktoś wyszarpał mi telefon z ręki.
-Gdzie się wybierasz?!

Czyli zaczyna się pierwsza faza...
-Chciałam iść do domu Christianie-odpowiedziałam zgodnie z prawdą patrząc na niego. W oczach już mi się kroiły łzy, bo wiem jak takie kłótnie się kończą po alkoholu.
-Na pewno?! Czy może chcesz pójść do jakiegoś fagasa! Może ten zakład to tylko głupi pomysł, na trzymanie mnie na dystans!?-Nie lubię się z nim kłócić w takich sytuacjach. Wszyscy patrzyli na nas, a ja byłam kompletnie zmieszana.
-Nie mam zamiaru iść do jakiegoś "fagasa" - zrobiłam cudzysłów w powietrzu.- Jestem zmęczona i chcę wrócić do domu - W jego oczach pojawiły się jasne iskierki, które po chwili zgasły.
-Przepraszam, Perełko – oddał mi telefon przytulając mnie.

Faza druga – czas na miłość.
-Kocham cię moja Perełko – czuje jak moje ciało drży więc nic nie mówię tylko odwzajemniam i odchodzę jak najdalej.

On tak czasem ma. W jednym momencie mógłby mnie uderzyć, a w drugim całuje i mówi, że kocha. Tak, to się nazywa zaburzenie osobowości. I właśnie Chris chyba na to choruje. Jest to absurdalne i zawsze ryzykowne, ale w końcu miłość chyba może przetrwać wszystko, co nie? Tak mi się bynajmniej teraz wydaje. Na filmach jest to takie proste, a w moim życiu jest trochę pod górkę. Postanowiłam zadzwonić do przyjaciółki.
-Co jest mała? - Spytała po odebraniu.
-Chris znowu miał jazdę..
**
-Według mnie jest dupkiem i tyle. Kiedyś już Ci mówiłam, że zasługujesz na lepszego, ale ty nie i dalej brniesz w ten związek coraz intensywniej - Powiedziała upijając łyk swojego napoju.
-Clari, mówiłam już Ci, że ja go..
-Tak, kochasz bla bla bla. Zmieńmy temat, bo kurwicy dostanę. Poznałaś Zayn'a Malika? - Spytała znienacka zmieniając temat.
-Em nie do końca. Byłam tam, ale on wszedł i uderzył mnie drzwiami i ja wyszłam. Takie zrządzenie losu - szybko wyjaśniłam, żeby się nie zaczerwienić jak wtedy.
-Co zrobił? Ty to masz szczęście – zaśmiałyśmy się.
-Szczęście?
-Widziałam jego zdjęcia na necie. Stara on ma taką klatę, że zapominam, kto to jest Josh! A jego twarz! Więc tak, miałaś szczęście go widząc- Zapiszczała podniecona. Zaśmiałam się i zrobiło się o wiele lepiej. Zawsze tak sobie poprawiałyśmy humor. W końcu nie bez powodu jesteśmy przyjaciółkami.

***
-Halo – odebrałam odkładając kubek z gorącą herbatą.
-Evelyn, kompletnie zapomniałem powiedzieć byś wczoraj wyciągnęła z tej książki jeden ważny papierek. Miałem tam numer do swojej pacjentki!- Powiedział na jednym tchu mój ojciec.- Musisz pójść znowu do Jaspera i odzyskać to.
-Tato, dopiero wstałam i...- nie dał mi dokończyć.
-Dobrze wiesz, że mam pracę i nie mam czasu! - nie mam ochoty nigdzie dziś wychodzić. Nie lubię jak on stawia mnie w sytuacji bez wyjścia. A jego gabinet znajduje się jakieś 6 budynków za firmą Pana Jaspera. Ehhh tak trudno mu wyjść na minut parę by załatwić swoje sprawy, a ja muszę w tych korkach stać.
-Rozumiem, już jadę – wstałam posyłając mamie spojrzenie typu „nie chce mi się” i poszłam nałożyć trampki. Mam na sobie dziurawe spodnie i luźną koszulkę, a na nią narzuciłam koszulę w kratkę. Musze na wierzch ubrać kurtkę, i tylko kluczyki zostały do odnalezienia. Wiszą jak zawsze na haczyku. Wyszłam otwierając pilotem samochód i jednocześnie bramę wyjazdową. Zapięłam pas, włączyłam radio i wyjechałam. Jednak na drodze nie ma takiej tragedii. Po kilkunastu minutach byłam na parkingu. Zamknęłam swoje autko i udałam się do środka. Tym razem już nie pytałam, na które piętro. Od razu pojechałam windą na 18 i tam poszłam do biura. Jedna z sekretarek tylko na mnie zerknęła, ale była czymś tak zajęta, że nie zatrzymywała mnie. Wszyscy tam dosłownie biegali od drzwi do drzwi. Nie słyszałam żadnych rozmów, więc otworzyłam ciężkie drzwi mocnym pchnięciem. Weszłam do środka rozglądając się za siwym mężczyzną. Nie znalazłam go nigdzie. Złapałam się za głowę w celu zastanowienia, gdzie on może być. Przygryzłam dolną wargę i postanowiłam się wycofać. Chciałam złapać za klamkę, ale ktoś mnie wyprzedził, o mały włos i bym dostała znowu w głowę .. Zdezorientowana spojrzałam na wysokiego Mulata.

Znowu?! Serio?!..

