czwartek, 18 sierpnia 2016

Rozdział 10


 
Nie mogę usiedzieć na miejscu dlatego chodzę w kółko po altance. Mam piękny widok na cały ogród, więc to mnie w jakiś sposób uspokaja, ale mimo wszystko nie mam sił. Nie wiem co się dzieje ze mną, a już na pewno co jest nie tak z Chrisem. Mogłam się spodziewać dziś wszystkiego, jednak zmuszania mnie do seksu? O tym nawet nie myślałam. Jesteśmy razem jakiś czas, więc powinien mieć pojęcie co o tym myślę i ile chcę na to czekać. Dobrze, że ktoś w porę zareagował, bo kolejny jego krok mógł mnie skrzywdzić. Nawet bardzo.

Poczułam czyjąś rękę na swoim ramieniu i intensywne męskie perfumy. Nie należą do mojego chłopaka, bo bym je poznała. Wzdrygnęłam się, ale pomału odwróciłam swoje ciało w stronę mężczyzny. Nie wiedziałam co powiedzieć „dziękuję” ? Przecież brzmi tak bardzo banalnie w takiej sytuacji. Jedynie mogę patrzeć w jego oczy i czuć mokre policzki. Szybko uniosłam dłoń i otarłam kilka łez. Modliłam się o cały makijaż, bo inaczej wyglądam jak wszystkie nieszczęścia tego świata. A przy tym mężczyźnie tak czy siak wyglądam okropnie, zresztą też się tak czuję. Kolejną prośbą do Góry jest to, żeby moi rodzice mnie teraz nie zobaczyli. Miałabym niezłą „rozmowę” w domu na ten temat, a raczej wielką awanturę, że jak zwykle się nie słucham.

-Wszystko dobrze? - Chwilę ciszy przerwał jego niski głos. Cały czas obserwował moje oczy, a ja poczułam się niekomfortowo.

-Znacznie lepiej niż jakiś czas temu – odpowiedziałam blado się uśmiechając. Skinął nieznacznie głową i zabrał swoją rękę z mojego przedramienia. Poczułam nagłe zimno w tym miejscu i moim ciałem zawładnął dreszcz. Zayn nie zauważył gęsiej skórki na moim ciele, na co się ucieszyłam. Przynajmniej nie będzie zmuszony dać mi swojej marynarki.

-Twój chłopak chyba nie potrafi zahamować nad emocjami – ponownie to on przerwał moje rozmyślenia. Spojrzałam najpierw na jego usta, a następnie w czekoladowe tęczówki.

-Nie zdarza się to często – wypaliłam, ale widząc jego zdziwienie musiałam szybko to naprostować – to znaczy.. to był pierwszy raz, dlatego jestem w szoku. - Uniósł zdziwiony brew ku górze, ale wyraz jego twarzy nic mi nie mówił. Zazwyczaj potrafię odczytać czy ktoś się domyśla o moim kłamstwie, jednak ten chłopak nie daje po sobie nic poznać.

-Mimo wszystko nie powinien tak traktować swojej kobiety. - Tutaj się z nim zgadzam, lecz nic nie mogę na to poradzić. Starałam się zmienić wszystko w Chrisie, nie wychodzi mi nic. Kompletnie, nawet mała próba i on po chwili zmienia się w złego chłopaka, który pragnie się ze mną kłócić i robić wiele innych krzywdzących mnie rzeczy.

Złapałam dużo powietrza widząc parę ludzi zmierzających w naszym kierunku. Przyjrzałam się i całe szczęście nie byli to moi rodzice. Mogłam spokojnie rozluźnić napięte mięśnie. Szatyn zauważył nagłą zmianę w moim sposobie stania, więc zrobił krok w tył opierając się o ściankę.

-Dziękuje za pomoc. Powinnam chyba wracać do środka, albo jechać do domu – potarłam prawą ręką o lewe ramię i zrobiłam kilka kroków na przód.

-Pozwól, że cię odprowadzę lub odwiozę – zaproponował chowając ręce do kieszeni.

Tylko jak ja to powiem rodzicom? Najlepiej jakby siedzieli cały czas z organizatorami i pili ich naleweczkę. Wtedy w jakiś sposób na spokojnie bym się przedostała z Zaynem Malikiem. Inaczej mogę się wpisać na listę śmierci.

-Spokojnie, nic ci nie zrobię – zaśmiał się widząc moje zdezorientowane spojrzenie. Poczułam przez jego śmiech gorąco na polikach. Spuściłam wzrok i ruszyłam przodem. Teraz mu nie odmówię, bo pomyśli, że się go boję. A prawda jest inna, dla mnie o wiele gorsza.

Czułam jego spojrzenia na sobie, dopóki nie dorównał do mnie krokiem. Nie byliśmy blisko, a mim to czułam jego intensywne perfumy.

-Znajdę tylko rodziców, aby powiedzieć im o moim wyjściu – pokiwał głową i odszedł do swojego stolika.

Zaczęłam się rozglądać, aż w końcu postanowiłam iść na intuicję. Kiedyś przecież byłam w każdym pomieszczeniu, a te z alkoholem było zamykane, ale Thom zawsze wiedział gdzie są kluczyki. Siedzieliśmy tam i po prostu udawaliśmy dorosłych siedzących przy winie i innych procentach. Na prawdę to były tylko oranżadki i woda, dla dzieci to tak jakby coś mocniejszego szczególnie w kieliszkach. Otworzyłam pierwsze drzwi, ale one okazały się prowadzić do dziewczęcego pokoju. Dawno w nim nie siedziałam. Ostatnio bawiłyśmy się tutaj lalkami, ale bardzoo dawno temu. Zamknęłam je i postanowiłam iść na koniec korytarzy. Tam jak dobrze pamiętałam były schodki na dół. Więc niepewnie zeszłam nimi i spotkało mnie miłe zaskoczenie. Cała czwórka siedziała sobie przy stoliku i w najlepsze się bawili.

Przynajmniej oni mają zabawę...

-O! Kochanie coś się stało? - zauważyła mnie mama, a zaraz wszystkie pary oczu były skierowane na mnie. Wzruszyłam niepewnie ramionami.

-Głowa mnie boli, więc pojadę do domu – zaczęłam spoglądając na ojca – weźmiemy taksówkę, żeby nie zawracać głowy Feliksowi – ponownie ich okłamałam. Dwa kłamstwa w jednym zdaniu, brawo Evelyn wyrosłaś na kłamczuchę. Kto by się tego spodziewał..

Spojrzeli najpierw na siebie, ale po ich szczęśliwych minach było widać, że wcale się nie skapnęli.

-Może jedźcie sobie do kina? Albo pooglądajcie coś u nas – zaproponowała mama, na co tata spiorunował ją wzrokiem.

-Niech cię odstawi i jedzie do siebie – zaproponował drapiąc się zdenerwowany po karku. Pan Goldenberg wybuchnął śmiechem.

-To samo powtarzałem mojej córce, zanim znalazła sobie jakiegoś czarnoskórego „przyjaciela”.

-Bawcie się dobrze! Do zobaczenia – pożegnałam się i szybo wróciłam na górę. Nie widziałam nigdzie Zayna, więc poprosiłam o swój płaszcz i wyszłam na zewnątrz. Stał oparty o ciemne sportowe auto i coś robił na telefonie. Widząc mnie schował urządzenie do kieszeni. Szłam chwiejąc się na obcasach na miejsce pasażera. Mulat otworzył mi drzwi i zamknął kiedy wsiadłam. Zapięłam pasy i czekałam rozpoczęcie jazdy. Czemu ja się na to zgodziłam? To będzie bardzo niezręczne parę minut jazdy w moim życiu.

-Boisz się mnie? - zapytał uchylając okno od swojej strony.

-Dlaczego tak myślisz? - wypaliłam wiedząc co ma na myśli. Jedyne co przy tym człowieku robię to kompromitacja samej siebie. Cudownie! Prychnął śmiechem wyciągając pudełko jak się okazało od papierosów. Nie pytając mnie o nic, wyciągnął jednego i go odpalił jeszcze przed opuszczeniem posiadłości, gdzie w dalszym ciągu trwa bankiet.

-Może to ze względu na twoją postawę? Siedzisz jakbyś została do czegoś zmuszona.

Ruszył wreszcie przez bramę i dostaliśmy się na drogę, a tam jak zwykle mnóstwo aut jadących nie wiadomo za czym i gdzie.

-Po prostu nie jestem przyzwyczajona do jazdy z obcymi mężczyznami – po raz ponowny nie pomyślałam, tylko od razu coś powiedziałam.

-Czy ja jestem, aż tak straszny? - spojrzał na mnie przez ułamek sekundy, który dla mnie trwał minutę – inne kobiety skakałyby ze szczęścia będąc ze mną w jednym aucie. - Poruszył zabawnie brwiami, co mnie rozśmieszyło.

-Nie jestem innymi kobietami, więc nie wiem jak się zachowują w takich sytuacjach.

-To dobrze, wolę odbiegających od normy ludzi.

Poczułam dym papierosowy, do którego jestem już przyzwyczajona. Mój chłopak też nigdy mnie nie pyta o pozwolenie na zapalenie tego świństwa. Ale co ja mogę? Każdy musi na coś umrzeć, jestem właśnie takiego zdania jako przyszły lekarz.

-Nie uważasz, że to wszystko jest bardzo dziwne? - spojrzałam w jego stronę ze zdezorientowaną miną – nasi rodzice w jakiś sposób się znają, a ja nigdy nie słyszałem o waszej rodzinie.

-Właśnie mnie też to ostatnio zastanawiało. Nie mam pojęcia co mnie ominęło, ale może wyparłam to wspomnienie – odpowiedziałam poprawiając swoja krótką sukienkę. Podwinęła się, więc musiałam ją ostrożnie zniżyć w dół. Szatyn starał się skupić na drodze, ale moje poczynania na siedzeniu go rozpraszały.

-Mam kilka teorii na ten temat, ale sam ich nie rozgryzę – przygryzłam dolną wargę czekając, aż dopowie to czego się domyślam – może chcesz mi w tym pomóc?

Słaby z ciebie podrywacz, Malik..

-Nie mam pojęcia jak zareaguje na to Chris..

-Ma w jakiś sposób reagować? - zaprowadził mnie spryciarz w kozi róg. Zdenerwowana odwróciłam wzrok na boczna szybę próbując wymigać się od odpowiedzi. Czując jego wypalający wzrok nie mogłam..

-Ty nie byłbyś zazdrosny? Każdy mężczyzna w związku jest zazdrosny o swoją dziewczynę. - Jednak umiem wymyślać coś na poczekaniu. Sądziłam, że jakoś gorzej mi z tym będzie szło.

-Niech nie traktuje mnie jak zagrożenie. To tylko załatwianie interesów bez eleganckich ciuchów – odparł wyrzucając niedopałek przez okno. Poznałam ulicę, na której właśnie byliśmy. Jeszcze jakieś 2 minuty i będę w swoim domku.

Podjechaliśmy pod odpowiednią bramę, oczywiście musiałam wskazać mu dokładny adres.

-W zamian za pomoc i podwózkę, możemy omówić twoje teorie. - Powiedziałam dopinając pasy i szykując się do wyjścia.

-Jutro wieczorem? Akurat nie mam żadnych ważnych spraw – zastanowiłam się chwilę i pokiwałam głową – będę około piątej.