-Ja-ja przepraszam za najście, wczoraj zapomniałam zabrać numeru z książki - Usprawiedliwiłam się jąkając, patrząc jak czekoladowe tęczówki wypalają dziurę w mojej głowie.
-My się chyba spotkaliśmy już, prawda? - spytał nie odrywając ode mnie swojego wzroku.
-Wczoraj - odpowiedziałam uciekając wzrokiem w dół na swoje nogi.
-No tak, przepraszam za swoje maniery i za potrącenie Pani drzwiami. - Przyjrzałam się mu, miał na sobie jak wczoraj garnitur w granatowej barwie, czarne buty wypastowane oraz lekki zarost, który dodawał seksapilu oraz wieku. Po chwili zauważyłam na jego marynarce dużą plamę.
-Nic się nie stało, ale czy mógłby mi Pan pomóc w celu znalezienia tej książki? - Spytałam poprawiając opadające na moje czoło blond kosmyki.
-Oczywiście, ale najpierw muszę to ściągnąć - Rzekł podchodząc do biurka, na którym była sterta segregatorów oraz papierów. Odwiązał krawat, a następnie pozbył się ubrania wierzchniego. Pod spodem miał ciemną koszulę, w której wyglądał bardzo przystojnie. Mój wzrok bez zahamowania poleciał na tył szatyna. Dobrze, że nie patrzył na mnie, bo pewnie spaliłam buraka. Zajrzał do jednej z szuflad i wyciągnął dobrze mi znaną rzecz.
-To ona? - Spytał, a ja pokiwałam głową i podeszłam by znaleźć karteczkę.
-Tak! - Lekko krzyknęłam chowając papierek do kieszeni swojej kurtki.
-Widzę, że to coś ważnego - Głos chłopaka wybudził mnie z transu.
-Tak, to jest potrzebne memu Ojcu - odpowiedziałam i zdałam sobie sprawę, że miałam być już u taty.- Muszę iść. Jestem umówiona, przepraszam - Powiedziałam wycofując się do wyjścia zagryzając z nerwów wargę. Przyjrzał mi się dokładnie i oblizał usta.
-Czy przynajmniej mogę dowiedzieć się jak masz na imię, od Ciebie? - zdziwiło mnie to pytanie, ale wróciłam do niego wystawiając rękę na przywitanie.
-Evelyn Richardson.
-Zayn Malik – kiedy uścisnął moją dłoń, poczułam coś dziwnego. Jakby to już miało kiedyś miejsce. - My na pewno się nie znamy? - pokręciłam sprzecznie głową. Puścił mnie więc udałam się do wyjścia.
-Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda nam się spotkać, Panno Richardson - Dobiegł mnie bardzo ciężki i seksowny głos. Ostatni raz na niego zerknęłam i otworzyłam drzwi.
-Do zobaczenia - Odwróciłam się żegnając z nim. Nie oglądałam się za siebie, gdyż wolałam szybko zniknąć już z tego budynku. Zjechałam windą i od razu wyszłam. Skręciłam w prawo idąc do gabinetu mojego Ojca. Doszłam tam po 5 minutach. Tylko 5 minut, a on nie mógł sam się tam wybrać.
Weszłam grzecznie się witając z ludźmi w poczekalni. Zapukałam do drzwi i po usłyszeniu słowa „proszę” weszłam do środka.
-Mówiłaś chwile, a minęło trochę więcej niż chwila. Zagadałaś się z Jasperem?- Spytał odbierając ode mnie karteczkę.
-Z jego synem - Odpowiedziałam, a tato zachłysnął się powietrzem. Ugryzłam się w język, ale było za późno.
-Przecież mówiłem byś się od niego trzymała jak najdalej!
-Wiem, ale sam mnie uczyłeś, że jak ktoś pyta to się odpowiada. Tak było w tym przypadku. Spokojnie nie mam zamiaru utrzymywać z nim kontaktów- Wyjaśniłam nie unosząc głosu jak on.
-Evelyn, nie mogę Ci powtarzać o takich sprawach!- Oburzony aż wstał z miejsca podchodząc do okna. Widziałam, że był już podminowany więc postanowiłam wyjść z gabinetu jak najszybciej. - Zaczekaj - zatrzymałam się.- Zabraniam Ci nawet patrzeć na tego mężczyznę - I to we mnie uderzyło. Chciałam krzyknąć, uderzyć w coś zrobić cokolwiek, ale ... nie mogłam.
-Tato, nie jestem już małą dziewczynką. Umiem o siebie zadbać i decydować czy się z kimś spotkam! -Wy piszczałam nerwowo przeskakując z nogi na nogę.
-Nie wiesz co mówisz. Ten człowiek nie jest partią dla tak spokojnej i poukładanej dziewczyny jak ty. - Nie odezwałam się tylko odwróciłam na pięcie i wyszłam. .

 
...................
Hej : >
Chyba już poprawiłam tak jak chciałam większość rozdziałów i mogę zacząć z wami ponownie się "spotykać" ; P
Tak jakoś ostatnio zabrakło mi moich kochanych czytelników i musiałam coś napisać na bloga Od przyjaźni do miłości. Po prostu musiałam coś mnie tam ciągnęło xx
Ale już tutaj zaczynam od nowa funkcjonować, i trochę zmienia mi się koncepcja na opowiadanie :D
Będzie super jak będę je pisać na bieżąco : ) Bo inaczej nie mam szans na coś fajnego xx
Buziaki ! ^^

czwartek, 24 grudnia 2015

Rozdział 2..



-Co takiego jest jutro? - zdziwiłam się na jego słowa. Mama obserwowała nas jednym okiem, a drugim próbowała się skupić na telewizji.
-Obiecałem Jasperowi pożyczenie książki. Mam pracę, więc musisz mu ją zanieść – naprawdę? Aż tak lubią mnie wkopywać w różne spotkania z obcymi ludźmi? Po prostu genialnie, jak jeszcze będę musiała rozmawiać o biznesie to się załamię. Przecież nie wejdę i od razu nie wyjdę, to nie na miejscu. Dlatego będę zmuszona wypić kawę i posiedzieć ze starszym mężczyzną. Westchnęłam objeżdżając ciałem w dół na kanapie. Zamknęłam oczy, żeby się skupić.
-Zostaw ją na widoku, żebym rano się nie spóźniła, bo wiesz jak nie lubię tego robić – oznajmiłam patrząc na niego. Wstał idąc do naszej małej biblioteki. Wszyscy kochamy czytać, dlatego jeden z pokojów musieliśmy urządzić jako czytelnie. W środku jest tak magicznie. Po prostu wchodzisz i jesteś w innym świecie, przynajmniej ja tak mam. Książki są poukładane według kategorii i alfabetycznie. Można znaleźć wszystko czego się szuka. Najwięcej mamy ksiąg medycznych, bo w końcu lekarze. Potem już rożnie idzie, ale moje ulubione to oczywiście dramaty romantyczne i o podróżach. A tak to czytam to, na co w danym momencie mam ochotę. Potrafię zacząć rano, a skończyć około północy, jak tylko się zaprę.
-To one – wrócił i położył je na stole. Pokiwałam głową i zobaczyłam o czym jest jedna z nich. Przeczytałam na tyle krótki opis, i okazało się, że jest to medyczna książka o problemach z uzależnianiami. A druga natomiast opowiada o historii młodego biznesmena, jakiś kryminał.
-Ja idę się już położyć, do jutra – wstałam dając im po buziaku.
-Evelyn, jeszcze jedno – zaczął poważnie mój tato – Proszę cię, abyś jutro nie znajdowała się w pobliżu syna Jaspera.

Byłam już odwrócona do nich plecami, więc nie widzieli mojej miny. Pokiwała nieznacznie głową i ruszyłam na górę. Szłam co drugi stopień by znaleźć się jak najszybciej w sypialni. Po wejściu zatrzasnęłam za sobą drzwi zapalając światła. Stanęłam na środku i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Przydałoby się przemeblowanie. Może kolor ścian zmienić? Chociaż jakieś 3 miesiące temu zostały zmienione na właśnie te – fioletowe. Kocham ten kolor, ale jakoś tak ciągnie mnie do niebieskiego. Tylko jak przemalować sypialnię to od razu łazienkę i garderobę, innego sposobu nie widzę. Jestem zbyt pedantyczną osobą, żeby mieć w jednym pokoju fiolet, a w drugim np. czerwień. To nie jest dobre rozwiązanie dla mnie.
Skierowałam się do biurka, żeby poukładać zeszyty na poniedziałek, a przy okazji zobaczyć zadania domowe. Okazuje się, że bardzo nas lubią i nic nam nie zadają. Pewnie jest to tylko pretekst, byśmy się zaczęli bardziej przykładać do nauki. To i tak u niektórych nie działa, ale zawsze warto próbować.
Dochodzi już 10, powinnam iść się umyć i spać. Leniwie ruszyłam z jednego miejsca w stronę łóżka po piżamę. Włączyłam sobie muzykę i puściłam gorącą wodę do wanny. Nalałam zapachowego olejku, a w międzyczasie pozbyłam się ubrań i telefonu, który położyłam w pokoju na łóżku. Kiedy już wszystko miałam gotowe rozbełtałam wodę by powstała piana i weszłam do niebieskiej, emaliowanej wanny. Chwilę poczekałam by się przyzwyczaić do gorąca i się wygodnie wyłożyłam w przyjemnym zapachu unoszącym się w górę. Usłyszałam po krótkiej przerwie dźwięk przychodzącej wiadomości oraz jak ktoś do mnie dzwoni. Chciałam wyjść, bo może to coś ważnego, lecz zasługuję na chwilę przerwy od świata. A tu właśnie ją zyskuję. Taki mały azyl.

**

-Li! Kurwa gdzie ty masz ten telefon!- wykrzyczał, a ja przełączyłam go na głośnik.
-Spokojnie, brałam kąpiel-odpowiedziałam i położyłam telefon na półkę obok zlewu, a sama nasmarowałam się balsamem oraz kremem do rąk i twarzy.
-Dobra, ale racz następnym razem odebrać. A teraz do rzeczy, spotykamy się jutro ?-Kurde, wiedziałam. Jak zwykle zapomniałam o czymś, i tym razem to coś istotnego.
-Wiesz, zapomniałaaam -przeciągnęłam- ale pozwolą mi tylko muszę zanieść książki w jedno miejsce - rzekłam rozczesując włosy. Po czym ubrałam się w piżamę składającą się z błękitnych dresów oraz czarnej koszulki z rysunkiem lwa.
-Jak mogłaś zapomnieć się zapytać...- zapadła cisza. Słyszałam jak w jego głowie powtarzają się słowa „idiotka”, ale nic nie mówiłam – ehh Evelyn, w takim razie będę jutro o 19 pod domem - powiedział niby spokojnie, ale czułam zdenerwowanie w jego głosie. To znaczy, że jak zwykle wystawiam jego nerwy na pokaz. Te nasze rozmowy, a raczej kłótnie są normą. Szczególnie jak nie zrobię czegoś co chce bym zrobiła. Jest dominujący w naszym związku, a czasem zbyt dominujący. To nie moja wina, tylko mojej pamięci, która czasem zawodzi. Nienawidzę czegoś zapomnieć. Jest to najgorsze co mogę komuś, albo sobie zrobić – zapomnieć.
-Będę czekać – odpowiedziałam przeglądając się w lusterku. Przyzwyczaiłam się do takich akcji więc jestem spokojna kiedy krzyczy, że nie odbiorę telefonu, choć często mnie to jeszcze zaskakuje i denerwuje.
-A gdzie musisz jutro iść?
Jeśli chodzi o zazdrość, to Chris jest o mnie bardzo zazdrosny. Nie ważne czy to moja przyjaciółka, przyjaciel, koleżanka, babcia, wujek czy ktoś obcy. Po prostu on musi wiedzieć gdzie idę i z kim będę. Taaa, przecież on tak pokazuje jak bardzo mnie kocha. Przynajmniej ja tak to sobie tłumaczę.

-Tato kazał mi zanieść książki swojemu znajomemu-wytłumaczyłam kładąc się z pilotem na łóżko.
-Ah, czy to starszy kolega?
-Yhymm.
-Dobrze kochanie, więc nie martwię się już. Kończę już myszko, bo muszę się wyspać-usłyszałam po drugiej stronie jak ziewa. Tak słodko zabrzmiał, tak niewinnie.
-Dobranoc misiu - wysłałam buziaka i się rozłączyłam. Odłożyłam komórkę na półkę nocną, a sama ułożyłam się pod kołdrą. Przykryłam się dokładnie i chwilę pooglądałam telewizor, bo natrafiłam na końcówkę komedii romantycznej „50 pierwszych randek”. Nie puszczają tego zbyt często, ale jak już leci to miło się ogląda...

  Czy to deszcz? Spojrzałam na okno w wielkim holu czekając na swój lot. Niee, jednak to tylko ja i mój płacz. Nie mogę przestać się trząść. Co się ze mną dzieje? Przecież wreszcie uwalniam się od całodobowej ochrony. Marzyłam o tym od kilku lat. A teraz tchórzę? O nie moja droga, tak nie będzie. Wyjeżdżasz do Ameryki, na studia, będziesz lekarzem i wszystko się uda. Jednak coś mnie tu trzyma. Czuje wewnątrz, że to coś poważnego, ale nie wiem co. A może raczej kto? Chyba chodzi o Chris'a, bo kogo innego? Spoglądam cały czas na drzwi wejściowe by go zobaczyć, czekam na kogoś, na kim mi zależy.
-Nie chodzi o Chris'a – podpowiada moja podświadomość załamując mnie tym faktem.

Jak nie on to kto?
Poczułam jak ktoś łapie mnie za ramię. Przymykam oczy czując się bezpiecznie. Chce na niego spojrzeć...

-Ahhh – otwieram szeroko oczy wycierając mokre czoło od potu. Rozglądam się po pokoju. Jestem w swoim łóżku. Jest wszystko dobrze. 