-Zatem dziękuje za wszystko i do jutra – uśmiechnęłam na pożegnanie i opuściłam pojazd szatyna. Podeszłam do bramy i szybkim kodem ją odblokowałam. Kiedy znalazłam się już po drugiej stronie furtki, usłyszał odjeżdżający samochód.

-Głupia Evelyn! - krzyknęłam na siebie wchodząc do domu. Zatrzasnęłam drzwi kierując się na górę. Oczywiście mogłam powiedzieć „nie mogę, jestem już umówiona”, ale po co myśleć? Przecież można od razu skazać się na gniew Chrisa. A do tego pokłócić się z całą rodziną i być wyrzucona z domu. To jest świetlana przyszłość Evelyn, idealna dla ciebie. Każdy lekarz zaczyna od wyrzucenia go z domu...

W głębi duszy poczułam się przy nim, jakbyśmy się jakiś czas znali. Można powiedzieć, że miałam dziwne przeczucie rozmawiając z nim, a nawet po prostu siedząc i nic nie robiąc. Zaryzykowałabym mówiąc, że przy swoim chłopaku czuje się bardziej nerwowa, niż przy całkiem obcej mi osobie.

Zresztą wyjście czysto biznesowe, nigdy nikomu nie zaszkodziło. Tylko nie zapytałam gdzie idziemy... Kolejny punkt dla tej pani!

Załamana rzuciłam się na łóżko i zamknęłam oczy. Chwila snu każdemu dobrze zrobi. Szczególnie, że właśnie zaczęło padać. Dobre wyczucie czasu na znalezienie się w domu.

Następnym razem Chris nie pójdzie ze mną na takie przyjęcie. Nie będę ryzykować swojego humoru i innych. Kocham go tak bardzo, ale dziś mnie całkowicie zawiódł. Robił wiele złych rzeczy, wszystko wybaczałam. Jednak takie bankiety są dla poważnych osób. Myślałam, że on jest w stanie to zrozumieć i nie wybuchnąć z byle powodu. Zaskoczeniem była moja złość w stosunku do niego. Jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło w taki sposób mu odpowiedzieć. Jestem zaskoczona i potrzebuje przyjaciółki. Dlatego wystukałam krótką wiadomość „Potrzebuje cię ;c za 3 h u mnie?” wysłałam do Clar i nie czekając na odpowiedź, włączyłam budzik i pozbyłam się sukienki. W samej bieliźnie wskoczyłam pod cieplutką kołderkę i zamknęłam oczy. Usłyszałam dźwięk przychodzącego SMS i zasnęłam...

**

-Nie wiem jak jeszcze mam do ciebie dotrzeć – wyszeptała Clari – on cię niszczy..

Siedziałyśmy przykryte kocem na moim łóżku, z wielkimi kubkami gorącej herbaty. Wtuliłam się w przyjaciółkę i tylko głęboko oddychałam patrząc przed siebie na ekran telewizora.

-Wiem, ale nie mogę go zostawić. On ma problemy z samym sobą, jak zostanie sam to...

-Wtedy nie będziesz cierpiała i będziesz miała lepsze życie – dokończyła za mnie biorąc duży łyk – a do tego mogłabyś jutro iść i poflirtować z milionerem. Mały odskok nikomu nie zaszkodzi.

Uderzyłam ją leciutko w ramię, a ona prychnęła kręcąc głową. I po co ja jej się zwierzałam? Przecież teraz nie da mi żyć, jeśli jutro nie pójdę na spotkanie z Malikiem. A ja jeszcze nie jestem przekonana do tego. Owszem, nie lubię wystawiać ludzi i nigdy tego nie robię, ale jednak ta sytuacja może tego wymagać. Muszę coś wymyślić, żeby rodzicom powiedzieć gdzie jutro idę. Jakby to nie mogło być łatwiejsze. Przecież nie można kogoś nienawidzić tak o. Oni maja duży powód, a ja za wszelką cenę powinnam się dowiedzieć o co chodzi.

-Dziś u ciebie nocuję, bo już mi się nie chce wracać do domu – powiedziała wstając Clari. Pokiwałam głową i musiałam się podnieść, aby przynieść dodatkową kołdrę i poduszkę na łóżko. Kiedyś moja przyjaciółka spała w pokoju gościnnym, ale od niedawno stwierdziłyśmy, że moje łóżko jest ogromne i zmieści się tam z pięć osób. Więc dlaczego by nie spać razem? Nie dość, że dużo miejsca to jeszcze jest bardzo wygodnie. Mój materac nie należał do najtańszych, bo jednak na takie rzeczy nie można oszczędzać. A są same plusy tego zakupu.

Zostawiłam brunetkę samą, żeby pójść do pokoju obok. Rodzice sobie poszaleli. Dochodzi prawie 22, a tych jeszcze nie ma. Nie sądziłam, iż będą się tak długo bawić. Z drugiej strony cieszę się, bo na co dzień są strasznie zabiegani. A tak sobie odpoczną ze znajomymi. Jutro natomiast spędzimy rodzinnie poranek, a potem będę się szykowała. Kompletnie nie wiem co założę, skoro ma to być nie eleganckie wyjście. Dobrze, że spodnie zawsze są odpowiednie.

-Oglądamy coś? - Spytałam wchodząc z pościelą. Dziewczyna siedziała z nosem w moim laptopie, najwidoczniej czegoś szukając. Zaśmiałam się widząc jej porozumiewawcze spojrzenie. My to potrafimy sobie czytać w myślach.

-Właściwie już nam coś znalazłam – odchrząknęła obracając w moją stronę laptopa. Ujrzałam napis dużymi literami „Sisters”. Pokiwałam głową i zrzuciłam wszystko na łóżko.

-To co, jakieś jedzenie i możemy oglądać. - Clari wybiegła jako pierwsza z pokoju w kierunku kuchni. Kręcąc głową udałam się za nią. Ona zdążyła już przetrzepać każdą możliwą szafkę i znalazła dużo przekąsek. Ja sobie usiadła i czekałam, aż skończy wyciągać to na co miała ochotę. Kiedy nadszedł koniec, zajęłam się braniem czego popadnie i oczywiście musiałam się drugi raz wrócić. Bo ja bez zielonej herbaty długo nie wytrzymam. Za bardzo kocham ją pić. Dlatego dziewczyna ustawiła film, a ja czekałam na zagotowanie się wody..

**

-Nie słyszałyśmy jak wczoraj wróciliście – popatrzyłam na zaspaną mamę. Biedna prawie w ogóle się nie odzywała, bo najwidoczniej męczy ją kac.

-Było bardzo późno, skarbie. Musiałyście już dawno usnąć. - Odpowiedziała upijając łyk gorącej kawy. Pokiwałam głową biorąc kolejną grzankę, aby posmarować ją dżemem malinowym.

-Podaj mi mleko – szturchnęła mnie Clari, na co prawie upuściłam swoją kromkę. Spiorunowałam ją wzrokiem, ale od niechcenia sięgnęłam po szklane naczynie wypełnione białą cieczą. Dziewczyna postanowiła dziś sobie zjeść płatki, więc też i dostała mnóstwo rodzajów.

-A tato dziś nie zje z nami? - Spojrzałam na puste miejsce, gdzie zasiada zawsze jeden z moich rodziców. Najwidoczniej ten to musiał sobie nieźle zabalować. Mama tylko posłała mi słaby uśmiech i wróciła do mieszania łyżeczką w kubku. Zaśmiałam się widząc jej odpowiedź i także wróciłam do kończenia jedzenia.

Jaki ten dżem jest pyszny...

Miałam na niego ochotę od kilku dni, ale nie było okazji go otworzyć. A to jest jeszcze konfitura od babci, więc najlepsza na świecie. Gdyż ona nie daje nie wiadomo ile cukru, ze względu na mnie i mój niesmak do niego. Owszem słodycze kocham, ale wszystko ograniczam do minimum, ze względu na moją dawną nadwagę. Nie było po mnie widać, ale czułam się okropnie. Dlatego pod koniec gimnazjum wzięłam się w garść i o to jestem – szczupła i zdrowa. Gdyby nie szkoła to byłoby jeszcze lepiej, ale to wstawanie i stres daje się we znaki.

-Mamo, potem idziemy z Clar do kina. Wrócę pewnie jakoś na kolację – poczułam kopnięcie pod stołem, ale zignorowałam je – bo wyszedł nowy film, który chcemy bardzo oglądnąć.

-Jasne, nie wróć za późno i bawcie się dobrze. A ja chyba wracam do łóżka – przejechała dłonią po mojej głowie i ruszyła w stronę sypialni. Jak tylko zniknęła z naszych oczu dostałam ochrzan..

-Zwariowałaś ? Przecież twoi rodzice znają moich – szturchnęła mnie w ramię – a co jak zadzwonią? I będę sobie siedziała w pokoju, a po tobie nie będzie nawet śladu?

-Tak, wiem. Będziemy wtedy martwe - moja odpowiedź nie tylko ją zdziwiła, ale i mnie. Zawsze wolałam być rozsądna i nie łamać zasad rodziców.

-Wow – wyszeptała kończąc śniadanie – więc skoro jesteś tak zdecydowana, to jestem po twojej stronie.

-Cieszę się, że podoba ci się mój pomysł – prychnęłam wstając – a teraz zapraszam mi pomóc z ubraniami. Przecież nie pójdę w dresie.

-Jak dla mnie, możesz iść bez niczego – zaśmiała się, a ja uderzyłam ją w tył głowy. Jej odpowiedzią było jeszcze głośniejsze wybuchnięcie....
...............
Przepraszam za takie wielkie opóźnienie, ale dziś dopiero wróciłam z Niemiec i nadszedł czas na nadrobienie wszystkiego xd
Następny rozdział na pewno będzie lepszy! <3 to obiecuje xx A jak tam u was? :> Bo u mnie bardzo dobrze xx do końca wakacji mam plany, więc trzeba korzystać #yolo <3
Buziaki i czekam na wrażenia !! : **

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Rozdział 9



Całe szczęście mama nastawiła budzik i mnie obudziła. Sądziłam, że mój telefon mnie nie zawiedzie, a ten zaczął wariować.

Szybko wstałam i zaczęłam się szykować. Mam tylko dwie godziny. Dobrze, że włosy szybko mi schną, to prysznic postawi mnie na nogi. Jeszcze w piżamie pognałam do łazienki, gdzie zrzuciłam ciuchy do prania, a sama weszłam pod bieżącą ciepłą wodę. Namydliłam się karmelowym żelem i użyłam truskawkowego szamponu. Zawsze mam ochotę spróbować jak smakuje, ale w porę się opamiętuje. Spłukałam pianę i jeszcze tylko użycie odżywki jabłkowej. Wmasowałam ją w głowę i chwilę odczekałam, żeby się jej pozbyć. Czuje się czysta, więc mogę biec dalej się ubierać. Prawie jak na czyjeś wesele, każdy biega, ubrania są bardzo eleganckie i do tego fryzury jakby dopiero od fryzjera wyszły. Całe szczęście wczoraj sukienkę oraz wszystkie dodatki naszykowałam tuż przed snem.

Powinnam udać się na śniadanie, ale nie za bardzo teraz myślę o jedzeniu. Przed takimi przyjęciami wolę się nie najadać. Nie wiem jak rodzicie mogą tak spokojnie siedzieć i sobie rozmawiać. W sumie dla nich to tylko kolejne wyjście do znajomych. Powinnam się już przyzwyczaić, skoro wszędzie mnie zabierają odkąd zaczęłam chodzić. Pewnie będąc w wózku też jeździłam z nimi.

-Kochanie załóż jakąś narzutkę, bo na dworze nie jest ciekawie. Może potem się poprawi. - Mama wkroczyła akurat, kiedy stałam w samym ręczniku. Starałam się znaleźć w szafce buty, bo tylko je gdzieś schowałam.

-Jasne, zaraz coś znajdę – odpowiedziałam zarzucając na siebie tymczasowo dużą koszulkę oraz dresy. Moja rodzicielka też siedziała jeszcze w piżamie.

Muszę zająć się makijażem, bo później nie zdążę na czas z niczym. Usiadłam przed lustrem i wyjęłam wszystkie potrzebne kosmetyki. Zaczęłam od kremu, który utrzymuje mi dłużej całą resztę. Włosy były schowane pod turbanem, żeby szybko schły.

Z jednej strony lubię być pomalowana, ale jeśli mam do wyboru więcej godzin snu, to wybieram spanie. Nie przeszkadza mi dzień bez tego wszystkiego. Ale na taką okazję wolę się „odstawić”, bo nie wiadomo kogo tam zastaniemy.

*

-Evelyn! - krzyczał tato wchodząc po schodach na górę. Właśnie skończyłam robić włosy. Zostało mi tylko ubranie się i jestem gotowa do wyjścia.

-Już idę! - odparłam podbiegając do drzwi. Otworzyłam je, żeby mężczyzna się nie fatygował.

-Ile można się ubierać? Christian już czeka pod bramą.

Cholera. Zapomniałam, że miał być trochę wcześniej. Powinien zadzwonić, a nie czekać, aż ktoś go zauważy. Nałożyłam w pośpiechu sukienkę, wcisnęłam buty. Miałam już wychodzić, ale lustro mnie tak bardzo wzywało. Muszę się poprzeglądać przynajmniej parę sekund. Moją manią jest sprawdzenie dokładnie każdej strony, czy aby na pewno sukienka dobrze leży, bo może być brudna lub pogięta. Całe szczęście wszystko ze sobą współgra, a kreacja jest idealna. Tak jak sobie to wyobrażałam. Luke miał rację, muszę zacząć bardziej w siebie wierzyć, bo wyglądam bardzo dobrze. Rodzice nie mieli okazji mnie zobaczyć, więc teraz nie będą mieli nic do gadania, bo niestety nic na przebranie już nie mam. Do tego mam buty oraz narzutkę. Dosłownie wszystko już zaplanowane. Chociaż jeśli tacie coś nie podpasuje, będę pewnie zmuszona zmienić strój. Znając jego, nie wypuści mnie z domu, jak nie będzie po jego myśli. Przyzwyczaiłam się do jego humorów i mam straszny respekt do jego zdania. Czasem zdaje sobie sprawę, że się go boję i robię to co każe. Nie pamiętam żadnego dnia jak sama podejmuję decyzję i ona się ziszcza. Dopiero po jego zatwierdzeniu mogę zrobić to co chcę.

Sprawdziłam czy w małej kopertówce mam kosmetyki, telefon oraz paczkę gum do żucia. Zawsze je ze sobą noszę, na wypadek zatuszowania czegoś lub dla świeżości.

Gotowa ruszyłam do wyjścia. Pomału zeszłam po schodach, aby nie wylądować na samym dole w kawałkach.

-Mówiłam ci przecież o telefonie! – zobaczyłam chłopaka stojącego w holu. Skrzywił się na moje słowa, ale spokojnie wciągnął powietrze.

-Zapomniałem go spakować – odpowiedział zaciskając szczękę, podchodząc do mnie – dałem im wszystko, tak jak mówiłaś. Wyglądali na zadowolonych.

Ucałował mnie w policzek i wszyscy wspólnie wyszliśmy do samochodu, który od jakiejś godziny już na nas czekał. Nasz kamerdyner – Feliks – otworzył nam drzwi. W środku zawsze jest tak czysto i przejrzyście. Zajęłam miejsce przy oknie, bo strasznie lubię podziwiać widoki. Reszta mojej rodziny dołączyła do naszej dwójki i mogliśmy ruszać.

Czułam jak Chris zaciska swoją rękę na moim udzie. Stresuje się ich obecnością, albo chciałbym na mnie nawrzeszczeć za to, że go okrzyczałam wcześniej. Jak zawsze zapowiada się piękny dzień.

Mama zaczęła opowiadać coś o wczorajszym dniu, a ja udawałam iż wszystko rozumiem. Tak naprawdę nie mam ochoty niczego słuchać tylko skupić się na muzyce i opanowaniu przed bankietem. Jestem strasznie ciekawa ile osób będzie, kto będzie i czy jedzenie znowu mi tak bardzo zasmakuje. Ostatnim razem dali przepyszne babeczki z nadzieniem czekoladowym. Rozpływały się w ustach, jak babcine ciastka. A przystawki w formie małych muszelek, to było widowisko. Szynki pokrojone w taki kształt. Ogólnie chyba hasło przewodnie to „Morskie stworzenia”, gdyż nawet tort był zrobiony jako konik morski. Zachwycać się można było cały czas, przeglądając wszystkie potrawy. Moi rodzice postanowili też w tym roku zrobić coś większego, ale nie znaleźli pomysłu. Musze się ich zapytać czy już coś mają, bo taka impreza u nas w domu to coś wielkiego. Wtedy mogłabym być jak księżniczka na swoim własnym balu. Jeszcze zeszłabym tak specjalnie po schodach. Marzenia czasem się mogą spełniać, nawet te z dzieciństwa.

Przypomniałam sobie o o telefonie, który trzeba wyciszyć. Wyciągnęłam go z torebeczki i w porę wyłączyłam dzwonki, bo dostałam wiadomość od Lucasa. Zanim to odczytałam sprawdziłam co robi mój chłopak. Był wyłączony i wpatrywał się przed siebie. Odblokowałam go ponownie i weszłam w SMS.

Baw się dobrze i lśnij! Buźka – Luke”

Uśmiechnęłam się wystukując krótkie podziękowania. Schowałam komórkę zajmując się poprzednią czynnością, czyli czekaniem na dojazd.

-Bądź na miejscu, Feliksie. - Mój tato kazał mu zostać tutaj, dopóki nie będziemy wracać. Biedny będzie zmuszony siedzieć cały dzień i wieczór przed domem. Chyba, że służba ma specjalne miejsce dla siebie. Jednak nasz kamerdyner jest przyzwyczajony do wymagań mojego ojca i matki. Podziękowałam za otwarcie drzwi, a następnie chwyciłam się ramienia Christiana.

Willa nic się nie zmieniła. Dalej ogromna, jedynie widać nowe piękne kwiaty i właścicieli, którzy wyszli po nas na zewnątrz.

-Witajcie! Nie mogliśmy się już was doczekać. - Mężczyźni podali sobie rękę, a moją i mamy pan Goldberg ucałował. Tak samo zrobił tato z dłonią pani Goldberg. Pokierowali nas do wejścia, gdzie zabrano nasze płaszcze i zaprowadzono do stołu. Każdy miał ustalone swoje miejsce. Całe szczęście to tylko chwilowe, ponieważ po mowie powitalnej i tak każdy będzie chodził po cały domu, tańczył, na taras wyjdą ludzie palący, a do tego ich piękny ogród trzeba zwiedzić.

Państwo Goldberg mają dwójkę dzieci. Syn jest jest ode mnie o pięć lat starszy, a córka o rok młodsza. Będąc w podstawówce spędzaliśmy ze sobą dużo czasu. Potem zaczęło się gimnazjum i nasze drogi się rozeszły. Dawno ich nie widziałam, nawet na przyjęciach wyprawianych tutaj. Jestem co roku, a ich nie ma. Może wyjechali do innego kraju się uczyć, albo jeżdżą w tym okresie na wczasy do dziadków. Mają ich w Stanach Zjednoczonych, więc wcale się nie dziwię, że spędzają tam czas. Sama chętnie bym wyjeżdżała mając tam rodzinę.

-Czuję się nie komfortowo – otrząsnęłam się słysząc głos Chrisa.

-Dlaczego? Przecież to tylko ludzie – odparłam upijając łyk białego wina.

-Może dla ciebie są normalni, ale dla mnie to tylko zadufane snoby – wyszeptał, tak by inni nie usłyszeli. Wywołał dziwne emocje u mnie tymi słowami. Może dlatego, że ja w przyszłości też będą, jak on to ujął „zadufanym snobem”.

-Czyli mnie też masz na myśli? Albo moich rodziców? - nie wytrzymałabym siedząc obok niego i nic na ten temat nie powiedzieć. Poczułam się urażona jego słowami, nawet jeśli to dotycz obcych ludzi. Chociaż nie wszyscy są nieznani. Parę osób kojarzę i wcale nie uważam tak jak mój chłopak. Większość z nich na co dzień ratuje wiele ludzi, udziela się charytatywnie i po prostu pomaga.

-Kotek, nie mówię o tobie. Mam prawo powiedzieć to co myślę, a ty nie powinnaś się ze mną kłócić.

Zostawiłam to bez komentarza, ze względu na niechęć do mini wojny w takim towarzystwie.

Obserwowałam stół i jedzenie znajdujące się na nim Już mi ślinka cieknie na sam widok. Odwróciłam wzrok ze słodkości na osoby wchodzące na salę. Chwilowo nikogo nie znam, ale pewnie za niedługo poznam.

Na stołach były kremowe obrusy, serwetki zwinięte na kształt łabędzia. Firany zwisały do samej podłogi w kolorze brzoskwini. Wracam wzrokiem na środek salonu i dostrzegam ogromne, czarne pianino. Chyba dopiero je wyczyszczono, bo strasznie się błyszczy. Chęć zagrania na nim wzrasta z każdą sekundą patrzenia w tamta stronę. Ze smutkiem odwróciłam głowę w drugą stronę, aby dalej podziwiać. Kelnerzy jak zawsze w eleganckich strojach plus każdy miał beżowe muszki, przyczepione na szyjach. Chodzą z uśmiechem na ustach i każdemu podają lampkę wina, oczywiście do wyboru jest kilka rodzai win. Ja uwielbiam różowe i białe. To są moje ulubione. Jeszcze jeśli mają rocznik 1958 to już w ogóle marzenie. Raz babcia mnie nim poczęstowała i uznałam, że zakochałam się w tym smaku. Im starsze tym lepsze, ale jakoś ten rok najbardziej przypadł mi do gustu. Nie będę się ich pytać, bo nie należy to do ich pracy, żeby znać jakie wina mają na tacy. Oni muszą mi dać takie na jakie mam ochotę i z uśmiechem odejść.

Nie mogę się doczekać, aż wszyscy zajmą swoje miejsca i będzie można zacząć się bawić. Pragnę udać się do ogrodu i podziwiać wszystkie kwiaty. Pani Goldberg ma wszystkie kolory róż, a to jest mój ukochany kwiat. Mogę wyjść na pospolitą dziewczynę, której wystarczy czerwona róża, lecz ja wolę niebieskie lub różowe. Ale czerwoną też nie pogardzę, ważne iż chłopak coś przyniesie. Zawsze mówiłam swoim bliskim, że jeden kwiatek jest dla mnie idealnym prezentem, nie trzeba się jakoś starać by zyskać u mnie empatię. To, że jestem z dobrego domu i mogę mieć wszystko, nie oznacza że jestem zakochaną w pieniądzach egoistką. Bardzo chętnie jadam w przydrożnych barach i nie muszę co tydzień jechać do gorących krajów.