Miałam wspaniały sen o studiach i wyjeździe. Ale on nie był cudowny skoro płakałam i kogoś wyczekiwałam. Chciałam przyjrzeć się dokładnie osobie stojącej obok mnie, ale przerwał mi to budzik. Przetarłam zaspane oczy. Wysunęłam obie nogi poza granice kołdry, po czym zrobiło mi się strasznie zimno. Cofnęłam je na chwilę pod kołdrę. Przygotowałam się mentalnie. Musiałam szybko wstać i udać się do łazienki. Tak też zrobiłam, po czym od razu zrobiło mi się cieplej. Przejrzałam się w lusterku co było złym pomysłem.
-Boże, wyglądasz okropnie-ziewnęłam i odkręciłam zimną wodę. Przepłukałam oczy i wyjęłam z szafki za lusterkiem szczoteczkę. Po umyciu udałam się na dół w szybkim tempie, gdyż zaburczało mi w brzuchu. Jest już późno, a mój tato do pracy z mamą wychodzą o 8. Weszłam do kuchni gdzie napotkałam naszą kochaną gosposie przy kuchence. Robiła moje ukochane naleśniczki!
-Dzień dobry-powiedziałam podchodząc do niej by zobaczyć swoje śniadanie.

-Dzień dobry, siadaj do stołu kochana -posłałam jej uśmiech i poszłam do jadalni. Już po chwili miałam przed sobą grzanki, sałatkę, sok pomarańczowy oraz naleśniki.-Smacznego-usłyszałam więc podziękowałam. Zabrałam się za jedzenie, które było pyszne.
Najedzona wróciłam do sypialni by przebrać się i umalować. Zrobiłam lekki makijaż, a włosy ułożyłam jak zwykle spinając grzywkę w górę. Kiedy wyglądałam elegancko mogłam wyjść. Po drodze z łóżka chwyciłam wcześniej naszykowaną torebeczkę, w której miałam portfel oraz telefon..

Po 30 minutach byłam na miejscu. Spojrzałam na wielki budynek stojący przede mną. Wielkie na przemian przyciemnione i przezroczyste szyby, które ciągnęły się wyżej i wyżej. Nie widziałam końca budynku, to jest jeden z tych słynnych drapaczy chmur. Z lekkim strachem ruszyłam przed siebie. Weszłam przez automatyczne drzwi i stanęłam rozglądając się w celu znalezienia jakiegoś pracownika. Zobaczyłam ochroniarza więc do niego podeszłam.
-Dzień dobry, wie Pan, na którym piętrze jest biuru Pana Jaspera Malika ?-Spytałam zatrzymując się przed nim.
-Musi pojechać Pani windą na 12 piętro, tam będzie sekretarka i dalej Panią pokieruje-odpowiedział i odszedł.

Ruszyłam w stronę windy. Nie czekałam długo na transport w górę. Ahh ta góra. Mam lęk wysokości, który próbuje przełamać. Na dodatek jadę sama. Ta podróż w górę ciągnęła się. Przed otworzeniem się drzwi poprawiłam jeszcze włosy i wyszłam. Spojrzałam w lewo znajdując wzrokiem jakąś kobietę za biurkiem. Ubrana była elegancko, włosy zaczesane w koka, a sama była bardzo młoda.
-Dzień dobry, ja do Pana Jaspera- powiedziałam niepewnie podchodząc do niej.
-Dzień dobry, Pańskie imię? - spytała wyciągając duży czarny notes spod biurka.
-Emm, nie byłam umówiona, ale proszę powiedzieć, że Evelyn Richardson przyszła - Odpowiedziałam i zaczekałam, aż kobieta wykręci numer do swojego szefa. Po krótkiej pogawędce wstała i kazała iść za sobą. Musieliśmy wsiąść do windy i pojechać na 18 piętro.

Po prostu super! Jeszcze wyżej..
echałyśmy w ciszy. Jak zatrzymałyśmy się na miejscu odetchnęłam ulgą. Kobieta podprowadziła mnie do drzwi, które były dwa razy większe ode mnie. Myślałam, że ich nie otworzę, ale co do czego okazały się być w miarę „lekkie”. Na środku było duże ciemne biurko, a tam siedział siwy mężczyzna robiąc coś na laptopie.
-Dzień dobry - rozejrzałam się by wiedzieć gdzie jestem.

-Witaj Evelyn. Masz dla mnie te książki? - dalej siedział i coś robił.
-Tak oczywiście, po to tu jestem-odparłam podchodząc i wyciągając z torebki przedmioty. Podałam je Panu i miałam już wychodzić. Jednak ten zamknął laptopa.
-Proszę usiądź, może się czegoś napijesz?-zaproponował. Przymknęłam oczy i odwróciłam się w jego stronę z uśmiechem.
-Bardzo chętnie napiłabym się małej kawy-uśmiechnęłam się, a on zadzwonił do swojej sekretarki z prośbą o dwie małe kawy. W między czasie rozejrzałam się po całym pomieszczeniu, które było ładnie wyposażone. 

-Co zamierzasz robić po liceum? - zapytał słodząc swoją kawę, aż trzema łyżeczkami cukru!
-Poszłam w ślady rodziców i za rok wybieram się na studia medyczne - podał mi cukierniczkę, lecz ja nie słodzę.