Miałam w prywatnym gimnazjum takie laski, które tylko mówiły gdzie to one nie jadą i gdzie one nie były. Każdy był tym znudzony już za drugim razem. Dobrze, że Clari nie jest tak pusta jak one i mogę zawsze z nią iść na burgera.

-Witam Pana Malika – zwróciłam uwagę na ostatnią osobę, która przekroczyła próg salonu. Moja szczęka chyba wylądowała na ziemi, a oczy rozszerzyły się jak po użyciu narkotyków.

-Przepraszam za spóźnienie, ale praca strasznie zatrzymuje ludzi. - Rozglądnął się po pomieszczeniu i usiadł bardziej na prawo, tak że nie mógł mnie zauważyć od razu. Jak by się zaczął rozglądać to znalazłabym się na linii ognia.

Pan tego domu postukał łyżeczką o swój kieliszek i tym kazał nam wszystkim wstać. Uniosłam swoje naczynie i nie ruszałam głową, aby przypadkiem nie natrafić na Zayna Malika. Chyba mój tato nie przemyślał listy gości, którzy mogą się zjawić u jego znajomych.

-Chciałem państwu bardzo podziękować za przyjście. Jest to nasz coroczny bankiet na cześć organizacji charytatywnej mojej żony – tu wszyscy zaczęli klaskać. Pani Goldberg otworzyła organizację do walki z rakiem, po śmieci jej siostry na złośliwy nowotwór. - Jak za każdym razem jest okazja do wylicytowania kilku drogocennych przedmiotów, a pieniążki zostaną przesłane na cel charytatywny. Proszę się bawić, smakować, i oczywiście zwiedzać na zewnątrz cały majątek mojej żony.

Unieśliśmy do ust kieliszki i każdy zrobił łyk. Po czym rozbrzmiały się gromkie brawa. Przez bitą minute wszyscy stali i klaskali. Państwo Goldberg podziękowali i kazali zacząć muzyką grać. Ktoś powinien wykorzystać to pięknie pianino, a nie biedne stoi i czeka na czyjeś dłonie. Po kolejnych dwóch kieliszkach sama chętnie tam zasiądę i zagram coś swojego. Zazdroszczę im, że mają własne cudo. Ja na swoje jeszcze muszę trochę poczekać, bo pokój muszą mi specjalnie wyremontować na instrumenty. Nie zmieszczę go w swojej sypialni, bo zajmie zbyt dużo miejsca. A ja potrzebuje mieć przestrzeń, by czuć się swobodnie. Więc po dłuższych negocjacjach na dole, w małym pokoiku znajdzie się miejsce. Tylko muszę poczekać parę dni na remont. Czyli zmianę farby na ścianach i poprzesuwanie wszystkich tam znajdujących się mebli.

-Idziemy zatańczyć? - Spytał Chris podając mi rękę. Spojrzałam na parkiet widząc parę par poruszających się. Wstałam i razem tam poszliśmy. Moi rodzice już od jakiejś chwili zniknęli ze swoimi znajomymi na parę kieliszeczków whisky i magicznej nalewki.

Będąc na uboczu parkietu, owinęłam ręce wokół karku chłopaka, a on położył swoje na moich biodrach. Muzyka grana jest dość wolno, czyli tylko kołysanie wchodzi w grę. Patrzyłam w oczy bruneta, a on zjeżdżał rękami w dół na moje pośladki. Uniosłam w górę brew nie wiedząc co on zamierza. Rozejrzałam się po innych osobach i na szczęście nikt nas nie obserwował. Pokręciłam głową i zrobiłam krok do tyłu.

-Kotek, tutaj jest dużo osób – wytłumaczyłam się widząc jego krzywe spojrzenie. Jesteśmy razem od jakiejś godzinki i nie wybuchnął. Zaczyna robić postępy, albo po prostu nie chce pokazywać obcym osobom swojego charakteru. Teraz też nic nie zrobił tylko pokiwał głową ponownie mnie do siebie przysuwając.

-O to i jest, piękna córka Richardsona! - zamierzałam zjeść kawałek ciasta, ale podszedł do mnie pan Goldberg.

-Tak to ja – zaśmiałam się do niego.

-Przypominasz mi bardzo moje dzieci. Ze względu, że się bawiliście w dzieciństwie razem – dotknął mojego policzka i uszczypnął go, dokładnie jak robi moja babcia.

-Strasznie mnie zastanawia gdzie oni są? Nie widziałam ich już tyle lat..

-Kochana, sądziłem że wiesz wszystko – uśmiechnął się blado – Thom wkroczył do wojska, a Monic wyjechała do Paryża, gdzie uczy się o sztuce.

To mnie zaskoczył. Przez moment mnie zatkało, bo zawsze wierzyłam iż Thomas będzie adwokatem, a Monic zostanie genialnym weterynarzem. Kochała zwierzęta jak jeszcze żadna osoba, którą poznałam. Najwidoczniej coś się jej odwidziało i robi coś co bardziej pokochała.

-Jestem w szoku, ale pozytywnym szoku – wrócił do naszego stolika Chris, który od razu zmierzył miłego starszego pana wzrokiem zabójcy. Położył rękę na moim biodrze przyciągając mnie do siebie.

-Nie będę przeszkadzał, bawcie się dobrze. - Pożegnałam go i spiorunowałam wzrokiem chłopaka. Zrzuciłam jego rękę i chciałam odejść, ale zatrzymał mnie. Mocno zacisnął dłoń wokół mojego nadgarstka i wyprowadził na zewnątrz. Nie patrzyłam na nikogo, gdyż nie chciałam pokazać swojego strachu. Czułam czyjś wzrok na sobie, ale nie poświęciłam tej osobie nawet sekundy. Znalazłam się na dworze, ale jemu nie wystarczyło. Kręci się zbyt wiele osób, a skoro Chris traci panowanie to nie chce świadków.

Głupia byłam jakąś godzinę temu, skoro oceniłam jego postęp na plus. Nie mogę się popłać. Każdy dostrzeże rozpływający się tusz i zaczerwienione oczy. Obcym mogę skłamać o alergii, natomiast moich rodziców nie da się w taki sposób oszukać.

Brunet doszedł do wybranego przez siebie miejsca i popchnął mnie w stronę ławki. Nie usiadłam na niej, tylko odwróciłam się do niego plecami. Zaczynam się go bać. Z każdym kolejnym takim wybrykiem, nie wiem co o nim myśleć i o nas.

Chłopak stał i nic nie mówił. Dopiero po chwili odwrócił mnie do siebie przodem. Położył rękę na moim policzku i delikatnie ją muskał. Pojawił się stary Chris, którego pokochałam. Ten stan nie trwał zbyt długo, bo jego ręką powędrowała do moich włosów. Kilka kosmyków wisi luzem, co ułatwiło mu szarpnięcie mnie za nie. Poleciałam głową do przodu. Poczułam okropny ból właśnie w tym miejscu, gdzie chyba wyrwał mi garść włosów, a do tego zmusił mnie do gwałtownego zgięcia w pół. Mój kręgosłup przeżywał załamanie, bo nie wiedział co się dzieje. Tak samo i ja. Wyprostowałam się ze łzami w oczach. Chciałam go ze złości uderzyć, już się zamachnęłam, ale złapał mnie za ramię uniemożliwiając dany krok. Patrzył czarnymi oczami w moje, tak jakby wpadł w trans.

-Czemu mi tak działasz na nerwy?! Chcę jak najlepiej, a ty cały czas masz coś do powiedzenia, albo nie pozwalasz mi na dotykanie twojego ciała.. Co jest nie tak, Eve?! Co ja kurwa zrobiłem?!

Krzyczał tak kropnie, że nie słyszałam głosu swojego chłopaka. Przede mną stoi obca osoba, która przyjęła jego posturę. Głos obcego kolesia z filmu o przemocy.

Nic nie odpowiedziałam, więc przejechał ręką po moich plecach i przysunął się do mnie. Stałam w bezruchu nie mogąc niczym ruszyć. Sparaliżowało mnie to co powiedział i zrobił. Po wyżyciu się fizycznie, zaczął psychicznie. Teraz czas na miłość i obwinienie mnie za całe zajście..

-Kocham cię – wyszeptał do mojego ucha próbując zjechać na pośladki. Nie powstrzymałam go więc zacisnął je z całej siły. Pisnęłam najciszej jak tylko potrafię. Nie czuje żadnej przyjemności z tego, a chyba powinnam się czuć jakoś podniecona?

-Zróbmy to, tutaj – dalej szeptał zjeżdżając ustami na moją szyję. Przyssał się i zaczął robić malinki. Pokręciłam głową i musiałam się odsunąć. Mam za mało siły, aby od razu odszedł. Stał i czułam go na swojej szyi, dopiero po chwili zebrania odpowiedniej siły, popchałam go na metr od siebie. Złapałam się w to miejsce i wymasowałam, bo nie chce mieć żadnego widocznego śladu. Natomiast jemu się to nie spodobało, stoi i z zaciśniętymi pięściami patrzy w moją stronę.

-Nie chcę – powiedziałam zbierając odwagę – to nie czas i miejsce.

Odchrząknęłam przygryzając wargę i patrząc na jego reakcję.

-Nigdy nie jest czas! Czy ty mnie jeszcze kochasz?! - zrobił krok w moją stronę i potrząsnął mną. Łzy już automatycznie zaczęły spływać, a ja błagałam aby nie spotkać rodziców.

-Czy wszystko w porządku, Evelyn? - usłyszałam ciężki męski głos. Chris puścił mnie i objął ramieniem. Po raz kolejny w mojej głowie zapanował chaos i nie wiedza na temat tego co on właśnie wyprawiał.

-Nie wiem skąd pan zna imię mojej dziewczyny, ale proszę dać nam spokój. To ona wpadła w lekką histerię, a ja starał..

-Widziałem to trochę inaczej. To pan krzyczał na nią, a do tego zaczął ją szarpać.

Zayn Malik w prawdziwej postaci.. Stara się pomóc damie wyjść z opałów. Christian nie ma szans, a do tego on wszystko widział... Teraz już w ogóle powinnam usiąść pod drzewkiem i zalać się łzami. Nie powie rodzicom, bo jeśli oni za nim nie przepadają, to raczej on za nimi też. Lecz może wspomnieć swojemu ojcu, a wtedy droga do mojego jest po linii prostej.

-Słuchaj, jeśli nie chcesz mieć problemów to zawróć i zapomnij. My sami rozwiążemy sprawę, która jest naszą osobistą rozmową. -Powiedział Chris zaciskając swój uścisk w stosunku do mnie jeszcze mocniej. Starałam się jakoś uwolnić, ale nie mogłam. Mulat cały czas obserwował moje zachowanie. Teraz schowałabym się pod kołdrę, ponieważ makijaż mi spływa i wyglądam okropnie tak jak się czuję. Niech mnie zabierze od bruneta, po prostu na dziś mam go dość. Jest moim chłopakiem, ale jesteśmy w takim miejscu, że powinien zachować spokój nawet jak bardzo go zirytowałam. Jednak ja tak wcale nie uważam, żebym była w jakiś sposób okropna w stosunku do niego. Wyraziłam swoje zdanie, może to go bardzo zdenerwowało. Chyba powinnam siedzieć całe życie jak mysz pod miotłą i zgadzać się z każdym jego słowem, to trochę przesada. Nie żyjemy w takich czasach.

-Nie wydaje mi się, aby Evelyn jakoś podobał się sposób waszej rozmowy – zaczął Malik podchodząc do nas bliżej – dlatego proszę ją puścić, bo będę zmuszony wezwać ochronę, a to już nie będzie należało do miłej rozmowy.

Mocne słowa, ale przynajmniej bez przemocy. Chris skoczyłby mu do gardła jeśli by miał możliwość, albo jeśli ten by zaczął.

Poczułam jak jego ręce zostawiają moje ciało w spokoju. Korzystając z okazji odbiegłam od niego zakrywając usta. Zatrzymałam się przy swoim „rycerzu”.

-Chcę, żebyś opuścił to przyjęcie natychmiast – powiedziałam pewnie do swojego chłopaka. Nic więcej nie chciałam słyszeć, ani mówić. Na dziś wykończył mnie we wszystkich możliwych sposobach. Dalej nie wiem co się stało jakiś czas temu, ale to nigdy nie jest do zrozumienia. To trzeba przeżyć. Dlatego ruszyłam w następną alejkę, gdzie stoi duża drewniana altanka. Będę tam siedzieć, dopóki mi nie przejdzie stan roztrzęsienia, albo dopóki mnie nie zabiorą..

piątek, 15 lipca 2016

Rozdział 8



-Zapraszasz mnie do siebie? - przerwa na wdech – czy to jakiś postęp?-Wytrzeszczył oczy czekając na moją odpowiedź.

-Oczywiście, Luke. To już miłość – wyśmiałam go wsiadając do swojego samochodu. Chłopak nie jeździ do szkoły własnym pojazdem, więc wrócimy moim cudem. -Pasy.

Upomniałam go, gdy zasiadł na siedzeniu obok. Wybuchnął śmiechem, a następnie je zapiął. Włączyłam radio i ruszyłam. Dzień w szkole wykończy nas psychicznie, jak i fizycznie. Jeszcze tyle materiału naraz nigdy nie miałam. A to podobno już końcówka liceum. Czego tu można się jeszcze nauczyć pod koniec.

Dziś moi rodzice pracują do nocy, a Chris wyjechał z miasta po garnitur. Więc poprosiłam przyjaciółkę o przyjazd do mnie, ale ona już umówiła się z chłopakiem. Dlatego moją ostatnią deską ratunku jest Lucas, który musi mi pomóc z ubraniem na jutro. Nie traktuje go jako „przyjaciele geja” po prostu potrzebuje męskiego oka.

Zamknęłam bramę i samochód. Następnie pierwsza szłam w kierunku drzwi do domu. Otworzyłam je kluczami, a następnie wpuściłam znajomego do środka.

-Nie jesteś psychole? - spytałam ściągając buty.

-Za późno na takie pytania. - Zaśmiał się robiąc to samo co ja. Znalazłam swoje kapcie, a on nie chciał.

-Coś chcesz pić lub jeść?

-A co możesz mi zaoferować? - odpowiedział pytaniem na pytanie. Nie lubię grać w takie gierki.

-Chyba mam spaghetti – szłam do kuchni, a chłopak podążał za mną. Otworzyłam lodówkę, gdzie tak jak myślałam był makaron. Wstawiłam czajnik na herbatę i zajęłam się podgrzewaniem obiadu. Na szczęście nie jest kupny, tylko nasza kochana gosposia go zrobiła dziś rano. Tak bardzo ją kocham za te pyszności. Zawsze wie co ugotować, aby mnie uszczęśliwić.

-Ładny masz ten dom. - Luke usiadł przy blacie i zaczął się bawić jabłkiem.

-Mogę cię oprowadzić, jeśli chcesz. - Pokiwał głową, więc wyszłam i skierowałam się do salonu. Są tam nasze rodzinne zdjęcia, dużo pamiątek ogólnie. Chłopak oglądał każde zdjęcie i śmiał się ze mnie. Następnie zaprowadziłam go do biblioteczki, gdzie czuć magię książek.

-Wow – skomentował biorąc do ręki pierwszą książkę – jakbym był w Narni.

Usłyszałam gwizdanie czajnika, więc pognałam biegiem do kuchni. Zostawiłam blondyna samego, może się nie zgubi.

Ściągnęłam z gazu czajnik, i zalałam przyszykowaną herbatę. Prawie przypaliłam jedzenia, gdyby nie gwizdek. Pewnie musielibyśmy zjeść kanapki, albo szybkie zupki.

-Luke! - Krzyknęłam stawiając na stole w jadalni dwa talerze i kubki z napojami.

-Chwila, bo nie wiem gdzie! - usłyszałam za ścianą. Kręcąc głową usiadłam i upiłam łyk zielonej herbaty. Dopiero po chwili dołączył do mnie Lucas, który najwidoczniej naprawdę się zgubił. Dla mnie jest to nie do pomyślenia, bo znam każdy zakątek na pamięć. Mogłabym dojść w wyznaczone miejsce z zamkniętymi oczami.

-Pyszne – skomentował pierwsze kęsy. Pokiwałam głową, bo zgadzam się z nim, Wszystko co ugotuje Isabella jest godne zachwytu.

-Te buty są ładniejsze – powiedział przekręcając się na moim łóżku – ale pokaż wreszcie tą sukienkę!

-Chwila, wszystko w sowim czasie. - Wzięłam obcasy i poszłam do łazienki. Ściągnęłam z siebie dzisiejszy ubiór, a następnie włożyłam sukienkę oraz wszystkie dodatki. Rozpuściłam włosy, które po obiedzie związałam w luźnego koka. Przejrzałam się w lustrze. Sukienka dopasowana idealnie podkreśla moje kształty.

-Evelyn! Umieram tuuu! - Otworzyłam drzwi i pokazałam się blondynowi. Zlustrował mnie wzrokiem od góry na sam dół. Zaklaskał i zagwizdał. Czuje wypieki na policzkach, ale postanowiłam nie zwracać na nie uwagi. Zawsze w takich sytuacjach, jak i każdej innej potrafię się zaczerwienić co jest do bani.

-Mogę tak jutro iść? - Spytałam okręcając się wokół własnej osi.

-Serio pytasz? - pokiwałam głową – przecież wyglądasz super. Nie wiem po co ja ci byłem, skoro pewnie sama widzisz siebie w lustrze.

-Żałujesz, ze spędzasz ze mną cały dzień? - prychnęłam – wiesz, wielkie dzięki „przyjacielu” - zrobiłam cudzysłów, a następnie wybuchnęłam śmiechem.

-Wiesz co mogłem dziś robić? Wyrywać laseczki, ale wolałem pomóc takiej jednej lasce, która wygląda PIĘKNIE! Jestem jebanym ideałem na męża.

-Sam w to nie wierzysz – przerwałam jego monolog, a on zwątpił na chwilę. Zrozumiał i posłał mi jeden ze swoich głupich uśmieszków.

-Twój chłopak nie ma nic przeciwko, że spędzam z jego dziewczyną cały dzień? W dodatku u niej w domu? - Wzruszyłam ramionami, bo nie mówiłam nic Chrisowi. Wiem jaka by była jego reakcja, gdyby się dowiedział o Lucasie. Chcę tego uniknąć szczególnie, że strasznie zaczynam lubić tego chłopaka. Jeszcze nic nie wspominałam mu o Christianie, bo na takie historie potrzeba dużo zaufania. Albo przynajmniej więcej czasu razem. Wtedy nie weźmie mnie za głupią zaślepioną dziewczynę.

-Li? - dotknął mojego ramienia, na co otrząsnęłam się – okej?

-Tak, wszystko super. - Uśmiechnęłam się wracając do łazienki, aby ubrać wygodne dresy. Sukienkę powiesiłam, żeby nic się jej do jutra nie stało, inaczej nie miałabym w czym iść. Musiałabym ubrać jakaś starą rzecz, albo iść w spodniach jak to przystało.

Kiedy wróciłam do swojej sypialni blondyna tam nie było. Rozejrzałam się po pokoju, aż w końcu zrezygnowana wyszłam na korytarz. Skoro zgubił się na dole, to na górze mógł naprawdę zaginąć. Nasz dom jest ogromny, naprawdę każdy kto nigdy tutaj nie był, może nie wiedzieć gdzie wyjść. Mamy mnóstwo korytarzy, małych przejść z jednego pokoju do drugiego, a w dodatku mnóstwo pomieszczeń. Sypialnia rodziców jest zamknięta, więc raczej tam nie wszedł. Następna jest łazienka, ale drzwi także są zamknięte. Weszłam do pokoju ćwiczeń, a on sobie siedział i przeglądał wszystkie moje płyty. Skrzyżowałam ręce na piersi i odchrząknęłam.

-Nie uczyli cię, żeby nie grzebać w czyiś rzeczach? -Spytałam podchodząc i zabierając mu moją własność.

-Nie bądź taka! Chciałem zobaczyć co ćwiczysz – bronił się gestykulując, więc oddałam mu płytę, a resztę odniosłam na półkę.

Usiadłam obok niego i zajęłam się przeglądaniem telefonu. Weszłam na Facebook'a, żeby sprawdzić co słychach u innych. Tak jak zawsze, polubiłam kilka nowych zdjęć oraz dodałam parę komentarzy. Weszłam jeszcze na pocztę, żeby sprawdzić ktoś do mnie napisał. Jak zwykle głucho wszędzie. Wylogowałam się i wróciłam do świata żywych, a raczej półżywych, gdyż mój znajomy leżał na plecach z zamkniętymi oczami. Chyba nie było mnie dłuższą chwilę. Tak to już jest, kiedy internet cię wciąga na jedyne 5 minut, a robi się z tego 35.

Szturchnęłam go w bok, na co usłyszałam mruknięcie. Nie wierzę, on naprawdę zasnął. Z westchnięciem wstałam i zostawiłam go samego. Wróciłam do swojego pokoju gdzie wypakowałam plecak i pościłam sobie muzykę.

Isabella przyniosła mi dużo ubrań z prania, więc czas je poukładać na półki, bo strasznie wyglądają na moim krześle. Tego siedzenia przez kupę ubrań już nie widać. Otworzyłam szafę i zaczęłam wszystko składać. Oczywiście nie wszystko, bo tutaj są podręczne rzeczy, a w mojej garderobie dam całą resztę.

Z jednej strony jestem zadowolona, że mam garderobę, ale jest to dla mnie dwa razy więcej sprzątania. Oczywiście nasza gosposia mogłaby za mnie to wszystko robić, ale nie jest aż tak rozpieszczona, żeby nie poradzić sobie z własnymi rzeczami. A w dodatku nie jestem zapracowana całymi dniami. Oczywiście zdarza się bardzo ciężki tydzień w szkole, ale wtedy sprzątanie odkładam na jakiś weekend. W tym wypadku jutro mnie nie ma, więc skoro mam chwilę czasu to czemu by nie skorzystać? Przynajmniej będę miało czysto w sypialni..