-Wszystko zostaje w rodzinie-powiedział sam do siebie. Między nami zapadła chwilowa cisza, która dla mnie była bardzo nieprzyjemna. Nagle zadzwonił telefon firmowy. Pan Jasper podszedł do biurka i odebrał. Rozmawiał z kimś chwilę, po czym się zdenerwował.-Przepraszam cię, ale mam ważną sprawę do rozwiązania.
-Dobrze, rozumiem. Miłego czytania - powiedziałam wstając i kierując się do wyjścia.
-Do widzenia Evelyn - odwróciłam się i miałam już otworzyć drzwi, ale ktoś mnie wyprzedził i uderzył nimi na szczęście nie mocno w moją głowę. Potknęłam się i poleciałam na ścianę. Wystraszona oparłam się o nią widząc jak do pomieszczenia wchodzi wysoki szatyn w garniturze.
-Musiałeś mi kazać iść rozmawiać z tymi ludźmi? Przecież wiesz, że oni są nie do wytrzymania-nie zauważył mnie i szedł w stronę swego szefa pewnym i szybkim krokiem. Otrząsnęłam się i dotknęłam obolałego miejsca.
-Spokojnie, Zayn. Musisz uważać jak chodzisz, mam gościa, którego właśnie stratowałeś - Teraz odwrócił się w moją stronę i zlustrował mnie wzrokiem. Czułam się jeszcze bardziej nie komfortowo. Nie wiem co gorsze ból głowy czy wzrok Mulata? Trzymałam się kurczowo za bolące miejsce na czole, masując siniaka by powstrzymać ból. Tak bardzo nie lubię mieć siniaków i czuć takiego bólu.
-Panna Richardson przyniosła dla mnie książki, które mam zamiar czytać na emeryturze - Powiedział Pan Jasper patrząc na mnie. To dlatego chciał mieć coś do czytania. W sumie to wygląda już na takiego, kto wybiera się na emeryturę, tylko czemu w telewizji nic o tym nie mówią? Oglądam wiadomości codziennie i nic nie słyszałam na ten temat.
Obaj przyglądali mi się z daleka. Poczułam wypieki na policzkach, więc spuściłam wzrok na stopy. Mam ochotę uciec stąd.
-Przepraszam za swoje maniery Panno Richardson - Odezwał się w końcu Zayn. Spojrzałam w jego oczy. Duże, czekoladowe, piękne oczy. Każda kobieta zapewne chce by na nią patrzył choć przez chwilę. Podszedł by mi pomóc.
-Nic nie szkodzi Panie Malik, ja i tak już muszę iść - odeszłam, ale lekko się zachwiałam łapiąc ściany, a przy okazji głowy. Wstrząs? Nieee, drzwi nie są takie olbrzymie.
-Może jednak zawieść Panią do szpitala? - zapytał podchodząc i z daleka przyglądając się mojej ranie, która zapewne zrobiła się już filetowa.
-Raczej do ojca – skomentował Pan Jasper obserwując moją osobę.
-Dziękuje bardzo za pomoc, ale wszystko zostaje w rodzinie, tak więc poradzę sobie doskonale – zaśmiałam się widząc uśmiech Pana Jaspera. Złapałam głęboki oddech i ruszyłam do drzwi, które otworzył mi Zayn Malik.
-Do widzenia – powiedział.
-Do widzenia – odwróciłam się do obydwu kiwając głową.
Kiedy zamknął drzwi szybko podbiegłam do widny, na szczęście była już otwarta i czekała. Wsiadłam wybierając odpowiedni numerek. Przyjrzałam się obolałemu miejscu. Musze przyznać, że nieźle mi przywalił. Ale nie będzie tak tragicznie jak kiedyś z moim kolanem.

Jakoś rok temu na wf, nasz wspaniały nauczyciel kazał nam zaliczyć bieg wahadłowy. Wszystko szło wspaniale, biegnę te 4 razy jak trzeba, bardzo chciałam dostać celującą ocenę. Dziewczyny głośno dopingowały mnie jak i każdą inną. Ostatni woreczek już mam kłaść i upadłam rozpędzona na prawe kolano kładąc ten klocek w kółko. Przejechałam pół sali gimnastycznej na kolanach. Odwracam się, a ten głupi przedmiot wyleciał, bo odbił się od paneli. Myślałam, że mnie coś trafi, bo zamiast dostać szóstkę, dał mi czwórkę. To i tak najmniejsze co mnie spotkało, bo po chwili zaczęłam strasznie płakać z bólu kolana. Myślałam, że sobie zdarłam do krwi skórę z tego miejsca. Wieczorem dopiero zobaczyłam wielgachnego sińca na pół nogi i wszystko było jasne. Ale poprawiłam ocenę na piątkę i było wszystko super, no oprócz właśnie lekkiej rany.

Dlatego też to co mam na głowie, jest tylko 1/4 tego co miała rok temu na nodze..

czwartek, 3 września 2015

Rozdział 1..

PIĄTEK, 12 MARZEC 2015 rok.
 