*

-Mógłbyś już wstać? - potrząsałam lekko chłopakiem, który od dwóch godzin leży na dywanie i wygląda jak trup. Sprawdziłam kilka razy czy na pewno oddycha. Jego odpowiedzią było mlaskanie i obrócenie się na bok. Rodzice wracają dopiero w nocy, więc może tutaj spać, ale w razie niespodziewanych odwiedzin ze strony Chrisa? Byłoby bardzo źle, oj bardzo. Ponownie nim poruszyłam, na co tym razem otworzył zaspane oczy. Początkowo nie wiedział co się dzieje, a po chwili dopiero mnie dostrzegł. Usiadł i przetarł oczy.

-Co ja tu robię? -Wyjął telefon sprawdzając godzinę.

-Zasnąłeś jakiś czas temu, więc cię zostawiłam. - Przeczesał ręką włosy i wstał.

-Przepraszam cię za to, ale nieźle padnięty jestem po całym tygodniu.

-Może chcesz kawy? Ona zawsze pomaga. - zeszliśmy wspólnie na dół.

-Ja już chyba pójdę. Najchętniej zasnąłbym i wstał w niedzielę. - Ucałował mnie w policzek i wyszedł. Zamknęłam drzwi na klucz, oraz wpisałam hasło do alarmu.

Ponownie samotny wieczór spędzę na kanapie z laptopem i filmami. Wstawiłam mleko na gaz, aby zrobić sobie kakao. W międzyczasie ruszyłam do swojego pokoju, żeby uruchomić laptopa i nastawić jakiś ciekawy film. Przeglądałam notatki, gdzie mam zapisane różne tytułu. Padło na „6 years”. Oglądałam sobie kiedyś zdjęcia w Google i natrafiłam na taki tytuł. Obrazek zaciekawił mnie i zachęcił, tak też dziś obejrzę i ocenię. Uwielbiam siedzieć i oglądać wszystkie filmy, jakie tylko istnieją na tym świecie. Oczywiście są wyjątki, bo nie zniosę wszystkiego, ale większość toleruję lub kocham.

Wracając do kuchni, gdzie mleko prawie wykipiało natknęłam się na jedzenie. Jak ja dam rade siedzieć w pokoju przed laptopem bez podjadania? No właśnie teraz ciężko by było. Wzięłam kilka owoców, orzeszki ziemne oraz chrupki czekoladowe. Jak się bawić to po całości. Ledwo się zabrała, ale w jakiś sposób weszła do sypialni zamykając nogą drzwi. Kubek z gorącym napojem postawiłam na biurku, a inne przekąski rzuciłam na łóżko obok laptopa. Ściągnęłam z siebie spodnie i w samej koszulce oraz bieliźnie zaniosłam kakao na szafkę nocną. Sprawdziłam telefon, a następnie wygodnie się usadowiłam pomiędzy kilkoma poduszkami. Czuję się jak w klatce, ale bardzo wygodnej. Położyłam sobie laptopa na kolanach, zerknęłam na jego stan baterii. Na szczęście jest podpięty i się ładuje. Już w pełni gotowa nałożyłam na uszy słuchawki i włączyłam play...

Wiedziałam, że to tak się skończy. Jednak wierzyłam do końca, że jej nie zdradzi.. Faceci są tacy sami. Wystarczy go sobie owinąć wokół palca i bum! Potrafią zostawić długoletni związek za sobą. Ta ich miłość trwała 6 lat, a była tak bardzo chora. Niby się kochali, nie mogli bez siebie chwili wytrzymać, a momentami mnie przerażali. Nie wyobrażam sobie takiej kłótni między mną i Chrisem. Bójki w związku też nie są ciekawe.

Następnym razem przygotuje się psychicznie na taki film. Bo ciężko mi teraz go do końca przetrawić. Dlatego zamknęłam laptopa i wstałam zabierając rzeczy do zmywania na dół. Narzuciłam na siebie dług sweter, bo zaczyna się robić chłodno.

Nie lubię siedzieć sama tyle godzin, bo dostaję kręćka. Moi rodzice mają piękne zawody, ale dałabym wiele by wracali trochę wcześniej. Czułabym się bezpieczniej i lepiej, bo mogłabym z kimś porozmawiać. A tak mamy dla siebie tylko weekendy, lub jakieś wyjazdy. Wtedy są cali dla mnie, lecz nie do końca. Gdyż pacjenci wydzwaniają i się żalą.

Umyłam kubek po kakao i wstawiłam wodę na zieloną herbatę. Czuje się przesłodzona przez jedzenie i słodkie picie. Czekając na wodę wzięłam telefon i sprawdziłam czy ktoś do mnie pisał. Clari na Facebooku wysłała mi dwa zdjęcia. Odpisałam na nie i zajrzałam na główną stronę. Znajomi dodali jakieś nowe zdjęcia. W końcu mamy początek weekendu, więc większość wyjeżdża i odpręża się poza miastem. Muszę porozmawiać ze swoim chłopakiem, żeby też pojechać przed maturami nad jakieś jezioro, albo po prostu pojechać do dziadków. Nie zabrałam go tam nigdy, bo traktuje to miejsce jako azyl. A w takim „raju” nie potrzebuje nikogo bliskiego. Wystarczy mi babcia i jej pyszne ciasto. Dawno z nią nie rozmawiałam, więc muszę to jakoś naprawić.

-Halo – odebrałam niespodziewany telefon o Lucasa – coś się stało?

-Właśnie wstałem i zastanawiałem się co robisz. -Wyłączyłam czajnik i zalałam herbatę.

-Spędzam samotnie wieczór – odpowiedziałam zgodnie z prawdą – czemu cię to interesuje?

-Czuje się winny, że cię zostawiłem – usłyszałam jak ziewa – naprawdę nie miałem na nic siły. Teraz też mam dość wszystkiego.

-Spokojnie, przecież nie jesteś do niczego zobowiązany. Idź lepiej spać, ja pooglądam jakieś filmy. - Ruszyłam z powrotem na górę, gdzie będę czekać na rodziców.

-Okej, to jutro baw się dobrze.

-Będę, pa! - Zakończyłam połączenie wchodząc do sypialni. Zamknęłam drzwi i udałam się w kierunku łózka. Odłożyłam kubek, a sama poszłam zasłonić rolety. Dochodzi już 20, więc akurat jeden film oglądnę i rodzice będą w domu. Zjemy jakąś kolację i pewnie będą szli spać. Siedząc przed laptopem szukałam jakieś komedii, ale po wcześniejszym filmie, mam chyba chwilowo dość. Może wyszłabym na zewnątrz? Jakiś spacer by mi się przydał, albo chociaż 20 minut biegania. Nie mogę długo usiedzieć na tyłku, kiedy nie zaliczyłam treningu. Już tak mam od gimnazjum, że może wybić północ, ale jeśli nie ćwiczyłam to muszę to naprawić.

Wstałam i weszłam do swojej garderoby. Znalazłam się przy półkach zatytułowanych

Sport” i zaczęłam szukać spodni i bluzki. Odpowiednie dresy, stanik sportowy oraz bluzka na ramiączkach. Nad butami chwilę myślałam, aż wybrałam Nike. Do tego narzuciłam szarą bluzę i z telefonem wyszłam z pokoju. Pogasiłam światła, zostawiając jedno nad wejściem do domu. Uzbroiłam alarm i opuściłam podwórko. Nałożyłam na ramię odpowiedni przyrząd na telefon, który pomaga mi mierzyć kilometry oraz czas. Szłam rozgrzewając się. Doszłam do pewnego znaku i ruszyłam biegiem. Minęłam park, a następnie skręciłam w prawo. Znam już tą trasę na pamięć, bo biegam tutaj bardzo często. Po parku o tej porze nie polecam nikomu biegać. Rodzice mi zabraniają i ja sama bym nie chciała. Oczywiście z jakimś znajomym mogłabym, ale nigdy samemu.

Nie byłam pewna ile już minut biegnę i jakim tempem. Raz zwalniałam ze względu na pasy lub jadący rower z naprzeciwka. Mijając dom znajomych moich rodziców przystopowałam. Obejrzałam się za siebie i rozciągnęłam mięśnie nóg. Sprawdziłam telefon, gdzie miałam nieodebrane połączenie i SMS. Normując oddech odczytałam wiadomość od Chrisa

Jesteś w domu? Bo właśnie wracam z garniturem i chcę ci pokazać...”

Oczywiście połączenie też było od niego, więc wystukałam krótką wiadomość i zawróciłam do domu. Pewnie przyjedzie szybciej niż ja dobiegnę, ale trudno. Przyśpieszyłam na ostatniej prostej. Myślałam, że moje serce już wyskoczyło jakąś sekundę temu. Widząc już bramę do domu szeroko się uśmiechnęłam. Moim marzeniem aktualnie jest prysznic i woda do picia. Ile ja bym dała za nią. Mogłam wziąć ze sobą, ale nie lubię biegać i jednocześnie trzymać coś w ręku.

Otworzyłam bramkę i weszłam na podwórko. Nie zdążyłam dojść do domu, bo podjechał Chris. Zatrzymałam się czekając, aż wejdzie.

-Hej kochanie – uniósł mnie i pocałował w usta.

-Jestem spocona – uprzedziłam oddając pocałunek.

-Za bardzo tęskniłem, żeby teraz zwracać na to uwagę.

Ruszyłam pierwsza do drzwi i wpuściłam go do środka. Ściągnął od razu buty i znalazł „swoje” kapcie. Jesteśmy razem jakiś czas, więc chłopak czuje się jak u siebie. Większość czasu będąc razem spędzaliśmy w moim pokoju. U niego byłam bardzo rzadko, ale za każdym razem jego mama mówiła jak bardzo mnie kocha. Ogólnie jego rodzice traktują mnie jak swoje dziecko. Mimo, że ich też często nie ma, to wydają się być bardzo sympatyczni.

-Chcesz coś do picia? - Oderwałam swoje usta od butelki z wodą mineralną. Brunet zaśmiał się, ale sam podszedł do lodówki i wyjął sok pomarańczowy. Następnie nalał sobie do szklanki i opróżnił ją.

-Nie tylko ty umierałaś z pragnienia – puścił mi oczko i w reszcie pokazał na garnitur, który był ostrożnie zapakowany – zobaczysz?

-Pokazuj! - Klasnęłam w ręce czekając, aż rozsunie suwak i ukaże się strój jaki sobie sam kupił. Nie wiem czemu nie zabrał mnie ze sobą, wtedy byłoby łatwiej.

-Ta dam.

Garnitur jak dla jakieś tajnego agenta. Idealnie czarny, a do tego granatowy krawat. Przynajmniej będziemy w jakiś sposób do siebie pasować. Kiwałam głową przyglądając się materiałowi, który nie wygląda na tani.

-Jest śliczny – skomentowałam całując go w policzek – będzie idealny na jutro.

-Właśnie, a o której być po ciebie? - Zasunął pokrowiec i odłożył garnitur na krzesło obok.

-Bądź o 12:30. Tam mamy być jakoś przed 13, więc na spokojnie pojedziemy.

-Dobra, to podjadę po księżniczkę na białym koniu. - Zaśmiałam się na samo wyobrażenie bruneta na takim zwierzaku. W sumie na takiej uroczystości nie byłoby to czymś szokującym. Sama śmietanka lekarzy oraz inni znaczący ludzie. Każdy z nim nie raz jeździł na biały koniu, a na pewno na taką imprezę.

-Pojedziemy limuzyną z rodzicami, okej? Czy jednak wolisz jechać swoim samochodem? -Wyrzuciłam już pustą butelkę po wodzie do śmietnika, a następnie otworzyłam lodówkę. Umieram z głodu przez to bieganie..

-Limuzyna brzmi interesująco.. a twoi rodzice nie zjedzą mnie? - Uniósł w górę brew, a ja chwilę się musiałam zastanowić nad odpowiedzią. Nie przepadają za nim, ale oni za żadnym chłopakiem w moim otoczeniu nie przepadają.

-Jesteśmy razem już długo, więc przyzwyczaili się pewnie do ciebie. Przynieś mamie czerwone róże, a tacie dobre wino. Wtedy będą twoi na jakiś czas. - Idealny pomysł na zdobycie moich rodziców. Chociaż tato uwielbia też cygara, a mama kwiaty i czekoladki. Ale jeśli im coś takiego da, to też będą mili. Lubią dostawać prezenty, dlatego łatwo można zdobyć ich serce.

-Ty to masz kochanie zawsze świetne pomysły. - Złapał mnie w pasie i przyciągnął na swoje kolana. Wtuliłam się w jego tors słuchając bicia serca. Siedzieliśmy nic nie mówią, tylko słuchając swoich oddechów nawzajem.

-Nawet nie wiesz co bym chciał teraz z tobą zrobić – wypalił znienacka. Poczułam rumieniec na swoich policzkach.

-Jeszcze trochę poczekaj – odpowiedziałam chowając twarz w jego klatce. Spotkałam się z westchnieniem. Zacisnął mocniej ręce no mojej tali, zaczęło boleć. Syknęłam, na co poluzował uścisk i „zrzucił” mnie ze swoich kolan.

-Będę leciał – pocałował mnie w policzek i wyszedł. Szłam pomału za nim, czekając aż nałoży buty. Chciałam dać mu buziaka na pożegnanie, ale trzasnął mi przed nosem drzwiami. Ze zdziwienia uniosłam w górę brew, ale otrząsnęłam się wpisując kod do alarmu. Mogłam się tego po nim spodziewać. Coś nie idzie po jego myśli, więc ucieka i zostawia wiele pytań. Wróciłam do kuchni gdzie zaczęłam przyrządzać sobie coś do jedzenia. Moi rodzice chyba znowu wrócą później niż zwykle, więc położę się zaraz spać..
........
Hej!! Dziękuje za komentarze :'D I przepraszam, ze tak długo, ale byłam w Bułgarii i wróciłam 12.. Akurat w swoje urodziny, więc świętowałam 17 ^^ A dopiero wieczorem zabrałam się za pisanie. I w jakiś sposób skończyłam go dziś i dodaję <3
Do następnego! Buziaki ;3

środa, 22 czerwca 2016

Rozdział 7


-Tak to ja – odpowiedziałam mężczyźnie, którego nie posądzałam o uprawianie publicznie sportu.

-Cóż za spotkanie – podbiegł do nas, a następnie zjechał wzrokiem po Lucasie. Dlaczego kiedy nie chcę mieć problemów, one same do mnie przychodzą?

-Nie sądziłam, że ważni biznesmeni biegają – jego oczy wróciły na moją postać.

-Nie wszyscy są tacy sami – odpowiedział wypalając mi dziurę, tymi swoimi idealnymi czekoladowymi tęczówkami.

Poczułam nagłe szturchnięcie w ramię, na co odruchowo potrząsnęłam głową patrząc na Lucasa. Uniósł brew, czekając na moją reakcje. Oczywiście mój mózg trochę wolno buforuje, więc minęło parę sekund, aż oprzytomniałam.

-Luke to jest Zayn Malik, a to mój kolega z klasy Luke – wskazałam na obojga mężczyzn, którzy wymienili się uściskiem dłoni. Na początku wyglądało to bezpiecznie, ale w końcu to mężczyźni, a z nimi nigdy nic nie wiadomo.

-Miło było się spotkać, ale obowiązki wzywają – pokiwałam głową, a następnie posłałam mu uśmiech.

-Do zobaczenia! - krzyknęłam odwracając się w drugą stronę i zabierając blondyna ze sobą.

-Mamy uciekać? - wyszeptał kiedy odwracałam się nerwowo by sprawdzić, czy aby na pewno Zayn Malik oddalił się od nas.

-Coś w tym stylu – zatrzymałam się obok jednej z ławek- po prostu moi rodzice są na niego cięci, i zabraniają mi z nim rozmawiać. Chociaż go nie znają – oznajmiłam widząc jego zakłopotanie. Chyba od początku mogłam być z nim bardziej szczera. Jednak teraz nie mogę wypalić z tekstem typu „ Wiesz, bo mój chłopak nienawidzi kiedy jestem z innymi chłopakami, więc muszę ukrywać naszą znajomość” Takie coś nie przejdzie najlepiej. Ja sama słysząc takie słowa, uciekałabym jak najdalej. Może nadejdzie taki dzień, że powiem mu o Chrisie i jakoś to zrozumie, bo inaczej nie będzie między nami czegoś w stylu przyjaźni.

-Powiedzmy, że rozumiem wszystko. Czy mam się teraz bać pokazać twoim rodzicom na oczy? - puścił mi oczko poprawiając swojego kolczyka w wardze. Rozśmieszył mnie ten gest, a dodatkowo uderzyłam go w ramię.

-Mniej gadania więcej biegania – wróciłam do poprzedniej czynności starając się być już w domu. Jutro czwartek czyli coraz bliżej weekendu.

**

-Długo was nie było – powiedziałam przy porannym posiłku z rodzicami. Wczoraj jak wróciłam ich dalej nie było. Zaczynałam się martwić, ale zdałam sobie sprawę, że w pracy na pewno musieli zostać po godzinach, lub po prostu pojechali na romantyczną kolację we dwoje. A tego im potrzeba, bo w domu rzadko się widują, a bliskości między nimi już dawno nie było.

-Skarbie, musieliśmy pomóc naszym znajomym przy zakupach na sobotę. W końcu jesteśmy z nimi bardzo blisko, więc pomocna dłoń zawsze się przydaje – odparł mój ojciec biorąc do reki kubek z kawą. Mama tylko pokiwała głową jedząc płatki owsiane. Westchnęłam zajmując się także swoim śniadaniem. Jakoś nie mam ochoty iść na ten „bal” w sobotę, ale skoro się umówiłam z Chrisem, to nie wypada tak go wystawiać teraz. Tylko sumie to ja go zaprosiłam, czyli wystawienie nie działa w tą stronę. Nie ważne, muszę iść dziś kupić sukienkę, bo nie mam nic nowego. To znaczy mam mnóstwo sukienek, ale na taką okazję muszę sobie kupić nową. Po prostu uwielbiam sukienki i kiedy mam okazję to korzystam by mieć ich więcej.

-Kochanie dziś musisz zjeść na mieście, bo Isabella ma wolne – mama złapała mnie za rękę, żebym spojrzała na nią. Pokiwałam głową kończąc kanapkę i wstając od stołu podziękowałam. Odniosłam po sobie talerzyk oraz kubek. Skoro Isabella ma dziś wolne, to nasza kuchnia będzie istnym pobojowiskiem.

Wyszłam na dwór biorąc plecak i kluczyki do swojego autka, które czekało na mnie już przy bramie. Słoneczko dziś pięknie świeci, więc nałożyłam spódniczkę rozkloszowaną, a do tego czarną bluzkę, którą wsunęłam do spódnicy. Dylemat miałam przy butach, bo lubię łączyć sportowe elementy z elegancją, dlatego też nałożyłam białe trampki.

Wsiadając za kółko otworzyłam pilotem bramę, aby nie czekać długo. Odpaliłam w tym czasie silnik oraz zapięłam pasy. Przetarłam zaspane oczy i włączyłam radio. Dochodzi 8, więc muszę jechać, aby nie spóźnić się na pierwszą biologię. Nasza pani nie lubi kiedy ktoś nie przychodzi na czas, z czego ona zawsze przychodzi po czasie lub na styk. Ja nigdy się nie spóźniam, bo nie mam tego w zwyczaju.

Wyjechałam poza nasze podwórko, a następnie skręciłam w odpowiednią stronę. Po drodze czerwone światło, czyli dodatkowy postój. Londyn już od rana zaczyna być zatłoczony. Wszyscy śpieszą się to do szkoły, to do pracy, nikt nie ma chwili na odpoczynek. Zresztą ja sama codziennie wykonuję tą samą rutynę, jedynie czasem wyjdę ze znajomymi. Wtedy mój normalny dzień trochę się zmienia.

-Musimy to powtórzyć – na parkingu kiedy tylko opuściła swój samochód, dopadł mnie Luke. Miał na sobie przeciwsłoneczne okulary, dlaczego ja o nich nie pomyślałam? Dziś na prawdę pogoda nam dopisuje, szczególnie, że zaczyna się maj. Jedyny minus tego miesiąca to matura. Jeszcze jakieś 13 dni i będziemy się stresować jeszcze bardziej niż dziś.

-Ja zawsze jestem chętna jeśli chodzi o sport – szliśmy wspólnie do szkoły na pierwszą lekcję. Zazwyczaj przed budynkiem czeka na mnie Holly, ale dziś pisała mi SMS, że nie będzie jej na biologii.

Będę zmuszona siedzieć sama. Musze jeszcze napisać do Clari czy pójdzie ze mną na zakupy, bo potrzebuje dodatkowej opinii osoby trzeciej. Ona zawsze mi powie co sądzi o danej rzeczy, a dzięki temu będę miała piękną sukienkę. Wyjęłam z plecaka telefon i wystukałam krótką wiadomość do przyjaciółki. Pewnie odczyta za jakąś godzinę, bo ma wyciszone dzwonki.

*

-Nie mam dziś czasu, bo mam jutro sprawdzian z matematyki – po skończonych lekcjach zadzwoniła do mnie Clar, żeby przekazać mi smutną wiadomość.

-Czyli jestem zdana na siebie? - zrobiłam smutną minę wychodząc ze szkoły.

-A Holly? Ona pewnie jest chętna – starała się mi jakoś pomóc, ale Holly nie przyszła na żadną dziś lekcję, więc tym bardziej czułam się osamotniona.

-Odpada – otworzyłam samochód chowając do środka plecak – ale może kogoś znajdę, a jak nie to sama dam sobie radę.

-Wybierzesz sama coś ładnego, a teraz buźka lecę do książek – pożegnałam się z nią i na chwilę się zatrzymałam na słońcu. Zamknęłam oczy i po prostu pozwalałam, aby promienie słońca jak najwięcej padały na moją twarz. Jednak po chwili ktoś stanął centralnie przede mną. Uchyliłam pomału powieki i dostrzegłam Lucasa, który miał głupkowaty uśmiech.

-Eve, mamy maj, a ty już się opalasz? - moją odpowiedzią było głośne westchnięcie i otworzenie samochodu.

-Skąd ty się wziąłeś? - zasiadłam za kierownicą czekając na jego odpowiedź.

-Z twoich snów, skarbie – puścił mi oczko zamykając moja drzwi. Poczułam rumieńce na policzka, więc spuściłam wzrok na kierownicę.

-Tak sobie wmawiaj – odpaliłam silnik, zapięłam pasy i machając chłopakowi odjechałam. Piękny dzień, a ja muszę sama jechać na zakupy, po prostu cudownie. Z drugiej strony przydałby mi się teraz mój kochany Chris. Na światłach wyjęłam telefon, aby wystukać szybką wiadomość. Mam nadzieję, że dziś nie ma żadnego treningu i pomoże mi z wyborem sukienki. W końcu to on musi się pode mnie pod pasować, bo inaczej będzie problem. Uwielbiam kiedy Christian ma krawat pod kolor mojej kreacji, wtedy to wszystko nabiera sensu.