-Jesteś posrana.
-Ja? Raczej ty- odpowiedziała robiąc tą swoją niby poważną minę. Przecież od razu widać, że nie może się powstrzymać od śmiechu.
-Przypomnieć ci kto wymyślił jakiś głupi zakład? -Przewróciłam się na plecy patrząc co teraz zrobi.
-To był wspólny pomysł, okej? - dobrze, że to tylko wideo rozmowa, inaczej już dawno bym dostała. Moja kochana Clar tak jak i ja uczy się u siebie w domu. Cóż tylko zrobiłyśmy sobie przerwę i z nudów zostało rzucone hasło „zakład”. A co pod tym się kryje? Jak zwykle coś niemoralnego. Zaproponowałam brak całowania, a ta od razu się zgodziła co było dziwne. Zazwyczaj toczymy chwilowe rozmyślenia na ten temat, aż w końcu i tak wychodzi na moje. Jednak był pewien haczyk. Moja przyjaciółka wymyśliła karę dla mnie. Jeśli dam się pocałować swojemu chłopakowi w usta to w ciągu pół roku mam stracić dziewictwo z kimkolwiek. Jest jej to obojętne, bo nie lubi Chris'a, więc byłaby szczęśliwa, gdyby był to ktoś inny. Jednak ja dla niej takiej kary nie mogłam wymyślić, bo przecież ona już ma to za sobą ze swoim chłopakiem.
-Niech Ci będzie kotku, a teraz narka, bo ty mnie rozpraszasz i ten telewizor. Buziaki – zakończyłam połączenie szukając pilota by pozbyć się kolorowych obrazków, które zwracały moją uwagę. Kiedy już go miałam w ręcę to zaciekawił mnie napis na pasku.
Wywiad z gościem specjalnym! Właściciel wielkiego przedsiębiorstwa u nas za minutę na żywo! „
Lubię oglądać wiadomości, dlatego pogłośniłam.
Jeszcze chwilka.
Pomyślałam zamykając podręcznik od chemii. Teraz kończymy ponownie mydła. Już mam dość powtarzania sobie tych wszystkich reakcji i ogólnie. Mam tego dość od pierwszej klasy, a już kończę liceum. No cóż, rozszerzenie z chemii i biologii to nic łatwego, jednak kocham te dwa przedmioty. Nie wyobrażam sobie uczyć się czegoś zupełnie innego i potem iść na inne studia, niż te wymarzone.
Medycyna to jest moja przyszłość. Od dziecka mam to wpajane przez moich domowych lekarzy (mama i tata). Za niecały rok będę w Los Angeles, daleko od rodziców i będę żyła samodzielnie bez całodobowego nadzoru.
-Dobry wieczór, przepraszam za opóźnienia, ale Pan Malik nie mógł wcześniej się zjawić – przestałam myśleć i popatrzyłam na telewizor wiszący na wprost mojego łoża.
-Witam Państwa – odezwał się siwy mężczyzna stojący obok dziennikarza.
-Spotykamy się z właścicielem jednej z najlepiej prosperujących firm w rankingu Wielkiej Brytanii, jak i za niedługo całego świata.
-Bez przesady, jeszcze parę miesięcy, zanim to się stanie prawdą.
-Jaki Pan skromny, jednak nie dałby Pan sobie rady sam, czyż nie mam racji? - właściciel tej firmy zastanowił się nad pytaniem i odpowiedział z nadąsaną mina.
-Oczywiście to zasługa mojej rodziny.
-A co do tej rodziny. Czy to prawda o powrocie Pańskiego syna z Irlandii po miesięcznej nieobecności? - tutaj zapadła niezręczna cisza, którą można było obserwować przez parę sekund, które zapewne są dużo warte w telewizji.
Pan Malik nie odzywał się myśląc nad czymś.
-Nie wiem co w tym dziwnego kiedy czyjeś dziecko wraca do domu po nieobecności. Zasłużył na wypoczynek w gronie znajomych po udanej transakcji.
-Rozumiemy, ale czy ten wyjazd nie był spowodowany problemami u pana syna? - nie chciałabym mieć nigdy takiego dociekliwego wywiadu. Przecież jak ktoś nie chce mówić czegoś o rodzinie to raczej nie ma na to ochoty. A ten facet dalej ciśnie, myśląc o odkrycie Bóg wie czego.
-Nie ma żadnych problemów – odpowiedział spokojnie łącząc swoje ręce za sobą.
-Zdjęcia znalezione w internecie mówią same za siebie..
-Nie proszę Pana, mój syn po prostu żyje ostatkami młodzieńczości. Ma już tyle lat, że ja nie mogę za niego odpowiadać. Da sobie radę i na pewno nie ma żadnych problemów- wyjaśnił uśmiechając się sztucznie do dziennikarza, który zmieszał się po jego wypowiedzi.
-Dobrze, więc my dziękujemy bardzo za ten wywiad. Życzymy sukcesów i mamy nadzieję, że ponownie Pan u nas zawita po osiągnięciu rankingu świata.
-Dziękuje, dobranoc – pożegnali się uściskiem dłoni i Pan Malik zniknął sprzed kamer.
Nie sądziłam, że zainteresuje się takim mężczyzną. Uwielbiam słuchać wywiadów z mądrymi ludźmi, którzy dużo osiągnęli, a ten Pan dołączył do grona moich ulubionych.
Wyłączyłam telewizor i wreszcie skupiłam się na nauce...
*
-Kochanie dziś po szkole zobaczymy się w tej nowej restauracji. Kupiłam Ci buty, które proszę, żebyś ubrała na obiad – odezwała się mama kończąc swoje śniadanie.
-Oczywiście – odpowiedziałam także kończąc. Jeszcze zostało mi kilka łyków gorącej herbatki, która pomaga mi na stres przed szkołą. Jak tylko skończyłam jeść odniosłam po sobie naczynia i wróciłam do stołu jeszcze na chwilę. Dostałam wiadomość od swojego chłopaka, że już czekam na mnie. Pożegnałam się z rodzicami i wyszłam biorąc torebkę z kluczami i długopisem.
Chris tak jak napisał już stał naprzeciw bramki wyjściowej z mojego podwórka. Wsiadłam do jego czarnego BMW zapinając od razu pasy, bo już dobrze wiem jak mój kochany wariat potrafi jeździć. A chciałabym dożyć do przynajmniej 60.
-Hej, pysiu – znowu to zdrobnienie. Na sam dźwięk tego słowa telepie mną. Zaczynam się czuć jak dziewczyna w pewnej książce co czytałam, kiedy słyszała jedno słowo na nią wypowiedziane. Wtedy się czułą okropnie, tak jak ja teraz. Tylko moje dreszcze są odnoście jego zachowania. Ponieważ mówi tak do mnie tylko wtedy kiedy się kłócimy, a on się unosi i zaczyna całą agresję. Tylko dlatego nienawidzę jak się tak do mnie ktokolwiek zwraca, powiedziałabym mu to, ale kurde to może zaboleć, a ja nie chcę nikogo ranić. Szczególnie nie chcę by osoba dla mnie bardzo ważna poczuła się urażona w jakiś sposób.
-Hej – ucałował mnie w policzek, bo nie pozwoliłam na usta. Zdziwił się, ale odpalił papierosa i ruszyliśmy w stronę szkoły. Piękny kwiecień, jeszcze tylko 2 miesiące i matury. A potem bal pomaturalny i koniec z liceum! Nie mogę się doczekać. Moja szkoła znajduje się jakieś 15 minut pieszo, dlatego czasem nie ma sensu jechać samochodem.
Jednak jak Christian się uprze, to musi tak być. Byliśmy już po 5 minutach (przez światła) na miejscu.
-Widzimy się jutro? - spytał, a ja zapomniałam co jest jutro.- Impreza?
-Aaa, wiesz zapomniałam się spytać rodziców. Dam ci znać wieczorem co i jak.
-Evelyn, błagam nie doprowadzaj do kłótni. Zawsze jak gdzieś chcę iść z tobą to musisz pytać rodziców. Masz 19 lat! - uderzył zdenerwowany ręką w kierownice.
No to naszą poranną kłótnie czas zacząć...
-Nie złość się na mnie. Oni są tacy jacy są i nie mogę tego zmienić. Nie widzą, że nie jestem już małą dziewczynką – bronie się jak tylko mogę, żeby to wyszło jakoś dyplomatycznie bez użycia krzyków i niepotrzebnych słów.
-Powinni już dawno to dostrzec – wyburczał niezadowolony.
-Dam znać – ucałowałam go w policzek i wyszłam z samochodu idąc do budynku. Tam od razu napadła mnie koleżanka z klasy krzycząc, że za 3 minuty zaczynają i spóźnimy się jak nie zaczniemy biec w tych obcasach! Miała rację już była 7:57, a my byłyśmy na parterze. Pierwsza lekcja jest w 106 czyli trzeba wejść po schodach. Biegłyśmy ja opętane mijając młodszych uczniów dziwnie na nas spoglądających. Na schodach trochę się zrobił korek. Równo z dzwonkiem zjawiłyśmy się pod klasą, gdzie Justin zaczął się z nas śmiać na cały korytarz. Poprawiłam roztrzepane włosy oraz koszulę i jako pierwsza weszłam do klasy udając się do swojej ławki. Nauczyciel rozdał nam sprawdziany i życzył powodzenia.
Przypomniałam sobie wczorajsze uczenie i już znałam pierwszą odpowiedź.
Bułka z masłem!