Podjechałam pod jedną z większych galerii w Londynie – to tutaj ostatnio kupiłam piękną sukienkę. Tym razem też mam zamiar wejść i od razu wyjść, żeby nie marnować całego dnia na chodzeniu po sklepach.

Oczywiście,nie ma dnia, aby były tutaj pustki. Chyba większość ludzi czeka już od rana, na otwarcie i spędza tutaj godziny. Dosłownie nie da się czasem przejść z jednego sklepu do drugiego. A najgorzej jest w okresie wiosennym, bo studniówki, wesela, przyjęcia. Każda kobieta potrzebuje pięknie wyglądać.

Na szczęście dostałam się do mojego ulubionego lokalu, gdzie od razu przywitała mnie obsługa, która zapewne mnie zna. Przychodzę tutaj za każdym razem, kiedy potrzebuję takiego rodzaju ubioru. I muszę przyznać, że zawsze wychodzę z uśmiechem na ustach. Teraz też mam taki zamiar, więc zaczęłam się rozglądać po pułkach. Zbyt ciemna, a po drugiej stronie zbyt jasna. Najlepiej znaleźć taki pośrodku kolor, wtedy byłabym najszczęśliwszą dziewczyną w danym momencie.

-W czymś pomóc? - podeszła do mnie miła ekspedientka z szerokim uśmiechem.

-Dziękuje, ale na razie staram się coś zlokalizować – odpowiedziałam udając się na koniec pomieszczenia. Niby wszędzie wiszą jakieś sukienki, lecz nie takie jakie chcę.

Wszędzie zajrzałam, dosłownie w każdy kąt i nic. To jest niemożliwe.. Chyba jednak muszę skorzystać z pomocy.

-Przepraszam, czy mogłaby mi Pani jednak pomóc? - zwróciłam się do tej samej kobiety, która wcześniej zaproponowała mi pomoc.

-Na jaką okazję ma być kreacja?

-Coś typu bal, ale taki bardziej rodzinny – odpowiedziałam podążając za nią wzrokiem. Najpierw pokazała mi wszystko co miała pod ręką, ale to nie było dla mnie. Jedna była kanarkowa, a ja nie chcę się rzucać w oczy. Wyjaśniłam jej mniej więcej, jaki odcień byłby dla mnie idealny. Dziewczyna złapała się za głowę, aż po przeglądnięciu wszystkich półek, zaproponowała mi przegląd nowej kolekcji, która dopiero dziś rano do nich dotarła. Zgodziłam się, bo to zawsze może mi pomóc.

-Może tutaj Pani znajdzie sukienkę – otworzyła przede mną zaplecze, gdzie wisiało tyle samo ciuchów co na sklepie. Z westchnieniem zaczęłam poruszać się po kantorku. Większość była zbyt bufiasta, a takich nie lubię. Wolę coś prostego, do połowy uda, ewentualnie lekko rozkloszowana. Kolor jest jednak do przegadania, ale jak dla mnie jakiś granat/chaber. Uwielbiam wszystkie odcienie niebieskiego, od najjaśniejszych do najciemniejszych. Moi rodzice powtarzają, że jestem urodzoną księżniczką ze względu na moje niebieskie oczy i umiłowanie do tego koloru. Nie wiem co to ma ze sobą wspólnego, ale strasznie lubię to stwierdzenie.

-Może ta? - i teraz zamarłam. Po prostu kilka metrów przede mną wisiała idealna sukienka. Nie wiem jak, ale chyba przeleciałam tą odległość na niewidocznych skrzydłach. Wzięłam kreację i przez dłuższą chwilę jeździłam po niej wzrokiem.

Idealna długość, kolor granatowy, bez pleców, lekko rozkloszowana, a do tego idealnie ozdobiona koronką oraz ten delikatny materiał. Dotykając jej, czuje się jak w czymś co znam od lat. To tak jak z babcinym obiadem. Zawsze pyszny i nie do zapomnienia. Tak mam właśnie z tym.

-To ona – wydusiłam biorąc ją w swoje ręce i kierując się do przymierzalni. Muszę mieć pewność, czy aby na pewno jest to mój rozmiar. Bo kota w worku wolę nie kupować. To nigdy nie wychodzi na dobre, bo może okazać się za mała, a wtedy miałabym kłopot.

Delikatnie przełożyłam ją przez głowę, a następnie dopasowałam do ciała. Momentalnie na twarzy pojawił mi się wielki banan. Jak dla mnie jest pięknie. Czuję się jak w drugiej skórze. Jeszcze tylko czarne szpilki, ale takie już mam w szafie, i jestem gotowa.

**

-Jest po prostu stworzona dla mnie – wzięłam gryza kanapki słysząc jak Clari, zachwyca się ze mną z kupna sukienki.

-A nie mówiłam, że sama coś znajdziesz? - pokręciłam głową widząc jej entuzjazm. Biedna spędziła cały dzień na siedzeniu w domu.

-W sobotę będę królową balu.

-A jak inaczej – powiedziała brunetka, a następnie ucichła.

-Coś się stało? - spytałam kończąc kolację, którą musiałam sobie niedawno zrobić, bo moich rodziców nie ma w domu, a zapomniałam kupić na mieście.

-Po prostu zdałam sobie sprawę, że będziesz tam z tym dupkiem – westchnęłam zamykając oczy. Żyję między młotem, a kowadłem. Jedno nie lubi drugiego, a ja kocham ich oboje. Nie potrafiłabym nigdy wybrać, chociaż przyjaźń jest dla mnie skarbem. Od małego jestem uczona na wszystkich książkach dla dzieci, że prawdziwi przyjaciele zawsze są najważniejsi, i mimo wszystko z nami zostają. Znając mnie i mój pech, gdybym źle wybrała Clari i tak by przy mnie była. Nawet jakby tego w jakiś sposób nie potrzebowała.

-W końcu jest moim chłopakiem, więc to było jasne, że będziemy tam razem – odpowiedziałam całkowicie opanowana, bo nie chce wszczynać na wieczór kłótni.

-Wiem, ale mogłabyś znaleźć sobie kogoś innego. Na pewno ten Luke jest lepszy.

-Clar! Proszę cie, nie baw się w swatkę, kiedy ja tego nie potrzebuje – spotkała się z moim wyśmianiem, ponieważ Lucas jest moim kolegom i nie wyobrażam sobie, by między nami było coś więcej niż przyjaźń.

Strasznie się boję, że jak powiem Chrisowi o mojej nowej znajomości, to zakaże nam się spotykać. A wtedy przyznałabym rację Clari, która skakałaby ze szczęścia.

-Jesteśmy! - doszły mnie krzyki z dołu, więc spojrzałam na zegarek. Dochodzi dopiero 20, czyli i tak dosyć wcześniej wyszli z pracy.

-Rodzice wrócili, jutro się odezwę – wysłałam jej buziaka kończąc nasze połączenie. Wyskoczyłam z łózka szukając swoich kapci, aby móc pójść przywitać się. Zeszłam po schodach i zastałam ich stojących w salonie. Sprawdzali listy, które wyjęłam wracając z zakupów ze skrzynki.

-Cześć kochanie – mama ucałowała mnie w głowę, a tato poczochrał moje już i tak rozwalone włosy.

-Jak Ci minął dzień? - podreptałam za nimi w stronę kuchni, gdzie wstawiłam czajnik dla nich na herbatę. Oparłam się o barek i przyglądałam się ich poczynaniom. Oczywiście mama nie miała pojęcia gdzie co jest, tak jakby znalazła się w nie swojej kuchni. Kocham ją, ale mogłaby bardziej zwracać na takie szczegóły uwagę.

-Coraz bardziej stresuje się sobotą – odpowiedziałam na zadane wcześniej pytanie do strony ojca.

-Czym? - ponownie spytał nie spoglądając w moją stronę. Był zbyt zajęty szukaniem sztućców.

-Po prostu wszystkim. Nie wiem kto tam może być, ani czy dobrze wypadnę na tle waszych znajomych – widząc jego zmieszanie podeszłam i wysunęłam jedną szufladę, gdzie były wszystkie potrzebne przedmioty.

-Kochanie, wypadniesz genialnie – ucałował mnie w policzek, a następnie wymijającym krokiem dotarł do stanowiska na ciepły napój. Zalał dwa kubki herbaty, a mama zdążyła nałożyć jedzenie.

-Jak będziecie mieć jutro czas, to pokażę wam sukienkę na sobotę – postanowiłam zostawić ich samych, bo nie wyglądają na wypoczętych, a kiedy są zmęczeni to marzą o łóżku. A nie o rozmawianiu o moich ciuchach.

-Dobranoc – powiedziałam kierując się do wyjścia.

-Śpij dobrze – usłyszałam za sobą głoś mamy.

Wróciłam do swojej sypialni, gdzie jest mi najlepiej. Chwilę przystanęłam w progu obserwując czy wszystko spakowałam do tornistra. Skoro nic nie leży na podłodze, to znajduje się w plecaku. Zgasiłam duże światło, a jedynie zostawiłam lampkę, aby po chwili i jej się pozbyć. Jest dosyć wczesna pora, ale jak dla mnie odpowiedni czas do snu. Wyśpię się przynajmniej na jutrzejsze zajęcia. I tak pewnie nie będzie ciężko, ze względu na rade pedagogiczną.

Zamknęłam oczy i zaczynałam już pomału śnić o czymś ciekawym, ale wyrwał mnie z tego stanu dźwięk przychodzącego SMS. Podniosłam szybko głowę, a dopiero po chwili zlokalizowałam urządzenie, które wybudziło mnie z mojej własnej bajki.

Ciężko odblokowałam ekran, a następnie weszłam w wiadomości. Przetarłam oczy, bo miałam zamazany widok.

Przepraszam, że nie odpisałem wcześnie.. Tęsknie ;c Kocham cię.. xx Chris

To mogę wybaczyć, skoro taki jest powód mojego wybudzenia. Z uśmiechem wystukałam krótką odpowiedź i spokojnie wróciłam do poprzedniej czynności, która najlepiej mi wychodzi.

Tym razem nic mi już nie przeszkodzi. Nie mam pojęcia na czym polega cała ta magia ze snem, ale zgadzam się ze zdaniem, że jest to coś nie do opisania. Ponieważ każdy wchodzi w taki błogi stan i może się z niego łatwo wybudzić, ale jednak nie do końca każdy...

....................
Hej! Strasznie długo mi zajął ten rozdział... po prostu myślę, czy nie zacząć tego bloga na nowo. W sensie pod tym adresem, ale usunąć wszystko i napisać wszystko na czystej kartce.. zmienić trochę fabułę..
Ale z drugiej strony nie mam czasu ;-; mam na głowie 2/3 inne blogi, wakacje, szkołę... dlatego będę pisać tak jak zaczęłam, a kiedy nadejdzie wolny czas, to na pewno zacznę wszystko od nowa.. Marzę by wydać kiedyś jakąś z moich książek, ale pewnie daleka droga do tego.. <3
Dziękuje za kom ^^
Pozdrawiam i postaram się dodać coś przed wyjazdem do Bułgarii (30.06) ale nic nie obiecuję, więc miłych wakacji!! <33