Rozwiązałam wszystkie zamknięte w okamgnieniu przechodząc od razu do otwartych. Tam trochę się musiałam po zastanawiać, ale w końcu skończyłam chwilę przed czasem i wyszłam z klasy. Wszyscy dyskutowali o odpowiedziach co mnie drażniło. Po prostu tak nie lubię po teście mówić o tym teście i o odpowiedziach jakie kto miał, bo zaczynam się denerwować, że w końcu nic nie mam dobrze. Natomiast jak oddają sprawdziany to uspokajam się, bo miałam dobrze, a oni wprowadzali mnie w błąd.
Dlatego wolałam iść kupić sobie kawę do maszyny i usiąść w holu niż słuchać ich wywodów na ten temat. Przysiadłam się do jakiś pierwszoklasistek, które rozmawiały o jakimś chłopaku z mojej klasy. Pewnie chodzi o Justin'a, bo jest jedynym najprzystojniejszym mężczyzną na biol-chemie w 3 klasie. Jednak ktoś zwrócił moją uwagę. Z gabinetu Pani dyrektor wyszedł wysoki blondyn z kolczykiem w wardze. Nie widziałam go tutaj nigdy wcześniej. Zapatrzony w jakieś kartki kierował się do wyjścia. Wypiłam swój gorący napój i dołączyłam do klasy, która czekała na zajęcia z biologii. Weszliśmy i od razu nasza wychowawczyni przeszła do tematu i długiej notatki. Dziś mamy dwie biologie czyli szalejemy.
-Eve, idziemy na piwko po lekcjach idziesz z nami? - spytała Hol jak kończyliśmy naszą drugą lekcje biolki. Dziś tylko 3 lekcje i do domku. To jest piękne w piątki.
-Wiecie, że nie jestem zwolenniczką alkoholu – odparłam krzywiąc się na wspomnienie smaku piwa.
-Nie daj się prosić – wyrwał się Jus słysząc naszą rozmowę.- Nie musisz pić dużo, jedno małe za przyszłe matury – zaśmiał się widząc jak nauczycielka przysłuchuje się naszej rozmowie. Nic nie powiedziała tylko udała, że to nie miało wcale miejsca w jej obecności.
-Okej, jedno małe – zgodziłam się gestykulując palcem, a oni zaczęli triumfować. Pokręciłam głową pakując swoje rzeczy.
-Jeszcze jedno moja klaso. Od poniedziałku macie nowego kolegę, przyjmijcie go dobrze na te 2 miesiące do matur – oznajmiła Pani pakując swojego laptopa do torby – Miłego weekendu wam życzę – wyszliśmy dziękując i rozmawiając kto może przenieść się do innej szkoły tuż przed maturami i końcem roku szkolnego? Nie mieści mi się to chwilowo w głowie, bo ja nie chciałabym zmieniać środowiska na chwilę, a potem i tak bym wyjechała na studia. Pewnie to musi być spowodowane pracą rodziców, albo przeprowadzką. Może tym i tym. To jedyne wytłumaczenia takie, które teraz mi przychodzą do głowy. Na szczęście mamy bardzo miłą klasę, sądzę iż odnajdzie tu jakoś się i zaaklimatyzuje się jakoś. Nim się obejrzała już siedzieliśmy w pobliskim barze pijąc alkohol. Zeszliśmy na głupie tematy, takie jakie powinny mieć nastolatki w naszym wieku. Bo nie rozumiem jak ktoś może iść do baru ze znajomymi i rozmawiać na jakiś bardzo poważne tematy typu operacje serca. No kurde, bez przesady. Znam takiego jednego chłopaka, który jest mniej lubiany, ale właśnie potrafi takie rzeczy mówić przy piwie.
Justin jak zacznie gadać to może tak paplać do znudzenia. Oni tak szybko pili to piwo, że ja jeszcze nie skończyłam swojego, a oni już byli przy 3. Widać tą małą różnicę między nami. Jestem tą osobą bardziej hmm rygorystycznie wychowaną. Po prostu rodzicie nie preferują takich miejsc jak to i alkoholu by mi nigdy nie dali. Jak już to kieliszek wytrawnego wina do obiadu lub kolacji. Jestem w tych sprawach pilnowana, więc się im nie narażam. To tak jakby mnie zobaczyli z papierosem. Dobrze, że nie palę, bo miałabym przechlapane potem do końca życia.
Nie wiem jak moi znajomi mogą tak o pić, palić, przeklinać. Mnie najwidoczniej na to nie stać. Nie potrafię.
**
-Szybciej! - krzyknęłam do samochodu jadącego przede mną. Jadę swoim pojazdem na obiad z rodzicami i za 5 minuty będę spóźniona, a mój tato nie jest zwolennikiem spóźnialskich. Jeszcze tylko ten głupi zakręt i dojadę. No dalej!
Matko, jakie te miasta są okropne w tych godzinach popołudniowych, bo to ludzie wracają z pracy i zaczynają się nasze piękne orki uliczne. Jak nie dojadę na czas to mogę się założyć, że tato przez cały pobyt tam będzie mi wypominać spóźnienie, i to, że tak nie powinno się robić. Skręciłam na parking i biegiem ruszyłam w stronę nowo wybudowanej restauracji. Przywitał mnie młody kelner zabierający mój płaszcz. Rozejrzałam się dookoła w celu znalezienia moich bliskich. Dostrzegłam ich w koncie. Szybkim krokiem przemieściłam się w tamtą stronę. W końcu dotarłam i mogłam odetchnąć, bo jestem parę sekund przed czasem.
-Jak zwykle, na ostatnią chwilę – upomniał mnie ojciec odsuwając moja krzesło.
-Przepraszam, ale napotkały mnie zakorkowane ulice – uśmiechnęłam się przepraszająco. Podano mi menu bym sobie coś wybrała do jedzenia. Zdecydowałam się po chwili na krem z brokuł na pierwsze danie, a drugie to rybka z ziemniakami i surówkami. A do picia to co zwykle czyli moja najpyszniejsza zielona herbata.
-Jak w pracy? - spytałam i już po chwili usłyszałam super historie ze szpitala u taty. Miał ważna operację i liczyła się każda sekunda by ocalić czyjeś życie. Kocham słuchać jak moi rodzice opowiadają o różnych operacjach, to logiczne, że nie mówią imion i nazwisk, bo nie mogą. Lecz mogą mi zawsze powiedzieć jaka to byłą operacja i mówią mi zazwyczaj szczegóły tego dotyczące, które są najlepsze. Nasze dania zostały nam podane po kilkunastu minutach. Zajęliśmy się jedzeniem i teraz ja opowiadałam o dniu w szkole, pomijając mały wątek wyskoku na malutkie piwko i na dodatek potem prowadziłam samochód. Spokojnie nie jestem pijana, i nie mam tyle procentów we krwi, żeby mnie zatrzymać.
Rodzice uważnie słuchali mojej wypowiedzi, a ja szczegółowo opowiedziałam test i potem inne dwie lekcje. Po skończonym temacie zaczęliśmy rozmawiać tak ogólnie jak na co dzień. Mama pytała o jakiś koncert, tata zasugerował opere ale ja bym wolała jak już to filharmonię. Toczyliśmy krótką walkę na co iść. Oni wybrali operę, więc się wycofałam i postanowiłam zostać w domu.
Skończyliśmy już jeść, aż nagle dobiegł nas krzyk mężczyzny rozmawiającego przez telefon.
-Miałeś tutaj do cholery być 15 minut temu! Kontrahenci już czekają i się niecierpliwią! Nie interesuje mnie to, mas tu zaraz być – spojrzałam w tamtą stronę i ujrzałam tego Pana co wczoraj występował w telewizji.
-Jasper? - spytał mój tato wstając do mężczyzny.
-Jack? - wyciągnęli do siebie ręce.
-Dawno się nie widzieliśmy od tego bankietu u Goldenberg'ów – zaśmiali się na to wspomnienie. Wtedy nie jechałam z nimi, bo musiałam się uczyć do testu z angielskiego. Chyba straciłam ciekawy bankiet.- Choć usiądź z nami.
-Chętnie, bo czekam na syna, który jak zwykle się spóźnia – powiedział zdenerwowany idąc w stronę naszego stolika. Przywitał się z mamą, a na końcu ze mną. Miło się uśmiechnęłam i przedstawiłam. Z rozmowy mężczyzn można wywnioskować, że znają się dość długo, a co najdziwniejsze wspominali coś o Bradford, czyli musieliśmy mieszkać koło tego Pana. Nie słuchałam dalej ich pogawędki tylko zajęłam się kończeniem herbaty. Podziękowałam za obiad i pożegnałam się ze wszystkimi. Pan Malik przyglądał mi się bardo dokładnie, a jak odeszłam musiał coś mówić na mój temat mamie i tacie.
Dostałam swój płaszcz przy wyjściu i już ubrana wyszłam na zewnątrz. Zapatrzona w telefon szłam przed siebie i uderzyłam ramieniem w kogoś obok. Przestraszona mało co nie upuściłam telefonu. W ostatniej chwili go złapałam i spojrzałam na postać, którą staranowałam.
-Przepraszam – wydusił pierwszy ściągając z nosa czarne okulary. To wysoki Mulat z dużymi, ciemnymi oczami.
-Ja też, nie powinnam patrzeć w telefon – uśmiechnęłam się odwracając i kierując się do samochodu.
Marzę by położyć się do łóżka i pooglądać jakiś serial..
 
.............
HEJ I CZOŁEM!! ^^ 
Rozdział mi nie pasował więc całe opowiadanie zostaje zmienione.
Zaprasza tutaj (klik)!
Może nie całe opowiadanie zmienię, bo jednak wiem jak będzie ono wyglądać, ale napisane rozdziały do przodu jest ich 6 są do dupy i każdy piszę od nowa. Więc miłego czytanie ; >
BUZIAKI! < 3 
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!!! ; ** 
Każdy komentarz to kolejna motywacja dla mnie na dalszą pracę ; 3 
A i jak jakieś pytania to śmiało pytajcie odpowiem ; ** xoxo .. 

wtorek, 4 sierpnia 2015

Zwiastun ^^

Hej kochani moi! ; >
W zakładce zwiastun są dwa filmiki xd Jeden mojego dzieła i drugi zamówiony ^^
Moje opowiadanie chwilowo ma dwa zwiastuny, bo są mega ; >
Oto one :


czwartek, 23 lipca 2015

Prolog ♥

Niewinne dzieciństwo. Jakie to jest piękne być młodym i nic nie przejmującym się dzieckiem. 

1996 rok.

Esmeralda i Jacke Richardson- dwójka kochających się ludzi. On jest z zawodu lekarzem, a dokładniej chirurgiem, który dopiero zaczyna rozkręcać swoją karierę medyczną.  Natomiast Ona także robi w medycynie tylko, że w sądowej. Oboje nie narzekają na brak pieniędzy. Mają jedyną córkę Evelyn, która własnie skończyła 3 lata. Chwilowo nie chcą mieć więcej dzieci, bo jak twierdzą "Eve jest eksperymentem w ich życiu".
  Cała rodzina mieszka w pięknym Bradford, ale do czasu.  Postanowili pięknego letniego popołudnia przejść się do parku. Tam dziewczynka poszła do piaskownicy gdzie nikogo nie było, a jej rodzice zasiedli na drewnianej ławce bacznie ją obserwując. Kiedy więcej dzieci się zeszło Evelyn postanowiła pójść na huśtawkę. Bujała się jak tylko na swój wiek umiała. Lecz w pewnym momencie wypadła z jej małych rączek lalka. Wystraszona prawie się popłakała. Jednak podszedł do niej mały 10-letni chłopiec. Miał w dłoni różową księżniczkę. Podał ją dziewczynce, która wtuliła się w zabawkę jakby była ona jej całym światem.
-Jestem Zayn - Powiedział uśmiechając się i wyciągnął do niej rękę. Mała niepewnie na nią spojrzała, ale nie chwyciła. Za bardzo była nieśmiała.
-Eve - Szepnęła jeszcze sepleniąc i patrząc na swoje niebieskie balerinki. Jednak coś jej podpowiedziało by spojrzała w oczy nowo poznanego znajomego. Zahipnotyzowały ją. Nawet w tak młodym wieku poczuła coś dziwnego. Chciała odezwać się do niego lecz głos jego rodziców to zmienił.
-Zayn! - Oboje spojrzeli na dwójkę ludzi idących w ich kierunku. - Jasper i  Melissa Malik. Mężczyzna jest właścicielem jednej z największych firm z nieruchomościami , a kobieta zajmuje się prawem. - Wracamy do domu pakować się i wyjeżdżamy.
-Pożegnaj się z koleżanką - Rzekła kobieta.
-Do zobaczenia - Evelyn spojrzała ostatni raz na Zayn'a i mu pomachała. Posmutniała gdy odszedł ze swoją rodziną, ale wiedziała, że każdy ma swój dom. Lecz w swej małej podświadomości miała nadzieje, że jeszcze go spotka...

...................
Hej! Nie mogłam się powstrzymać więc dodaje prolog! ♥
Jestem jakoś tak hmm podekscytowana nowy opowiadaniem? Cyba tak ; ^
Jak zwiastun? Zostawiam go chyba już na hmm może pierwszą część? Bo planuje dwie. Ale zobaczymy ; > Pierwszy rozdział pojawi się jakoś w sierpniu, bo najpierw muszę skończył pierwszego bloga ;c Więc chwile to potrwa, ale tutaj za niedługo zacznę ^^
Pozdrawiam! ; **